środa, 24 lutego 2016

O dostrzeganiu tego, czego nie widać.


Autor: Anthony Doerr
Tytuł: Światło, którego nie widać
Wydawnictwo: Czarna Owca
Liczba stron: 640

Po co ludzie w ogóle piszą i wydają książki? Przecież nie mają kokosów z ich sprzedaży - w Wyborczej pojawił się kiedyś schemat, z którego wynika, że do kieszeni autora wpływa jedynie 2-4zł z książki kosztującej 40 zł. Sławę osiągnąć przy tym też ciężko - ciągle słyszy się narzekania pisarzy, że rynek jest sterylny i niegościnny, a jeśli wziąć pod uwagę statystyki czytelnictwa, które w naszym kraju są wciąż niezbyt dobre, to i nic dziwnego, że wiele osób pisze jedynie do szuflady. Jak się czasem zastanawiam, to aż mi się przykro robi na myśl, ile cudownych historii się w ten sposób marnuje... Ile perełek przechodzi bez rozgłosu, bez niczyjej wiedzy - po prostu umierają w czeluściach szafki, wepchnięte między rachunki za gaz a upomnienie z biblioteki. Piękne jednak jest to, że Doerr nie popełnił tego błędu - zaryzykował, a ja się zakochałam.  

Możemy się w internecie spotkać z wieloma sarkastycznymi poradnikami co do tego, jak stworzyć książkowy bestseller czy jak nakręcić film, który otrzyma Oscara. Bardzo często mówią one, że wystarczy chwytliwy temat - eksterminacja Żydów, choroba nowotworowa czy II wojna światowa. Ale gdy zagłębimy się chwilę dłużej i pomyślimy, to szybko przyjdzie nam do głowy refleksja, że to, co teoretycznie może być ułatwieniem, może się okazać też zabójstwem - działa na zasadzie broni obosiecznej. Przecież skoro można na tym odnieść sukces teoretycznie bardziej prawdopodobny niż w przypadku innych gatunków książek, to i więcej osób się na to połasi, a co za tym idzie - większy odsiew jest, bo ludzie mogą bardziej porównywać jedne historie z drugimi i widzieć, jak wypadają na swoim tle. 

Nie wiem, czemu Doerr wybrał akurat ten temat. Nie wiem, czy gdyby umieścił swoją fabułę w średniowieczu, to czy spodobałoby mi się. Nie wiem, czy gdyby nie wybrał powieści fantasy, to czy nie stworzyłby czegoś kiczowatego. Nie wiem, czy gdyby miałby napisać kryminał, to czy zdołałby dorównać Christie czy mojemu Cobenowi. Nie wiem, czy gdyby pokusił się o zmianę chociażby jednego elementu w Świetle..., to czy dalej byłaby to tak genialna książka, jak teraz jest dla mnie. Same nie wiem, ale wiem za to, że udała mu się historia wybitna - taka, która zasłużenie dostała tego Pulitzera i którą przeczytam jeszcze nie raz, a z dziesięć razy. 

Co takiego jednak sprawiło, że zaczęłam od samych superlatywów na temat twórczości Doerra? Już początek wyglądał dla mnie całkiem intrygująco. Akcja zaczęła biegnąć dwutorowo, ponieważ mieliśmy wątek Marie-Laure i Wernera, które pozornie nie miały ze sobą nic wspólnego, lecz później zaczęły się splatać. Co ciekawe, wydarzeń nie poznawaliśmy chronologicznie - wszystko rozpoczyna się od środka, by wrócić na początek, być w pewnym momencie przerwane i kontynuowane od środka, potem znów od momentu początku... i tak do współczesności. Może brzmi to nieco dziwnie, ale uwierzcie - to coś genialnego, nie tylko urozmaica, ale i wprowadza ogromne napięcie, przez które nie byłam w stanie oderwać się od tej powieści. Po prostu nie byłam w stanie, chciałam tylko czytaćczytaćczytać. Chłonąć całą sobą prostotę Doerra, jego refleksje, idee i trafne spojrzenie na wojnę i jej odbicie na różnych ludzi. 

Nie ma tutaj typowego podziału dobry-zły. Poznajemy Marie-Laure od dziecka i od początku widzimy, jak trudne chwile ta mała miała - utrata wzroku to coś, z czym ciężko się pogodzić. Musiała na nowo uczyć się świata, wyczulić swoje zmysły na wiele zagrożeń, przystosować do życia, jakie miała prowadzić. Łączy się z tym postać jej ojca, którego poświęcenia dla córki chwytały mnie za serce. Był w stanie zrobić wszystko dla swojej małej dziewczynki i w ten sposób pokazana została moc rodzicielskiej miłości do dziecka. Fascynuje też Etienne i madame Manec, którzy równie mocno pokochali tę osóbkę i walczyli o lepsze jutro dla niej - dla niewidomej dziewczynki w świecie, który pogrążony jest w wojnie, wypełniony okupantami i kolaborantami gotowymi wydać najbliższych sąsiadów.

Z drugiej strony mamy Wernera. Chłopca wrażliwego, uwielbiającego naukę, ciekawego świata. Chłopca, który miał masę marzeń, planów i pomysłów, które chciał wcielić w swoje życie. Potrafi w mig robić to, czego inni nie umieją. Chce być kimś. Jednak... wojna wszystko przerywa. Nie ma miejsca dla indywidualności i jednostek wybitnych. Wszystko ma być poświęcone chwale ojczyzny, nic innego nie jest ważne. Zostaje wcielona brutalna zasada, w myśl której jeśli Ty nie zabijesz, to ktoś zabije Ciebie. I właśnie takie życie zaczyna prowadzić Werner. Popełnia wiele złego - nie można powiedzieć, że nie. Uczestniczy w czymś, o czym czasem nie chcemy nawet myśleć. Jest członkiem machiny, która ma na celu zniszczenie tego, co jest na świecie. A mimo tego zostaje w nim ta malutka cząstka kogoś, kim kiedyś był. I kim nadal jest, choć sam o tym nie wie. 

Od początku wiedziałam, że to historia dla mnie. Od początku. Nie wahałam się, nie zastanawiałam, nie wątpiłam. Czekałam tylko na okazję, która pozwoli mi na zetknięcie z tymi kartkami oprawionymi w przepiękną okładkę i zawierającymi tak mądrą, prostą, a mimo tego cudowną treść. Nie wszystko autor mówi wprost - i myślę, że nie musi. Choć pewnego wydarzenia kompletnie się nie spodziewałam i złamało mi ono serce, to jednak wiem, że ta historia właśnie taka miała być. Miała pokazywać wojnę we wszystkich jej odcieniach - wojnę, w której tak naprawdę nie było zwycięzców. Bo każdy coś stracił - kogoś bliskiego, dzieciństwo, dom, pieniądze, samego siebie... Jeśli mnie spytacie, czy to książka warta poznania, powiem - warta, po stokroć warta. 


Moja ocena: 10/10

Książka bierze udział w wyzwaniu:
Kiedyś przeczytam

25 komentarzy :

  1. Uwielbiam "Światło..." i tak jak ty, uważam ją za książkę genialną, którą każdy powinien przeczytać chociaż raz, ponieważ niesie za sobą wiele życiowych prawd i morałów. Doerr przepięknie skomponował całą historię i zrobił to w fenomenalnym stylu ;) Pozdrawiam
    ksiazkowy-termit.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jest tak cudowna książka, że czasem brakuje słów, gdy chce się powiedzieć coś więcej na jej temat... Niektórych rzeczy po prostu nie da się wyrazić za pomocą zlepkow liter. :)

      Usuń
  2. Przepiękna historia, jedna z moich ulubionych powieści.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Do moich ulubienic również już dołączyła, nie miała innego wyjścia...

      Usuń
  3. Mój absolutny must have do przeczytania! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Liczę, że szybko uda Ci się poznać tę książkę, bo grzechem jej nie znać, to coś po prostu obłędnego... :)

      Usuń
  4. Ojej, bardzo chcę poznać tę książkę! *___*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest cudowna i wiem, że się na niej nie zawiedziesz, to taka malutka perełka w świecie literatury, potrzebujemy takich.:)

      Usuń
  5. Książka zbiera przeróżne opinie, a ja z każdą kolejną przeczytaną mam mieszane uczucia .. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest cudowna, zaryzykuj, a nie pożałujesz. :)

      Usuń
  6. Z każdą kolejną recenzją utwierdzam się w przekonaniu, że muszę po nią sięgnąć :D

    OdpowiedzUsuń
  7. Hm, brzmi bardzo zachęcająco, a ja lubię takie nietypowe powieści. Chyba wiem, co sobie kupić na urodziny:)
    Jeszcze odnosząc się tak do wstępu, to niedawno byłam na obozie literackim i mnie też przeraziło, kiedy na warsztatach z pisarzem nasz nauczyciel (tj. pan Domagalski) wyjaśniał nam, że książki to jeden wielki biznes, w którym autor - choć odwala większość roboty - to dostaje najmniej...
    ...a poza tym, w kraju takim jak nasz ciężko się jest wybić, głównie przez znany "niedobór" czytelników. Tylko raz jedna osoba zza granicy mnie pocieszyła w tej sprawie. Byłam wtedy z koleżanką w Gruzji, byłyśmy w takim gospodarstwie agroturystycznym, które prowadził Polak z kolegą Gruzinem (z wykształcenia historykiem). Jednego wieczoru sobie rozmawiamy przez domem, a ten Gruzin (posługując się łamaną polszczyzną) powiedział do mnie i mojej koleżanki, że on zawsze, jak jest w Polsce, to widzi kogoś z książką. Zobaczył nas dwie - miałyśmy książki. A on w swoim rodzinnym kraju jeszcze chyba nie widział nikogo z książką...;(
    Nie ma co się martwić, jeszcze jest dla nas nadzieja!

    Pozdrawiam:)
    http://zycie-wedlug-horsefana.blogspot.com/

    PS Bardzo ładnie piszesz:)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że właśnie ta pewnego rodzaju innowacyjność Doerra sprawiła, że ta historia jest tak piękna. W końcu temat II wojny światowej został przemielony z każdej strony, a mimo to potrafił znaleźć w niej coś, co pokazał w inny, ale zachwycający sposób...

      I naprawdę to jest smutne, że osoba, która tak naprawdę najwięcej wkłada w tę książkę, ma z niej najmniej... To w końcu autor musi poświęcić masę czasu na to, by spisać swoje pomysły, reszta to już szczegóły - ważne, ale jednak są na drugim planie.
      Właśnie zawsze mnie to troszkę dziwi, gdy mówi się, że takie niskie czytelnictwo u nas, bo ja naprawdę spotykam masę ludzi, którzy czytają! W różnych poczekalniach, przychodniach, na przystankach, w autobusach... Aż dziwne to po prostu. Ale i na sercu robi się cieplej, gdy chociaż zagraniczni nas chwalą za to - widać u kogoś może być gorzej pod tym względem, a u nas tak tragicznie nie jest! ;)

      I dziękuję bardzo, cieszę się. :)

      Usuń
  8. Ta książka jest na mojej liście must read. Koniecznie chcę przeczytać 😍😍😍
    Zapiskizgrdka.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To nawet nie mam co polecać, wiem, że na pewno prędzej, czy później sięgniesz! Życzę tylko, by to było jak najszybciej. ;)

      Usuń
  9. Po takiej recenzji nie sposób nie sięgnąć po tę książkę ;)

    Idziesz w wyzwaniu jak burza ;) Pozdrawiam
    czytaninka.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, jakby każdy mógł sięgnąć po tę książkę i się nią zachwycić... :)
      Coś cudownego!

      Dziękuję i również pozdrawiam ciepło! ;)

      Usuń
  10. Jestem w trackie czytania i już jestem zachwycona tą książką :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie dziwię się... Ja sama podczas czytania wzdychałam nad tym, jaka to świetna książka. :)

      Usuń
  11. Słyszałam ostatnio sporo na temat tej książki,ale jak do tej pory nie byłam do końca przekonana czy to pozycja dla mnie... Teraz po przeczytaniu Twojej recenzji wiem,że muszę czym prędzej się z nią zapoznać:3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To liczę, że niedługo Ci się uda. To tak piękna, bogata w treść książka! Chciałabym, by większość taka była. ;)

      Usuń
  12. Wiele recenzji tej książki przeczytałam, ale dopiero teraz poczułam, że to może być coś, co mnie jednak zaciekawi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszy mnie to ogromnie, nie powinnaś żałować! :)

      Usuń
  13. Mam ogromny problem z tą książka, tzn. czy ją czytać. Nagrodę Pulitzera otrzymał też "Szczygieł", którego czytałam na początku roku. Książka bardzo mi się podobała, a koniec totalnie mnie rozwalił, zdołował, nie wiem... Do dziś nie potrafię dookreślić się co do tej pozycji. Czy teraz brać się za Światło, gdy koniec podobno też rozwala?

    OdpowiedzUsuń

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka