czwartek, 26 maja 2016

Próba odzyskania tego, co stracone.


Autor: Rainbow Rowell
Tytuł: Linia serc
Wydawnictwo: Otwarte
Liczba stron: 384

Związek między dwójką ludzi nigdy nie będzie idealny - tworzą go przecież ludzie, którzy zawsze posiadają wady w swoich charakterach. Choć początkowo zawsze wydaje się, że między nimi układa się doskonale, to dopiero po pewnym czasie, gdy ten szał nowości przeminie, ludzie poznają się naprawdę i dowiadują się, jaki w rzeczywistości jest ich partner. Czasami okazuje się, że różnice między nimi są nie do pogodzenia, więc ich relacji nic nie jest w stanie poprawić... Czasami jednak warto zawalczyć o osobę, dla której kiedyś bylibyśmy gotowi skoczyć w ogień. W końcu coś musiało sprawić, że ten, a nie inny człowiek podbił nasze serce.
Georgie McCool, scenarzystce komedii z Los Angeles, pozornie udało się połączyć pracę z życiem rodzinnym. Ma cudowne córeczki Alice i Noomi, opiekuńczego męża Neala i piękny dom na przedmieściach. Jednak w jej małżeństwie od dawna coś nie gra, a Georgie nie ma odwagi ani czasu, by zmierzyć się z problemami. Gdy zamiast świętować z rodziną Boże Narodzenie w mroźnej Nebrasce, wybiera pracę, jej małżeństwo jest o włos od rozpadu. Neal nie odpowiada na telefony, obecność czarującego Setha komplikuje sprawy jeszcze bardziej, a zamęt w sercu nie pozwala Georgie skoncentrować się na pisaniu śmiesznych dialogów. Gdy sytuacja wydaje się beznadziejna, z pomocą przychodzi jej tajemniczy żółty telefon...

Rainbow Rowell zawsze kojarzyła mi się z książkami typowo dla nastolatek. Młodzi ludzie w rolach bohaterów, którzy mają różne problemy, do tego charakterystyczny "cukierkowy" styl okładek, który chyba większości czytelników przynosi skojarzenia z twórczością Rowell, a tu nagle... coś innego. Już sama oprawa graficzna pokazuje nam, że możemy spodziewać się czegoś innego - utrzymana jest w poważniejszym stylu, choć wciąż wskazuje nam, że jedno pozostanie niezmienne - problematyka miłości. Sam opis również pokazuje, że będzie to nieco poważniejsza historia, bo bohaterami będą osoby dorosłe z prawdziwie dorosłymi problemami. Jak wypadła więc dorosła Rowell na tle młodzieżowej Rainbow? 

Jak dla mnie powaliła młodzieżówkę na kolana. Eleonora i Park podobała mi się przez swoją pozorną słodycz z odrobiną gorzkości w tle, Fangirl nie do końca przypadła mi do gustu, zaś Linia serc była delikatnie mówiąc takim przełomem. Zaczynałam ją czytać spokojnie, bez większego entuzjazmu, za to z dużą ilością ciekawości, czym takim tym razem może mnie Rainbow uraczyć - okazało się, że przedstawi opowieść, która po prostu podbije moje serce. Bardzo szybko zostałam zauroczona przez roztrzepaną i pełną radości Georgie, która całe swoje jestestwo przelewa w tworzenie kolejnych seriali komediowych. Razem z Sethem tworzą oni niezastąpiony duet, który doskonale się uzupełnia - oni oboje dopełniają się, dlatego praca nie jest dla nich męką, a frajdą. Znają się od wielu lat "jak te łyse konie". Jednak w ich znajomość wkroczył Neal... którego Georgie od pierwszego spojrzenia postanowiła zdobyć. 

Pozornie nic ciekawego. Młody facet taki jak inni. Nie był ani tak przystojny, ani tak zabawny, ani taki gaduła jak Neal. To nie on zaczynał pierwszy rozmowy i nigdy pierwszy nie mówił do niej cześć. Nie narzucał jej się. Wydawał się być anty-społecznikiem. Ale zachwycił ją swoim talentem i już od początku zdecydowała, że musi go o wiele lepiej poznać. Z Sethem nadal dobrze się dogadywała, ale zaczął tracić na znaczeniu tym bardziej, im bardziej poznawała Neala. W końcu doszło do tego, co było nieuniknione - zakochali się w sobie i pobrali się. Byli razem, razem przechodzili zarówno dobre chwile, jak i te złe. Jednak do czasu - w tym momencie rozpoczyna się nasza historia. Jej bohaterka początkowo bagatelizuje zmianę, która zaszła w jej życiu - zrezygnowała ze świąt, gdyż musiała w tym czasie zająć się pracą... Szybko jednak zrozumiała, że coś poszło nie tak. Próbuje zawalczyć o swój związek i cały czas dzwoni do męża, który jednak ją ignoruje. Stara się przez córki dotrzeć do męża, jednak nie udaje jej się - widzi wtedy, że nie jest to kolejny z krótkich sporów, jaki dotychczas miewali. 

Rowell odwaliła tutaj po prostu kawał dobrej roboty. Stworzyła piękną i niesamowicie ciepłą powieść o tym, że warto walczyć o osobę, którą kochamy. Mam wrażenie, że każdy element tej historii został pieczołowicie i starannie wykreowany, a z drugiej strony wyczuwam taką uroczą niedbałość, która pozwoliła na powstanie tak przeuroczej, przepiękniej i przemądrej historii. Zakochałam się w Georgie, która była roztrzepana jak nastolatka, ale jednak potrafiła zachowywać się tak, jak czasami powinna. Zakochałam się w jej próbach ratowania związku, w jej rozmowach przez żółty telefon i myślach, czy przypadkiem nie zwariowała. Zakochałam się w Nealu, który nie jest typem bohatera literackiego, który podbija moje serce - a jednak z wspomnień Georgie wyłonił się tak cudowna postać tego mężczyzny, że wręcz nie umiałabym inaczej. Zakochałam się w Alice, Noomi i w ich miau - naprawdę, nic tak uroczego dawno nie sprawiało, że wręcz nad książko topniało mi serce. Zakochałam się w Heather i w mamie Georgie. Kurczaki, ja się zakochałam w całej tej książce!

Ciężko pisze się o książkach, co do których uczucia mamy nijakie. Ciężko pisze się o książkach, które były tragicznie słabe. Ale najciężej pisze się o historiach, które podbiły nasze serca. Tak też jest z tą książką - mam wrażenie, że cokolwiek o niej napiszę, to zawsze będzie niewystarczająco, zawsze będzie za mało, zawsze będzie niedostatecznie dobrze. Rainbow Rowell stworzyła coś, co sprawiało, że na siłę odrywałam się od czytania i starałam się robić coś innego, bo nie chciałam tak szybko kończyć tej książki i chciałam jak najdłużej cieszyć się nią! Zazwyczaj chcę jak najszybciej poznać zakończenie... a tutaj wręcz przeciwnie, chciałam się delektować każdym słowem, każdym zdaniem i masą emocji, jakie Rowell zamieściła w tym zlepku liter. Z ręką na sercu przyznaję, że tak dobrej książki od tej autorki nigdy bym się nie spodziewała - to chyba jedno z największych zaskoczeń jakie miałam. 

Moja ocena: 10/10

Książka bierze udział w wyzwaniu: 
Kiedyś przeczytam

19 komentarzy :

  1. Nie czytałam jeszcze żadnej powieści tej autorki, ale widzę, że muszę szybciutko to zmienić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, zdecydowanie - najlepiej zacząć od tej! ;)

      Usuń
  2. Uwielbiam ten stan, gdy książka wywołuje tak wiele emocji.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma nic lepszego niż taka książka, fakt. ;)

      Usuń
  3. Rainbow Rowell na razie czytałam tylko "Fangirl" i "Attachments". Przyjemne w czytaniu, ale takie jakby niedopracowane. Muszę kiedyś i tę powieść spróbować :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fangirl rzeczywiście nie było dla mnie, może dlatego, że chyba nigdy nie byłam fanką zakręconą na punkcie jakiejś osoby, serialu czy czegoś w tym rodzaju. A drugiej książki jeszcze nie znam, bo nie jest przetłumaczona. Ale polecam Ci Linię serc - skradła moje serduszko!

      Usuń
  4. Wczoraj skończyłam "Eleonora i Park" - bardzo mi się podobała, więc po "Linię serc" także sięgnę. Też tak mam czasami, że z jednej strony chce jak najszybciej skonczyć książkę żeby poznać zakończenie, ale z drugiej strony nie chce jej szybko skończyć. Chcę czytać wolno i się nią delektować :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojejku, to jest takie najgorsze... Gdy chcesz czytać i jednocześnie nie chcesz, stajesz się takim czytelnikiem tragicznym. :D

      Usuń
  5. Mnie niestety do tej książki ani w ogóle do tej autorki nie ciągnie. Zupełnie nie moje klimaty. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozumiem, więc rzeczywiście nie ma co się zmuszać. Może kiedyś ochota przyjdzie, więc jeśli tak będzie, to koniecznie pamiętaj o tej książce, obłędna!

      Usuń
  6. No to oby więcej takich odkryć i takich książek - teraz sama mam chętkę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uwielbiam takie drobne odkrycia - są przecudowne!

      Usuń
  7. Jeszcze nigdy nie widziałam tak pozytywnej opinii tej książki, co mnie oczywiście cieszy, bo mam ją w planie :)
    Pozdrawiam.
    houseofreaders.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie wiem... widziałam dużo opinii i większość z nich nie była aż tak entuzjastyczna. A szkoda. Ale co tam, mogę być jedną z nielicznych! Spróbuj, naprawdę warto. :)

      Usuń
  8. U mnie z młodzieżowymi książkami autorki jest jak u Ciebie, więc jest spora szansa, że i mnie spodobała się pozycja dla starszego odbiorcy. ;) Nie spodziewałam się, że za okładką kryje się tak ciepła opowieść.

    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wydaje mi się, że ta książka mogłaby zdecydowanie przypaść Ci do gustu. Coś pięknego, tak ciepła, tak śliczna, tak niesamowicie przyjemna. Po prostu miodzik!

      Usuń
  9. Z twórczości Rainbow Rowell czytałam jedynie Eleonorę i Parka i chociaż właśnie zauroczyła mnie cukierkową okładką, to jednak treść mimo że była ciekawa, książka wydała mi się takim tworem na jeden raz. O Linii serc zaś słyszałam wiele skrajnych opinii - jedni ganili, inni - tak jak Ty - chwalili. I sama już nie wiem, co myśleć, ale pewnie prędko u mnie ta książka nie zawita, bo przez pisanie pracy licencjackiej narobiłam sobie takich zaległości w czytaniu, że nie wiem kiedy to wszystko nadrobię. ;)
    Pozdrawiam,
    Amanda z Amanda Says

    OdpowiedzUsuń
  10. Muszę się w końcu za nią zabrać, bo leży i czeka... 10/10 to naprawdę musi być perfekcyjna :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Nie czytałam jeszcze (mam w planach), tak szczerze to jeszcze nigdzie nie widziałam recenzji tej książki na jakimkolwiek blogu :)

    Pozdrawiam, Jabłuszkooo ♡
    Mój blog-KLIK!

    OdpowiedzUsuń

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka