sobota, 8 sierpnia 2015

W klasztorze, w którym trzeba wyjaśnić tajemnicę morderstw...


Autor: Umberto Eco
Tytuł: Imię Róży
Wydawnictwo: Noir Sur Blanc
Liczba stron: 760

W ramach zacieśniania swoich kontaktów z klasyką literatury, co jakiś czas sięgam po pozycje, które do takowej się zaliczają. Choć mogłoby się wydawać, że takich perełek jest malutko, to wbrew pozorom można przebierać między nimi, bo ramy kanonu wcale nie są takie sztywne, jak mogłoby się wydawać - są całkiem elastyczne i czekają na to, by przyjąć kolejne tytuły pod swoje skrzydła. Ja najczęściej wyboru dokonuję przeszukując rozmaite listy czy rankingi - jeśli uznam, że faktycznie fabuła może mi się spodobać, to zaczynam swoje łowy; nie sięgam natomiast po książki tylko dlatego, "że to klasyka i muszę je znać". Jaki sens ma czytanie jej na siłę, jeśli nie sprawia przyjemności? Jej głównym celem jest przecież pokazywanie czytelnikowi, że piękne słowa i czasami trudniejsza konstrukcja zdań nie gryzie, a skłania do myślenia tym, jakie wartości ma przekazać. Czy tak też było z tą książką? 

Akcja dzieje się w czasach, które przez badaczy historii zostały nazwane średniowieczem. Jest rok 1327 i do klasztoru w północnych Włoszech przybywa pewien franciszkanin - Wilhelm z Baskeville, którego zadaniem jest odkrycie zagadki dotyczącej śmierci jednego z mnichów. Czas nagli, bo niedługo ma mieć miejsce debata na tematy teologiczne, której jednym z uczestników ma być znany inkwizytor, Bernard z Gui. Co gorsza, w trakcie prób rozwiązywania tajemniczej śmierci giną kolejne osoby, których zgony również muszą zostać wyjaśnione. Wilhelm wraz z towarzyszącym mu nowicjuszem, Adsem z Melku, wpadają na pomysł, by rozwiązania szukać w bibliotece - potężnej i liczącej sobie wiele tysięcy cennych woluminów. Nie jest to jednak bezpieczne - ktoś wyraźnie nie chce, by tajemnica została odkryta, a dwójce poszukiwaczy zaczyna grozić niebezpieczeństwo. 

To, co pierwsze rzuca się czytelnikowi w oczy, to język. Choć wiele klasyków jest pisane w lekki i przyjemny sposób, tak tutaj autor kieruje swoje słowa do nieco bardziej wymagającego czytelnika, więc nie każdemu może to przypaść do gustu. Wiele jest rozważań filozoficznych, wiele też pięknych, złotych myśli ubranych w naprawdę piękne słowa. Ten obszerny tom stanowi nie lada gratkę dla osób, które lubią delektować się słowem pisanym, a nie czytać, byle tylko przeczytać. Jeśli ktoś z takim założeniem sięgnie po książkę Umberto Eco, to może być mocno zawiedziony, gdyż ciężko coś z niej wynieść, gdy przebiegnie się wzrokiem przez kartki, coby tylko później móc się chwalić, że się taką znaną i cenioną książkę przeczytało. Nie tędy droga - to uczta dla smakoszy, a nie klientów budek z wątpliwej jakości potrawami. 

Całą historię mamy okazję poznać z punktu widzenia nowicjusza. To Adso z Melku jest narratorem i to on pozwala nam zagłębić się w tajemnicę morderstw w wielkiej sławy klasztorze. Wydawać by się mogło, że autor nie mógł wybrać bardziej nudnego i nieciekawego miejsca dla umiejscowienia w nim swojej fabuły, ale stopniowo udowadniał, że doskonale wiedział, co robi. Idealnie skonfrontował niespieszne życie zakonników, dla których najważniejsze jest życie pośmiertne, z nabierającą tempa intrygą, która zamiast być rozwiązana, jeszcze bardziej się powiększa. Autor potrafił w naprawdę świetny sposób wprowadzić mnie w maliny i sprawić, że nie wiedziałam sama, kto może być sprawcą. Ten wątek sprawiał, że nie mogłam oderwać się chwilami od tekstu, byle móc szybciej dowiedzieć się, o co w tym wszystkim chodzi. Po przeczytaniu doszłam do wniosku, że mało który autor potrafiłby tak pokrętnie, a jednak logicznie i pomysłowo wymyślić rozwiązanie zagadki. 

Wciąż jestem zaskoczona tym, jak doskonale autorowi udało się odmalować czasy średniowiecza w tej powieści i mentalność ludzką. Każdy, kto z historią miał do czynienia doskonale zdaje sobie sprawę, że mimo dużej pobożności u ludności, średniowiecze jest epoką ogromnych przeciwieństw - nawet w opisywanym klasztorze widziało się, że nie każdy był tam z powodu Boga, a ludzie szukali w tym różnych celów. To okres historyczny, który zwany jest ciemnymi czasami, choć nie można też mówić o całkowitym zastoju w rozwoju. Poznajemy w tej książce czym była słynna inkwizycja i jak się ją je, stosunek Kościoła do ruchów heretyckich, odnajdujemy tu nepotyzm i symonię, a także rywalizację władz kościelnych ze świeckimi, czyli większość palących problemów, jakie stały się udziałem tej epoki, a to wszystko wyczerpująco opisane.

Sam autor twierdzi, że trzeba przebrnąć pierwsze sto stron, by pozwolić się porwać reszcie książki i płynąć wraz z jej fabułą - coś w tym jest, bo choć początek może początkowo się dłużyć, to potem leci o wiele lepiej. Choć głównym wątkiem jest ten kryminalny, to jednak nie każda osoba lubiąca ten gatunek książek odnajdzie się w Imieniu Róży - tu trzeba czytelnika, któremu nie straszne są wątki średniowieczne, nieco filozofii i łacińskich maksym. Jeśli jednak czujecie, że to może być coś dla Was - zachęcam do zapoznania się, bo to niewątpliwie coś, co warto znać - nie trzeba, a warto. Ta historia tocząca się wokół zbrodni i tajemniczego manuskryptu z biblioteki, w której wbrew pozorom czeka wiele zagrożeń, nie tylko wciąga, ale i pokazuje, jak pięknie można operować słowem pisanym. Dla czytelnika, który od literatury wymaga tego, co najlepsze na pewno nie trzeba tej książki wiele razy polecać. Ale ja i tak to zrobię, tak profilaktycznie - polecam! 


Moja ocena: 8/10

Książka bierze udział w wyzwaniu:
Czytam Opasłe Tomiska

22 komentarze :

  1. Próbowałam kiedyś ją czytać. Ale szybko przerwałam lekturę. Może do niej wrócę. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Warto - choć początek jest ciężki, to jednak później czyta się o wiele lepiej. ;)

      Usuń
  2. Pamiętam, że jak czytałam tę książkę w liceum, to właśnie początek mnie strasznie nużył. Ale potem było rewelacyjnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Więc miałyśmy podobne wrażenia - gdy jakoś przejdzie się ten początek, to reszta leci jak z płatka. ;)

      Usuń
  3. Bardzo, bardzo lubię Eco, mam na półce tę książkę oraz Baudolino, którego również polecam, obie zrobiły na mnie ogromne wrażenie.

    LeonZabookowiec.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie słyszałam o tej drugiej historii, ale będę musiała sprawdzić, z czym to się je. :)

      Usuń
  4. Ze wstępem zgadzam się absolutnie. Żeby tylko szkoła miała takie podejście ;-;.
    Ja tam uwielbiam czytać uważnie, nawet powoli, wszystko analizować i się rozsmakowywać ^^. A książek niedokończonych wolę nie zostawiać, więc zawsze taka książka ma szansę przekonać mnie do siebie. Fabuła też wydaje się ciekawa, a o okresie średniowiecznym lubię czytać, więc muszę sięgnąć po "Imię róży" :).
    Tylko na razie muszę odpocząć od takich tomiszczy, więc zostawię sobie na później :P.
    City of Dreaming Books

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z tym podejściem w szkole różnie bywa, ale akurat ja na to narzekać nie mogę - nigdy nie czułam awersji do lektur i zazwyczaj sprawiały mi dużo przyjemności, więc nie było tak źle. :)
      Rozumiem, takie cegiełki potrafią zmęczyć. :)

      Usuń
  5. Mogę spróbować przeczytać, bo z chęcią poznałabym lepiej to, co działo się w średniowieczu. a czy język mi podejdzie, to zobaczymy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zawsze warto spróbować, jeśli nie podejdzie, to się odłoży i innym razem sięgnie. ;)

      Usuń
  6. Czytałam bardzo dawno temu, ale pamiętam, że książką bardzo mi się podobała :-) Przede mną wciąż jej ekranizacja..:P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, po ekranizację też muszę koniecznie sięgnąć, obiecałam to sobie! :)

      Usuń
  7. Kiedyś zaczęłam i niestety nie dałam rady, może wraz z wiekiem przychodzi czas na takie książki? Na razie spasuję, ale kto wie do czego skłoni mnie mój cykl Klasyka nie gryzie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uwielbiam ten Twój cykl, a jego nazwa jest jak najbardziej trafna! :)

      Usuń
  8. Ja podobnie mam teraz wenę na klasykę. Co jakiś czas wybieram tytuły, których nie wypada nie znać i zazwyczaj się nie rozczarowuję. Klasyka to klasyka :-) Dlatego "Imię róży" też znajduje się na mojej liście do przeczytania :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem, skąd pojawił się w społeczeństwie pogląd, że jak klasyka, to na pewno jest ciężka i niezjadalna - większość jest taka, że ciężko się rozczarować, bo jest naprawdę świetna! :)

      Usuń
  9. Jeju, jakie ty cegły czytasz :D Gdzie nie popatrzę to książka ma ponad pięćset stron :P Podziwiam cię! Tej książki jeszcze nie czytałam, ale chcę to zrobić. Może jeszcze nie teraz, ale w przyszłości z pewnością się za nią zabiorę :)
    http://gabrysiekrecenzuje.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakoś wolę książki, w której dłużej mogę nacieszyć się bohaterami niż takie, gdzie ledwo zacznę czytać, a one się kończą. :)

      Usuń
  10. A ja z innej beczki: Kocham Twój nick!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też, dlatego go mam. :D Jak byłam jeszcze pyrdkiem, to ciągle gubiłam swoje skarpetki i nie mogłam znaleźć takich, by były do pary, więc zdarzało mi się chodzić w dwóch różnych. Moja mama nigdy nie mogła na to patrzeć i zawsze komentowała to, że ja chyba zjadam te skarpety. A że nawyk ich gubienia został, to i nick też jest nadal aktualny! :)

      Usuń
  11. Próbowałam czytać "Imię Róży" z osiem lat temu - wyjęłam książkę z półkki cioci bo wszystko co zesobą zabrałam na wakacje zostało przeczytane. Nie przebrnęłam przez więcej niż 20 stron, ale teraz mam zamiar wrócić ponieważ ta książka ma w sobie jakiś magnetyzm.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że nie pożałujesz. To naprawdę dobra literatura, warta uwagi. :)

      Usuń

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka