poniedziałek, 20 lipca 2015

Tkając sieć spisków w celu zdobycia władzy.


Autor: George R.R. Martin
Tytuł: Uczta dla wron. Sieć spisków.
Cykl: Pieśń Lodu i ognia. Tom IV, cz. II
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Liczba stron: 528

Władza to coś, co zmienia wielu ludzi, kiedy tylko ją zdobędą w swoje ręce. Przestają kierować się tymi wartościami w swoim życiu, które dotychczas były dla nich ważne, a zaczynają coraz bardziej pozwalać sobie na różnego typu nadużycia. Wszystko jest to jednak niczym, gdy okazuje się, gdy pretensje do zwierzchnictwa rości sobie więcej osób, które nie mają ze sobą niczego wspólnego. Historia wiele razy pokazywała, że hegemonia na świecie nigdy nie jest trwała w rękach jednej osoby zbyt długo - wydawać by się mogło, że pokój to taka utopia, która nigdy nie jest osiągalna na zbyt długi okres czasu. Okazuje się, że także w Westeros pokój jest niemożliwy. 

Wojna Pięciu Królów powoli się kończy, a za zwycięzców uważają się Lannisterowie i ci, którzy im sprzyjali. Choć kto inny jest uznawany za władcę, to państwem rządzi Cersei, która nie boi się uciekać do brudnych zagrywek i knowań, byle tylko wyeliminować tych, w których dostrzega zagrożenie dla swojego rodu. Nie jest osobą, która zadowala się półśrodkami - wszystko ma być tak, jak ona rozkaże. Nie do końca odpowiada to Jaime'mu, który zaczął powoli dostrzegać wady swojej siostry. Coraz więcej ludzi jest zmęczonych wyniszczającym konfliktem, ale muszą zrozumieć, że walka wciąż trwa i wcale nie zapowiada się, by miała się skończyć. 

Po stosunkowo słabej poprzedniej części, potrzebowałam nieco odpoczynku od Westeros i brutalnej walki, jaka się w tamtym świecie rozgrywała - trwał on ponad dwa miesiące, podczas których sięgałam po różne inne książki, ale nic od Martina. Wiedziałam, że nieunikniony jest mój powrót do jego sagi, ale czasami konieczna jest przerwa. W końcu gdy udało mi się zdobyć niniejszy tom, mogłam kontynuować swojego poznawanie dalszych losów bohaterów, których poznałam wcześniej, ale i nowych, którzy dopiero tutaj zaczęli się pojawiać. Jak moje wrażenia? 

Ciągle miałam wrażenie, że coś mi tutaj jest nie tak. Chociaż Martin odbił się od poprzedniego tomu, gdzie czułam się nieco przygnieciona tym wszystkim, to jednak tutaj również nie zaprezentował swojej uprzedniej, mistrzowskiej formy. Najbardziej brakowało mi chyba mocnych, ostrych i brutalnych akcji, jakie serwował nam wcześniej - tutaj pojawiło się naprawdę sporo polityki i intryg, co mogłoby być świetnym uzupełnieniem, ale gdy cała książka jest oparta tylko na tym, to zaczyna się robić zbyt ciężko i znowu nieco przytłaczająco - choć na szczęście nie aż tak, by czuć się źle, bo przecież to nadal Martin, to nadal pisarz, który mi udowodnił, że nawet gdy o kimś jest niezwykle głośno, to nie znaczy to, że musi tworzyć tylko chłam - popularność może mieć nie tylko jakaś byle jaka sieczka, ale także świetna literatura, właśnie jak w przypadku tego autora.

W książce nie mamy narracji wszystkich postaci, które zdążyliśmy poznać i pokochać wcześniej - nie ma Brana, Jona, Daenerys, a także innych, co do których losów moglibyśmy być ciekawi. Wszystko skupia się na Królewskiej Przystani i osobach, które są w jakimś stopniu z nią powiązane. Uwielbiam narracje z punktu widzenia Cersei - ta przesiąknięta złem kobieta sprawia, że naprawdę świetnie czyta mi się to, co ona planuje i knuje. Drugą stroną monety w jej zachowaniu jest jednak to, że czasami zdarza jej się wpaść w sidła pułapek, które sama zastawiała. Jej brat, Jaime, to inna bajka - o ile wcześniej wręcz go nie cierpiałam, takt teraz z każdą kolejną stroną książki chciałam o nim czytać i czytać, naprawdę ten złotowłosy mężczyzna zaczął podbijać moje serce! Oprócz tej dwójki Lannisterów mamy także co nieco od Brienne czy Sama, a także kilku innych postaci, które mogą namieszać w dalszych tomach - czego życzę i sobie, i reszcie czytelników tej sagi. 

Poprzednie tomy Pieśni Lodu i Ognia sprawiały, że serce biło w piersi z niecierpliwości co do tego, co wydarzy się z kolejnymi bohaterami. Po świetnych, trzymających w napięciu brutalnych częściach swojej serii Martin zwalnia tempo i zmienia wojnę na spiski i knucie - dla jednych może i dobrze, bo mają szansę nieco odetchnąć od narzuconego im szybkiego tempa, ja jednak nie miałabym nic przeciwko temu, by akcja znów przyspieszyła i zapierała dech w piersi tym, co autor zaplanował dla swoich postaci. W drugiej części czwartego tomu wciąż brakuje postaci, z którymi zdążyliśmy się zżyć wcześniej - na szczęście autor zapowiedział, że wrócą w kolejnym, więc nie mogę się doczekać sprawdzenia, co u nich ciekawego słychać, dość długo nie mieliśmy już przecież styczności, czas to przerwać! A Wam powiem - czwarty tom nie powala na kolana, ale nie jest też bardzo zły - musimy go jakoś przetrwać. 


Moja ocena: 6+/10

Książka bierze udział w wyzwaniu:
Czytam Opasłe Tomiska

6 komentarzy :

  1. Mam w planach pierwsze tomy, jednak boję się za nie zabrać. Nie mam pojęcia dlaczego.
    Jednak podejrzewam, że moje serce skradnie tak jak twoje :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ten tom to dla mnie katorga. Następnym razem jak będę w bibliotece może go wezmę, ale dwa nieudane podejścia mówią same za siebie. Nie lubię, bo jak piszesz, nie ma bohaterów - właściwie moich ulubionych - i często wieje nudą :(

    OdpowiedzUsuń
  3. No proszę, a to mój ulubiony tom, bo jest w nim dużo Cersei, pojawia się Sansa (moja ulubienica!), Asha i Arianne. :)

    OdpowiedzUsuń
  4. To raczej nie mój typ ;). Lubię fantastykę, ale niekoniecznie w takim wydaniu.

    OdpowiedzUsuń
  5. Mi też IV tom najmniej się spodobał. Za to następny tom na pewno Cię zachwyci :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Martin leży u mnie na półce i czeka, a ja sobie obiecałam że w wakacje się zabieram :P.
    Mam nadzieję, że mnie porwie :) Zwłaszcza, że uwielbiam takie skomplikowane i zaawasowane fantasy ^^
    City of Dreaming Books

    OdpowiedzUsuń

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka