sobota, 28 listopada 2015

Gdy związek jest prawdziwą katastrofą...


Autor: Jamie McGuire
Tytuł: Piękna katastrofa
Wydawnictwo: Albatros
Cykl: Piękna katastrofa. Tom I
Liczba stron: 464

Ostatnio mam tak mało wolnego czasu na czytanie, że sama nie wiem, skąd mogłabym wyciągnąć choćby minutkę, a wykorzystywać staram się każdą okazję - czytuję w tramwajach, pociągach, autobusach, poczekalniach, dosłownie wszędzie. Chyba każda z nas ma takie książki, które kiedyś chciała przeczytać, a gdy już je kupiła, to leżą na półkach i kurzą się, czekając na łaskawsze spojrzenie oka. Tak było i w tym przypadku - aż w końcu uznałam, że nie powinno się kupować książek dla samego kupowania i przetrzymywania ich na regałach. Fakt faktem, ładnie wyglądają, ale ich głównym celem jest bycie przeczytanymi - i oto pierwszy z efektów mojej walki z nadkupowaniem papierowych cudeniek. 


Abby Abernathy jest grzeczną dziewczyną. Nie pije ani nie przeklina. Posiada odpowiednią ilość sweterków w swojej szafie. Wierzy, że utrzymuje odpowiedni dystans w stosunku do jej mrocznej przeszłości. Wszystko ulega jednak szybkiej i diametralnej zmianie, gdy wraz ze swoją najlepszą przyjaciółką trafia do collegu. Jej droga do nowego początku rozpoczyna się od przelotnej przygody na Eastern University Walking. Travis Maddox - chudy, ostrzyżony i pokryty tatuażami - jest zdecydowanie tym, czego Abby pragnie i potrzebuje... unikać. Chłopak spędza noce wygrywając pieniądze na ringu, a dnie jako uwodziciel numer jeden. Zaintrygowany oporem Abby względem jego sposobu bycia, Travis za pomocą sztuczki i prostego zakłada postanawia ją podejść. Oboje nie spodziewali się tego, że ich duet może być prawdziwą katastrofą...

Ile ta książka przeleżała na półce, to sam Bóg chyba tylko wie. To nie jest tak, że kupiłam i rzuciłam w kąt - bardzo chciałam przeczytać, ale ciągle co innego zyskiwało miano priorytetu, tak więc w końcu odłożyłam ją na bok i dopiero ostatnio w końcu po nią sięgnęłam. Gatunek ten sobie bardzo cenię i lubię, w końcu New Adult to chyba jeden z najczęściej wybieranych przeze mnie nurtów, ale od jakiegoś czasu odnoszę wrażenie, że nie są w stanie mnie już niczym zaskoczyć. Jestem w stanie przewidzieć już od setnej strony w jakim kierunku dokładnie wszystko pójdzie, a im dalej, tym moje podejrzenia tylko się potwierdzają. 

Czytając pierwsze strony, zarysowuje nam się dość dokładny portret głównej bohaterki. Od początku wiemy, że wszystko podąży znanym nam już od dawna schematem - ona grzeczna, spokojna, ułożona panienka, obowiązkowo dziewica czekająca na swojego wybawiciela, a on to typowy macho, który panienki obraca szybciej niż mrugniecie okiem. Wiemy o tym, dlatego oczekujemy czego więcej. Oczekujemy, że urzeknie nas styl pisania autorki, że może wplecie gdzieś jakieś nieszablonowe rozwiązania, że może pobocznych bohaterów wykreuje w równie interesujący sposób. Niestety - pani McGuire postanowiła zachowywać się zapobiegawczo, gdyż ani nie skaszaniła tej książki, ale nie sprawiła też, że różni się ona od innych. 

O stylu pisarskim ciężko dosyć się tutaj wypowiadać, ponieważ narracji jest naprawdę niewiele - całość została zdominowana przez momentami przytłaczającą ilość dialogów, które wprawdzie przyspieszają czytanie, ale po pewnym czasie zaczynają męczyć. Ani nie są specjalnie zabawne, ani nie są zbytnio odkrywcze - są takie... przewidywalne. Za pierwszym i drugim razem mogą się podobać, ale później już wiemy, co będzie. Ogólnie momentami miałam wrażenie takiej sztuczności (?), choć nie wiem, czy to odpowiednie słowo. Najzwyczajniej w świecie towarzyszyło mi wrażenie, że niektóre sceny są takie nierealne i niepasujące po prostu, że doskonale obyłoby się bez nich, a książka bez uszczerbku dla dalszej akcji mogłaby zostać skrócona o 100 stron. 

Polubiłam tych bohaterów, choć doskonale zdaję sobie sprawę, że autorka kompletnie nie wysiliła się przy tworzeniu ich. Mam wrażenie, że momentami szła na przysłowiową łatwiznę. Ich uczucie było dość zaskakujące, choć chwilami miałam ochotę potrząsnąć tą autorką i znaleźć się koło niej, by powiedzieć, że mogła darować im tych wszystkich kłótni, bo i tak wiedzieliśmy, jak to się skończy. Ani nie czuję się zawiedziona, ani nie jestem zachwycona - takie typowe pomiędzy. Ani nie jest to geniusz NA, ani gniot. Taki klasyczny przeciętniaczek, który ciężko jest polecać, ale i ciężko odradzać - jak kto lubi.


Moja ocena: 5/10

Książka bierze udział w wyzwaniu:
Czytam Opasłe Tomiska

11 komentarzy :

  1. Szkoda, że książka nie przypadła Ci zbytnio do gustu. Ja natomiast wspominam ją nadzwyczaj entuzjastycznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ps. wysłałam do Ciebie maila. Sprawdź, czy doszedł.

      Usuń
  2. Hm,chyba sama powinnam sie o niej przekonać :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Szkoda, że książka wypada tak przeciętnie. Teraz już wiem, że nie należy tracić czasu i pieniędzy :)
    http://zagoramiksiazek.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. To ja chyba nie zamierzam się w niej zatracać :D
    zapiskizgredka.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  5. A szkoda, spodziewałam się czegoś więcej :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Sama nie wiem. Może kiedyś się skuszę, ale przeciętniaki mnie zbytnio nie kręcą.

    OdpowiedzUsuń
  7. Szkoda, że nie jest rewelacyjna, bo okładka mnie oczarowała ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Jakoś nie gustuję w książkach NA, bo jak to powiedziałaś, fabuła jest bardzo przewidywalna. Zazwyczaj.
    Rzadko kiedy jakaś powieść z tego gatunku mi się spodoba. Wszystkie zazwyczaj są takie same.

    OdpowiedzUsuń
  9. Też mam tak, że nabywam książki, które chcę przeczytać "na już", a potem leżę odłogiem wiele czasu... Szkoda, że ta historia nie zachwyca, bo zapowiadało się naprawdę nieźle.

    OdpowiedzUsuń
  10. Okładka trochę przypomina mi "Motyla" Lisy Genovy, ale widzę, że treść jest zupełnie o czym innym. Oj, ile ja mam książek na półce, które czekają na przeczytanie. Podziwiam, że zabrałaś się za lekturę książki, która "swoje odczekała na półce", ale z drugiej strony szkoda, że nie przypadła Ci do gustu.

    OdpowiedzUsuń

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka