poniedziałek, 13 czerwca 2016

Jacy byli Roksolana i Sulejman?


Autor: Colin Falconer
Tytuł: Harem Sulejmana
Wydawnictwo: Między słowami
Liczba stron: 512

Uwielbiam miłość, co podkreślałam niejeden raz. Większość książek, które czytam, jest właśnie o niej i nie przeszkadza mi to, o ile jest przedstawione w naprawdę dobry sposób. Nie lubię historii romantycznych, które śmierdzą banałem - cenię te, które wyróżniają się na tle innych. Szczególną słabość zaś mam do tych, które działy się w przeszłości i nie są wytworem wyobraźni, a czymś, co rzeczywiście zaszło. Jeszcze do niedawna przeżywałam fascynację Anną Boleyn - kobietą, której udało się podbić serce króla Anglii; kobietą, dla której sprzeciwił się papieżowi i zostawił wieloletnią żonę; kobietą, która szybko weszła na szczyt, lecz jeszcze szybciej z niego spadła. Z naszego polskiego podwórka wzruszała mnie zawsze historia Zygmunta Augusta i Barbary, którą poślubił wbrew wszystkim i stracił zbyt szybko - nie zapomniał jednak o niej i do końca życia nosił po niej żałobę. Niedawno dołączyła do nich inna para - Hürrem i Sulejman, których poznałam dzięki serialowi Wspaniałe stulecie. Po emisji serialu dalej byłam głodna informacji na ich temat, dlatego zaczęłam szukać kolejnych publikacji, które zaspokoiłyby mój apetyt. Tak w moje ręce wpadł Harem Sulejmana - czy jednak spodobał mi się? 
Gdy człowiek jest samotny w raju, z łatwością może zamienić go w piekło. Powiedziano jej, że pierwszym prawem haremu jest cisza.  Ale Hürrem nie zamierzała stracić swojej szansy. Ognistowłosa niewolnica z kresów Rzeczpospolitej obudziła samego diabła, by zdobyć Sulejmana, mężczyznę, który mógł mieć wszystkie kobiety świata. Władca trzech kontynentów nazywał ją swoim Księżycem, wybranką, doradcą. Ale ona miała tylko jedną namiętność: zemstę. Wrogów pokonywała ich własnymi słabościami. Miłość zamieniała w truciznę. Snuła pajęczynę z podszeptów i intryg, by stać się najpotężniejszą kobietą Imperium.

W szkole nie poświęcano dużo czasu na historię Turcji - były jedynie wzmianki i ważniejsze wydarzenia, nic poza tym, przynajmniej z tego, co pamiętam. Dopiero serial sprawił, że zaczął mnie fascynować ten kraj - o innej kulturze i mentalności ludzkiej, choć przecież nie położony aż tak daleko od nas. Producenci pokazali nam świat całkiem inny od tego, do którego my jesteśmy przyzwyczajeni - bardziej egzotyczny, bardziej tajemniczy, czasami też brutalny i bezwzględny. Skupili się na okresie władzy największego z tureckich imperatorów - jedynego, który otrzymał miano Wspaniałego. Ale nie tylko - jednym z głównych wątków była także niesamowita historia kobiety, która była ucieleśnieniem słów od zera do bohatera. Colin Falconer zdecydował się pokazać swoją wizję, w jaki sposób do tego doszło - czy przypadł mi do gustu? 

Spodziewałam się czegoś dobrego. Czegoś, co jeśli nie będzie świetne, to zasłuży w moich oczach choć na miano przyjemnego w odbiorze. Tymczasem jestem tą propozycją straszliwie zawiedziona. Okres panowania jednego z najlepszych sułtanów został sprowadzony do panowania przez ofermę, która sama nie wie czego chce. Sułtan, który podbił potężną twierdzę na Rodos, który zdobył Belgrad, który rozgromił Europejczyków w niesamowitej bitwie pod Mohaczem, który panował na Morzu Śródziemnym, który wzbudzał lęk w świecie chrześcijańskim, został pokazany jako typowa sierotka Marysia. Zrozumiałabym, jakby Falconer pokazał, że miał wątpliwości i obawy - w końcu każdy takowe miewa. Ale nie, on pokazał Prawodawcę jako kogoś, kto znalazł się na tak wysokim stanowisku z przypadku. Cały czas rozstrojony, cały czas płaczliwy, cały czas niepewny siebie... Ugh, ile można! Wszędzie był opisywany jako inteligentny i silny - tu natomiast stał się prawie niespełna rozumu. Jedyne co mi się w tej postaci spodobało to to, że rzeczywiście pokazana została jego miłość do Roksolany, nic więcej. 

Sulejman został po prostu zmiażdżony przez Falconera - Rusinka zaś została w jego oczach prawdziwym demonem. Z rozmaitych archiwów historycznych, książek orientalistów i turkologów wyłania się portret kobiety, która była przełomem w tamtych czasach. Kimś, kto potrafił nagiąć się, gdy wymagała tego sytuacja, lecz nigdy nie zostać złamanym. Osobą, która z niewolnicy takiej jak inne stworzyła sułtankę, jakiej świat dotąd nie widział. I to faktycznie zostało tu pokazane - niewiarygodne według mnie było zaś, jak okrutną osobą była ona według autora. Nie miała miłości do Sulejmana - kierowała nią cały czas jedynie zawiść, pogarda i zemsta. Aż wierzyć mi się nie chciało w niektóre pomysły autora - wiedziałam, że żeby wspiąć się na szczyt, musiała momentami wykazywać się sporą bezwzględnością, ale fantazja autora chwilami naprawdę nie miała granic. Wiem, że są matki, które nie potrafią kochać swoich dzieci - i oczywiście Roksolana była według niego kimś takim, dla kogo potomstwo było niczym oprócz klucza do osiągnięcia władzy. Nie miała w sobie ani grama dobrej cechy - wszystko, aż do szpiku kości, było w niej złe. 

Smutne raczej było czytanie tej książki niż przyjemne. Może dlatego, że zapomniałam, że nie jest to książka historyczna, której do tej pory poznawałam i którym zależało na jak najbardziej wiernym odwzorowaniu prawdy. To była powieść na bazie historii, w której autor dowolnie żongluje prawdą historyczną. Wykorzystuje bohaterów tak jak chce, zmieniając chociażby kolejność narodzin dzieci czy tworząc naprawdę dziwne teorie spiskowe. Język, którym operuje, jest niezwykle ubogi i płytki - nie ma tu za wiele opisów, które bardzo lubię. Nie przedstawia też tutaj zbyt wiele świata haremowego - a szkoda, bo byłoby to o wiele barwniejsze. Wydarzenia przedstawiane są zbyt skrótowo - tak jakby sułtanka na to wpadła, chwila moment i już jest realizacja jej zamiarów... Szkoda. Ciekawy był jedynie wątek poboczny - tragiczna historia Abbasa i Julii Gonzagi. Ale to za mało, by uratować tę książkę, która po prostu była słaba i rozczarowująca.

Książka bierze udział w wyzwaniu:
Kiedyś przeczytam

10 komentarzy :

  1. Mama mi wczoraj opowiadała o tej książce, zresztą sama jej ją sprezentowałam:) Mówiła, że są różnice między książką a serialem. Coś o jakichś sługach bez języków hehe słuchałam z niezrozumieniem, bo serialu także nie oglądałam ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, różnice są znaczne! :) I rzeczywiście, był tutaj taki motyw, choć w serialu wcale nie było, więc nie dziwię się, że dostrzegła, że te dwie pozycje są odmienne. ;)

      Usuń
  2. Jakoś Turcja i sułtani mnie nie za bardzo interesują ,a po twojej recenzji widzę, że ta książka mnie nie zachęci do wgłębienia się w historię tamtego okresu.
    Pozdrawiam *.*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, a mnie akurat cholernie fascynuje, problem tylko w tym, że ta książka nie oddaje kompletnie magii tego świata! ;)

      Usuń
  3. A zapowiadało się fajnie z opisu. Jednak też nie lubię aż takiej przesady!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdecydowanie opis zachęcał, ale nic poza tym...

      Usuń
  4. Bardzo lubię książki historyczne, ale ta jakoś mnie nie ciekawi. Zresztą po przeczytaniu Twojej recenzji wiem, że nie warto po nią sięgać :)
    Pozdrawiam i zapraszam do mnie~ Nataliaaa
    happy1forever.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak, zdecydowanie tę warto sobie podarować...

      Usuń
  5. Odpuszczam książkę, nie chcę czytać o sierotce Marysi. ;) Ale serial od dawna mam w planach i oby mi się bardziej spodobał. :)

    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  6. Widzę, że wyraźnie nie dla mnie. Negatywne recenzje również są potrzebne (co prawda nie wydawnictwom, ale z pewnością czytelnikom).

    OdpowiedzUsuń

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka