sobota, 30 stycznia 2016

Nic nie ma takiej siły, jaką ma miłość.

Autor: Jessica Sorensen
Tytuł: Ocalenie Callie i Kaydena
Cykl: The Coincidence. Tom II
Wydawnictwo Zysk i S-ka
Liczba stron: 384

Powstało kiedyś pewne powiedzenie o prawdzie, które wciąż jest bardzo na czasie i podejrzewam, że nigdy nie straci na swojej aktualności. Mówi się, że prawda jest jak pewna tylna część ciała kończąca plecy - każdy ma swoją. Ciężko się jest z tym nie zgodzić, bo coraz częściej dochodzi do sytuacji, gdzie rzeczywistość ulega zakłamaniu. Mistrz w swoim fachu, Joachim Goebbels, sam mówił, że kłamstwo powtórzone tysiąc razy staje się prawdą i im większe kłamstwo, tym ludzie łatwiej w nie uwierzą. Coraz częściej dochodzi do sytuacji, gdzie łatwiej i wygodniej jest pozostać przy jakimś kłamstwie niż dostrzec prawdę. Ludzie wolą żyć w oszustwie niż zmierzyć się z tym, co jest naprawdę... Tylko dlaczego? Ze strachu? Z wrodzonego konformizmu? 



Mroczny sekret, od lat skrywany przez Kaydena w końcu wyszedł na jaw. Co gorsza, chłopak stoi w obliczu groźby oskarżenia przed sądem o pobicie. Jedynym sposobem, by mógł oczyścić swoje imię, jest zdradzenie przez Callie jej tajemnicy. Ale Kayden nigdy jej o to nie poprosi. Zamiast tego zrobi wszystko, co w jego mocy, by ją chronić. Nawet jeśli oznacza to opuszczenie przez niego jedynej dziewczyny, którą kiedykolwiek pokochał. Callie wie, że Kayden pogrąża się w ciemności i rozpaczliwie pragnie go ocalić. Lecz uda jej się to jedynie wtedy, gdy stawi czoła swojemu największemu lękowi i wyzna wszystkim własne bolesne tajemnice. Pomysł przerwania milczenia wzbudza w niej trwogę, ale nie tak wielką, jak myśl o utracie Kaydena. 

Kilka miesięcy temu miałam okazję spotkać się z pierwszą częścią serii Sorensen - Przypadkami Callie i Kaydena, która zrobiła na mnie niemałe wrażenie. W sumie nic dziwnego - lubuję się w literaturze New Adult i wiele przedstawicielek tego gatunku chwyciło mnie już za serce. Problem ze świetnymi początkami serii polega na tym, że stawiamy autorowi wysoko poprzeczkę - liczymy, że kolejna część będzie jeszcze lepsza, jeszcze piękniejsza, jeszcze bardziej niesamowita i jeszcze bardziej oszałamiająca. Wygórowane oczekiwania już nie jeden raz pokazały mi, że można się mocno zawieść na danej historii. Czy tym razem też mnie to spotkało? 

Dobrą chwilę czasu zajęło mi wgryzienie się w całą tą opowieść - może dlatego, że wciąż byłam pod wpływem przegenialnej powieści Nelson, a może dlatego, że dość długo nie miałam do czynienia z Callie i Kaydenem. Musiałam przerzucić trochę stron, by na nowo wsiąknąć w pełen bólu, niedopowiedzeń i smutku świat tej pary, która została mocno doświadczona przez los. Nie są ludźmi ze stali - każde z nich mocno przeżywa to, co spotkało ich w przeszłości i nie potrafią przejść nad tym do porządku dziennego. Każdy kolejny poranek to dla nich batalia z samym sobą, gdyż muszą decydować się, czy chcą dalej walczyć, czy wolą się poddać. A to wcale nie jest proste.

Zwrócić uwagę należy na to, że samej akcji nie ma tutaj tym razem zbyt wiele. O ile w pierwszym tomie naprawdę sporo się działo, tak teraz musimy mierzyć się z następstwami w psychice tej dwójki młodych ludzi. Dużo jest przemyśleń i wiele niewypowiedzianych na głos słów, które w końcu wypowiedziane być muszą. Oni oboje wciąż są pod wpływem tego, co autorka nam zaserwowała w potężnym cliff-hangerze z pierwszego tomu. Jednak to, co najbardziej mi się tutaj spodobało, to przemiana Callie. W większości książek to zazwyczaj chłopak jest tym silniejszym i tym, który musi wspierać delikatną i kruchą dziewczynę. Tutaj natomiast pomimo tych cech, które posiadała Callie, dojrzała ona i stała się opoką dla Kaydena, który mógł szukać u niej pomocy. To ona zainicjowała taki, a nie inny bieg wydarzeń dla tego tomu i pokazała, że człowiek jest w stanie pokonać wszystkie przeciwności. 

Jessica Sorensen przedstawiła nam dalsze losy Callie i Kaydena w nieco inny sposób niż zrobiła to za pierwszym razem. Zmieniony został też obraz dwójki głównych bohaterów - na naszych oczach przechodzą oni, a w szczególności Callie, ogromną przemianę, której jedynym trafnym uzasadnieniem jest ogrom miłości. Choć chwilami można odnieść wrażenie, że autorka zbyt wiele różnorodnych tematów starała się tutaj upchać, gdyż mamy m.in. wątek samookaleczania, przemocy, homoseksualizmu i molestowania, to wydaje mi się, że udało jej się zachować w całości równowagę. Stworzyła piękną opowieść o miłości, dla której nie ma przeszkód i z chęcią przeczytam kolejne książki przez nią napisane. 


Moja ocena: 8/10

Książka bierze udział w wyzwaniu:
Kiedyś przeczytam

6 komentarzy :

  1. Nie miałam w planie tej książki, ale okej - może dam jej szansę, skoro warto :) Poszukam pierwszego tomu w bibliotece :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że zasługuje na to, by ją przeczytać - choć nie podejmuje innych tematów niż reszta NA, to jednak ma w sobie to coś, co potrafi zauroczyć. Ja byłam pod wrażeniem, chociaż odrobinę bardziej podobała mi się pierwsza część. :)

      Usuń
  2. O książce słyszałam ale nie byłam nią jakąś szczególnie zainteresowana. Może jednak się za nią rozejrzę :)
    PS. Zapraszam Cię na mojego nowego bloga. Przeniosłam się ze spetana-przez-ksiazki na manufaktura-wyobrazni :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że warto się z nią zapoznać - naprawdę śliczna historia, momentami ma się uczucie przesytu wielością katastrof, ale mimo wszystko ma w sobie "to coś". :)

      Usuń
  3. Miałam podobne odczucia do ciebie. Pierwszy tom podobał mi się dużo bardziej, a w ten jakoś ciężko mi było się wbić. Masz racje, zwykle to chłopak jest tym silniejszym i to on pomaga w ''przemianie''. Sorensen w tej części pokazała jak miłość i dbanie o innego człowieka może nam pomóc. Gdyby nie Callie to nawet nie chcę wiedzieć co by się stało z Kaydenem :( Wiem, że 3 i 4 część jest o Luke'u a 5 znowu o Callie i Kaydenie. Mam nadzieję, że wydawnictwo nie przerwie serii i wyda ją do końca. Chociaż w sumie tracę tę nadzieję, bo wydawnictwa mają w zwyczaju urywać serie :( A szkoda, bo bardzo bym chciała mieć całość na półce.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podejrzewam, że z Kaydenem nie byłoby za dobrze... Pewnie sam by w końcu się wykończył, jeśli nie zrobiłaby tego inna osoba. Mam nadzieję, że wydawnictwo nie przerwie, choć przyznaję, że sama trochę martwię się brakiem wiadomości o kontynuacji, trochę czasu już przecież minęło! Zysk przecież nie jest znany z takiej praktyki, częściej Amber to robiło... No ale różnie bywa, miejmy nadzieję, że będzie pozytywnie. :)

      Usuń

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka