poniedziałek, 12 września 2016

Gdy zaśpiewa słowik.


Autor: Antonia Michaelis
Tytuł: Dopóki śpiewa słowik
Wydawnictwo: Dreams
Liczba stron: 416

Dlaczego lubimy oglądać horrory, choć wiemy, co będzie się działo? Przecież zazwyczaj ich scenariusz jest prosty - tajemnicze i niegościnne miejsce, do którego przybywa osoba/kilka osób, po czym zaczynają się zniknięcia, morderstwa i robi się coraz bardziej niebezpiecznie. A jednak ten tajemniczy klimat, to coś, co mnie najbardziej nęci. Lubię poczuć te dreszczyki napięcia, tę grozę i ciężkość. Ktoś mi kiedyś powiedział, że u Michaelis coś takiego znajdę - czy rzeczywiście? 



Jari ma osiemnaście lat i w porównaniu z najlepszym przyjacielem, Mattim, jest nieporadny w kontaktach z dziewczętami. Nic dziwnego. Żył dotąd w uporządkowanym świecie stałych norm i krochmalonych koszul – brakuje mu doświadczenia. To wszystko zmienia się, gdy spotyka Jaschę. Ta wywierająca niezwykłe wrażenie dziewczyna prowadzi go ze sobą do domu w samym środku leśnej pustelni. Tam Jari odkrywa świat piękna, finezyjnych ornamentów i zmysłowego upojenia. Ale wkrótce okazuje się, że Jascha skrywa pewną tajemnicę. I że za pięknymi złudzeniami kryje się porażająca prawda. Dom na odludziu. Błądzący wędrownik. Las, skrywający zbyt wiele grobów I niebezpieczeństwo, które wychodzi poza granice wyobrażeń.

Spodziewałam się po tej książce prawdziwej Puszki Pandory - pełnej zagadek, tajemnic i bohaterów kryjących wiele niespodzianek. Tymczasem im więcej stron było za mną, tym większe było moje rozczarowanie. Autorka ma specyficzny warsztat i pewnie wiele osób jest jej wielbicielami, ale niestety ja do nich nie dołączę. Kreacja jej bohaterów miała być fascynująca, tymczasem ja miałam wrażenie, że są z nich takie trochę miałkie galaretki. Byli cały czas smutni i zgorzkniali - gdybym miała przedstawić ich za pomocą kolorów, użyłabym najbardziej ciemnych odcieni szarości oraz czerń. Brakowało mi w tym promyka światła, czegoś, co by przełamało tę przytłaczającą atmosferę. 

W pierwszej chwili czułam, że to może być coś dla mnie, bo czułam się zauroczona ładnymi, klimatycznymi opisami. Wydawało mi się, że dodadzą one charakteru tej historii i subtelności dla całości... Kurczę, wydawało mi się to naprawdę dobre słowo. Uwielbiam opisy - to jest bezsprzeczny fakt. Nie znoszę książek, w których dominują dialogi - okazało się jednak, że interesujące opisy też nie podbiją mnie, jeśli nie poczuję w tym serca. Historia Jaschy i Jariego miała mieć w sobie urok, ich uczucie miało uwodzić, tymczasem ja czułam się z każdą kolejną stroną bardziej zmęczona i zmordowana. 

To nie jest to, na co się nastawiłam i czego się spodziewałam. Liczyłam na coś odrobinę kreatywnego, innego niż dotychczas, mającego coś, co będzie dla mnie ciekawym doświadczeniem. Opisywana przez wszystkich poetyckość i liryczność jej pióra pozwoliła mi się łudzić, że będzie to pod względem językowym powieść w rodzaju Lauren Oliver - nic z tych rzeczy. W przypadku tej historii mamy po prostu do czynienia z przerostem formy nad treścią. Niestety, niestety, niestety. Całość momentami była dla mnie aż groteskowa... A nie tego oczekiwałam. 


Książka bierze udział w wyzwaniu:
Kiedyś przeczytam

4 komentarze :

  1. Historia wydaje się być ciekawa, ale skoro wykonanie jest tak kiepskie, to zdecydowanie odpuszczę sobie tę książkę ;)
    Pozdrawiam! http://literacki-wszechswiat.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. Mnie od tej książki odstraszała już sama okładka, a twoja recenzja tylko mnie utwierdziła w przekonaniu, że lepiej sobie ją odpuścić.

    papierowe-strony.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. taki plus że kolejna książka z wyzwania "Kiedyś przeczytam" przeczytana. Ja mam wielkie oczekiwania co do tej książki. Zarówno tytuł, opis i okładka niesamowicie mnie zachęciły, ale teraz mój zapał trochę ostygł...

    OdpowiedzUsuń
  4. Odpuszczę sobie tę książkę skoro nie ma w niej nic odkrywczego i rozczarowuje.

    OdpowiedzUsuń

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka