niedziela, 4 października 2015

Jak radzić sobie z oddychaniem?


Autor: Rebecca Donovan
Tytuł: Biorąc oddech 
Cykl: Oddechy. Tom III
Wydawnictwo: Feeria
Liczba stron: 488

W końcu przyszedł czas, by zakończyć kolejną z trylogii, którą miałam okazję zacząć poznawać. Nie wiem jak jest w Waszym przypadku, ale dla mnie finały serii powinny być o wiele lepiej przygotowane niż pozostałe, poprzedzające tomy. O wiele bardziej dopracowane, dopieszczone w każdym calu, wychuchane i wykończone z dużo większą starannością. Po prostu oczekuję, że w ten sposób autor doceni, że poznawałam jego pozostałe książki, poświęcałam nie tylko swój czas i uwagę, ale i wiele razy środki po to, by śledzić opisywane przez niego wydarzenia. Bardzo często moje wymogi zostają doskonale zaspokojone, lecz czasem bywa, że zapowiada się bardzo dobrze, a kończy mocno przeciętnie.



To już moje ostatnie spotkanie z Oddechami Donovan. Choć nieco rozciągnęło się ono w czasie, to muszę przyznać, że mimo tego przysporzyło mi wielu emocji. Nasze pionierskie zetknięcie nie było całkowicie udane - choć było pozytywnie, to jednak czegoś mi brakowało. Za drugim razem czułam, że pani Rebecca uczy się na własnych błędach, wyciąga z nich wnioski i stara się ich nie powielać. Za trzecim razem sama nie wiedziałam, czego się mogę po niej spodziewać. Czy to, co otrzymałam, jest tym, czego się spodziewałam? 

Po podjętych przez siebie decyzjach Emma znajduje się w kompletnej rozsypce. Minęły już dwa lata, lecz ona ma wrażenie, jakby upłynęły zaledwie dwa dni. Wydawało jej się, że opuszczenie Weslyn może być najlepszym sposobem na odcięcie się od przeszłości, jednak szybko przekonuje się, że to nie takie proste. Zamiast prób układania sobie na nowo życia, Emma dąży do autodestrukcji w sposób, jakim dawniej gardziła. Sara i nowe przyjaciółki starają się jej pomóc, jednakże to nie wystarcza. Czy komuś uda się sprawić, by w jej życiu w końcu pojawiło się słońce? Czy ktoś obcy sprawi, że w końcu dostrzeże cel, który warto osiągnąć? A może to Evan okaże się jej wybawcą? 

Zastanawiam się teraz, co mogę powiedzieć na temat tego tomu. Chyba najlepiej zacząć od samego początku, by było jak najsensowniej. Choć w zasadzie ciężko znaleźć mi w moich uczuciach choć szczątki sensu, bo nie wiem, jak autorka mogła spaprać tak dobry początek, jaki stworzyła tutaj. Naprawdę. Podobał mi się on bardzo - w końcu wydawało mi się, że sytuacje nie są przegadane, że autorka nie traci czasu na opisywanie zbędnych detali, które niczego nie wnosiły do fabuły i tylko zwiększały ilość stron do przeczytania. Podobała mi się metamorfoza Emmy - to nie była dziewczyna, którą poznaliśmy w pierwszym tomie - przez całość tej trylogii mogliśmy obserwować, jak się zmienia i rozwija. Tak... do czasu. 

Im dalej w las, tym ciemniej - te słowa zaczęły się sprawdzać w tym przypadku. O ile wcześniej wizerunek głównej bohaterki był naprawdę świetny, tak później zaczęło być już coraz gorzej. Znów stała się strasznie rozchwiana i ciężko było przewidzieć, co znowu wpadnie jej do głowy. Oczywiście, można to wytłumaczyć tym, że wiele przeszła i musiała to odreagować, ale nie można zachowywać się przez cały czas w jeden sposób, a potem nagle całkowicie inaczej. W jednej chwili serce biło jej jak szalone na widok pewnej osoby, a niedługo później stwierdzała, że nic nie czuje. Brakowało mi w niej też poczucia odpowiedzialności za to, co robi - choć to ona nawalała, to wszyscy musieli chodzić wokół niej na palcach, byle tylko nie skrzywdzić jej tym, że się przyzna wprost, że to ona kogoś zraniła. Momentami naprawdę ostro drażniące zachowania miała. 

Oprócz niej mieliśmy też szereg innych osób. Evana jak lubiłam, tak lubię dalej. Momentami tylko szkoda mi było, że trafił na Emmę, bo to zdecydowanie nieznośna osoba. O wiele więcej zastrzeżeń mogę mieć do nowych przyjaciółek Emmy - widziały, co się z nią działo, miały świadomość tego, w jego bagno się pcha, więc nie rozumiałam czemu nie próbowały jej z tego wyciągnąć, tylko jeszcze bardziej ją tam wpychały. Chyba mam inną definicję przyjaźni niż pani Donovan. Ale... jest też światełko w tunelu - były sceny i momenty, które naprawdę mi się podobały, a nie znajdowały się na początku książki, za co jestem wdzięczna. 

Żałuję, że po tendencji zwyżkowej, jaką autorka zaliczyła w drugim tomie i na początku trzeciego, zaczęła sama prowadzić tę fabułę w dół. Liczyłam, że czeka mnie naprawdę dobry finał historii, a tak naprawdę otrzymałam trochę przegadaną książkę, z nie do końca zrozumianymi przeze mnie bohaterami, którzy mają tendencję do różnych dziwnych zachowań. Cieszę się, że autorka podjęła się trudnych tematów i nie bała się o nich pisać, ale mam wrażenie, że nie do końca potrafiła się z nimi zmierzyć i efekt końcowy nie jest taki, jaki być powinien. Ciężko mi ocenić, co czuję wobec tej trylogii - nie jest wybitna, to na pewno wiem. Jednak kłamstwem byłoby powiedzenie, że jest strasznie słaba i do kitu. Chyba jest po prostu takim średniaczkiem - dobrym do poczytania, ale jeszcze nieco mu brakuje. 


Moja ocena: 6-/10 

Książka bierze udział w wyzwaniu:
Czytam Opasłe Tomiska

9 komentarzy :

  1. Kiedyś miałam wielką ochotę przeczytać tę serię, ale w chwili obecnej szczerze w to wątpię. Chociaż jestem pewna, że ma w sobie coś pasjonującego i że potrafi wciągnąć to jednak nie jestem przekonana... Znam jedną książkę Donovan i wiem już że potrafi pisać :) Przykro mi tylko, że się zawiodłaś i że ostatni tom nie spełnił Twoich oczekiwań. Ale ważne, że autorka potrafi podejmować trudne kwestie. Jest nadzieja, że poruszone wątki pozostaną w młodzieży i czegoś nauczą.

    Pozdrawiam ciepło,
    Ami. z RecenzjeAmi.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Minimalnie się z Tobą zgadzam :) Trzeci tom, według mnie, był najsłabszy i tak jak wspomniałaś, autorka w całej trylogii trochę przegadała kilka wątków. Ale mimo kilku wad całej serii, dużo dla mnie znaczy cała historia i z pewnością nieraz wrócę do "Oddechów". :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Kurczę, szkoda, że ostatni tom okazał się tak słaby. Dla mnie końcowe tomy powinny mieć te "bum" , które wbiłoby mnie w fotel. Niemniej jednak wciąż mam wielką chęć przeczytać całą serię "Oddechów".
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  4. Osobiście przed sięgnięciem po "Powód by oddychać" chyba postawiłam tej książce zbyt wysoką poprzeczkę, ale po przeczytaniu mnóstwa recenzji myślałam, że będzie to historia, która rozwali mnie doszczętnie. Jednak lekko się zawiodłam, głównie dlatego, że irytowała mnie właśnie postać Emmy. W drugim tomie było nieco lepiej, ale też bez polotu, dlatego trzeci tom jeszcze przede mną i szczerze to nie wiem czy po nią sięgać po Twojej recenzji, chociaż z drugiej strony nie lubię zostawiać jakiś serii nieprzeczytanych do końca.
    Pozdrawiam
    A.

    http://chaosmysli.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  5. Koniec serii przede mną... zobaczymy czy pomyślę tak samo :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja aktualnie czytam pierwszy tom i zapowiada się bardzo dobrze. Więc tylko częściowo przeczytałam twoją recenzję - bojąc się o spoilery.
    Jednak trochę się boję, jak piszesz, że im dalej tym gorzej. Zobaczymy hm...

    OdpowiedzUsuń
  7. Serię miałam w planach, jednak po jakimś czasu mój zapał zdecydowanie osłabł i chyba w końcu się z nią nie zapoznam.

    OdpowiedzUsuń
  8. Uwielbiam tą serię, ma w sobie coś, o czym nie da się zapomnieć :)
    Thievingbooks.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  9. Zdecydowanie polubiłam tą trylogię, ale chyba trzeci tom wypadł najgorzej.
    Pozdrawiam,

    Artemis

    http://artemis-shelf.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka