poniedziałek, 8 czerwca 2015

W szponach nałogu...


Autor: James Frey
Tytuł: Milion małych kawałków
Wydawnictwo: Burda Publishing Polska
Liczba stron: 517

Każdy rodzic ma to do siebie, że chce ustrzec swoje dziecko przed różnymi złymi wydarzeniami. Żadna matka ani ojciec nie wyobrażają sobie, by ich urocza pięciolatka bawiąca się lalkami barbie, mogła za dziesięć lat prostytuować się, byle tylko zarobić na kolejną działkę. Żadna matka ani ojciec nie snują podejrzeń, patrząc na synka bawiącego się klockami Lego, że za dziesięć lat może on być cenionym w przestępczym światku dilerem narkotyków. Nikt tego nie chce i nikt nie dopuszcza do siebie myśli, że coś takiego mogłoby się akurat w jego rodzinie wydarzyć. Zawsze mówi się "to nas nie dotyczy" lub "moje dziecko to dobry człowiek!", a jednak fakty mówią same za siebie - coraz więcej ludzi na odwykach, a co najsmutniejsze... młodych ludzi, tych do niedawna idealnych dzieci...

Kim był James Frey kilkanaście lat temu? Na to pytanie on sam miałby trudności z odpowiedzią, bo już dawno zapomniał o tej części swojej osobowości, została ona przez niego pogrzebana. Kim jest James Frey w tym momencie? Jest alkoholikiem, narkomanem, nałogowcem. Jest wrakiem osoby, którą był kiedyś. Wrakiem osoby, o której istnieniu już prawie nie pamięta - ledwie delikatnie miga mu, że kiedyś, wiele lat temu, ktoś taki istniał i był nim on sam. Aktualnie nie liczy się dla niego nic poza nieprzerywalnym odurzeniem. Gdy zgłasza się na odwyk do najlepszego ośrodka w Stanach Zjednoczonych, spotyka się z komentarzami, że inni ludzie w stanie takim jak on już dawno nie żyją... A co z nim? 

Tę recenzję planowałam napisać od dość długiego czasu, miałam już nawet przygotowaną część notatek, a to wszystko czekało na sklecenie i zamieszczenie na mojej stronie - tylko w praktyce ciągle było odkładane. Bodźcem do opublikowania moich wrażeń po przeczytaniu tej historii było obejrzenie wczoraj niesamowicie oddziałującego na wyobraźnię filmu Requiem dla snu. Tematyka naprawdę wstrząsająca, długo nie mogłam pozbyć się niektórych kadrów z głowy, a dziś cały dzień myślałam o tym, aż zaczęły przychodzić mi na myśl książki z wątkami uzależnień, w tym również ta. Będąc nadal pod wpływem tamtej zekranizowanej opowieści, chcę Wam opowiedzieć o swoich wrażeniach po poznaniu czegoś, co ktoś sam doświadczył i o czym zdecydował się napisać, by pokazać, jak wielkim bagnem są nałogi. 

Z opisu na okładce wydawcy dowiadujemy się, że jest to powieść autobiograficzna. Nie ma tu żadnych latających różowych słoni, smoków czy driad. Nie ma ubarwień, nie ma eufemizmów, nie ma cieszących literackie podniebienie zwrotów. To, co od razu rzuca się na myśl podczas czytania to stwierdzenie, że ta książka ma naprawdę trudną w odbiorze narrację. James Frey nie bawi się z czytelnikiem, pisze prosto, pisze niewyszukanie, pisze szczerze, pisze mocno, ale - pisze dobrze. Ku mojemu własnemu zdziwieniu niezwykle pasował mi tutaj ten toporny język, urywane zdania, to wszystko nadawało tej opowieści ekspresyjności i świadczyło o ogromnej emocjonalności autora, który był równocześnie głównym bohaterem. 

Można pokusić się o stwierdzenie, że James to człowiek upadły. Wieloletnie nałogi sprawiły, że jego ciało nie funkcjonuje tak, jak powinno i wielu ludzi odwróciło się od niego. On sam nienawidzi życia i nienawidzi także samego siebie, a to uczucie popychało go do prób odebrania sobie życia. W końcu podejmuje trudną decyzję, że musi coś z tym zrobić, bo tak dłużej nie można. Decyduje się na najlepszy ośrodek, jednak nawet nie podejrzewał, że może w nim być aż tak ciężko. Tutaj nikt się z nikim nie patyczkuje, zasady są po to, by ich przestrzegać, a jeśli ktoś ma jakieś zastrzeżenia co do tego - do widzenia, na Twoje miejsce jest kilkudziesięciu innych chętnych. Nieraz dochodziło do awantur i spornych sytuacji, w których James czuł, że może nie warto, że może trzeba dać spokój, że nie ma szans... a jednak wciąż miał nadzieję. Mimo tego, że ciągle powątpiewał, to ciągle tliła się w nim ta iskierka "a co jeśli mi się uda"? I choć było mu ciężko, to jednak się nie poddawał - choć była to droga przez piekło. 

Milion małych kawałków niczego nie ubarwia. W dosadny i drastyczny sposób pokazuje, jak łatwo jest się stoczyć na samo dno. Zaczyna się od jednego skręta, jednej po kryjomu wypitej butelki wódki, a kończy w izolatce, drapiąc się z niemożności i pragnienia narkotyku. James Frey pokazał na swoim przykładzie, że młodzi ludzie nie potrafią myśleć dalekosiężnie - dostrzegają jedynie, że teraz jest im fajnie i dobrze, że są wyluzowani i to im się podoba. Nie zastanawiają się nad tym, jakie mogą być dalsze skutki, co nie jest kwestią tego, że są głupi i tego nie wiedzą. O nie, oni doskonale zdają sobie z tego sprawę, ale NIE CHCĄ przyjąć tego do wiadomości. Wolą wciąż łudzić się, że przecież nie są uzależnieni, że w każdej chwili, gdy tylko będą chcieli, mogą to odstawić i nic im nie będzie. Tylko... w końcu może być za późno. Jamesowi się udało, ale czy warto było rozkruszyć swoje życie na milion małych kawałków? Jego apel jest dosadny, jest brutalny i momentami wulgarny, ale według mnie naprawdę skuteczny. Jeśli lubicie tego typu literaturę - zachęcam, nie będziecie zawiedzeni, tak jak i ja nie byłam. 


Moja ocena: 8-/10

Książka bierze udział w wyzwaniu:
Czytam Opasłe Tomiska

21 komentarzy :

  1. Frey miał trochę przejść z tą powieścią. W wyniku literackiego śledztwa wyszło na jaw, że część wydarzeń opisanych w książce nigdy nie miało miejsca i autor sporo nazmyślał. To mnie trochę zniechęca ;(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O kurczę, o tym nawet nie wiedziałam... To rzeczywiście nieco zmienia sytuację. Szkoda, że musiał ubarwiać. No ale... nawet z tymi ubarwieniami to przejmująca historia. :)

      Usuń
  2. Czasem lubię sięgnąć po tego typu literaturę, myślę, że i po tę pozycję sięgną :)
    Tym bardziej po twojej recenzji.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się bardzo i polecam w takim razie. :)

      Usuń
  3. Bardzo żałuję, że nie udało mi się przeczytać tej książki, kiedy zaczytywałam się w powieściach o nałogach - wtedy miałabym za sobą poznanie tej historii. Dziś niezwykle trudno jest mi sięgać po podobną literaturę. Niby lubię, gdy poruszane są trudne tematy, ale te związane z uzależnieniami "ciężko mi wchodzą". Może kiedyś.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rzeczywiście, łatwiej czytać takie książki, gdy jest się "na bieżąco" z resztą i w miarę możliwości poznaje się je tak na raz. Ja też potrzebowałam sporo czasu, by przełamać dotychczasowe czytelnicze obyczaje i po nią sięgnąć, ale na szczęście opłacało się. :)

      Usuń
  4. Spojrzałam na okładkę i nie rozpoznałam książki. Czytalam inne wydanie ,ale tresc jest taka sama - wspaniała. To naprawdę dobra książka. Świetny debiut

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja posiadam biblioteczne, starsze wydanie, bo stamtąd mam egzemplarz, ale zdecydowanie książka warta uwagi, nieważne w jakiej oprawie jest. :)

      Usuń
  5. Nie czytałam tej książki, ale po Twojej recenzji chyba będę musiała to zrobić. Skoro to powieść autobiograficzna to znaczy, że autorowi musiało być trudno pisać o swoich przeżyciach, ale z jednej strony łatwo, bo niczego nie musiał wymyślać, ubarwiać. "Scenariusz" na książkę napisało mu jego życie… Piękna recenzja :)
    Pozdrawiam serdecznie i zostaję czytelniczką!
    Fanny http://buszujacawsrodksiazek.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podziwiam ludzi, którzy potrafią pozbyć się tych wszystkich ograniczeń i pisać o sobie, to z pewnością nie jest coś prostego...

      Usuń
  6. Takie historie oparte na faktach zawsze wywołują we mnie wiele emocji.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdecydowanie są bardzo emocjonalnie pokazywane. :)

      Usuń
  7. O książce obiło mi się o uszy, ale nie wiedziałam, że to autobiografia. Cieszę się, że autor nic nie podkoloryzował, bo czasami prawda w najprostszej postaci, najbardziej trafia czytelnika :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. z tego co się dowiedziałam z komentarza jednej z komentatorek, to autor nieco poubarwiał swoje wspomnienia... no ale nic, książka nadal mnie przekonuje, nawet jeśli nieco mija się z prawdą.

      Usuń
  8. Ta książka to moja ulubiona książka ever. Czytałam ją dwa razy - pierwszy na początku liceum/ pod koniec gimnazjum, drugi pod koniec liceum. Jest mocna, jest dosadna, działa na człowieka. Niestety nie mam jej w swoich zbiorach, ale na pewno to się niedługo zmieni, bo zasługuje ona na honorowe miejsce na mojej półce.
    Język oraz forma faktycznie idealnie pasują, oddają emocjonalny charakter książki.
    Polecam sięgnięcie po kontynuację, czyli "Mój przyjaciel Leonard" :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Uwielbiam takie emocjonujące książki. O tym tytule nie słyszałam, ale chętnie się za nim rozejrzę :)

    OdpowiedzUsuń
  10. To musi być naprawdę trudna lektura, ale skoro jest oparta na prawdziwej historii to chętnie po nią sięgnę. Od czasu do czasu i taka lektura jest potrzebna.

    OdpowiedzUsuń
  11. Bardzo chcę przeczytać i cieszę się, że warta jest uwagi :)
    Thievingbooks.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  12. Requiem dla snu totalnie mną wstrząsnęło, i postanowiłam tego filmu już nigdy nie obejrzeć, wywołał we mnie tak silny smutek, że długi czas nie mogłam się go pozbyć... I zgrzeszyłabym gdybym nie przeczytała tej pozycji. Mam nadzieję, że znajdę ją w bibliotece.

    OdpowiedzUsuń
  13. Dobrze, że powstają takie książki, bo wydaje mi się, że po ich przeczytaniu ludzie uczą się by kimś takim się nie stać. Pokazują jak to wygląda od wewnątrz i jakie jest straszne. Chyba niezbyt łatwo czyta się tego typu historie - przynajmniej jak pamiętam ''Ćpuna'' i ''Chudą'' - ta druga akurat o czymś innym, bo anoreksji, ale nadal z tych trudnych tematów. Chciałabym przeczytać ''Milion małych kawałków'' kiedyś - myślę, że mi również się spodoba. A film, o którym wspomniałaś w recenzji jest świetny i bardzo zapadający w pamięć, ale mega trudny i chyba nigdy nie obejrzę go drugi raz. Ale uczy i przeraża tym co kryje się za tą chwilą czusia się fajnie. ;)

    OdpowiedzUsuń
  14. dla mnie to pozycja obowiązkowa.
    poznałam już się ze stylem pana Freya w Endgame i wiem, że jest dość brutalny w przekazywaniu swojej wiedzy. dlatego z chęcią po nią sięgnę - czasami trzeba przeczytać coś bardziej kontrowersyjnego :)

    OdpowiedzUsuń

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka