wtorek, 21 czerwca 2016

Jak wypowiedzieć to, czego powiedzieć się nie da?


Autor: Mia Sheridan
Tytuł: Bez słów
Wydawnictwo: Otwarte
Liczba stron: 400

Nie ukrywam, że lubię krzyczeć. Gdy książka mnie denerwuje, jakiś bohater okazuje się być wyjątkowo głupi i nie widzi, że robi wszystko, by źle skończyć, to mam ochotę pokrzyczeć i robię to (pomińmy kwestię, jak reagują na to domownicy). Krzyczę też z innych powodów - gdy się z kimś pokłócę, gdy coś nie idzie po mojej myśli, gdy mam wszystkiego dosyć. Czasem by nie denerwować innych, wolę wyjść z domu i na zewnątrz pozwalam sobie się wyładować. Jedyną konsekwencją są większe wydatki na Cholinex, bo czasami mocniej boli mnie przez to gardło. Ale co robić, gdy w taki werbalny sposób nie jesteśmy w stanie się wyrazić? 

Archer, obarczony niewypowiedzianym cierpieniem, mieszka w swojej samotni blisko lasu. Jest przekonany, że tylko tyle mu zostało. Do sennego, pobliskiego miasteczka przybywa Bree. Dziewczyna liczy na to, że w końcu odnajdzie rozpaczliwie poszukiwany spokój. Gdy spotyka Archera, jej początkowa nieufność zamienia się w rosnącą fascynację outsiderem. Próbując przedrzeć się przez warstwy niedostępności i dzikości, jakimi Archer przez lata zasłaniał się przed innymi, Bree powoli rozbiera go z kolejnych tajemnic. Czy budzące się w ciszy uczucie uwolni ich od bolesnej przeszłości?

Romeo i Julia. Tristan i Izolda. Jack i Rose. Scarlett i Rhett. Te wszystkie pary zapadły w pamięć zarówno pasjonatów literatury, jak i kinematografii ze względu na piękno miłości, jaka została w ich opowieściach przedstawiona. Jasne, wielu będzie uważać, że Titanic wcale nie jest dobrym romansem, a dramat Szekspira jest mocno przereklamowany, ale nie o to w tym momencie chodzi. Chodzi o to, by przejść do historii - a im się zdecydowanie udało. Czy mamy teraz kandydatów na to, by dołączyć do nich? Czy z obecnej literatury wyrastają pary na tyle godne, by rzeczywiście można ich określić jako wzory par? I czy w końcu para stworzona przez Mię Sheridan mogłaby się tam znaleźć? 

Początkowo miałam wrażenie, że stereotyp goni stereotyp. Kiedyś mi to nie przeszkadzało, ale od niedawna jestem tak drażliwa na tym punkcie, że potrafię drobny szczegół mocno wyolbrzymić. Główna bohaterka jest mocno poturbowana przez wydarzenia ze swojej przeszłości i nieco mnie irytował czasami jej melodramatyzm. Co się nie działo, to ona reagowała jak dla mnie w wyolbrzymiony sposób i kompletnie nie mogłam się wczuć w jej postać. Bree była sympatyczną dziewczyną, aczkolwiek nie potrafiła do mnie trafić. Cały czas czegoś mi w niej brakowało, jej postać była niekompletna. 

Za to po pierwszych spotkaniach z Archerem, całość zaczęła nabierać sensu. Pewnie dzięki niemu. Autorka stworzyła postać, która jest najlepszym przykładem, że można nawet w New Adult wprowadzić nieco powiewu świeżości. Zazwyczaj to męscy bohaterowie są tymi bardziej zdecydowanymi, śmielszymi, inicjującymi spotkania. Tutaj natomiast nie było tego. Archer jest tym, czego do tej pory w książkach nie było. Był wycofany i zamknięty w sobie, według niektórych antypatyczny. To Bree musiała być tą osobą, która na nowo nauczy latać Archera. Archera, któremu kiedyś podcięto skrzydła, a on zamknął się w klatce. Został wykreowany w sposób, którego do tej pory nie miałam okazji poznać. Jest czymś w rodzaju orzeźwiającego deszczu po tygodniu upałów - takiego bohatera literatura naprawdę potrzebowała! 

Może nie od razu, ale po pewnym czasie zaczęłam czerpać przyjemność z książki Mii Sheridan i dostrzegać to, co wcześniej mi umykało. Jasne, ta książka czerpała z wielu schematów... ale i wiele przy okazji łamała. Nie było tutaj nagłego wybuchu miłości - a gdzie tam! Autorka po nie do końca satysfakcjonującym początku, zaczęła w zgrabny sposób łączyć losy Bree i Archera, którzy na pewno wyróżniają się na tle innych historii romantycznych. Są niepewni, mają skruszone serca i głowy pełne pytań - odpowiedzi zaś nie za każdym razem przychodzą od razu do głowy. Choć ta opowieść nie przejdzie do historii, to nie mogę jej odmówić, że potrafi wzruszyć i wywołać emocje - szczególnie końcówką, która doprowadziła mnie do łez. I pokazała też to, czego brak w literaturze - uczenia się żyć ze swoimi słabościami, akceptowania ich i przekuwania w zalety. 


Książka bierze udział w wyzwaniu:
Kiedyś przeczytam

16 komentarzy :

  1. O książce wiele już słyszałam. Czeka w kolejce do przeczytania. Mam nadzieję, że się nie zawiodę ;)
    Pozdrowienia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też sporo się nasłuchałam i chyba nie do końca spełniły się moje oczekiwania - chyba tylko w przypadku Archera.

      Usuń
  2. Bardzo chcę to przeczytać, od dwóch miesięcy czeka u mnie na półce na swoją kolej, ale jakoś mi się nie spieszy... :D

    Pozdrawiam, Jabłuszkooo ♡
    Szelest stron - kilk!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasami też mam takie uczucie - chcę jakąś książkę przeczytać, mam ją na wyciągnięcie ręki, ale... nie sięgam po nią. ;D

      Usuń
  3. Poczekam aż szał na tą książkę ucichnie, a później dam jej szansę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W sumie racja, ja też chwilę po premierze nie chciałam sięgnąć, chciałam dać sobie odrobinę oddechu i dopiero ostatnio się za nią wzięłam, chociaż wciąż jest jej sporo wszędzie. ;)

      Usuń
  4. Jestem ciekawa tego odwrócenia ról w związku :) Rzeczywiście jest to dość rzadko spotykane.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdecydowanie tak, według mnie właśnie ten zabieg uratował tę książkę! Pewnie gdyby nie to, to byłabym o wiele bardziej zawiedziona...

      Usuń
  5. Odpowiedzi
    1. To najmocniejszy punkt tej książki, chyba nie da się go nie lubić. ;)

      Usuń
  6. A ja totalnie nie mam ochoty :D Ale spoko, krzyczeć też lubię - jednak czasem opanowanie działa lepiej, jak kubeł zimnej wody. ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też tak czasem mam, to przecież normalne. A z tym krzyczeniem - ugh, czasami ciężko być opanowaną, choć rzeczywiściie to pomaga. ;)

      Usuń
  7. Nie będę ukrywać, że mam na tę książkę ogromną ochotę, ale trochę się obawiam, że po tylu zachwytach nie spełni moich oczekiwań :/ Jednak jestem strasznie ciekawa tej zamiany ról. Zazwyczaj to bohaterki są wycofane, kruche i trochę aspołeczne :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Witam w Klubie Krzyczących <3 Myślałam że tylko ja tak reaguje, a ostatnio gdy czytam w nocy i muszę wyrazić emocje krzyczę w poduszkę, aby nikogo nie obudzić. Jakoś nie mam ochoty ne tę książkę. Może kiedyś przeczytam, ale na razie sobie odpuszczę.

    OdpowiedzUsuń
  9. Słyszałam wiele dobrego o tej książce mam nadzieję, że się nie zawiodę :D
    Fluff

    OdpowiedzUsuń
  10. Mam ochotę na tę książką! Naprawdę z każdą kolejną recenzją coraz bardziej chce po nią sięgnąć :D
    Pozostawiam i zapraszam do mnie~ Nataliaaa
    happy1forever.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka