wtorek, 15 grudnia 2015

W świecie opanowanym gorączką złota.


Autor: Eleanor Catton
Tytuł: Wszystko, co lśni
Wydawnictwo: Literackie
Liczba stron: 936

Spoglądając pierwszy raz na tę książkę, byłam delikatnie mówiąc przerażona - a i to jest chyba dość sporym niedomówieniem. Dostałam ją w prezencie rok temu, kiedy naprawdę rzadko sięgałam po aż takie cegły - dopiero ostatnimi czasy zaczęłam cenić tak opasłe tomiszcza, więc w sumie mój strach nie był niczym dziwnym. Dość dużo czasu potrzebowałam, by poczuć się gotowa na spotkanie z tą autorką, ale i dość dużo czasu potrzebowałam, by ją skończyć. Co takiego kryje w sobie ta powieść, że została nagrodzona Bookerem? 


Lata 60. XIX wieku, Nowa Zelandia. Na wyspie wybucha gorączka złota. Szkot Walter Moody to jeden z tych śmiałków, którzy przybywają do miast Hokitika skuszeni wizją bogactwa. Tuż po zejściu na ląd jest świadkiem dziwnego zgromadzenia. Dwunastu mężczyzn spotyka się w tajemnicy w palarni jednego z hoteli, by przedyskutować sprawę serii niewyjaśnionych zdarzeń. Kilka dni wcześniej bez śladu zaginął pewien młody bogacz, którzy zamieniał w złoto wszystko, czego się tknął. Na drodze prowadzącej do Hokitika znaleziono nieprzytomną prostytutkę, która próbowała odebrać sobie życie. A w chacie poszukiwacza złota, który zapił się na śmierć, niespodziewanie znaleziono wielką fortunę. Wkrótce okaże się, że losy wszystkich mężczyzn, biorących udział w sekretnej naradzie, są ze sobą w dziwny sposób powiązane. Każdy z nich ma swoją opowieść, swoje grzechy i sekrety. Każdy z nich przybył do Nowej Zelandii z innego zakątka globu, aby zdobyć fortunę. Złoto jednak ma to do siebie, że zawsze jest go za mało...

Po przeczytaniu opisu byłam prawie że pewna, że dziecko pani Catton ani trochę nie jest dla mnie. Ani fabuła nie wydawała mi się jakoś znacząco inna od pozostałych książek, ani nie zauważyłam w niej nic takiego, co mogłoby mnie skusić. Wiedziałam jedynie, że coś w niej musiało być, skoro tyle osób po nią sięgało i było zadowolone. Na dodatek książka otrzymała prestiżowe wyróżnienie, co niejako mogło stać się dla mnie kolejną zachętą - która zadziałała jednak dopiero rok później. Czy słusznie odkładałam lekturę tej książki?

Muszę przyznać, że cała ta lektura szła mi naprawdę bardzo opornie. Nie potrafiłam się przekonać do czytania wcześniej i później ta niechęć została we mnie, bo wystarczało 15-20 stron, bym czuła się zniechęcona i zmęczona. Czy siadałam do niej rankami, czy popołudniami, czy wieczorami - efekt zawsze był taki sam, czyli po prostu całość mnie przerastała zdecydowanie, bo prędzej czy później uśmiechałam się do innej książki i wolałam zacząć ją, niż dalej dręczyć się twórczością Catton.

Co ciekawe, moje wyobrażenia na temat tej książki okazały się być całkowicie nietrafione niż to, z czym się zetknęłam - może to też sprawiło, że nie do końca dobrze odebrałam ją? Tu było po prostu za dużo pierwiastka męskiego, czego się nie spodziewałam aż w takim stopniu. Liczyłam na coś bardziej kobiecego, tymczasem to, co przedstawiało żeńskie wątki, było takie miałkie i mdłe aż do przesady. Za dużo tutaj też było wałkowania tych samych rozmów po raz n-ty, czasami przerzucałam po parę stron, bo wiedziałam, że nic przełomowego się nie wydarzy... Choć z drugiej strony wiedziałam, że może nie trafiłam w czasie. 

Książka Eleanor Catton nie spełniła tego, czego po niej oczekiwałam. Choć trzeba jej przyznać, że to rzeczywiście musiało być wyzwaniem dla osoby w jej wieku, stworzyć coś tak monumentalnego z rozmachem, jaki zaprezentowała, to jednak ja nie poczułam się usatysfakcjonowana. Akcja jak dla mnie strasznie ospale się toczyła, a wydarzenia nie dość, że powtarzalne i monotonne, to i z udziałem bohaterów, którzy nijak mi się nie spodobali. Doceniam wysiłek, jaki włożyła w stworzenie tego kolosa, jednak z przykrością stwierdzam, że nie był dla mnie.

Moja ocena: 4/10

Książka bierze udział w wyzwaniu:
Czytam Opasłe Tomiska

14 komentarzy :

  1. Opasłe tomy trzeba lubić czytać. Ja owszem, ale tylko w domu, a że teraz czytam głównie jadąc autobusem to nie chcę mi się nosić ze sobą takich cegieł. Opinie na temat tej książki są tam przeróżne... Jak na razie ją sobie odpuszczam,

    OdpowiedzUsuń
  2. W takim razie, nawet po nią nie sięgam, skoro jest aż tak ciężka do przebrnięcia, po co się męczyć... :)

    OdpowiedzUsuń
  3. O kurde, a to mnie zaskoczyłaś! Tyle osób chwaliło ten tytuł, a tu taki klops! No i co ja teraz pocznę? W sumie cieszę się, że nie kupiłam tej książki.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja mam Catton w planach, tematyka też mnie trochę przeraża, ale spróbuję, może mi się spodoba.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  5. To normalne, że nie podoba nam się wszystko, co zostało docenione przez innych :) Trzy razy podchodziłam do osławionego "Pielgrzyma" i ostatecznie odpuściłam... Szkoda czasu na takie wymuszone lektury :) Ale wiesz co, mimo wszystko chciałabym sprawdzić, jakie wrażenie na mnie zrobiłaby książka Catton :) Może byłabym zachwycona, kto wie :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja nadal czuję się przerażona, jak patrzę na tę książkę ;) a stoi u mnie na półce już dość długo. Po twojej recenzji mam na nią jeszcze mniejszą ochotę.

    OdpowiedzUsuń
  7. Przyznam, że bardzo chciałabym przeczytać tą powieść, ale trochę przeraża mnie jej rozmiar i tematyka troszeczkę również. a Twoja opinia sprawia, że strach się wzmaga, co spowoduję, że jeszcze bardziej w czasie odwlekę jej przeczytanie - jeśli w ogóle ją przeczytam. Pozdrawiam :)
    houseofreaders.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  8. To, że książka została wielokrotnie nagrodzona jeszcze nie znaczy, że jest tak genialna, że każdy ją pokocha. Twoje wrażenia są tego doskonałym dowodem i ogromnie podziwiam Cię, że mimo wszystko przebrnełaś przez tę pozycję. Jestem pod wrażeniem, sama odpuściłabym po kilkudziesięciu stronach.

    OdpowiedzUsuń
  9. Mam apetyt na tę książkę i odczuwam wręcz bolesny brak jej na półce. Tymczasem niedługo zabieram się za "Próbę" - debiut autorki.

    OdpowiedzUsuń
  10. Mimo słabej oceny, opis brzmi bardzo interesująco. Zamierzam sprawdzić tę książkę i przyjrzeć się jej z mojej perspektywy.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Od 1 stycznia Wyzwanie biblioteczne, prowadzone do tej pory przez Martę Kor, będzie pod moimi skrzydłami. Już teraz zapraszam do zapoznania się z zasadami Wyzwania - http://monweg.blog.onet.pl/wyzwanie-biblioteczne/, jak również zapraszam gorąco do uczestnictwa.

    OdpowiedzUsuń
  12. wow, to rzeczywiście jest dość duże tomisko :) Szkoda, że powieść się nie klei, nie zachęca do czytania. Zastanowię się trzy razy zanim po nią sięgnę... Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Totalnie nie wpada w mój gust ta książka, ale może jeśli będę mieć okazję ją przeczytać to to zrobię :)

    www.majkabloguje.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka