wtorek, 7 lipca 2015

Siedem lat i dwoje dzieci później.


Autor: Emily Giffin
Tytuł: Siedem lat później
Wydawnictwo: Otwarte 
Liczba stron: 408

Miłość to jedno z najsilniejszych uczuć (jeśli nie najsilniejsze), które mogą żywić do siebie ludzie. Wiele razy mówiło się, że potrafi uskrzydlać i zmieniać wszystko na lepsze, tak wielka jest jej siła. Ten, kto kocha, potrafi dla drugiej osoby zrobić to, czego nie zrobiłby dla nikogo innego i oczekuje, że w drugą stronę będzie zachodzić podobna zależność. Jednak czasami okazuje się, że nasze wyobrażenia co do wspólnego szczęścia się nie pokrywają i nasza połowa zaczyna szukać u kogoś innego pocieszenia, dopuszczając się jednego z najgorszych czynów - zdrady. Czy można coś takiego wybaczyć? 

Tessa już dawno zrozumiała, że codzienność jej rodziny jest dopasowana do pracy jej męża Nicka, który zajmuje się operacjami plastycznymi w różnych nagłych przypadkach i nie zawsze może być tak, jak ona sobie zaplanuje. Szykowała się do ich siódmej rocznicy, mając nadzieję, że będzie to specjalny dzień. I tak też się zapowiadało, dopóki ich kolacji nie przerwał im telefon. Nick dostał wezwanie do poparzonego chłopca i nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie to, że przystojny lekarz zaczął mieć coraz lepsze relacje z mamą poszkodowanego - czy on i Valerie będą potrafili powiedzieć stop, pomimo chemii między nimi? 

Jakiś czas temu miałam okazję sięgnąć po książki Emily Giffin i choć nie powaliły mnie na kolana, to jednak ich lektura była także pouczającą lekcją, która pozwoliła spojrzeć na życie z nieco innej, trudniejszej perspektywy. Ostatnio, pod wpływem impulsu, postanowiłam kolejny raz przeczytać coś z kolekcji czytadeł napisanych przez nią. Co ciekawe, okazało się, że wybrana przeze mnie pozycja również na celownik wzięła sobie zdradę, a mnie zaciekawiło, czy odnajdę w tej historii świeżość, czy może poczuję, że to już było. Jak myślicie, gdzie leży prawda? 

Autorka opis wydarzeń w swojej powieści podzieliła między dwie osoby - wydarzenia śledziliśmy z perspektywy Tessy w narracji pierwszoosobowej i Valerie w trzecioosobowej. Ten zabieg wprowadził pewne urozmaicenie i sprawił równocześnie, że ja jako czytelnik o wiele lepiej rozumiałam kobietę, która stała się ofiarę tego, co spotkało ją ze strony męża i jego kochanki. Giffin od początku pokazała, jak dochodzi do zdrady, jak za pomocą efektu domina odmienić się mogą życia dwóch kobiet - samotnej, która czuje się najszczęśliwsza na świecie, bo ktoś wreszcie się nią zainteresował, choć jednocześnie zdającej sobie sprawę, że jej szczęście rujnuje życie innej kobiecie, ale i odmalowała portret zdradzanej - kolejne etapy jej bólu, niedowierzania, gniewu i oskarżeń rzucanych w stronę tego, który ją skrzywdził. Całość czytało się naprawdę dobrze, choć jednocześnie nie mogłam pozbyć się wrażenia, że jest tu zbyt wiele banału, że autorka mogła postarać się poprowadzić to w nieco innym kierunku - tak, by czytelnika dłużej potrzymać w niepewności. 

Siedem lat później to książka z pewnością dotykająca trudnego tematu, jakim jest zdrada małżeńska. Na jej stronach niejednokrotnie pojawiały się pytania, czy taki czyn w ogóle można wybaczyć, czy coś ją usprawiedliwia i jeśli tak, to co. Emily Giffin stara się pokazać, że każdy związek może przechodzić swoje wzloty i upadki, jednak należy się starać, by nigdy nie przekroczyć pewnej granicy, bo konsekwencje mogą odmienić życia wielu osób. To jednocześnie pełna goryczy, ale i ciepła historia o ludziach, którzy się pogubili i zaczęli podejmować decyzje, które położyły się cieniem na ich kolejnych dniach. To także w końcu opowieść o ciężkiej sztuce kompromisu i próbach wybaczenia tego, co wydawać by się mogło, że jest nie do wybaczenia. 


Moja ocena: 6/10

Książka bierze udział w wyzwaniu:
Czytam Opasłe Tomiska

20 komentarzy :

  1. Uwielbiam twórczość Emily Giffin, ale tej książki jeszcze nie przeczytałam..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pisze nieźle całkiem, choć do uwielbienia w moim przypadku dość daleka jeszcze droga. :)

      Usuń
  2. Czytałam i nawet mi się podobała :). Autorka całkiem nieźle pisze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Owszem, język ma całkiem, całkiem. Ale czegoś mi trochę tu zabrakło, jakiejś innowacji. ;)

      Usuń
  3. Słyszałam o tej autorce, ale jeszcze nie czytałam jej książek. Nie lubię banałów, ale i tak chce dać szansę Giffin.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trzeba ryzykować, trzeba próbować - kto nie ryzykuje, nie poznaje genialnych książek, a nuż dla kogoś taka może się w tej wyłonić. :D

      Usuń
  4. Przeczytałam jedną książkę Giffin, widziałam ekranizację i na razie tyle mi wystarczy :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nawet nie wiedziałam, że powstała jakaś ekranizacja. Może kiedyś zerknę. :)

      Usuń
  5. Nie znam jeszcze książek tej autorki i pewnie jeszcze trochę minie, nim znajdę dla niej czas;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozumiem, o czas teraz jest ciężko, niestety. :)

      Usuń
  6. Nie ciągnie mnie do tej książki, nie wiem dlaczego. Jakoś nie lubię tego typu romansideł.
    Nominowałam cie do LBA http://z-ksiazka-przez-swiat.blogspot.com/2015/07/liebster-blog-award-7.html :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja sama też jakoś niezbyt często po coś w tym stylu sięgam, ale od czasu do czasu lubię. :)

      Usuń
  7. Mam problem z tą autorką, czasami do mnie trafia, ale czasami też nie. Ten temat chyba nie dla mnie, ale bardzo fajna recenzja:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Coś w niej takiego jest, że czasem lepiej wchodzi, a czasem dosyć rozczarowuje. :)

      Usuń
  8. Okładka mnie zaintrygowała...fabuła jeszcze bardziej. Kiedyś byłam pewna, że zdrady nie można i nie powinno się wybaczać. Łatwo oceniać i ganić obiektywnie. Subiektywnie to już całkiem inna historia..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciężko jest wybaczać coś takiego,ale z drugiej strony nie można też z góry zakładać, że się nie wybaczy. Wszystko zależy od niuansów, od drobnych szczegółów, które sprawiają, że ciężko tak przekreślić drugą osobę, mimo tego, co nam zrobiła. Ja osobiście nie wiem, czy byłabym na tyle silna, by móc wybaczyć i przejść nad czymś takim do porządku dziennego później, żyć jakby nic się nie stało. Wydaje mi się, że to chyba nie dla mnie.

      Usuń
  9. O autorce pierwsze słyszę i choć raczej nie mój gatunek, to przyznam że fabuła intrygująca.Może kiedyś :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mój raczej też nie, ale tym razem zrobiłam sobie wyjątek. :)

      Usuń
  10. Czytałam "Coś pożyczonego" i oglądałam film na podstawie tej powieści. Giffin pisze bardzo fajne romansidła, zawsze z przesłaniem w tle, co bardzo mi odpowiada:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, przesłania są ważne i fajnie jest,gdy autor je umieszcza - zawsze coś w nas zostanie po lekturze takiej książki. :)

      Usuń

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka