niedziela, 27 września 2015

Ile bólu może znieść człowiek?


Autor: Jessica Sorensen
Tytuł: Przypadki Callie i Kaydena
Cykl: The Coincidence. Tom I
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Liczba stron: 368

Jak często zdarza Ci się sugerować cudzym zdaniem przy wyborze kolejnej książki do czytania? Możesz z ręką na sercu powiedzieć, że należysz do grona osób, które ani odrobinę nie przejmują się tym, co czytają inni i co uważają na temat danej pozycji, bo i tak nie wpłynie to na Ciebie przy podejmowaniu decyzji? W moim przypadku dość powszechny jest problem sięgania po książki, które zdobywają pozytywne opinie i są polecane przez zaufane recenzentki. Zdarzało się już jednak, że zawiodłam się na tej metodzie - czy tym razem też? 

piątek, 25 września 2015

Czy Sparks to współczesny mistrz romansu?


Autor: Nicholas Sparks
Tytuł: I wciąż ją kocham
Wydawnictwo: Albatros
Liczba stron: 416

Nie za wiele jest osób, które mogą powiedzieć o sobie, że nigdy w życiu nikogo nie kochały. Każdy z nas ma w życiu osoby, które są droższe niż inne - rodziców, rodzeństwo, dziadków... ale jest też rodzaj miłości, który jest zarezerwowany dla kogoś innego. Dla kogoś, na kogo widok nasze serce ma ochotę wyskoczyć z klatki piersiowej i z kim chcielibyśmy spędzić każdy kolejny dzień naszego życia. Uczucia do ukochanego są tym specyficznym rodzajem więzi, która nie łączy nas z nikim innym. Niektórym ze związków udaje się przetrwać mimo chwilowych zawirowań, a inne kończą swój żywot. Okazuje się jednak, że koniec związku nie jest równoznaczny z końcem miłości...

wtorek, 22 września 2015

Z koszmaru w koszmar...


Autor: Rebecca Donovan
Tytuł: Oddychając z trudem
Cykl: Oddechy. Tom II
Wydawnictwo: Feeria
Liczba stron: 544

Emma przez długi czas znosiła to, co zgotowała dla niej własna ciotka, jednak ta przekroczyła granicę. Dziewczyna znalazła się w samym centrum piekielnych czeluści i tylko przypadek sprawił, że udało jej się z nich wydostać - ogromnym kosztem. Stara się odciąć od wszystkiego, co doprowadziło ją do tego koszmaru, podejmując nowe decyzje. Pomimo obaw Evana i Sary postanawia dać kolejną szansę swojej matce i przeprowadza się do niej. Wie, że początki nie są proste i choć zaaklimatyzowanie się w nowej sytuacji nie przychodzi jej lekko, to liczy, że razem uda im się rozwiązać dotychczasowe problemy i polepszyć swoje relacje. W końcu nie może być gorzej niż było, prawda?

sobota, 19 września 2015

Efekt motyla, czyli rola przypadku w ludzkim życiu.


Autor: Gayle Forman
Tytuł: Ten jeden rok
Cykl: Ten jeden dzień. Tom II
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Liczba stron: 368

Ciężko jest zapanować nad swoim życiem, gdy nagle tracimy nad nim jakąkolwiek kontrolę i okazuje się, że na nic nie mamy wpływu, bo wszystko zaczęło dążyć w kierunku, jakiego nigdy nie braliśmy pod uwagę. Często słyszymy o różnych określeniach na to zjawisko - efekt motyla, efekt domina, domek z kart - wszystkie jednak mają podobne znaczenie, bo odnoszą się do cyklu zachowań, w których jedno nieznaczne wydarzenie jest w stanie wywołać reakcję łańcuchową, której nie sposób ani zapobiec, ani przewidzieć.

środa, 16 września 2015

Ile czasu masz na to, by wpłynąć na cudze życie?


Autor: K.A. Tucker
Tytuł: Cztery sekundy do stracenia
Cykl: Ten Tiny Breaths
Wydawnictwo: Filia
Liczba stron: 560

W literaturze od dość długiego czasu częściej lub rzadziej pojawia się motyw łamania kolejnych granic określanych mianem tabu. To, co dawniej było skryte za kurtyną niedomówień i rumieńców, teraz jest głośno i bez skrępowania omawiane. Tego typu wątki królują obecnie między innymi w książkach z nurtu New Adult - w skrócie są to książki dla młodych ludzi, pokazujące ciężki okres dojrzewania, mierzenia się z problemami w życiu i przeszłością, a to wszystko w podrasowanej oprawie. Czy autorki z tej dziedziny mogą nas jeszcze czymś zaskoczyć?

sobota, 12 września 2015

Wśród polskiej klasyki - Lalka taka straszna?


Autor: Bolesław Prus
Tytuł: Lalka
Wydawnictwo: Zielona Sowa
Liczba stron: 928

Z pewnością są wśród nas osoby, które na sam dźwięk słowa lektura dostawały prawie palpitacji serca i drgawek, by potem obrzucać błotem wszystkich twórców, których utwory weszły do szkolnego kanonu. Czy to kilkadziesiąt lat temu, czy kilkanaście, czy nawet kilka lub teraz - uczniowie nadal nie znoszą czytania czegoś, co jest im odgórnie narzucane przez ich polonistów. Choć sama nigdy nie miałam z tym większych problemów, to jednak zawsze ciekawiły mnie reakcje ówczesnych rówieśników, którzy -urwowali na Wyspiańskiego, Goethego czy Orzeszkową, że utrudniają im życie takimi bzdurami jak przykładowe rozterki Wertera. Czy rzeczywiście obowiązkowa lektura szkolna to takie zło, na jakie kreują ją uczniowie? 

Kochałam Lalkę zawsze. Kochałam i kochać ją będę. Po raz pierwszy czytałam ją w gimnazjum, później przyszedł czas, gdy trzeba było po nią sięgnąć i w liceum, a kilka lat później dobrowolnie chciałam wrócić do tej historii, by zrozumieć ją nie przez pryzmat szkolnych analiz, ale własnych spostrzeżeń i uczuć. Choć już za pierwszym razem czułam do tej historii przysłowiową miętę, to dopiero teraz wydaje mi się, że lepiej rozumiem cały ten mezalians, jaki opisał autor. Wydawać by się mogło, że nie ma niczego nudniejszego niż czytanie o tym, jak ktoś kogoś kocha, ktoś kogoś nie, ten pierwszy ktoś jest podłamany, ale mimo to się stara, a ten drugi ktoś ma to gdzieś - w zasadzie jakby chcieć, to tak można krótko streścić całość... ale nie powinno się. Bo właśnie w taki sposób tak piękne książki zostają skrzywdzone. 

Lalka to sztandarowy przedstawiciel epoki, jaką był pozytywizm - przynajmniej ja tę frazę zapamiętałam z moich szkolnych lat. Tej książki nie czytało się obok Dziadów czy Króla Olch, ale zawsze dalej były tomiszcza takie jak Ludzie bezdomni czy Nad Niemnem - a teraz zastanawiam się dlaczego, bo jak dla mnie Lalka wydaje się być takim utworem należącym do dwóch okresów czasu - i romantyzmu, i pozytywizmu. Nie można nie docenić wkładu, jaki autor włożył w przedstawienie szczegółowego tła dla wątku Wokulskiego i Łęckiej, te wszystkie wzmianki o historii, szczegółowe opisy dziewiętnastowiecznej Warszawy, różne wątki polityczne... to wszystko jest ważne. Ale dla mnie tak naprawdę powinno się skupiać na sednie tej książki - na miłości. 

Wokulski to jedna z moich ulubionych postaci literackich, choć to osoba, którą się albo lubi, albo nie znosi. Dla jednych może być naiwny, skoro uganiał się tyle czasu za dziewczyną, która była płytka jak łyżeczka do herbaty, ale mnie zawsze podobało się w nim to, że był dowodem na to, że kocha się człowieka mimo jego wad - nawet jeśli ten ktoś ma same wady. Jest mężczyzną, który dla ukochanej kobiety jest w stanie robić wszystko, byle tylko doczekać się przychylnego słowa, uśmiechu czy lekkiego muśnięcia dłoni. Choć zdawał sobie sprawę z tego, że Izabela pogrywa sobie z nim, to jednak nie potrafił zrezygnować z prób zabiegania o nią, gdyż liczył, że coś się może zmienić. Ciężko było mu wtedy nie współczuć, bo jakoś nie potrafiłam mu mieć jego zachowania za głupie - taka już jest miłość, wtedy racjonalizm nie ma nic do powiedzenia, gdy serce dochodzi do głosu. 

Nasza Izabela to jednak postać zupełnie odmienna. W życiu przyzwyczajona jest do luksusów, wystawnych spotkań w towarzystwie, powszechnego adorowania jej przez osoby podobnego jej rodowodu, dlatego nawet przez myśl jej nie przechodzi, że mogłaby wiązać się z kimś, kto jest kupcem galanteryjnym, nawet jeśli bardzo bogatym. To dziewczyna całkowicie zepsuta i uważam, że Prus doskonale stworzył jej postać - nie jest ona osobą głupią czy niedouczoną, trzeba zauważyć, że to osoba inteligentna, która ma niejaką wiedzę, choć są dziedziny, które ją nużą. Ma nieco naiwności co do ich sytuacji, ale i posiada o sobie samej wysokie mniemanie, które chwilami niewiele ma wspólnego z rzeczywistością. To dziewczyna rozpieszczona i wyrachowana - bawi się uczuciami, nie potrafi ich odwzajemnić i nie chce, bo najważniejsza jest dla niej pozycja w towarzystwie, opinia na salonach i wizyty w Paryżu czy na dworze włoskim. Jest osobą, którą ciężko polubić - czy ktoś się temu dziwi? 

Pewne trudności mogłoby sprawić znalezienie osoby, która nigdy nie słyszała o najsłynniejszym dziele Prusa, jakim jest owa powieść. To książka, która wzbudza w ludziach wszelakie emocje - od niedowierzania, przez złość, znużenie i irytację, aż po uwielbienie. Mnie cieszy niezmiernie, że udaje mi się zaliczać do osób, dla których ta powieść jest czymś ponadczasowym i pięknym. Choć polska klasyka nie do końca mi odpowiada i wolę zagraniczne utwory, to ciężko w tym przypadku jest mi powiedzieć, że to, co napisał Bolesław Prus jest nieciekawe. Wręcz przeciwnie, najchętniej dla każdego na Ziemi wręczyłabym egzemplarz tej pięknej książki o bezwarunkowej miłości, by mógł zatopić się w tej historii i zobaczyć, jak piękną opowieść można stworzyć, mając w tle wiele politycznych, społecznych i historycznych smaczków.


Moja ocena: 10/10

Książka bierze udział w wyzwaniu:
Czytam Opasłe Tomiska

wtorek, 8 września 2015

W centrum irańskiego piekła.


Autor: Roxana Saberi
Tytuł: Między światami. Moje życie i niewola w Iranie
Wydawnictwo: Sine Qua Non
Liczba stron: 384

W dniu dzisiejszym temat religii, jaką jest islam, wywołuje wiele kontrowersji. Bardzo głośno jest o kwestii uchodźców - czy przyjmować i dlaczego lub czy nie przyjmować i dlaczego. Wciąż w telewizji toczą się gorące dyskusje polityków i znanych osób co do drogi, jaką powinniśmy obrać, by później niczego nie żałować. Mówi się, że jest to najbardziej ekspansywne wyznanie świata... i w zasadzie ciężko polemizować z tym stwierdzeniem. Wiele można powiedzieć o muzułmanach, jednakże w większości nie są to superlatywy. Fanatycy religijni zadbali o to, by wizerunek całej religii w świecie miał negatywny odbiór - czy to przez prawo szariatu, czy przez ich "delikatne" metody w stosunku do innowierców lub obcokrajowców. Coś na ten temat mogłaby powiedzieć bohaterka tej historii...

Roxana Saberi to amerykańska dziennikarka, która zdecydowała się wykonywać swój zawód w kraju, który nosi nazwę Iran. Wszystko byłoby w porządku, gdyby nie feralny poranek, kiedy kobieta została wyciągnięta z własnego domu przez kilku mężczyzn i w brutalny sposób aresztowana, gdyż irański wywiad oskarżył ją o bycie szpiegiem rządu Stanów Zjednoczonych. Absurdalny proces, o którym głośno było na całym świecie, skazał ją na kilka lat więzienia, a ona sama miała świadomość tego, że nigdy może już nie wyjść na wolność. Roxana jednak nie należy do osób, które się poddają - rozpoczęła walkę o to, by odzyskać własne, dawne życie, a swoją batalię zdecydowała się opisać w książce. 

Nie jestem zbyt dobrze rozeznana w literaturze, która dotyczy świata arabskiego - kiedyś miałam okazję czytać kilka historii osadzonych w tamtych realiach, ale jednakże nie zrobiły na mnie tak dużego wrażenia jak mogłabym się spodziewać - może dlatego, że nie były one opisem autentycznych wydarzeń, a wyobraźni autorek. Tym razem sięgając po tytuł autorstwa Roxany Saberi, właśnie dlatego najpierw zdecydowałam się sprawdzić, czy w tym przypadku również zdarzy się coś podobnego, czy nie. Ku mojemu zadowoleniu miałam przed sobą książkę, w której autorka nie będzie umieszczała swoich fantazji, a doświadczenia, jakie odczuła na własnej skórze. Może też dlatego tak emocjonalnie ją odebrałam, bo wiedziałam, że ona to kiedyś przeżyła? 

Myślę, że w tym tkwi sęk odbierania przez czytelników książek, które są opisem tego, co kiedyś zostało przez daną osobę przeżyte. Nie czytamy tego jak setek innych powieści, o których wiemy, że są tylko wyimaginowaną rzeczywistością, która nigdy nie zaistniała - czytając książki takie jak Między światami wiemy, że to się kiedyś przydarzyło osobie, która dla nas relacjonuje, więc tym większą więź odczuwamy z narratorem i tym bardziej wszystko odbieramy sercem, bo wciąż nie możemy wyjść z podziwu, że ktoś coś takiego przeżył i odnalazł w sobie na tyle siły, by wrócić do takiego koszmaru jeszcze raz, aby podzielić się nim z innymi ludźmi. Nie będę Wam opowiadała dokładnie, co Roxana przeżyła będąc więziona - powiem natomiast, że nadal pisząc dla Was te słowa jestem pod wpływem jej losów i tego, jak mocną ma psychikę. Nie każdy by to przeżył i wciąż nie mam pewności, jak ja dałabym sobie radę, będąc na jej miejscu... 

Między światami to rodzaj biografii, która jednak opisuje konkretny przedział czasowy - okres, gdy Roxana Saberi była więziona w Iranie w wyniku nadgorliwości obywateli tego państwa. Choć Bogu ducha winna była, to jednak nie udało jej się uniknąć kary - wylądowała w więzieniu, by tam znosić wszystko, co dla niej zaplanowano. Nie jest to jednak osoba bierna, gdyż cały czas walczyła o to, co najważniejsze - o wolność. To historia, gdzie człowiek umieszczony jest w samym centrum piekła - a co jeszcze bardziej zdumiewające - udaje mu się z niego odejść i zacząć żyć na nowo, choć jestem pewna, że od niektórych widm ta niewinna kobieta nigdy się nie uwolni. 


Moja ocena: 7/10

Za egzemplarz przedpremierowy dziękuję wydawnictwu Sine Qua Non! ;)

piątek, 4 września 2015

W świecie skutym lodem.


Autor: Jacek Dukaj
Tytuł: Lód
Wydawnictwo: Literackie
Liczba stron: 1054

Ciężko jest lubić wszystko. Normalnym zjawiskiem jest natomiast różnie wzmożona sympatia ukierunkowana w odmienne rzeczy. Jeśli chodzi o gatunki książek, to z ogromną przyjemnością sięgam po coś leciutkiego, co można przełknąć "na raz", literaturę zarówno młodzieżową jak i obyczajową, od czasu do czasu z chęcią podczytuję coś z nutą kryminalną bądź fantastykę. Od zawsze jednak istniał gatunek, który dla mnie był po prostu nie do strawienia. Gdy tylko zaczynałam historie, które były z taką etykietką, prędzej czy później odczuwałam znudzenie, a całość była dla mnie większą męczarnią niż oglądanie programów rozrywkowych z ramówki TVN'u. Mowa o science fiction. Co więc sprawiło, że dobrowolnie sięgnęłam po książkę z nurtu, którego nie znoszę? 

Przez wakacje obiecałam sobie łamać w sobie wszystkie uprzedzenia czytelnicze, jakie we mnie powstały w przeciągu ostatnich lat. Powoli coraz bardziej przekonuję się do polskich autorów, a klasyka choć zawsze była przeze mnie doceniana, to jest jeszcze częstszym gościem niż dawniej. Wciąż jednak pozostała jedna, jedyna bariera do przełamania - ten gatunek w literaturze, którego unikam bardziej niż diabeł święconej wody. W końcu postanowiłam więc, jak łatwo się już domyślić, że czas na ten krok i powinnam sięgnąć po jakieś cenione sf. Szybko rozejrzałam się, przegląd rewiru zrobiłam i mój wywiad pozwolił mi na wybranie Lodu, naszego rodzimego pisarza - Jacka Dukaja. Czy udało mi się jeszcze bardziej znienawidzić ten nurt?

Na początku muszę zaznaczyć, że było ciężko. Przebijanie się przez początkowe strony i rozdziały z zakorzenioną w mózgu świadomością "zaraz się zacznie, zaraz będzie tragedia, przecież to będzie rzeźnia dla moich komórek" naprawdę nie pomaga, a pozbyć się takiego myślenia jest naprawdę ciężko, gdy ktoś coś sobie wbije do głowy. Ale ze zdziwieniem zauważyłam, że mijają kolejne strony, a mnie coraz bardziej wciąga akcja i co śmieszne - coraz mniej obawiam się tego gatunku, za to mam ochotę dowiedzieć się, co będzie dalej i dalej. 

Cała fabuła toczy się wokół pewnej alternatywy historycznej - autor przedstawia swoim czytelnikom wersję współczesnego świata, w którym wydarzenie znane jako I wojna światowa nie miało miejsca. Co za tym idzie, nasz kraj nie odzyskał niepodległości i wciąż należy do imperium carów. Aby jeszcze ubarwić tę historię, okazuje się, że temperatura spadła na stałe o kilkadziesiąt stopni Celsjusza i nastąpiła trwała zmiana klimatu, przez co pory roku praktycznie nie istnieją, a ziemia została skuta przez lód. Jeden z bohaterów musi wyruszyć Koleją Transsyberyjską w głąb ziem rosyjskich, by odnaleźć swojego niewidzianego od lat ojca, gdyż chodzą słuchy, że jako jedyny potrafi porozumieć się z lodem i cofnąć to, co się stało. Benedykt decyduje się na udział w wyprawie, lecz nigdy by nie podejrzewał, że może ona zmienić całe jego życie... 

To, co naprawdę mi się spodobało, to fakt, że nie było tutaj przytłaczającej człowieka fizyki czy chemii - Jacek Dukaj poszedł w inną stronę i zdecydował się na stworzenie powieści science fiction mocno osadzonej w historii. A że ja historię uwielbiam... dopowiedzcie sobie sami, jak to się mogło skończyć. Pisarz bawi się tutaj przeszłością i wybiera z niej to, co najsmakowitsze, ale podaje czytelnikowi w całkiem innym wydaniu niż można by się spodziewać. Podczas czytania odnosiłam wrażenie, że jest niezwykle pewny tego, co kreuje, dlatego też sprawiał wrażenie, jakby igrał z samym językiem - wszystko co napisał sprawiało wrażenie bardzo plastycznego i elastycznego, nie było sztywności. Nawet filozofia i ideologia w jego wykonaniu nie nudziła, a sprawiała, że człowiek głębiej zastanawiał się nad treściami, które autor przedstawił. 

Trzeba przyznać, że autor postarał się w każdym calu o stworzenie książki, która zostanie zapamiętana na długo. To jedno z tych monumentalnych dzieł, na którego przeczytanie trzeba poświęcić nieco czasu, ale w ostatecznym rozrachunku człowiek dochodzi do wniosku, że jednak było warto. Choć sf to nie moja filiżanka herbaty, to jednak muszę przyznać, że Lód nie był dla mnie taką męczarnią, jakiej się się spodziewałam - był za to ciekawym nowym doświadczeniem, ale i pouczającą lekcją, że nie powinno się przypinać łatek książkom zanim je przeczytamy. 


Moja ocena: 8/10

Książka bierze udział w wyzwaniu: 
Czytam Opasłe Tomiska

środa, 2 września 2015

W objęciach chorobliwej nieśmiałości.


Autor: Sandy Hall
Tytuł: Musimy coś zmienić
Wydawnictwo: Pascal
Liczba stron: 304

Każdy z nas zna kogoś, kto sprawia wrażenie osoby, która jest cholernie pewna siebie i tego, co robi w swoim życiu. Zachowuje się tak, jak ma na to ochotę, nie zastanawia się za długo nad każdą decyzją i wychodzi z założenia, że nie ma nic do stracenia, więc czemu by nie zaryzykować. My natomiast... cóż, to materiał na naprawdę obszerny esej. Spontaniczność to słowo, które oddalone jest od nas o lata świetlne, za o wiele bardziej znajomo brzmią wyrazy skromność czy nieśmiałość. Nawiązywanie kontaktów towarzyskich brzmi o wiele bardziej niebezpiecznie niż skok na bungee - szczególnie, jeśli chodzi o osobę, do której od tak długiego czasu wzdychamy...

I Lea, I Gabe są do siebie niezwykle podobni, choć sami nawet nie zdają sobie z tego sprawy. Na dodatek łączy ich pewna więź, którą dostrzegają wszyscy wokół, jedynie sami zainteresowani pozostają ślepi na to, co oczywiste dla innych. Każdy widzi, że są dla siebie stworzeni, oni oboje żywią do siebie nawzajem romantyczne uczucia, ale ciągle na drodze staje im jedna, ogromna bariera - ich własna nieśmiałość, która sprawia, że jeszcze nigdy w życiu nawet ze sobą nie rozmawiali! Może i przeszliby przez całe życie, ani razu ze sobą nie rozmawiając, ale otoczenie decyduje się pomóc im, zauroczone widoczną chemią między nimi... 

Uwielbiam lekkie, niezobowiązujące lektury, które pozwalają mi zaangażować w poznawanie historii minimalną ilość szarych komórek zmęczonych życiem, a mimo to sprawiające, że całość odbieram bardzo pozytywnie. Nie mam nic przeciwko klasyce, co wspominałam ostatnim razem - z chęcią sięgam systematycznie po wszystko, co ma taką łatkę, bo uważam, że niektóre ponadczasowe dzieła warto znać, lecz mimo tego mam jakiś sentyment do historii, które mimo że są przewidywalne i już na początku wiadomo, jak wszystko się rozegra, to jednak dają mi rozrywkę w trakcie ich poznawania. Liczyłam na coś takiego w przypadku tej książki - czy Musimy coś zmienić sprostało moim wymogom? 

Podejrzewam, że mało kto nie słyszał o tej książce - ba, wiele osób się już na jej temat rozpisywało, z reguły w różny sposób. Jednym podobała się bardziej, drudzy byli nastawieni zdecydowanie krytyczniej - a ja po przeczytaniu poczułam, że stoję idealnie w centrum. Nie była to lektura, która powaliła mnie na kolana, ale i nie mogę powiedzieć, że mnie wynudziła. Spodziewałam się lekkiego czytadła i takie dostałam, co doceniam, jednakże liczyłam przy tym na coś nieco innego. Oczywiście, inności tutaj nie zabrakło - czy ktoś z Was czytał inną książkę, gdzie główni bohaterowie nie są narratorami, a zamiast nich wypowiada się kilkanaście innych osób z ich otoczenia? Jakby tego było mało - narratorami są też wiewiórka czy ławka. Brzmi abstrakcyjnie? A jednak autorka zdecydowała się na taki krok! 

Ciężko w tego typu książkach doszukiwać się oryginalności, ale dzięki wspomnianemu wyżej zabiegowi autorce udało się wyróżnić na tle innych, co zdecydowanie jest na plus. Gorzej natomiast, że momentami sprawiała wrażenie takiej, jakby była tworzona na kolanie, byle jak, byle szybciej. Sporo dialogów wydaje się być po jakimś czasie wtórne, część wyrażeń również, a niektórzy narratorzy łudząco podobni w swojej charakterystyce - choć są i tacy, którzy się odróżniali, a to dobrze! Co do samych dialogów... muszę zawieść zwolenników ładnych i obszernych opisów (w tym i mnie samą) - tutaj ich nie uświadczycie, bo większość tej książki składa się z rozmów między różnymi postaciami. A szkoda! 

Sam pomysł na poprowadzenie tym torem fabuły wydaje się być fantastyczny - w zalewie książek z narracją pierwszoosobową lub gdzie dwójka bohaterów wypowiada się naprzemiennie, tutaj dostajemy coś całkiem innego, co naprawdę zasługuje na pochwałę. Najczęściej poznajemy wydarzenia ze strony głównej parki, tutaj zaś ludzie postronni oceniali to, co widzą i czują, co jest swoistym powiewem świeżości. Autorka wymyśliła coś, co miało zadatki na naprawdę oryginalną powieść dla młodzieży, ale nie do końca podołała wykonaniu. To historia lekka, ale bywa w niej sporo momentów, które wręcz proszą o nieco inne potraktowanie ich i napisanie w odmienny sposób. Musimy coś zmienić to książka, która kojarzyć mi się będzie z mnogością narratorów - szkoda, że nie z wciągającą i poruszającą fabułą.


Moja ocena: 5/10
Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka