niedziela, 10 stycznia 2016

Gonitwa po Manhattanie ze świętami w tle.


Autor: Rachel Cohn, David Levithan
Tytuł: Księga wyznań Dasha i Lily
Cykl: Myślnik
Wydawnictwo: Bukowy Las
Liczba stron: 312

Każdy z nas ma mniej więcej zbliżone wyobrażenia o świętach. Choinka, śnieg, lampki na balkonie, przy dachu i różnych krzewach ogrodowych, dużo dobrego jedzenia, kolędy, wizyta rodziny, pasterka, radość z wolnego i koniec. Gdzieś w tym wszystkim zgubiła się czysta radość z narodzin Jezusa, a pojawiło się pewne przyzwyczajenie. Najważniejsze jest się pokazać, olśnić teściową lepszym ciastem niż ona rok temu, wręczyć szwagierce droższy prezent, sztucznie uśmiechać się podczas składania życzeń, w duchu myśląc "i niech szlag Cię trafi". A czemu choć raz w święta nie zrobimy czegoś innego, czegoś, czego jeszcze nigdy nie próbowaliśmy? 


Zainspirowana przez szczęśliwie zakochanego brata, szesnastoletnia Lily zostawia czerwony notatnik pełen wyzwań na ulubionej półce w swojej ulubionej księgarni. Notes czeka na odpowiedniego chłopaka, który odważy się podjąć grę. Ciekawski, ironiczny, lekko cyniczny Dash nie boi się zagadek - Księga Wyzwań staje się dla niego odskocznią od codzienności, której nieświadomie szukał. Dash i Lily urządzają podchody na wielką skalę - szukają notesu (i siebie) po całym Manhattanie. Czy w tym świątecznym czasie zrobią na sobie równie dobre wrażenie zarówno na żywo, jak i na papierze? 

Wiem, że wiele osób lubi  dobierać dla siebie książki ze względu na panującą aurę lub aktualny okres w roku. Ja sama często korzystam z tej zasady - w czasie letniego odpoczynku przyjemnie czyta się coś lekkiego i niezobowiązującego, a w zimowe dni książki, które nas rozgrzeją. Święta już za nami, jedynie lekko topniejący śnieg na trawnikach wskazuje, że przechodzimy przez najchłodniejszą porę w roku, a ja właśnie skończyłam czytać historię, która dzieje się w tle tego magicznego czasu. Czy pozytywnie ją odebrałam? 

Rzadko kiedy do tej pory sięgałam po książki, które były pisane w duetach. Zazwyczaj wychodzę bowiem z założenia, że jest to robione jedynie pod publiczkę, a autor słabszy i początkujący chce się wybić na kimś, kto jest już tzw. wyrobioną marką. Nieco inaczej jest w przypadku, gdy jeszcze nie miałam nigdy okazji zetknąć się z danymi osobami - całkiem odmiennie wtedy to odbieram, bo i nie znam charakterystycznych cech danego twórcy, i nie potrafię się rozeznać w tym, która osoba z duetu zdominowała daną opowieść. W tym przypadku mamy dość powszechny już podział na role - raz wydarzenia relacjonuje nam Lily, w następnym rozdziale poznajemy perspektywę Dasha. Takie rozwiązanie sprawia, że możemy zachować pewien obiektywizm. I możemy jeszcze bardziej polubić obie postaci. 

Ciężko podczas czytania było mi nie wczuć się w klimat, jaki został wytworzony w tym dziecku Cohn i Levithana. Choć Boże Narodzenie nie jest tu nachalnie podkreślane w każdym zdaniu i na każdej stronie co najmniej pięć razy, to wciąż czuć tu taką świąteczną atmosferę, co bardzo doceniam. Sprawia to, że ta książka staje się bardziej aktualna w każdej porze roku i nadaje się do czytania zarówno zimą, jak i latem. Same wydarzenia, jakie towarzyszyły wędrówkom czerwonego notatnika śledziło się z nieskrywaną przyjemnością, bo trzeba przyznać autorom, że wykazali się sporą dozą pomysłowości w kolejnych zadaniach. Jak i samej kreacji bohaterów.

Oboje są inni, ale mają swoje cechy wspólne. On jest molem książkowym, ale i ogromnym cynikiem, który z ironią jest tak blisko, jak mało kto. Ona kocha obchody świąt, ale w tym roku jest tego pozbawiona i skazana na brata, który i tak woli zajmować się swoim chłopakiem. Nie spodziewali się, że zwyczajny zeszyt może okazać się dla nich początkiem czegoś całkiem innego niż dotychczas. Dokonują kolejnych decyzji, przechodzą kolejne etapy i nawet nie zauważają, kiedy podczas tej gonitwy po Manhattanie znajdują w sobie bratnie dusze. 

Rachel Cohn i David Levithan stworzyli powieść skierowaną do młodzieży, którą osadzili w subtelnie wykreowanym okresie świątecznym. Opowieść o Dashu i Lily jest pełna ciepła i magii, lecz nie obyło się bez akcentów humorystycznych. Nie jest historyjką przerysowaną i płytką, ponieważ postarano się poruszyć w niej także takie problemy, które towarzyszą wielu nastolatkom w codziennym życiu. Jedyne do czego mogę się przyczepić do zakończenie - liczyłam na coś bardziej z przytupem, a tutaj mamy takie urwane jak dla mnie. Nie zmienia to jednak faktu, że ta książka jest do polecenia wszystkim, którym w życiu brakuje nieco wiary w samych siebie i w to, że można odnaleźć dla siebie szczęście.


Moja ocena: 7+/10

Książka bierze udział w wyzwaniu:
Kiedyś przeczytam

Za możliwość przeczytania dziękuję wydawnictwu Bukowy Las! ;)

7 komentarzy :

  1. Mam tę książkę w oryginale, bo ta okładka mi jakoś kompletnie nie odpowiada :P Cieszę się, że Ci się spodobała, bo mamy tak podobne gusta, że teraz wiem, iż mnie również powinna przypaść do gustu.

    OdpowiedzUsuń
  2. Książka jest skierowana do młodszych czytelników, ale mimo tego - chyba się skuszę... :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja z tą książką czekam do kolejnego roku :) I do świąt

    zaczytana_bella

    OdpowiedzUsuń
  4. Opis brzmi naprawdę ciekawie, oryginalnie przede wszystkim. Dziwne jest jednak to, że nigdy nawet nie słyszałam o tym tytule :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Miałam na nią ochotę i może sięgnę jeszcze w tym okołoświątecznym czasie. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  6. O kurde, no chyba nie mam wyjścia i się skuszę :) Choć ja także podchodzę trochę sceptycznie do książek pisanych przez dwóch autorów.

    OdpowiedzUsuń
  7. Mam tę książkę w najbliższych planach i mam nadzieję, że przypadnie mi do gustu :)

    OdpowiedzUsuń

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka