wtorek, 30 czerwca 2015

Eliminacje z drugiej strony.


Autor: Kiera Cass
Tytuł: Następczyni
Cykl: Selekcja. Tom IV
Wydawnictwo: Jaguar 
Liczba stron: 360

Bajki, ach te bajki... Choć w mediach dominuje teza, że teraz coraz mniej rodziców czyta swoim dzieciom je przed snem, to wierzę, że choć część z nich ma możliwość wysłuchiwania tych pięknych opowieści o dzielnych rycerzach ratujących z opresji piękne księżniczki - tak jak ja dawniej. Wciąż pamiętam ten dreszcz ekscytacji, gdy mama siadała na moim łóżku i czytała losową historię z ogromnej księgi, zawierającej mnóstwo baśni - i chociaż znałam je później już na pamięć, to jednak nadal były obowiązkowe w rozkładzie dnia. Może dlatego, że choć po pewnym czasie można je przewidywać, to jednak ich czar i magia zawsze będą nęcić i kusić? 

Eadlyn znajduje się w całkiem innej sytuacji niż jej mama dwadzieścia lat temu. America brała udział w Eliminacjach, choć wcale tego nie pragnęła i udało jej się podbić serce księcia Maxona, tymczasem jej córka jest dziedziczką tronu Illei i sama musi zorganizować własne Eliminacje, by uśmierzyć rozruchy wśród swoich poddanych. Dziewczyna nie wierzy w miłość i nie uważa, by mogła wśród kandydatów odnaleźć tego, dla którego mocniej zacznie jej bić serce - twierdzi, że romantyczna historia, która przytrafiła się jej rodzicom, nie może się powtórzyć. Gdy przybywają jednak pretendenci do jej ręki, a ona ze zdumieniem zauważa, że niektórzy stają się jej bliżsi niż inni, udaje jej się dojść do wniosku, że może żyła w błędzie, a uczucie jest na wyciągnięcie ręki - tylko w którym kierunku? 

Szczerze wątpię, by ktokolwiek, kto jako tako funkcjonuje w książkowym świecie, nie słyszał o (do niedawna) trylogii Kiery Cass. Jej bajecznie piękne okładki i modny gatunek, czyli dystopia, sprawiły, że ciężko uchronić się od chociażby pogłosek na ten temat. Ja sama nie mogłam oprzeć się temu, co kryją w sobie te książki i chociaż nie mogę powiedzieć, by były zachwycające, to jednak w jakiś sposób podobały mi się. Gdy wyszła kolejna część, sprawiając, że o trylogii nie było już mowy, miałam wątpliwości - czy warto to wszystko przedłużać? Nie lepiej było skończyć na trzecim tomie? W końcu zdecydowałam się sięgnąć po Następczynię i przekonać się, czy czwarta część to strzał w dziesiątkę czy kula w płocie. 

Bardzo dłuuuugo czytałam tę książkę, oj długo - co było dla mnie małym szokiem. Ani nie powala skomplikowanym językiem, ani fabuła nie jest zamotana, zatem nie powinna przysporzyć większych problemów i zakładałam, że wystarczy mi jeden wieczór, aby ją łyknąć i móc czytać sobie kolejne pozycje, które planowałam. Okazało się jednak moi drodzy, że czwarta część Kiery Cass mnie pokonała - po prostu ciężko było mi ją czytać, to nie był odpowiedni czas jak widać, co przełożyło się na ogromną niechęć co do samej myśli, że mam czytać tę książkę. W końcu udało mi się jednak wziąć w garść i zmóc ją - choć bywało lepiej, nie było aż tak tragicznie.

Główną bohaterkę poznajemy jako nieopierzoną trzpiotkę, która zdaje sobie sprawę z tego, jak duża odpowiedzialność ciąży na jej barkach, a jednak chciałaby, by wszystko odbywało się nie tak, jak jej rodzice to zaplanowali. Niejednokrotnie miałam wrażenie, że ta dziewczyna jest ogromną egoistką, która nie widzi niczego poza czubkiem swojego nosa - jawiła mi się jako wielka egoistka, która chciałaby, by każdy tańczył tak, jak ona mu zagra, ale ona nie zrobi choćby kroku do melodii, którą narzuci ktoś inny. Ciągle podkreślała to, jak bardzo musi się poświęcać, jak bardzo jej źle, jak bardzo nie chce tych Eliminacji - tych jej komentarzy naprawdę miałam serdecznie dosyć i choć próbowałam zrozumieć jej sytuację i to, że mogła czuć się jak w klatce, to nie potrafiłam nie dostrzegać jej samolubstwa. 

Jeśli chodzi o same Eliminacje - nie odczuwałam ich ducha tutaj tak, jak w poprzednich tomach. Może to za sprawą tego, że jakoś bardziej polubiłam Ami niż Eadlyn - choć pierwsza z nich pozostawiała wiele do życzenia, to jednak milej wspominam związane z nią sytuacje niż te, które były z udziałem jej córki. Kandydaci na księcia próbują zaimponować młodej dziedziczce korony w każdy możliwy sposób, co nie zawsze zostaje odebrane przez nią przychylnie - a jej samej brakuje czasem wyczucia i taktu, by potrafić docenić ich nieporadne starania. Choć trzeba przyznać - pod koniec sytuacja się poprawiła, a czytelnik może zauważyć, że bohaterka powoli zaczyna zmieniać swoje priorytety. 

Nie jestem pewna, czy przeciąganie trylogii i tworzenia x-logii to dobry pomysł - może lepszym rozwiązaniem byłoby zamknięcie tego? W każdym razie pani Cass uznała, że lepiej kuć żelazo póki gorące - obawiam się, że jak się rozpędzi, to powstaną niedługo dzieje prapraprawnuczek Americi... Następczyni toczy się dwadzieścia lat po wydarzeniach, które mieliśmy okazję śledzić wcześniej i pokazuje Eliminacje, ale z drugiej strony - nie ich uczestnika, a organizatora. Każdy, kto czytał poprzednie tomy wie, czego się spodziewać - ani styl się nie zmienił, ani fabuła - wszystko mniej więcej jest podobne. I choć nie ma co oczekiwać, że ta książka będzie powalać swoim poziomem i kunsztem, to jednak miło było wrócić do Illei i przekonać się, co u tych bohaterów słychać.


Moja ocena: 5-/10

Ksiązka bierze udział w wyzwaniach:
Czytam Opasłe Tomiska
Okładkowe Love

10 komentarzy :

  1. Kiedyś może przeczytam, choć na razie mam dosyć tej serii;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Jeszcze nie czytałam, ale Rywalki to seria, w której się zadurzyłam, więc jak najszybciej muszę nadrobić tą część :)
    http://gabrysiekrecenzuje.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. Wątpię abym kiedyś przeczytała tę książkę. Mam inne ciekawsze lektury na oku ;).

    OdpowiedzUsuń
  4. Przed paroma chwilami ledwie pochłonęłam "Rywalki" i serio, spodziewałam się czegoś gorszego, a tu bardzo pozytywne zaskoczenie! Po "Następczynię" sięgnę, oczywiście.

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie zabrałam się jeszcze za serię "Rywalki", czekają one w kolejce jeszcze na półce mojej koleżanki, potem je porwę i będą przez chwilę zdobiły moją biblioteczkę i zaprzątały mój umysł. Bardzo dobra recenzja :)
    Pozdrawiam serdecznie!
    Fanny http://buszujacawsrodksiazek.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja dopiero w planach na zimę mam tom pierwszy. Jak mi się będzie podobał skusze się na inne :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Również sądzę, że kontynuacja trylogii to nie najlepszy pomysł. Poprzednie części mi się nie podobały, więc tej też nie przeczytam.

    OdpowiedzUsuń
  8. Ciągle przede mną "finał"'serii a raczej jej środek czyli 'Jedyna' ogólnie bardzo przyjemnie spędzam czas w świecie Rywalek ale też uważam że z rozciagania serii na siłę nie może wyniknąć nic dobrego.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  9. Tę serię mam w planach, ale coś nie mogę się za nią zabrać;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Myślałam, że America była denerwująca. Jej córka jest jednak 100 razy gorsza.

    OdpowiedzUsuń

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka