niedziela, 14 sierpnia 2016

Allomancja we mgle.


Autor: Brandon Sanderson
Tytuł: Z mgły zrodzony
Cykl: Ostatnie Imperium. Tom I.
Wydawnictwo: MAG
Liczba stron: 671

Z fantastyką nigdy nie było mi po drodze - i to wcale nie dlatego, że nie lubię tego gatunku. Zazwyczaj wolę historie, które mają mniejsze lub większe prawdopodobieństwo zaistnienia, a w tym przypadku to się wykluczało. Co jakiś czas jednak lubię zanurzyć się w światach, które mają coś wspólnego z magią. Ostatnio zauważyłam, że wiele serii, które uważam za świetne, są właśnie powiązane z fantastyką - ukochana Pieśń Lodu i Ognia, zabawny Świat Dysku czy zadziwiający Szklany Tron. Dziś przyszedł czas, abym opowiedziała nieco o książce, która z miejsca ląduje wśród moich literackich odkryć 2016 roku. Całkowicie zasłużenie. 

Przez tysiąc lat popiół zasypywał kraj, nie kwitły kwiaty. Przez tysiąc lat skaa wiedli niewolnicze życie w nędzy i strachu. Przez tysiąc lat Ostatni Imperator, "Skrawek Nieskończoności”, posiadając władzę absolutną, rządził i stosował terror, niezwyciężony jak bóg. A kiedy nadzieja została porzucona już tak dawno, że nie pozostały z niej nawet wspomnienia, pokryty bliznami pół-skaa ze złamanym sercem odkrywa ją na nowo w piekielnym więzieniu Ostatniego Imperatora. Tam poznaje moce Zrodzonego z Mgły. Znakomity złodziejaszek i urodzony przywódca, wykorzystuje swoje talenty w intrydze, która ma pozbawić tronu i władzy samego Ostatniego Imperatora.

Piękna oprawa - to pierwsze rzuciło mi się w oczy, gdy chodziłam jakiegoś dnia po księgarni w moim mieście, by upolować coś dla siebie. Później zaczęłam wyszukiwać kolejne recenzje, zerkać na opinie ludzi, by dowiedzieć się nieco więcej. Na koniec uznałam, że po prostu muszę ją mieć, muszę ją przeczytać, muszę dowiedzieć się, CO w niej jest. Pewnie znacie to uczucie, że jakaś książka Was dręczy i czujecie, że to wrażenie zniknie dopiero, gdy się z nią zaznajomicie? No właśnie... coś takiego dopadło mnie. I teraz, gdy jestem świeżo po lekturze tej książki, czuję się zachwycona, zaintrygowana, ale i pełna podziwu dla Brandona Sandersona. 

Swój świat stworzył on od podstaw. Cała akcja dzieje się w Ostatnim Imperium, które już od tysiąclecia jest rządzone przez tę samą osobę, choć to niedopowiedzenie - przez swoich poddanych jest uważany za Boga. Wszystko tutaj wydaje się być niezwykle dopracowane - Sanderson dba o szczegóły, łącząc motywy wykorzystywane w innych historiach wraz z własną pomysłowością. Mamy tu podział ludności na szlachtę i skaa, którzy są przez nich zniewoleni i wyzyskiwani, nie mając żadnych praw, żyjąc w nędzy bez nadziei na poprawę swojego losu. Wśród szlachty wyróżnić można zwyczajnych ludzi, jak i Wielkie Rody, które mają wpływ na rządy Luthadelem - stolicą państwa Ostatniego Imperatora. Do tego warto wspomnieć o Obligatorach czy Inkwizytorach, którzy są na każde wezwanie władcy. Aha, jest jeszcze coś - magia. Taka magia, jakiej jeszcze w żadnej z książek nie spotkałam. 

Nie spotkacie tutaj czarodziei, magów czy wiedźm. Nie będzie tu feniksów, smoków, zaklęć czy uroków. Z nieba od wielu lat sypie się popiół, nocą wszystko jest spowite wzbudzającą strach mgłą, a magia dzieli się na dwie dziedziny - Allomancję i Feruchemię. Wszystko opiera się o metale, które należy w sobie spalać, by mieć określoną moc. Większość Allomantów ma tylko jeden dar, zdarzają się jednak nieliczne wyjątki, które potrafią korzystać z wszystkich metali - są oni nazywani Zrodzonymi z Mgły. Przyznajcie sami - czegoś takiego jeszcze nie było, prawda? A autorzy, którzy sami przecierają szlaki, zamiast iść po już wydeptanych ścieżkach, zawsze będą u mnie plusować - jak Sanderson. 

Oprócz doskonale stworzonego świata przedstawionego nie mogę nie wspomnieć o wspaniałych, niezwykle barwnych postaciach. Każda z nich przykuwa uwagę, a dialogi z ich udziałem wywołują całą gamę emocji podczas czytania - czasem rozbawienie, czasem melancholię, czasem smutek. Jestem pod wrażeniem postaci Vin - dziewczyny, która przebyła ogromną drogę podczas mojego spotkania z tą książkę. Poznałam ją jako zahukaną złodziejkę, tymczasem na koniec okazało się, że ma w sobie coś, o co nikt ją nie posądzał. Uwielbiam obserwować takie metamorfozy w stylu od zera do bohatera, jeśli są tworzone ze smakiem i wyczuciem - a tego na szczęście Sandersonowi nie zabrakło. Do tego mamy też Sazeda, Breeze'a, Docksona, Spooka, Marsha i całą resztę osób, które towarzyszą nam podczas kolejnych stron. 

Ach, jeszcze jest ktoś. Od dziś chyba jedna z moich ukochanych męskich postaci literackich - Kelsier. Bohater tak świetnie wykreowany, że chyba nie do zastąpienia w moim sercu. Postać pełna zagadek, tajemnic, ujawniająca niewiele, za to skrywająca mnóstwo sekretów. Urzekł mnie pasją, z jaką angażował się w działania dążące do obalenia Ostatniego Imperatora, chęcią pomoc, ale i determinacją. Jego miłość do Mare, to, w jaki sposób za każdym razem ją wspominał, w tym po prostu nie dało się nie zakochać. Dokonał niemożliwego, dzięki czemu jest zwany Ocalałym, ale nie uważa siebie za kogoś lepszego od innych. Choć nie zawsze ma rację i zdarza mu się mylić, to jednak z łatwością podbił moje serce. Cały Kelsier. 

Na koniec chyba mogę powiedzieć, że to naprawdę cudowna, fascynująca i wstrząsająca książka. Podczas czytania tworzyłam różne możliwe scenariusze zakończenia, ale to, co wymyślił autor, po prostu złamało mi na koniec serce. Przyzwyczaiłam się do tego, że to Martin mi je kruszył - to o jego serii krążą opowieści o tym, ile postaci zabił - ale nie spodziewałam się, że Sanderson też odbierze mi kogoś, do kogo się przywiązałam. Jeśli sięgniecie po tę książkę, to miejcie przy sobie chusteczkę - tak na wszelki wypadek. Nie zakładałam, że tutaj będę tak bardzo płakać, a jednak okazało się, że to możliwe. Na szczęście ta książka oprócz łez smutku daje wiele powodów do uśmiechu i radości. Szczególnie można polecić wszystkim tym, którzy gustują w fantastyce - dla nich to pozycja obowiązkowa.

Książka bierze udział w wyzwaniu:
Kiedyś przeczytam

8 komentarzy :

  1. Wszyscy zachwycają się Sandersonem, więc ja sama ostatnio skusiłam się na Z mgły zrodzony. To niezła cegiełka, a w wakacje wolę czytać krótsze powieści, dlatego jeszcze się za nią nie zabrałam, ale twoja recenzja zdecydowanie rozbudziła mój apetyt. Niesamowicie interesuje mnie stworzony przez autora świat, a skoro bohaterowie również są na plus, nie pozostaje mi nic innego, jak zabrać się za tę historię w najbliższym czasie.

    Books by Geek Girl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ta książka jest po prostu cudowna, ja sama skusiłam się na nią po wielu pozytywnych opiniach i wcale nie żałuję, coś pięknego! ;)

      Usuń
  2. Coś mi z Sandersonem nie po drodze - jakoś się nie lubimy, ale może kiedyś :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Chusteczki zdecydowanie się przydają w tej części, a ja nie byłam na to przygotowana!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To tak jak ja... Nadal tego momentu nie mogę przeboleć...

      Usuń
  4. Już tyle słyszałam o tej książce, że może jak znajdę trochę czasu to ją w końcu przeczytam ;)
    Pozdrawiam! http://literacki-wszechswiat.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  5. Tyle dobrego słyszałam o tym autorze, a nie przeczytałam jeszcze żadnej jego książki :( Kiedy ja to nadrobię? ;(

    OdpowiedzUsuń

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka