piątek, 24 lipca 2015

Blaski i cienie sławy.


Autor: S.C. Stephens
Tytuł: Niepokorna
Cykl: Bezmyślna. Tom III
Wydawnictwo: Akurat
Liczba stron: 656

Każdy z nas w młodszych latach miał kogoś ze świata gwiazd, kogo podziwiał i kto był jego idolem. Godzinami przeglądało się czasopisma, by wychwycić choćby strzępek informacji na temat tej osoby, jej działalności w wielkim świecie i twórczości. Pamiętam sama, jaki pisk pomieszany z zachwytem towarzyszył mi, gdy znalazłam artykuły o kimś, kto aktualnie podbijał moje serce. Później rozpowszechnił się internet i jeszcze łatwiej można było sprawdzić, co aktualnie dzieje się u naszych faworytów - social media takie jak facebook czy twitter sprawiły, że mamy naprawdę duży wgląd w życie tych, których kochają miliony. Możemy sprawdzić, gdzie akurat są, co jedzą i z kim wyprowadzają swojego psa. A zastanawialiście się nad tym, ile prawdy jest w tym, co wycieka do mediów? 

Kellanowi powoli udaje się osiągnąć to, o czym wraz ze swoim zespołem marzyli od tak długiego czasu - ich kariera nie jest jedynie pobożnym życzeniem, a staje się faktem dokonanym. Choć Kierę początkowo cieszy sukces jej partnera, to jednak coraz bardziej martwi ją szum, który zaczął go otaczać. Stara się go wspierać z całych sił i towarzyszyć mu na każdym kroku, jednak okazuje się, że ludzie promujący zespół nie tego oczekują i dla nich stanowi ona przeszkodę, której chętnie by się pozbyli. Oboje przekonują się na własnych skórach, że sława rządzi się własnymi prawami, a jej hasłami sztandarowymi jest nieuczciwość i bezwzględność. Czy Kiera i Kellan pozwolą dać się oślepić chęci szybkiego zysku i zniszczą w ten sposób to, o co tak długo wspólnie walczyli? 

Jest to moje ostatnie spotkanie z trylogią pani Stephens. Dwóch poprzednich nie mogę niestety zaliczyć do pozytywnych, ponieważ czułam się bardziej rozczarowana lekturą Bezmyślnej i Swobodnej niż usatysfakcjonowana. Rodzi się w takim razie automatyczne pytanie - po co w ogóle sięgam po kolejne tomy tej serii, skoro pozostałe nie przypadły mi do gustu? Ano dlatego, że chciałam zamknąć swoją przygodę z tym cyklem - nie lubię zostawiać ich niedokończonych, ale także dlatego, że byłam ciekawa, czy chociaż w finałowej części autorka zaskoczy mnie czymś i sprawi, że nieco przychylniejszym okiem spojrzę na całość tego, co stworzyła dla nas. 

Z każdym kolejnym rozdziałem myślałam - coś podobnego, jest naprawdę nieźle! Byłam naprawdę zdziwiona, bo z ręką na sercu mogę powiedzieć, że czułam, że autorka dostrzegła swoje poprzednie błędy i zaczęła solidnie pracować nad tym, by poprawić to, co nie zagrało wcześniej. Główna bohaterka i Kellan sprawiali wrażenie o wiele dojrzalszych postaci niż w poprzednich tomach - wydawało się, że naprawdę w końcu dorośli i tak też się zachowywali. Starali się myśleć racjonalnie, rozsądnie i tak, by zawsze na pierwszym miejscu stawiać łączące ich uczucie. A oprócz tego - wielkie brawa dla autorki - Kiera w końcu przestała się ustawicznie rumienić! Wcześniej działało mi to strasznie na nerwy, tutaj natomiast tego prawie wcale nie było, daję słowo! A do tego - zdecydowanie mniej zagryzania wargi, co też było dość powszechne wcześniej. Można by powiedzieć, że to naprawdę duży krok naprzód. 

Ale co z tego, skoro później autorka zaczęła genialnie wszystko niszczyć i sprawiła, że zaczęłam zastanawiać się, czy rzeczywiście mogłam być taka naiwna, że uwierzyłam, że coś mogło się polepszyć? Fabuła fabułą, ale jak już zaczęła płynąć, to nie wiedziała, kiedy przestać. Przypomina mi się tutaj nieco melodramatyzm z Nieprzekraczalnej granicy Hoover (której książki kocham, ale ta jedna była aż za bardzo naciągnięta), bo autorka postanowiła doświadczyć jeszcze prawie że pod koniec swoich bohaterów. Ale żeby nie było za smutno, to trzeba było im zacząć słodzić. Najpierw malutka łyżeczka cukru, później kolejna, następna i jeszcze jedna... aż wszyscy zaczęli tonąć w tym cukru i lepić się od jego nadmiaru. Rewelacyjnie zaczęła na koniec kaszanić to, co tak ładnie rozpoczęła. O ile lubię, gdy czasem coś się miło kończy (choć raczej wolę mocne i smutne zakończenia), to tutaj aż mnie zęby rozbolały od nadmiaru słodkości. Pani Stephens chyba nie słyszała o zdaniu, że co za dużo, to niezdrowo. 

Ten finałowy tom trylogii wywołał u mnie dość mieszane uczucia. Najpierw udało mi się uwierzyć, że autorka potrafi stworzyć coś dobrego i uczyć się na swoich własnych pomyłkach, ale potem sprawiła, że miałam ochotę ją udusić. Podejrzewam, że tym, którym spodobały się poprzednie tomy jej twórczości, ten także przypadnie do gustu. Polecić mogłabym także osobom, które uwielbiają, gdy wszystko, co się kończy, spowite jest w koronki, falbanki i inne cekiny, a do tego okraszone jest nutą erotyzmu. Choć z trylogią nie będę miała zbytnio pozytywnych wspomnień, to jednak ufam, że autorka stworzy jeszcze coś, czego nie zarżnie tymi różowymi kucykami skaczącymi po tęczy - pewnie sięgnę, by się przekonać i mam nadzieję, że wtedy się nie zawiodę. 


Moja ocena: 4/10

Książka bierze udział w wyzwaniu:
Czytam Opasłe Tomiska

8 komentarzy :

  1. Jak na razie spotkałam więcej negatywnych recenzji niż tych pozytywnych i nie sięgnę po tę trylogię.

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie przepadam za takimi happy endami, ale spróbuję przeczytać pierwszy tom z ciekawości.

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie miałam jeszcze okazji przeczytać części pierwsze, ale zbieram się do tego już od jakiegoś czasu i mam nadzieję, że za niedługo uda mi się zdobyć tą książkę :P Trochę słaba ocena, spodziewałam się zachwytów tą serią. No nic, przekonam się czy jest warta uwagi ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Też nie znoszę zostawiać niedokończonych cykli. W ogóle nie lubię zostawiać czegokolwiek niedokończonego, ciekawe z czego to wynika :P?
    Zagryzanie wargi, rumienienie się... O zgrozo, mam skojarzenia z Greyem D: To nie wróży nic dobrego xd
    Po serię wolę raczej nie sięgać, nie chcę tracić nerwów na takie cegiełki :P
    City of Dreaming Books

    OdpowiedzUsuń
  5. o nie, ta seria na pewno nie jest dla mnie :)

    OdpowiedzUsuń
  6. No ja idola nie miałam, niniejszym rozwalam Ci wstęp :-)

    OdpowiedzUsuń
  7. Kurczę, chyba po nią sięgnę. A co do idola to pamiętam moją radość i to jak widziałam okładki gazet właśnie z tą osobą na pierwszych stronach :D Zbierałam dosłownie wszystko, a o plakatach to już nie wspomnę XD

    Buziaki :*

    OdpowiedzUsuń
  8. Zwieńczenie historii Kellana i Kiery to jedna z najgorszych książek, jakie czytałam

    OdpowiedzUsuń

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka