wtorek, 11 sierpnia 2015

Nikt nie może czuć się bezpieczny.


Autor: George R.R. Martin
Tytuł: Taniec ze smokami, cz. II
Cykl: Pieśń Lodu i Ognia. Tom V
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Liczba stron: 760

Istnieją serie, od których autorów nie oczekujemy za wiele - sięgamy po nie, choć sami nawet nie wiemy, jaki jest tego cel. Czytamy, nie bardzo związujemy się z bohaterami, opisywane wydarzenia przechodzą luźno obok nas, my odkładamy je na półki, by za dwa dni nie pamiętać, o czym były i mijać je wzrokiem. Ile razy coś takiego miało miejsce? Ciężko by zliczyć. A jak często zdarza się, że jakaś seria podbija nasze serca, choć wcale tego nie podejrzewaliśmy? Jak często dochodzi do sytuacji, że książki czytane właściwie bez jakiegoś górnolotnego powodu podbijają nasze serca, a my nie możemy o nich zapomnieć? Kiedyś coś takiego zrobił ze mną Pratchett. Są autorzy, których cenię i bardzo lubię, należą do moich ulubieńców - lecz z  pełną świadomością mogę powiedzieć, że to on jest moim ukochanym autorem. Ale już nie jedynym - Terry, wybacz mi, bo musisz się przesunąć, przyszedł Martin. 

Przede mną kilka dni temu pojawiła się możliwość przeczytania ostatniego tomu wydanego w Polsce. Wahałam się, czy chcę to zrobić - kto wie, ile czasu przyjdzie mi potem czekać na kontynuację? Jednak w końcu skapitulowałam, gdyż chciałam móc się zapoznawać z tym, co autor przewidział dla swoich czytelników. Powoli i spokojnie wnikałam w świat, który wykreował. Przypominałam sobie niektóre wątki, rozpisywałam różne sytuacje, by nie zgubić w nich rozeznania, zaznaczałam na skserowanych mapkach - dosłownie żyłam tą książką. Z jednej strony chciałam ją czytać powolutku, słowo po słowie, delektować się treścią - z drugiej chciałam, by strony furkotały, a ja mogłabym wtedy szybciej dowiedzieć się, jak to się tym razem skończy. I co robić, gdy jest się w takim impasie? 

Pierwsza część Tańca ze smokami pozwoliła nam wrócić do postaci, które wcześniej zostały na moment wykluczone z fabuły - mowa o Daenerys, Jonie Snow, Tyrionie czy Starkach, przez co fabuła od razu zyskała na jakości. W kontynuacji tamtego tomu wątki ponownie zaczęły się splatać - teraz mamy i wgląd na to, co dzieje się na Murze, dowiadujemy się o sytuacji w Królewskiej Przystani, w Meereen czy w Dorne. Wracają do nas starzy, dobrze znani nam znajomi, powracają wrogowie, ale i przybywają postaci, których wcześniej nie mieliśmy możliwości zbyt dobrze poznać. Słowem - Martin zaczyna nas rozpieszczać, ale czy to może wróżyć coś dobrego? 

Dobre pytanie. Ten, kto przeczytał choć kilka tomów tej sagi wie, że ten autor uwielbia nieszablonowe rozwiązania. Bardzo często akcja jego książek rozwija się miarowym, dosyć spokojnym tempem, aby potem zacząć powolutku sobie przyspieszać i pędzić niczym wystrzelona z katapulty. Wydawać by nam się mogło, że już nic nie jest w stanie nas zaskoczyć, ale Martin nabrał w tym ogromnej wprawy - u niego nigdy nie wiadomo, co wydarzy się na następnej stronie. Odczuwam czasem wrażenie, że uwielbia on igrać ze swoimi fanami, pokazywać im, że to on jest panem w swoich książkach, więc nigdy nie mogą czuć się pewni losów ulubionej postaci - już za chwilę ich twórca może zrobić rach-ciach i po nich. 

Recenzując teraz ostatni wydany tom przez autora mogę nieco na chłodno przeanalizować to, czego dokonał przez całą sagę Pieśni Lodu i Ognia. Stworzył setki postaci - niektóre epizodyczne, inne drugoplanowe, kolejne były na tyle ważne, by móc stać się narratorami - a każda z nich była kompletnie inna od reszty. Wiele z nich przeszło przez te kilka książkowych lat metamorfozy - mniejsze lub większe, pozytywne lub negatywne. Choć niektórzy nigdy się nie zmienią. Ja sama widzę, że do niektórych postaci miałam zmienny stosunek - na początku mnie drażniły i irytowały sobą, bym później wręcz nie wyobrażała sobie dalszych części bez nich, tak je polubiłam. Martin to prawdziwy mistrz w tej dziedzinie - nie czujemy wtórności, czujemy podziw. 

Żałuję bardzo, że trafiłam teraz na tą sagę. Żałuję, że nie poznam jej w przyszłości - za kilka(naście) lat, gdy autor ją zakończy ostatecznie - mogłabym wtedy bez czekania na kolejne części od razu pochłonąć całość i delektować się tym, co stworzył. Ja jednak sięgnęłam wcześniej i teraz prawdę mówiąc nie wyobrażam sobie, jak ja będę w stanie tyle czekać - wprawdzie Wichry zimy mają zostać wydane w przyszłym roku według pogłosek, ale Sen o wiośnie to już całkiem inna bajka. Ten tom utwierdził mnie w przekonaniu, że u Martina nigdy nie możesz czuć się bezpiecznie. Nigdy nie możesz myśleć, że ktokolwiek jest bezpieczny, bo on nikogo nie oszczędza. Nie tworzy rozmemłanej, rozwlekłej i nudnej jak flaki z olejem historii - on kreuje od podstaw swój własny świat, który niemożliwie wciąga i sprawia, że rzeczywistość traci na znaczeniu. Liczy się tylko to, o czym wtedy czytamy. Stosuje cliffhangery, które sprawiają, że jesteśmy przez długi czas w szoku - teraz pozostaje czekać na kolejny tom, który liczę, że rychło pojawi się na sklepowych półkach i rozwieje moje wątpliwości. 


Moja ocena: 9/10

Książka bierze udział w wyzwaniu:
Czytam Opasłe Tomiska

29 komentarzy :

  1. To ja zaczekam, aż wszystkie książki tej serii zostaną wydane :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To trzeba się trochę w cierpliwość uzbroić, bo autor ma dosyć wolne tempo - choć jeśli mają powstawać potem takie dzieła, to nie mam nic przeciwko. :)

      Usuń
  2. To ja zaczekam, aż wszystkie książki tej serii zostaną wydane :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Oj kochana skoro tak bardzo Ci się spodobało to ja także ja przeczytam obiecuję! Świetnie.. po prostu cudownie to opisałaś. na prawdę jest to niesamowite :D
    Mam nadzieję ,ze będzie więcej takich ksiażek ,które podbiją Twoje serce tak jak ta :D
    Pozdrawiam Magic Rose

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To czekam, aż przeczytasz, bo te książki są warte tego, by spędzić nad nimi czas! :) Takich historii literatura potrzebuje i dobrze, że Martin nam ją dał. :)

      Usuń
  4. Jeny, mnie Gra o tron wcale, a wcale nie interesuje, skończyłam na pierwszym tomie i jakoś nie ciągnie mnie do następnych, nawet tak pozytywna ocena i obiecująca akcja mnie nie zachęciły, by zapoznać się z książkami, których jeszcze w serii nie czytałam, by dojść do Tańca ze smokami... :X Dla mnie tych książek jest po prostu wszędzie za dużo.

    LeonZabookowiec.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rzeczywiście można mieć wrażenie, że na temat tej sagi jest za głośno - dlatego też ja dosyć powstrzymywałam się z poznaniem jej i sięgnęłam dopiero w tym roku, choć wahałam się już dużo wcześniej. Czasem trzeba nieco poczekać aż ucichnie, nic na siłę, ;)

      Usuń
  5. Ja kończę na razie cz.1 Uczty dla wron. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciekawa jestem, jak Twoje wrażenia - dla mnie obie części Uczty na tle pozostałych tak dosyć blado wypadły...

      Usuń
  6. Kiedyś miałam nawet ochotę zacząć tę serię, ale na horyzoncie pojawił się pan Goodkind i moje plany się zmieniły :D Ale może wkrótce w końcu mi się uda zacząć i tę serię?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, mam nadzieję, że tak, jakbym mogła, to każdemu bym tę książkę kupiła i dała, byle tylko mógł się z nią zapoznać! :)

      Usuń
  7. Nie czytałam jeszcze Martina, ale chętnie po niego sięgnę. Już tyle dobrych opinii o nim czytałam, że nie mogę przegapić przeczytania choć jednej jego książki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Koniecznie warto zacząć przygodę z tą sagą, to coś niesamowitego! :)

      Usuń
  8. Ja również żałuję, że tak wcześnie wzięłam się za jego książki. Byle do przyszłego roku... i dalej :(

    OdpowiedzUsuń
  9. Podobno "Wichry zimy" coraz bliżej. W te upały byłyby idealne. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podejrzewam, że gdy je wydadzą, to nadejdą następne upały, już nietegoroczne, niestety. ;)

      Usuń
  10. no toi ja się zmartwiłam bo lubię go czytac

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma co się martwić, trzeba się uzbroić w cierpliwość. :)

      Usuń
    2. hmm to będzie trudne ;p

      Usuń
  11. Tej części jeszcze nie czytałam, ale zamierzam :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Powinnam wreszcie sięgnąć po tę serię, bo coraz bardziej mnie kusi :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że Ci się spodoba, gdy sięgniesz - coś niesamowitego! :)

      Usuń
  13. Właśnie sobie czytam Grę o Tron ^^. Na razie jestem oczarowana rozmachem i ilością postaci tej powieści :D! Chociaż trochę dziwnie się czyta w lecie :P.
    Ufff, dobrze wiedzieć, że Martin wraca do formy po "Uczcie dla wron". W końcu to są ogromne tomiszcza!
    "Wichrami" się nie przejmuję, zanim doczytam do "Tańca...", to pewnie już wydadzą :P.
    City of Dreaming Books

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdecydowanie tej rozmach zachwyca i zdumiewa - choć czytałam już sporo książek, to niewiele autorów potrafi stworzyć tak monumentalny i interesujący cykl. Może i tak, w takim razie lepiej dla Ciebie! :)

      Usuń
  14. Raczej nie jest to moja tematyka, więc raczej odpuszczę sobie tę serię.

    OdpowiedzUsuń
  15. A ja utknęłam przy pierwszej części, ale na pewno kiedyś się jeszcze zaznajomię z całą serią.

    OdpowiedzUsuń

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka