poniedziałek, 22 sierpnia 2016

Nadeszła prawdziwa królowa cieni...


Autor: Sarah J. Maas
Tytuł: Królowa cieni
Cykl: Szklany tron. Tom IV.
Wydawnictwo: Uroboros
Liczba stron: 848

Nie bez powodu mówi się, że kraj, w którym spędziliśmy dziecięce lata, jest naszym prawdziwym domem. Choć zdarza się, że musimy go opuścić i udać się w inny zakątek na świecie, to jednak w naszym sercu zawsze uchowa się to najukochańsze, najbezpieczniejsze miejsce, do którego będziemy chcieli kiedyś wrócić. Dziś podziwiamy ludzi, którzy byli w stanie oddać życie za wolność swych ziem - ale czy my potrafilibyśmy tak samo stanąć do walki? 


Celaena Sardothien do tej pory traciła wszystkich, których kochała. Zamordowano jej rodziców, jej ukochany, Sam, także zginął w męczarniach. Jej przyjaciółka poświęciła życie, by Celaena mogła odkryć swoje dziedzictwo i pójść za przeznaczeniem… Ale dość tego. Teraz, gdy okiełznała już swoją moc, nadszedł czas na zemstę. Dziewczyna znana do tej pory jako Zabójczyni Adarlanu zniknęła – narodziła się Aelin Ogniste Serce. Nadszedł czas walki o wszystko, co ważne. Aelin wraca do Adarlanu, by zemścić się na tych, którzy skrzywdzili jej bliskich i stanąć twarzą w twarz z cieniami przeszłości. A przede wszystkim po to, by chronić tych, którzy jej pozostali. Przed nią zadanie prawie niemożliwe do wykonania. Jej przeciwnicy mają po swojej stronie mroczne siły, a Aelin w Adarlanie pozbawiona jest swojej magii, która pozwala jej władać ogniem. Może jednak liczyć na swoich towarzyszy – kuzyna Aediona, Chaola, Lysandrę i przede wszystkim na Rowana. Rowana – walecznego księcia-wojownika Fae, jej carranama, bratnią duszę – do którego zaczyna żywić coraz bardziej płomienne uczucia.

Dwa pierwsze tomy tej serii dosłownie pochłonęłam. Byłam zachwycona stylem Maas , sposobem, w jakim kreuje bohaterów i jej wikłaniem ich w coraz większe problemy. W przypadku tomu trzeciego nastąpił jednak spadek w formie i czułam, że to nie jest ta jakość, do której autorka mnie przyzwyczaiła. Gdy miałam przystąpić do poznawania najnowszej książki, miałam dosyć sporą zagwozdkę - zastanawiałam się, czy nastąpi tu tendencja wzrostowa, czy może kolejny spadek. Muszę jednak przyznać, że nic z tego - tu była podobna stagnacja jak w tomie trzecim. Nie wiem tylko, czy to powód do radości... czy może do zdziwienia. 

Lubię grube książki. Serio. Naprawdę lubię czuć ich ciężar, szelest stron i perspektywę, ile cudownych wydarzeń jeszcze przede mną. Chciałabym jednak, by Królowa cieni nie była takim opasłym tomiskiem. Wolałabym, by miała te dwieście-trzysta stron mniej, ale była konkretniejsza. Przez lwią część tej odsłony marzyłam, by zaczęło się dziać coś porządnego i cały czas byłam zawiedziona. Rozumiem, że ciężko sprawić, by od okładki przedniej do okładki tylnej cały czas były wybuchy, mordy i wydarzenia zapierające dech w piersi, ale ta autorka pokazywała już, że stać ją na to, by stworzyć coś cudownego. Dlaczego więc znów jestem nie do końca usatysfakcjonowana? 

Niektórzy bohaterowie zaczęli tracić na jakości. Początkowo nie byłam w stanie przemóc swojej niechęci do Aelin, gdyż to nie była ta bohaterka, którą wcześniej tak ceniłam. Miałam uczucie, że jest coraz większą hipokrytką, egoizm staje się zbyt dużym problemem dla niej, a jej kontakty z Chaolem napawały mnie zdumieniem. Czy to jest ta sama Aelin, którą poznałam wcześniej? To samo mogę napisać w przypadku Rowana. O ile od razu nie przypadł mi do gustu, to jednak muszę przyznać, że w poprzedniej części on miał jakiś charakter. Tutaj zaś stał się nieco rozmemłanym pantofelkiem zapatrzonym w główną bohaterkę. Totalnie wykastrowany. Wciąż największym pytaniem co do czytelników tej serii jest dla mnie to, skąd taka miłość do tego bohatera. Naprawdę, na jego tle Chaol wypada o wiele, wiele lepiej. No ale autorka miała dla niego inne plany. 

Wciąż niesamowicie pozytywne wrażenie wywołuje u mnie wątek wiedźm. Bohaterka, jaką jest Manon, jest po prostu cudowna. Uwielbiam ją z całego serca i cholernie podoba mi się, że jest ona pełna sprzeczności. Jest władcza, pewna siebie i okrutna, lecz ma w sobie odruchy, które nie pozwalają zakwalifikować jej do całkowicie złych postaci. Jest taka prawdziwa w tym, kim jest. Podoba mi się też powiew świeżości, jakim jest dodanie Elide - ta dziewczyna naprawdę może jeszcze namieszać! A historia Asterin... gdy opowiadała o swojej przeszłości, naprawdę miałam łzy w oczach. Za wprowadzenie tych bohaterek masz u mnie ogromnego plusa, Maas, tylko proszę - nie zepsuj tego! 

Po zakończeniu, jakie nam autorka zafundowała, mam nieodparte wrażenie, że chyba chce ona przeciągnąć na siłę tę historię. Uwierzcie, gdyby na końcu pojawił się epilog, to opowieść o Aelin zdecydowanie mogłaby dobiec już końca. Tymczasem autorka kreuje nowe zło, które nie do końca mnie do siebie przekonuje... Koniec tego tomu był naprawdę spokojny i spinający wiele wątków, dlatego nie mam pojęcia w jaki sposób autorka z tego wybrnie. Trzymam jednak za nią kciuki! 

Królowa cieni nie jest tym, czego się spodziewałam. Ma nieco usterek i nie udało jej się uchronić przed tym, by być bezbłędną, fascynującą historią. Pomimo mojej miłości do grubych książek, ta w mojej opinii spokojnie mogłaby być mniej obszerna i wcale nie straciłaby na jakości. Miałam nadzieję, że ta powieść będzie mieć w sobie to coś, co mnie zaskoczy, tymczasem nie jestem przekonana, czy kilkaset stron dość sporej monotonii mogę autorce wybaczyć za to, że przy dwustu ostatnich naprawdę coś się działo. Maas, wiem, że stać Cię na więcej, dlatego cholera, weź się do roboty i powal mnie na kolana tak, jak za pierwszym i drugim razem! Bo dziś było tylko dobrze... A przecież mogłoby być o wiele lepiej. 


Książka bierze udział w wyzwaniu:
Kiedyś przeczytam

13 komentarzy :

  1. Kurcze, szkoda, że seria wykazuje tendencję spadkową, ale często tak jest, że po wielkim wow przychodzi spadek formy. Jednaki mimo to jestem skłonna dać tej serii szansę

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że ta seria jest naprawdę warta uwagi pomimo tego spadku w formie. ;)

      Usuń
  2. Mi ta część bardzo się podobała - chyba najbardziej z dotychczasowych. Ilość stron w ogóle mi nie przeszkadzała. Może nieco by zyskała na akcji, gdyby była 100-150 stron krótsza, ale 300, to według mnie trochę za dużo. Co do Rowana, to się zgadzam. W tej części był troszeczkę bezpłciowy ;) Aczkolwiek i tak go lubię :D
    Pozdrawiam!
    houseofreaders.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, a według mnie chyba wypadła o wiele bladziej niż pozostałe tomy. Ta ilość stron mnie przytłoczyła, naprawdę strasznie się męczyłam, dopiero przy końcu to wszystko jakoś przyspieszyło i nabrało barw... A Rowan to jakby nie on, już wcześniej go nie lubiłam, a tutaj to już całkowicie stracił w moich oczach!

      Usuń
  3. Nie znam tej serii i jak na razie nie czuję takiej potrzeby, aby się z nią zaznajomić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozumiem, nie każdy musi dobrze czuć się w takich klimatach. ;)

      Usuń
  4. Zagłębiam się w tom pierwszy i mi się podoba, zobaczymy jak będzie dalej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Drugi tom też jest świetny, dopiero poźniej jest nieco gorzej. :(

      Usuń
  5. Szkoda, że Cie rozczarowała. Dla mnie to jednak jedna z lepszych serii :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie też się podoba, choć liczyłam na coś lepszego. ;)

      Usuń
  6. Ja nie wytrzymałam i poprzestałam na pierwszym tomie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozumiem, i tak bywa. Nie wszystkim musi się przecież podobać to samo! :)

      Usuń
  7. Ja jestem dopiero przy drugim tomie, ale już nie mogę się doczekać, żeby przeczytać tę część. Świetna recenzja! :)

    moonybookishcorner.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka