niedziela, 14 lutego 2016

Trzy pary, które kocham!


Kocham Walentynki! To nic, że zdarza się, że nie ma osoby, z którą można je świętować i wyznawać jej miłość. Sama idea tego święta mi się absolutnie podoba - dzień, w którym celebrowana jest miłość! I nie przemawiają do mnie wcale teksty, że uczucia powinno się sobie okazywać każdego dnia - przecież to oczywiste. Ale to taki symbol, tak jak Dzień Dziecka czy Dzień Matki - czy ktoś przeciwko nim protestuje tak, jak w przypadku dzisiejszego dnia? Nie przypominam sobie - a przecież nawet jeśli nie mamy kogoś, z kim możemy obchodzić to święto, to możemy się cieszyć z tej magicznej atmosfery i marzyć o miłości rodem z tych wszystkich filmów, bajek i książek, jakie pochłaniamy. W związku z tym postanowiłam zastanowić się nad tym, które 3 książkowo-filmowe, filmowe i książkowe pary najmocniej utknęły mi w głowie i sercu... Choć jedna z nich oficjalnie nie funkcjonuje, a należy jedynie do moich marzeń. 



1. Jaime Lannister i Brienne z Tarthu. 

Zabawne, jak uczucia człowieka co do bohaterów mogą się zmieniać! Pamiętam, że początkowo Jaime był dla mnie nie do strawienia - przemądrzały, nadęty bubek, na dodatek bezlitosny i bezwzględny. Tymczasem po poznaniu Brienne coś zaczęło w jego wizerunku ulegać zmianie. Dalej jest on cyniczny i dalej uczuciami darzy on pewną złotowłosą, to jednak ja wiem, że ktoś inny idealnie by do niego pasował. I liczę na to, że Martin też to w końcu zauważy! A, i żebym nie zapomniała - uważam, że w serialu, w którym jego rolę odgrywa Nikolaj Coster-Waldau, jest on idealnie dobrany! Nie wyobrażam sobie nikogo innego, od początku tak mniej więcej go sobie wyobrażałam - no może ciut młodszego... Ale nie zamieniłabym go na nikogo innego! A co do Brienne - prześwietna dziewczyna, która na swoje nieszczęście jest kobietą. Ale za to jaką waleczną! 

2. Paige i Leo 

Wiem, wiem. Komedie romantyczne są nudne, przereklamowane, podobne, niewymagające i do bólu przewidywalne. Ale... i tak je uwielbiam! Poznawanie kolejnych historii, w których dwójka ludzi jest sobie przeznaczona, jest dla mnie czymś, co mogłabym robić każdego dnia, naprawdę! W tym przypadku ta historia kipi tak cudownym urokiem, że nie mogłam się jej oprzeć trzykrotnie - i za każdym razem była tak samo wzruszająca! Próby Leo, który starał się przywrócić pamięć swojej ukochanej, były tak chwytające za serce, że oglądanie filmu z nimi bez chusteczek grozi niekontrolowanym płaczem! Jeśli jeszcze nie mieliście okazji oglądać I że Cię nie opuszczę, zmieńcie to jak najszybciej! 

3. Sydney i Ridge 

Często czytamy książki lubianych przez nas autorów, lecz chyba każdy tak ma, że tylko niektóre dokonują w naszych sercach niewyobrażalnych spustoszeń. Już od pierwszych stron tej pięknej opowieści wiedziałam, że Hoover przygotowała dla nas coś niesamowitego - i nie pomyliłam się. I Sydney, I Ridge byli dla siebie stworzeni, jednak ciągle na ich drodze stała przeszkoda, która nie pozwalała im na to, by być razem. Połączenie przecudownego stylu Hoover, niesamowicie dobre postaci, piękna historia i muzyczny dodatek sprawiają, że ta historia jest perełką literatury New Adult i jedną z moich niekwestionowanych ulubienic! Kto nie zna Maybe Someday, niech żałuje! 

Czy któraś z tych par też podbiła Wasze serca?

12 komentarzy :

  1. Znam parę pierwszą oraz ostatnią i obie kocham. Jaime'go również nie znosiłam na początku, a później pokochałam całym sercem. Ciekawa jestem czy ich uczucie rozwinie się w jakiś sposób w najnowszej książce Martina. Jamie też czuje coś do Brienne, tylko nie potrafi tego nazwać i nie widzi w niej obiektu westchnień. Mam nadzieje, że przejrzy na oczy :)
    Sydney i Ridge'a uważam za świetną parę. Uwielbiam "Maybe Somday" :D
    Pozdrawiam.
    houseofreaders.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jego na początku ciężko było lubić - chyba nie znam osoby, która by go potrafiła strawić. Ale później wydarzyło się tyle cudownych rzeczy z jego udziałem, że nie trudno było go pokochać. Ja liczę, że autor mi nie popsuje planów i wszystko ułoży tak, jak ja sobie to wyobrażam. Gdy oni będą razem, będę mogła spokojnie umrzeć. :D

      Usuń
  2. Nie wiem czy dałabym radę wybrać tylko trzy pary. Zawsze w końcu znajdę jeszcze jedną i jedną i jedną którą przecież muszę w rankingu umieść. Może i wstyd się przyznać, ale nie znam tak dobrze żadnej pary którą przedstawiłaś. Jak na razie za mną pierwszy tom "Gry o tron" i Jamiego strawić nie mogę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też dobrą chwilę musiałam myśleć - na początku planowałam wybrać 10 par, potem eliminacjami wybrałam 5, aż potem skróciłam to jeszcze do 3... Małe wyrzuty sumienia mam, ale kiedyś pewnie przejdą. :D
      A co do Jaime'go - początkowo go nie znosiłam, wydawał mi się tak okropny... ale z czasem to minęło, myślę, że jak poznasz kolejne tomy, to też go pokochasz! :D

      Usuń
  3. Sidney i Ridge zdecydowanie, ale jak już to dzisiaj komuś pisałam - nie do końca podobało mi się, że Ridge miał dziewczynę. Całe szczęście autorka tak pięknie opisała pojawiające się uczucie, poczucie winy i zrozumienie, że zostało jej to wybaczone ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, mnie też to na początku lekko irytowało, bo niestety, ale naprawdę lubiłam Maggie. Inaczej byłoby, gdybym żywiła do niej bardziej negatywne uczucia. Ale na szczęście autorka tak rozwinęła całość, że mogłam bez wyrzutów sumienia pokochać tę parę! :)

      Usuń
  4. Sydney i Ridge też baaardzo mi się podobali :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Sydney i Ridge to świetna para, taka po przejściach ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Aaa Page i Leo ♥♥ Uwielbiam zarówno aktorów, którzy ich grają, fabułę filmu, która jest niesamowicie romantyczna i wciągająca, jak i sam związek pomiędzy nimi, który pokazuje siłę miłości. Pozdrawiam
    ksiazkowy-termit.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  7. Pierwsza para też ich polubiłam i mam takie same odczucia do nich jak Ty mimo, że oglądałam tylko serial i to nie wszystkie odcinki. Ale zdecydowanie przykuli moją uwagę. :) Poza tym ja też uwielbiam oglądać komedie romantyczne. Mimo, że jest to kiczowate mi to absolutnie nie przeszkadza, a najbardziej lubię gdy bohaterowie na początku się nie lubią bądź takie gdy facet pomaga kobiecie zdobyć chłopca, a na końcu się w sobie zakochują. <3 Sydney i Ridge też bardzo lubię. W sumie też bardzo lubię panią Hoover więc to nic dziwnego. Ona zawsze stworzy coś magicznego. :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Znam tylko trzecią parę i rzeczywiście ma coś w sobie :D Jej historia została ze mną na dłużej!

    Zapraszam do siebie :)
    http://www.recenzjezpazurem.pl
    Diane Rose

    OdpowiedzUsuń
  9. Nie lubię komedii romantycznych ani melodramatów, ale "I że Cię nie opuszczę" jest przykładem na to, że wyjątek potwierdza regułę:D KOCHAM KOCHAM KOCHAM! Nie należę do ckliwych osób, a popłakałam się na filmie :D
    pozdrawiam,
    http://ifeelonlyapathy.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka