niedziela, 31 lipca 2016

Siła wspomnień.


Autor: Jaume Cabre
Tytuł: Cień eunucha
Wydawnictwo: Marginesy
Liczba stron: 496

Bez muzyki wielu z nas - pokuszę się o stwierdzenie, że większość z nas - nie wyobraża sobie życia. Nieważne, czy gustujemy w nieco mroczniejszym death metalu, czy lubujemy się w melancholijnych balladach, czy może lubimy skoczne i proste disco polo - muzyka jest częścią naszego życia. Są nawet osoby, które dla poszczególnych utworów nadają dodatkowe znaczenia i uważają je za przełomowe w swoim życiu. Powstaje wiele filmów, które poświęcone jest znanym twórcom i ich działalności, także pisarze do swoich powieści dołączają playlisty, które chętnie przesłuchujemy. Ale u wielu muzyka ma także głębsze znaczenie, jest rodzajem symbolu - jak u Cabre'a. 


Miquel staje przed trybunałem pamięci, by wystawić rachunek dwustuletniej rodzinnej historii i rozliczyć powojenną Hiszpanię. Służbowa kolacja z koleżanką z redakcji „Czasopisma”, Júlią, miała być dla błyskotliwego dziennikarza z redakcji muzycznej szansą na oderwanie się od czarnych myśli po pogrzebie przyjaciela, a tymczasem wszystko – potrawy, obsługa, towarzystwo, a przede wszystkim niefortunnie wybrany lokal, sprzysięgły się, by ten nostalgiczny wieczór stał się dla bohatera prawdziwym koszmarem. Miquel Gensana to wielki nieudacznik. Z żadną kobietą mu nie wyszło (ostatnia była skrzypaczką), dzieci nie spłodził – na nim kończy się ród – chciał być artystą, ale nie starczyło talentu. Nie zapobiegł bankructwu firmy i stracił dom rodzinny, w którym teraz jest modna restauracja. Do tej właśnie restauracji zaprosiła go koleżanka na wieczór wspomnieniowy. Jak święty Piotr trzykrotnie się zaparł, że to był kiedyś jego dom, ale wspomnienia nasuwały się same...

Cabre był dla mnie wielką zagadką. Pewnie Wy też macie jakichś autorów, o których twórczości słyszycie od dawna, śledzicie ich premiery, chcecie sięgnąć po jakieś tytuły, ale cały czas pozostaje to w sferze marzeń. U mnie między innymi (takich pisarzy mam niestety masę) jest to Jaume Cabre, który fascynował mnie już od wydania Wyznaję, ale zawsze coś stawało mi na drodze, by zacząć go poznawać. Czasami bałam się, że okaże się to za bardzo ambitne i nie będę w stanie zrozumieć tego, co chce przekazać mi autor, innym razem obawiałam się, że to może być nudne dla mnie i zbyt spokojne. W końcu jednak przełamałam się i sięgnęłam po intrygująco brzmiący Cień eunucha, który stosunkowo niedawno wyszedł na polskie półki księgarniane. 

Faktem jest, że wszystko zaczyna się bardzo powoli, delikatnie i jakby nieśmiało. Od razu warto zaznaczyć, że osoby, które w literaturze poszukują wartkiej akcji, wybuchów bombowych, skaczących kamikaze czy innych Matrixów, to muszą odłożyć tę historię i wybrać coś innego, bo będą zawiedzione. Tutaj główną rolę odgrywa język i styl autora, który początkowo był dla mnie sporą zagwozdką. Autor miesza tutaj teraźniejszość z przeszłością dalszą lub bliższą, nie jest to wyraźnie oznaczone, kiedy narrator mówi o ubiegłym czasie, dlatego trzeba być skoncentrowanym na książce, by żaden smaczek nie uleciał. Początkowo było dla mnie to sporym wyzwaniem, jednak po pewnym czasie przyzwyczaiłam się do tego tak samo, jak trzeba było przyjąć do wiadomości, że czasem narrator jest pierwszoosobowy, a w następnej linijce już trzecio-. I o ile na początku dość opornie szło mi się wciągnięcie w tą historię, to później już z fascynacją śledziłam opowieść Miquela. 

To, co trzeba przyznać autorowi, to fakt, że jest niezwykle bacznym obserwatorem i potrafi dokładnie oddawać to na papierze. Historia Miquela nie sięga bowiem jedynie lat jest życia - nie, ona wybiega w tył aż do protoplastów rodu. Poznajemy różne sylwetki z drzewa genealogicznego, niektórym kibicujemy, innych nienawidzimy. Choć można czuć się odrobinę przytłoczonym ilością bohaterów, którzy są wspominani, to później wszystko przestaje sprawiać jakiekolwiek problemy. Choć pozornie niektóre rzeczy mogą wydawać się nielogiczne, to jednak tutaj każde zdanie ma sens, każda pozornie banalna informacja jest tu ważna, a wszystko spina się klamrą w dopracowaną i spójną całość. 

Książka Cabre'a nie należy do prostych historii, które połyka się w jeden wieczór. Nie da się jej łyknąć "na raz" czy "na dwa". Ona potrzebuje odpowiedniej atmosfery i czasu, inaczej ciężko prawdziwie ją docenić. Autor przeprowadza nas poprzez pełną zawirowań przeszłość Miquela, zawikłanego w wiele niepokojących wydarzeń. Pokazuje cenę miłości, przyjaźni i poświęcenia, stawia trudne pytania i nie udziela odpowiedzi - wskazuje na nas palcem i to nas wyznacza do jej poszukania. Nie jest łatwy, ale to chyba dobrze, prawda? Komu mogę polecić? Osobom, które nie boją się odkryć literackich, zabawy słowem i niekonwencjonalności. Ludziom, którzy lubią odkrywać i delektować się każdą kolejną stroną. 


Książka bierze udział w wyzwaniu: 
Kiedyś przeczytam 

3 komentarze :

  1. Książka naprawdę bardzo fajna, dla osób które w takich powieściach gustują.
    Niestety ja do nich nie należy,wolę jednak wybuchy xD :/ :)
    Być może zajrze do niej jak trochę dojrzeję :)
    Pozdrawiam Juliet z bloga zapiskizgrdka.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Po recenzji wnioskuję, że to ambitna książka - i chciałabym ją poznać :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie jestem pewna, czy ta książka nadaje się dla mnie. Ja jednak jestem zwolenniczką wartkiej akcji. Czasami potrafię docenić takie powolne książki z pięknym językiem, ale też nie zawsze. Autor jednak jest dość znany, więc kiedyś z ciekawości pewnie po niego sięgnę. ;)

    OdpowiedzUsuń

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka