sobota, 16 maja 2015

Kolejny tom mistrzowskiej sagi - też mistrzowski?


Autor: George R.R. Martin
Tytuł: Uczta dla wron. Cienie śmierci. 
Cykl: Pieśń Lodu i Ognia. Tom IV, cz. I
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Liczba stron: 512

Nie lubię zabierać się do pisania recenzji książek, które przeczytałam już dość spory kawałek czasu temu. Wygodniej, łatwiej i lepiej mi jest to robić, gdy jestem świeżo po przeczytaniu danej lektury. Więcej wydarzeń mam w pamięci, więcej szczegółów, więcej rzeczy, na które chciałabym zwrócić uwagę. Na szczęście w przypadku tej książki robiłam sobie podczas czytania małą ściągę, na której zapisywałam sobie moje uwagi, spostrzeżenia i wszystko, co odczuwałam, poznając tę historię. Na szczęście - bo sama nie wiem, jak inaczej mogłabym przypomnieć sobie wszystko, co chciałam tutaj Wam przekazać.

Westeros znajduje się w naprawdę ciężkiej sytuacji. Zginęli ci, którzy mogli coś w tej krainie odmienić i wpłynąć na zmianę przebiegu walk. Na placu boju pozostali natomiast ci, którzy nie powinni, bo nie potrafią sprawować rządów. Jak to zazwyczaj po wojnach bywa, powolutku zaczynają się pojawiać osoby, których wcześniej się nie spodziewano. Lecz wojna przede wszystkim niesie za sobą krwawe żniwo, które widoczne jest na każdym polu, na którym doszło do starć - wojna to też okres, po którym na ów polach zalegają wielkie, czarne ptaszyska, które ucztując sprzątają to, czego inni nie mają zamiaru. 

Ci, którzy czytali moje poprzednie wrażenia dotyczące sagi Martina, na pewno pamiętają, że wywarła na mnie piorunujące wrażenie - nigdy nie spodziewałabym się, że coś, co pokochało tyle ludzi, naprawdę może być czymś świetnym. Pewnie wiecie o czym mówię - nagle robi się na coś szał i każdy się tym zachwyca, dla każdego jest to takie och i ach. Podejrzewałam, że tak też może być z Pieśnią Lodu i Ognia, dlatego dość przeciągałam swoje spotkanie z tą serią i dopiero w tym roku, tyle czasu po premierze pierwszego i kolejnych tomów, zdecydowałam się zaryzykować. Opłacało się, oj opłacało. Kolejne tomy pochłaniałam szybciutko, aż musiałam się zatrzymać na tym, o którym zaraz będę Wam opisywać - kolejnego nie mogę coś upolować, muszę czekać. Ale może to i dobrze - po tym tomie potrzebna jest przerwa dla mnie. 

Warto na wstępie zaznaczyć, że ta część jest całkiem inna od pozostałych. O ile czytelnik przyzwyczaił się do narzucanego mu szybkiego tempa, gnającej akcji, szybkich zwrotów w fabule i zaskakujących zdarzeń, tak ta część mu tego nie zapewni. Owszem, pierwsza część Uczty dla wron zadziwia, ale... ospałością. Może to niekoniecznie odpowiednie słowo i nie jestem sprawiedliwa, ale przyrównując ten tom do poprzednich, ciężko jest pozbawić się podobnego uczucia. Nie ma żadnych walk, nie ma zwrotów, nie ma nic, co przyspieszyłoby akcję i powodowało żywsze bicie serca. Są też tego plusy - można nieco odpocząć, zrelaksować się i chłonąć to, co autor chce nam przekazać "na zimno", bez tych wszystkich emocji. 

Troszkę bolało mnie też, że w książce nie pojawiali się moi ulubieni bohaterowie - sporo było rozdziałów o osobach, które średnio lubię, za którymi niezbyt do tej pory przepadałam, a tu autor zdecydował się, by one odgrywały pierwsze skrzypce. Co ciekawe, autor zaczyna też przedstawiać nam narrację z perspektywy osób, które dotychczas nie miały własnych rozdziałów, czego żałowałam - mam na myśli Cersei, gdyż zawsze ciekawiło mnie, co głowie tej kobiety siedzi, a teraz mogłam się przekonać. Brakowało mi też czegokolwiek o Catelyn - autor zafundował ostatnio tak niesamowite zakończenie, że teraz czułam się wręcz zawiedziona, że specjalnie się droczy i trzyma nas w niepewności. 

Jeśli sięgacie po tę książkę z nadzieją, że będzie tak samo obfitująca w wydarzenia jak reszta, to muszę na Was wylać wiadro zimnej wody - tu jest całkiem inaczej. Autor zrezygnował z "momentów" na rzecz spokojnej polityki i knucia spisków, co dla jednych może być ciekawą odmianą, a dla drugich małym rozczarowaniem. Można uważać, że to punkt zwrotny w twórczości Martina oraz że w końcu wena go opuściła, skoro daje nam coś takiego, ale ja wychodzę z założenia, że każdy potrzebuje odrobiny odpoczynku, także autor. Lepiej założyć, że to cisza przed naprawdę mocną nawałnicą. 


Moja ocena: 6/10

Książka bierze udział w wyzwaniu:
Czytam Opasłe Tomiska

14 komentarzy :

  1. Przede mną właśnie ta część, niestety w bibliotece jej nie ma, więc pewnie będę musiała zakupić ją do mojej domowej biblioteczki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja poluję na następną, ale nigdzie dorwać nie mogę. Na razie kupować nie zamierzam, uparłam się złapać ją jakoś inaczej. :)

      Usuń
  2. Zgadzam się, od tomu niestety trochę saga podupadła.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, mam nadzieję, że później będzie znów tak, jak było - za to właśnie pokochałam tę sagę. ;)

      Usuń
  3. 2 tom tej części tak mozolnie się rozgrywa, że przymierzam się do niego trzeci raz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Naprawdę mozolnie? Mnie się bardzo podobało. :)

      Usuń
    2. Miałam na myśli 2 tom "Uczty.." - źle ujęłam, wybacz :D I mam dla Ciebie nominację! wantescape.blogspot.com

      Usuń
  4. Przyznam, że ,,Uczta dla wron" była trochę słabsza, ale ,,Taniec ze smokami" zdecydowanie mi to wynagrodził. Mam nadzieję, że z Tobą też tak będzie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam ogromną nadzieję, że tak będzie - liczę na Martina i wierzę, że mnie nie zawiedzie! :)

      Usuń
  5. Sporadycznie sięgam po fantastykę, jednak na powyższą serię się ne skuszę, gdyż po prostu nie wzbudziła mojego zainteresowania.

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja "Pieśń Lodu i Ognia" mam ciągle przed sobą, ale planuję przeczytać. :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Co do "ciszy przed nawałnicą" w zupełności się zgadzam :-)

    OdpowiedzUsuń
  8. Lubię recenzje pełne treści, które czyta się naprawdę dobrze. Do tej pory nie czytałam niczego, co pochodzi spod pióra tego autora, chociaż sporo osób zachwyca się jego książkami... Jednak być może kiedyś sięgnę. ;)
    Pozdrawiam i obserwuję,
    A. :)

    http://still-changeable.blogspot.com - będzie mi miło, jeśli zajrzysz. ;)

    OdpowiedzUsuń

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka