środa, 15 lipca 2015

Błądząc we własnym życiu.


Autor: Agnieszka Olejnik
Tytuł: Zabłądziłam
Cykl: Seria z fasonem
Wydawnictwo: Literackie
Liczba stron: 312

Pamiętasz ten dzień, kiedy wydawało się, że całą trasę masz zapiętą na ostatni guzik i nic nie jest w stanie Cię zaskoczyć? Miałaś mapę samochodową w torebce, do tego sprawnie działającą nawigację GPS, z tego co sprawdziłaś, to w telefonie też masz jakiś lokalizator - nic tylko wybierać się w podróż! Nic nie było w stanie podkopać Twojej pewności siebie, dopóki nie zauważyłaś, że coś jest nie tak - GPS padł, bo zapomniałaś naładować mu baterie, zasięgu w telefonie nie miałaś, bo znajdowałaś się na jakimś kompletnym odludziu, a mapa okazała się być całkowicie nieaktualna. Zaczęłaś krążyć autem po okolicy, ale nigdzie ani żadnych domów nie było, ani drogowskazów - żadnego ducha. W końcu uznałaś, że wystarczy - niedługo wyczerpie Ci się benzyna i utkniesz tu na nie wiadomo jak długo. Ale zabłądzić można nie tylko, gdy jedzie się w nieznane miejsce - pogubić drogę można także we własnym życiu. 

Stawianie pierwszych kroków w dorosłe życie i dojrzewanie nigdy nie jest proste, zwłaszcza, gdy jest się w sytuacji takiej jak Majka. Od kilku lat czuje się niebywale samotna, choć mieszka razem z rodzicami - czuje się jednak tak, jakby wcale ich nie miała. Nie posiada koleżanek, do których mogłaby zadzwonić i się wyżalić, jest milcząca i krąży wokół niej wiele plotek z tego powodu. Jednak posiada powód, dla którego tak się zachowuje, nic nie wzięło się z powietrza. Od tak długiego czasu nie jest się w stanie od tego uwolnić, że teraz nawet nie wie, jaka by była bez. Gdy poznaje Alka... wszystko się zmienia. Czuje, że odżywa, że w końcu jej codzienne wstawanie z łóżka ma sens. Ale jedna jej decyzja sprawia, że wszystko podąża nie w takim kierunku, jakim powinno - wyraźnie poczuła, że zabłądziła. 

Nie jestem przychylnie nastawiona do polskich twórców. Lepiej byłoby powiedzieć, że jak pies do jeża podchodzę do ich dorobku - zawsze towarzyszy mi wielka nieufność i jakieś przeświadczenie, że coś, co pochodzi z naszego polskiego podwórka, jest w pewnym sensie gorsze niż zagraniczne. Sama nie wiem, skąd mi się wzięło - od dość długiego czasu je mam i nie potrafię go pokonać. Staram się jednak chociaż raz na jakiś czas sięgnąć po coś swojskiego - tym razem padło na książkę pani Olejnik. Czy Zabłądziłam udowodniło mi, że polska literatura może być dobra? A może pokazało, że moje poglądy były słuszne? 

Początkowo - książka taka jak każda inna. Jakoś się zaczyna, powolutku lecą kolejne strony, śledzę wzrokiem po wydrukowanych na papierze literkach składających się na dialogi, myśli, rozdziały, odnotowuję kolejne przemycane przez autorkę informację, próbuję określić swój stosunek do tego, co czytam... aż nagle przestaję. Nawet nie zauważam kiedy się to dzieje, ale po prostu - zaczynam cała sobą chłonąć tę historię. Coraz bardziej zachłannie, odczuwam coraz większy głód, chcę tylko jak najlepiej móc poznać to, czego doświadcza Majka. Autorka w piękny sposób opisywała jej losy, wykreowała jej środowisko, pokazała myśli, obawy i pragnienia. Sprawiła, że z całych sił się jej kibicowało i chciało, by wszystko ułożyło się jak najlepiej. Bo tego wszystkiego była cała masa. 

Autorka nie rzuca czytelnika od razu na głęboką wodę, ujawniając od razu wszystkie fakty - z rozmysłem zaczyna snuć fabułę, przybliżać nas do Majki i Alka. To nastolatkowie - ona ma szesnaście lat, on jedynie dwa lata więcej - a jednak wydaje się, jakby byli co najmniej o dziesięć lat starsi. Są to postacie niezwykle złożone, z ogromnym bagażem doświadczeń, który muszą dźwigać sami, bo nie mają nikogo, kto by im w tym ulżył - dopóki nie poznają się bliżej. Im bardziej autorka rozwijała tę relację, tym bardziej byłam pełna podziwu dla jej umiejętności - nie robiła tego w nachalny sposób, to nie było nic sztucznego. Czytając, czułam, że jest to takie naturalne i świeże - po prostu piękne. Był brak zaufania, stopniowe uczenie się siebie, pierwsze kroki w sferze intymnej, radzenie sobie z różnymi problemami - nie zawsze dobre. Nie każda ich decyzja była właściwa i musieli radzić sobie z ich konsekwencjami, uczyć się, że życie nie jest usłane różami i nie zawsze przypomina bajkę - choć to akurat wiedzieli od wielu lat.

Czytając przedstawiony przeze mnie zarys fabuły, można orzec, że jest to kolejna mętna i nudna powiastka o kolejnej Belli, która poznaje swojego Edwarda i życie od razu staje się piękniejsze. Można, jasne - kto Wam broni? Ale zrobicie sobie naprawdę ogromną krzywdę uważając, że to coś miałkiego i niewartego uwagi. Naprawdę. Mówię Wam to z pełną świadomością swoich słów - nie skreślajcie tej książki. Dajcie jej szansę - bo jej treść może Was tak samo oczarować, jak i mnie. Uwierzcie, że Agnieszka Olejnik stworzyła nie tylko do bólu szczerą historię, ale przy tym poruszającą i niesamowicie mądrą. A co lepsze - dała mi duży kop nadziei, że polscy pisarze naprawdę nie są źli, tylko trzeba ich próbować. 


Moja ocena: 9/10

Książka bierze udział w wyzwaniu:
Czytam Opasłe Tomiska

9 komentarzy :

  1. Dodaje te książkę do listy do przeczytania. Zupełnie zaskoczył mnie fakt, ze bohaterowie są tacy młodzi. Na pewno przeczytam, dawno nie sięgnąłam po polskich autorow.
    Pozdrawiam
    withcoffeeandbooks.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Sama polskich autorów nie czytam, bo jakoś nie ma wiele książek zbierających pozytywne recenzje z mojego gatunku.Poza tym nie lubię polskich imion w książkach, jakkolwiek to zabrzmi xD.
    Jednak skoro tak polecasz, to książka leci do listy chciejczytadeł.Ta miłosna tematyka nie bardzo mnie przekonuje, bo zupełnie nie moje klimaty, ale chętnie zapoznam się z kunsztem literackim autorki :).
    City of Dreaming Books

    OdpowiedzUsuń
  3. Książkę czytałam. Jak widzę, podobała się :) Ja nie jestem jakoś szczególnie źle nastawiona do polskich pisarzy, ale bywały różne sytuacje, w których wręcz z odrazą sięgałam po ich książki. Były takie przypadki, że coraz głębiej utwierdzałam się w przekonaniu, iż polska literatura jest do bani. Agnieszka Olejnik, Katarzyna Kołczewska czy choćby Hanna Kowalewska zmieniły moje nastawienie. Wszystkie powieści były szczere, prawdziwe, poruszające. Uwielbiam ich książki i śmiało mogę powiedzieć, że Polacy również potrafią ;) Teraz już czytam polskie książki w miarę często, ale nie ukrywam, że te zagranicznych autorów częściej przypadają mi do gustu :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Słyszałam o autorce wiele dobrego i mam w planach jej książkę. Czuję, że się nie zawiodę.

    OdpowiedzUsuń
  5. Od dawna mam tą książkę na liście "must have". Twoja recenzja utwierdziła mnie w przekonaniu, że muszę zapoznać się z tą pozycją. :)
    Drugastronaksiazek.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  6. Polska twórczość jest mi obca, ale pasuje mi to zmienić. Może zacznę właśnie od ''Zbłądziłam'' skoro wydaje się być do tego stworzone ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja już dawno pozbyłam się takiego uprzedzenia wobec polskich autorów. Oczywiście, zdarzają się gorsze lub lepsze książki, lecz podobnie jest z tymi zagranicznymi. W każdym razie odkryłam, że niektórzy polscy autorzy piszą o wiele piękniej niż zagraniczni.
    Nie warto się zamykać na naszą twórczość ;)
    Co do książki to zapowiada się ciekawie - tym bardziej, że bohaterka to moja imienniczka hahaha plus dla powieści i mojego zainteresowania :P

    OdpowiedzUsuń
  8. Nawet nie wiesz, jak się cieszę, że książka ci się podobała, bo ja ją uwielbiam :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Czytałam inną książkę tej autorki i nie przekonała mnie ona do siebie swoim kunsztem literackim, więc i "Zabłądziłam" sobie odpuszczę ;)

    OdpowiedzUsuń

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka