środa, 22 lipca 2015

Taniec ze smokami czas zacząć!


Autor: George R.R. Martin
Tytuł: Taniec ze smokami
Cykl: Pieśń lodu i ognia. Tom V cz. I
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Liczba stron: 634

Ostatnią częścią sagi Martina nie byłam zbytnio zachwycona, co łatwo można wywnioskować, czytając moje wrażenia po przeczytaniu. Ten genialny autor przyzwyczaił już swoich czytelników do szybkich zwrotów akcji, brutalnych zagrywek i nieszablonowych rozwiązań, co sprawiło, że ponad tysiąc stron takiej ciszy na morzu wydawało się być naprawdę nużące i czymś kompletnie niemartinowskim. Chciało się wziąć te książki i pokontemplować, czy to rzeczywiście przybrało taki efekt, jakiego się po nim oczekiwało. Ja w każdym razie wymagania miałam wysokie, a nie do końca wtedy zostały zrealizowane. Co tym razem zaplanował dla swoich czytelników Martin? 


Daenerys choć planuje rejs w stronę Westeros, na razie osiedliła się w Meereen i próbuje wraz ze swoją trójką smoków uporządkować życie ludzi tam, choć rządy w mieście zbudowanym na zgliszczach i popiołach wcale nie są łatwe. Tyrion w przeciwieństwie do niej, która planuje odwiedzić w końcu Siedem Królestw, ucieka z nich, gdyż grozi mu niebezpieczeństwo. Okazuje się, że jeden z jego kompanów podróży może poważnie zagrozić Daenerys, gdyż ma równie dobre prawa do tronu jak i ona. Jon Snow ma przed sobą ciężki orzech do zgryzienia - ślubował być neutralnym politycznie jako członek Straży Nocnej, lecz przekonuje się, że to nie takie proste, gdy pod jego nosem znajduje się jeden z samozwańczych królów. A oprócz tego ma na głowie istoty zza Muru, które wcale nie są jedynie postaciami z bajek... 

Czekałam na coś, co pozwoli mi ponownie zobaczyć Martina w takiej akcji, jaką zaprezentował mi w początkowych tomach. Chciałam przekonać się, że nie były one jedynie wyjątkiem od reguły i są tylko potwierdzeniem tego, że ten autor pisać umie i tworzy naprawdę niesamowitą literaturę. Obie części Uczty dla wron mocno zachwiały moją wiarą w niego i choć rozumiem, że potrzebował chwili odpoczynku od tych wszystkich wojen i bitew, to jednak nie ukrywam - za coś takiego właśnie go pokochałam. Za śmiałe przedsięwzięcia, odważne manewry, nieuczciwe zagrywki i bezprecedensowe działania, byle tylko móc zasiąść na Żelaznym Tronie. Choć zastanawiałam się, czy nie odpocząć chwilę po poprzedniej lekturze jego książki, to uznałam - chcę się dowiedzieć, czy nadal jest w stanie mną wstrząsnąć. I przyznaję - czuję, że król Martin wraca do formy! 

Jak ja tęskniłam za tymi wszystkimi postaciami, których nie uświadczyłam w Uczcie...! Jon to moja jedna z najbardziej ulubionych postaci, więc naprawdę mocno odczuwałam wcześniej jego brak, tutaj natomiast każda strona z jego punktu widzenia była dziełem dla oczu, które chciało się chłonąć i podziwiać, a jednocześnie łapczywie poznawać kolejne, kolejne i kolejne. Im jest starszy, tym bardziej odnajduję w nim jego ojca - jest tak samo honorowy i raz dane słowo zawsze dotrzymuje, przez co naprawdę go szanuję. Potrafi wywiązywać się ze swoich obowiązków i zawsze stara się to robić jak najlepiej, choć czasem sprowadza to na niego problemy. 

Choć wcześniej nie do końca ją lubiłam, tak jednak ze zdziwieniem zauważyłam, że Daenerys mocno zyskała w moich oczach i mam do niej coraz więcej sympatii. Mimo młodego wieku wie, czego chce i choć popełnia błędy, to stara się je naprawiać. To dzielna dziewczyna, a ta smocza otoczka wokół niej naprawdę dodaje jej kolorów. Tego samego nie mogę jednak powiedzieć o Tyrionie - o ile wcześniej nawet go lubiłam, tak teraz coraz bardziej działa mi ten karzełek na nerwy. Z ciepłem powitałam wspominki o Branie - ten chłopiec naprawdę może w przyszłości namieszać, przeczuwam to w moich cebulkach od włosów, a one jeszcze mnie nie zawiodły! A, i jest jeszcze powiew świeżości - mamy rozdział od Melisandre, czego wcześniej nie było, co jest dla mnie całkowicie na plus! 

Choć obawy były, że Martin mógł się już wypalić i stracić zapał co do tworzonej przez siebie sagi, to jednak były one nieuzasadnione. Wraz z powrotem lubianych postaci, zaczęło mi się przyjemniej czytać to, co zaproponował i choć nadal nie ma tu akcji stricte takiej, jaką choćby zaproponował w Nawałnicy mieczy, to jednakże czuć, ze jest na dobrej drodze ku temu, by znów doprowadzać czytelnika swoimi pomysłami nie tylko do zdziwienia, ale do szoku, łez i wściekłości. Taniec ze smokami to kawał dobrej książki, w której wydarzenia dzieją się w tym samym czasie co ukazane w poprzedniej książce - trzeba przyznać, że są o wiele ciekawsze i o wiele bardziej interesują sobą czytelnika. Na razie biję się z myślami, czy sięgnąć po ostatni wydany u nas tom i czekać kolejne miesiące na nowy, czy może przeciągnąć swoją przygodę z Pieśnią Lodu i Ognia, by móc dłużej się nią delektować, bo to prawdziwa uczta dla smakoszy literackich. 


Moja ocena: 8-/10

Książka bierze udział w wyzwaniu:
Czytam Opasłe Tomiska

19 komentarzy :

  1. Odpowiedzi
    1. A to trzeba się koniecznie zabrać! :)

      Usuń
  2. Ojej!

    Przypomniałaś mi, że mam na półce wciąż nieczytaną Grę o tron!
    Tak mi wstyd!

    Uciekam :P

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie znam jeszcze tej sagi. I póki co raczej nie poznam, bo mam tyle książek do przeczytania, że szkoda gadać. Ale będę miała tę serię na uwadze, bo zapowiada się intrygująco. Lubię czasem sięgnąć po coś z fantastyki :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kurczę, koniecznie gdy będziesz miała czas, to sięgnij! Coś niesamowitego! ;)

      Usuń
  4. Wstyd, wstyd. Wielki wstyd. Rumienię się od stóp do głów, bo czytałam tylko pierwszy tom sagi 😳. Czas nadrobić zaległości!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobre i to, początek już jest, trzeba się tylko zmobilizować i sięgać dalej! :)

      Usuń
  5. Właśnie od Tańca ze smokami przyszło w moim czytelniczym życiu Pieśni lodu i ognia pewne załamanie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, a u mnie wręcz na odwrót - taki renesans. :)

      Usuń
  6. Dla mnie po "Uczcie dla wron" ten tom był zbawienie ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Muszę w końcu sięgnąć po jakąś książkę tego autora. Przymierzam się do tego od lat lecz jakoś nie mogę wprowadzić planów w życie :P
    Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Coś o tym wiem, sama tyle czasu zwlekałam, ale jak już się zabrałam to przepadłam. ;)

      Usuń
  8. Koniec drugiej części tego tomu Tobą wstrząśnie. Trochę żałuję, że go już przeczytałam, bo nie wytrzymam do premiery następnej części.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I dlatego mam dylemat - zabierać się do tej książki, mając w perspektywie dłuuuugie czekanie na kolejną część, czy może odwlec to w czasie...

      Usuń
  9. W planach mam pierwszy tom, jednak cały czas coś powstrzymuje mnie przed sięgnięciem po nią.
    Świetna recenzja.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, rozumiem to - sama na początku też się wzbraniałam. Trzeba poczekać spokojnie i w końcu nadejdzie sama myśl, że to ten czas, że już chcesz poznać. ;)

      Usuń
  10. Dopiera co skończyłam Nawałnicę mieczy. Przede mną Uczta... i Taniec...Do tej pory jestem zachwycona:) Zobaczymy co będzie dalej...Nie spieszę się z czytaniem(podobnie jak Martin z pisaniem)

    OdpowiedzUsuń

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka