czwartek, 9 czerwca 2016

Gdy w przyjaźń wkracza zazdrość.


Autor: Eric-Emmanuel Schmitt
Tytuł: Zazdrośnice
Wydawnictwo: Znak literanova
Liczba stron: 144 

Wydawało mi się kiedyś, że mam wiele przyjaciółek. Miałam wręcz pewność, że kiedy wydarzy się coś naprawdę złego, to będę miała do kogo się zwrócić i ta osoba mnie nie odtrąci, bo to przecież były przyjaźnie aż po grób! Wydawało mi się, że jesteśmy przyjaciółkami podobnymi jak Krzyś i Kubuś Puchatek. Okazało się jednak, że rzeczywistość bywa inna niż moje wyobrażenia. Gdy wszystko było w porządku, to przyjaźń kwitła jak kwiaty wiosną, jednak gdy nadeszły gorsze dni, nagle sporo osób z grona moich przyjaciółek przestała nimi być. Czasem tak ciężko odróżnić prawdziwą przyjaźń od fałszywej...

Anouchka, Julia, Raphaëlle, Colombe – cztery przyjaciółki od serca, na zawsze. Od dziecka zwierzały się sobie ze wszystkiego, dzieliły każdą radością i smutkiem. Wierzą, że miłość przemija, lecz przyjaźń jest wieczna. Jednak gdy Raphaëlle zaczyna korespondować z chłopakiem, z którym spotykała się Julia, więzi łączące cztery przyjaciółki zostają wystawione na ciężką próbę… Jak cienka granica dzieli przyjaźń od nienawiści? 

Książki Schmitta zawsze były dla mnie takim symbolem minimalizmu. Większość jego historii była oszczędna w słowach, a on nigdy nie słynął z tworzenia opasłych tomisk. Nie można jednak twierdzić, że to co napisał jest niepełne lub niekompletne. Przykładem może być chociażby Oskar i pani Róża - malutka, cieniutka książeczka, ale za to jaka! Jego znakiem rozpoznawczym stało się takie pigułkowanie książek jak ja to określam u niego, czyli maksymalna ilość treści i przekazu w możliwie jak najmniejszej formie. Zazdrośnice to także taka pigułka do połknięcia wieczorem przy dobrej herbacie z ciastkiem. Czy równie dobrą zawartość skrywa? 

Ta książka była dla mnie sporym zaskoczeniem. Tu nie ma bohaterów drugoplanowych. Mamy cztery główne, równoważne postaci, a każda z nich jest kompletnie inna. Poznajemy je w szczytowym momencie ich przyjaźni - każda z nich uwielbia resztę i nie wyobraża sobie, że cokolwiek mogłoby przerwać ich więź. Każda z nich jest też inna - tak jak cztery pory roku. Julia jest zimą - tajemniczą, smutną i nieco melancholijną. Jest zafascynowana Szekspirem, uwielbia sypać cytatami z jego sztuk, a jej głównym celem jest odegranie Julii w szkolnym przedstawieniu o nieszczęśliwych kochankach. Anouchka jest wiosną - niewinną, delikatną, nieco dziecinną. Nie dogaduje się z matką i nie chce dostrzegać niektórych rzeczy, woli się pogrążać w niewiedzy. Colombe to lato - jest bardziej pewna siebie, to dziewczyna, która lubi chłopców i nie kryje się z tym. Sprawia wrażenie przebojowej kokietki, której zależy na gonieniu króliczka, lecz gdy go złapie, to traci zainteresowanie i szuka kolejnej ofiary. Raphaëlle to jesień - połączenie wrześniowych ciepłych dni, śmiechu i radości z życia z listopadowym deszczem, pełnym bólu i zgorzknienia. 

Każda z nich jest inna, dlatego inaczej się je odbiera. Całość ma nietypową formę, ponieważ są to zapiski z ich pamiętników - mamy więc pamiętnik Colombe, pamiętnik Anouchki, itd... Każda z nich opisuje w subiektywny sposób to, co odczuwa. Początkowo z ich wpisów wyziera mocna więź - każda za drugą wskoczyłaby w ogień. Później okazuje się jednak, że ich przyjaźń ma wiele rys i pęknięć. Gdy jedna z nich zaczyna pisać z chłopakiem drugiej, wszystko zaczyna jeszcze mocniej się komplikować. Autor pokazuje, jak mały krok dzieli ogromną przyjaźń do nienawiści, a to wszystko tylko z powodu jednego chłopca. Czy jednak można nazywać ich połączenie przyjaźnią, skoro zazdrość mogła to tak szybko obrócić w niebyt? 

Eric-Emmanuel Schmitt stworzył coś, co ciężko mi zdefiniować. Tę książkę czyta się szybko, jednak ja przerywałam sobie jej lekturę, by zastanowić się, pomyśleć nad nią i odnieść ją do własnego życia. Stworzył świat czterech paryskich nastolatek, które poznajemy bardzo dobrze, widzimy ich cele i motywacje, a także stopniowe zmiany, jakie w nich zachodzą. Nie każda z nich przypadła mi do gustu - najbardziej do serca przypadła mi Julia, może przez bycie enigmą, którą ciężko była mi jednoznacznie określić? Całość tworzy doskonale zgraną kompozycję, w której nie ma większych zgrzytów. Jest jak zwykle już u niego wysoko zachowana jakość w niewielkiej objętości. To książka, która toczy się dość spokojnym rytmem, by następnie zaskoczyć kompletnie niespodziewanym zakończeniem. Taka mała próbka Schmitta - nie jestem do końca pewna, czy jedna z najlepszych, jednak na pewno bardzo dobra. 


Książka bierze udział w wyzwaniu:
Kiedys przeczytam

9 komentarzy :

  1. Ostatnio zastanawiałam się nad kupnem tej książki. Dobrze to określiłaś, mnie też Schmitt kojarzy się z minimalizmem, mimo że czytałam jego dwie książki (a właściwie książkę i zbiór opowiadań). Być może zdecyduję się na tę przy najbliższej okazji. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. On właściwie osiągnął mistrzostwo w takiej krótkiej formie, chyba nie wyobrażam sobie sytuacji, gdzie wydałby książkę, która liczyłaby np. 700 stron. To już nie byłby ten Schmitt. A książkę polecam, naprawdę ciekawa i pokazująca taką inną stronę przyjaźni, o której nie zawsze się wspomina.

      Usuń
  2. Nie moje klimaty, odpuszczę sobie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasem jednak warto spróbować coś nowego, tak dla równowagi. ;)

      Usuń
  3. Wydaje się być ciekawa, z jednej strony mała i niepozorna,ale intrygująca... Może kiedyś po nią sięgnę.
    Pozdrawiam, Julka z bloga http://karmeloweczytadla.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdecydowanie tak, mojej uwagi pewnie też by nie przyciągnęła, gdyby nie nazwisko. Dla mnie Schmitt to marka sama w sobie. :)

      Usuń
  4. Schmitt ma bardzo charakterystyczny styl, to prawda. Jego książki można bez problemu rozpoznać, roztaczają aurę właśnie minimalizmu słów, ale sytości treści. Pozdrawiam! :)

    www.majuskula.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie tak, chyba najlepsza charakteryzacja jego twórczości. :)

      Usuń
  5. Muszę przyznać, że wysoko cenię książki Eric-Emmanuel Schmitt'a, ale zdecydowanie najbardziej tytuł "Oskar i pani Róża".

    OdpowiedzUsuń

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka