piątek, 4 września 2015

W świecie skutym lodem.


Autor: Jacek Dukaj
Tytuł: Lód
Wydawnictwo: Literackie
Liczba stron: 1054

Ciężko jest lubić wszystko. Normalnym zjawiskiem jest natomiast różnie wzmożona sympatia ukierunkowana w odmienne rzeczy. Jeśli chodzi o gatunki książek, to z ogromną przyjemnością sięgam po coś leciutkiego, co można przełknąć "na raz", literaturę zarówno młodzieżową jak i obyczajową, od czasu do czasu z chęcią podczytuję coś z nutą kryminalną bądź fantastykę. Od zawsze jednak istniał gatunek, który dla mnie był po prostu nie do strawienia. Gdy tylko zaczynałam historie, które były z taką etykietką, prędzej czy później odczuwałam znudzenie, a całość była dla mnie większą męczarnią niż oglądanie programów rozrywkowych z ramówki TVN'u. Mowa o science fiction. Co więc sprawiło, że dobrowolnie sięgnęłam po książkę z nurtu, którego nie znoszę? 

Przez wakacje obiecałam sobie łamać w sobie wszystkie uprzedzenia czytelnicze, jakie we mnie powstały w przeciągu ostatnich lat. Powoli coraz bardziej przekonuję się do polskich autorów, a klasyka choć zawsze była przeze mnie doceniana, to jest jeszcze częstszym gościem niż dawniej. Wciąż jednak pozostała jedna, jedyna bariera do przełamania - ten gatunek w literaturze, którego unikam bardziej niż diabeł święconej wody. W końcu postanowiłam więc, jak łatwo się już domyślić, że czas na ten krok i powinnam sięgnąć po jakieś cenione sf. Szybko rozejrzałam się, przegląd rewiru zrobiłam i mój wywiad pozwolił mi na wybranie Lodu, naszego rodzimego pisarza - Jacka Dukaja. Czy udało mi się jeszcze bardziej znienawidzić ten nurt?

Na początku muszę zaznaczyć, że było ciężko. Przebijanie się przez początkowe strony i rozdziały z zakorzenioną w mózgu świadomością "zaraz się zacznie, zaraz będzie tragedia, przecież to będzie rzeźnia dla moich komórek" naprawdę nie pomaga, a pozbyć się takiego myślenia jest naprawdę ciężko, gdy ktoś coś sobie wbije do głowy. Ale ze zdziwieniem zauważyłam, że mijają kolejne strony, a mnie coraz bardziej wciąga akcja i co śmieszne - coraz mniej obawiam się tego gatunku, za to mam ochotę dowiedzieć się, co będzie dalej i dalej. 

Cała fabuła toczy się wokół pewnej alternatywy historycznej - autor przedstawia swoim czytelnikom wersję współczesnego świata, w którym wydarzenie znane jako I wojna światowa nie miało miejsca. Co za tym idzie, nasz kraj nie odzyskał niepodległości i wciąż należy do imperium carów. Aby jeszcze ubarwić tę historię, okazuje się, że temperatura spadła na stałe o kilkadziesiąt stopni Celsjusza i nastąpiła trwała zmiana klimatu, przez co pory roku praktycznie nie istnieją, a ziemia została skuta przez lód. Jeden z bohaterów musi wyruszyć Koleją Transsyberyjską w głąb ziem rosyjskich, by odnaleźć swojego niewidzianego od lat ojca, gdyż chodzą słuchy, że jako jedyny potrafi porozumieć się z lodem i cofnąć to, co się stało. Benedykt decyduje się na udział w wyprawie, lecz nigdy by nie podejrzewał, że może ona zmienić całe jego życie... 

To, co naprawdę mi się spodobało, to fakt, że nie było tutaj przytłaczającej człowieka fizyki czy chemii - Jacek Dukaj poszedł w inną stronę i zdecydował się na stworzenie powieści science fiction mocno osadzonej w historii. A że ja historię uwielbiam... dopowiedzcie sobie sami, jak to się mogło skończyć. Pisarz bawi się tutaj przeszłością i wybiera z niej to, co najsmakowitsze, ale podaje czytelnikowi w całkiem innym wydaniu niż można by się spodziewać. Podczas czytania odnosiłam wrażenie, że jest niezwykle pewny tego, co kreuje, dlatego też sprawiał wrażenie, jakby igrał z samym językiem - wszystko co napisał sprawiało wrażenie bardzo plastycznego i elastycznego, nie było sztywności. Nawet filozofia i ideologia w jego wykonaniu nie nudziła, a sprawiała, że człowiek głębiej zastanawiał się nad treściami, które autor przedstawił. 

Trzeba przyznać, że autor postarał się w każdym calu o stworzenie książki, która zostanie zapamiętana na długo. To jedno z tych monumentalnych dzieł, na którego przeczytanie trzeba poświęcić nieco czasu, ale w ostatecznym rozrachunku człowiek dochodzi do wniosku, że jednak było warto. Choć sf to nie moja filiżanka herbaty, to jednak muszę przyznać, że Lód nie był dla mnie taką męczarnią, jakiej się się spodziewałam - był za to ciekawym nowym doświadczeniem, ale i pouczającą lekcją, że nie powinno się przypinać łatek książkom zanim je przeczytamy. 


Moja ocena: 8/10

Książka bierze udział w wyzwaniu: 
Czytam Opasłe Tomiska

18 komentarzy :

  1. Nawet nie wątpię, iż ta książka ma prawo brać udział w wyzwaniu: Czytam Opasłe Tomiska! Dobrze, że przynajmniej lektura Ci się podobała :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Obszerna...niestety fabuła mnie nie kusi :(

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja również nie przepadam za tym gatunkiem. Może książkę przeczytam na wakacjach,skoro autor nie przytłacza czytelnika fizyką, której nie znoszę.

    OdpowiedzUsuń
  4. Mnie tam sci-fi też jakoś nie ciągnie. Nie czuję się dobrze w tym gatunku. (Wyjątkiem jest Doktor Who, no ale Doktor, to Doktor, nie mogę go nie kochać :P)
    U nas to zmiana klimatu raczej będzie na cieplejszy, niż zimniejszy ;).
    Jednak pomimo twoich zachęcających słów nie mam najmniejszego zamiaru sięgać po tę książkę. Do Dukaja mam uraz po przeczytaniu "Wrońca" na konkurs. Nie muszę chyba wspominać, że jestem bardzo zła na ten konkurs -.-. Chciałabym tę barierę przełamać, bo wszyscy Dukaja chwalą, ale nie mogę się zmusić xd.
    Cóż, może kiedyś :).
    City of Dreaming Books

    OdpowiedzUsuń
  5. Kiedyś wypożyczyłam i miałam szczery zamiar przeczytać...ale ciężar książki ostatecznie mnie zniechęcił :P

    OdpowiedzUsuń
  6. Dukaja uwielbiam, ale "Lodu" jeszcze nie czytała, więc z chęcią się skuszę na niego, by wyrobić sobie własne zdanie :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Sci-Fi nie jest również moim ulubionym gatunkiem, ale może i ja powinnam się przekonać do niego czytając tę powieść? :)

    Zapraszam do siebie :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja za tym gatunkiem również nie przepadam, ale też w ramach próby zapoznania się z gatunkiem sięgnęłam po Dukaja, ale coś cieńszego - "Córkę łupieżcy". Szczerze mówiąc niespecjalnie mi się podobało, nie mogłam się odnaleźć. Jednak fabuła "Lodu" brzmi bardzo ciekawie.

    OdpowiedzUsuń
  9. Powoli przekonuję się do tego gatunku, dlatego może kiedyś po nią sięgnę :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Czyli czasami warto przeczytać coś całkowicie odbiegającego od naszych upodobań.

    OdpowiedzUsuń
  11. Hm... książka zapowiada się dobrze, może po nią sięgnę, kiedy jest w niej nieco więcej historii.

    OdpowiedzUsuń
  12. Sci-fi w historycznych realiach to może być ciekawe połączenie. ;) Tak grubej książki(chyba że połączyć by rozdzielone przed wydawnictwo książki Martina) nie miałam okazji czytać. Pomysł z brakiem I WŚ jest ciekawy, lubię alternatywne rzeczywistości. ;)

    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. PS. Zapraszam do siebie na konkurs z "Fangirl". ;)

      Usuń
  13. To połączenie jest bardzo intrygujące, więc może się na tę pozycję skuszę ;)

    OdpowiedzUsuń
  14. Czeka na półce, już nie powiem ile... Ale w końcu się zmotywuję i przeczytam, bo bardzo mnie ciekawi ta alternatywna historia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasem brak tej motywacji, oj znam to z własnych doświadczeń. Ale książka warta uwagi. ;)

      Usuń
  15. Lubię sci-fi, ale muszę mieć bardzo specyficzny nastrój, by wziąć się za ten gatunek. :) Natomiast muszę przyznać, że książka Dukaja mnie skrajnie przeraża. Ona jest taka wielka! A jeśli chodzi o sci-fi, ja muszę mieć odpowiednie dawki, żeby nie przesadzić i całkowicie nie załamać przed terminami i tak dalej.
    Fajnie, że tu jest nacisk na historię, też ją kocham, aczkolwiek jeśli chodzi o to czy sięgnę po to dzieło... Byłoby miło, gdybym miała taką możliwość, ale raczej na chwilę obecną nie mam tego w planach. :)
    Pozdrawiam,
    Sherry

    OdpowiedzUsuń
  16. Z książek Dukaja czytałam "Extensa" i "Inne pieśni". Ta publikacja jeszcze przede mną :)

    OdpowiedzUsuń

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka