czwartek, 7 maja 2015

Coś dla niegrzecznych dziewczynek...


Autor: K. N. Haner
Tytuł: Na szczycie
Wydawnictwo: Novae Res
Liczba stron: 798

Myślę, że nie istnieje w blogosferze osoba, która nie wiedziałaby, czym jest sławna seria E.L.James o Grey'u, jakiej tematyki dotyczy i jaki główny motyw w niej występuje. Dla mnie to wciąż niepojęte zjawisko, ale jakimś cudem na punkcie tej trylogii oszalał cały świat. Oczywiście, wydanie tej trylogii wywołało prawdziwą reakcję łańcuchową, której jednym z ogniw stały się książki, które jak grzyby po deszczu zaczęły być wydawane. Niektóre mają więcej wspólnego z "dziełem" pani James, inne mniej, ale fakt jest jeden - wydanie Pięćdziesięciu odcieni przetarło nowe szlaki i sprawiło, że więcej autorów zdecydowało się pisać o tym, co do tej pory było określane mianem tabu.


Rebeka nigdy nie podejrzewała, że ten dzień może aż w takim stopniu odmienić jej monotonne dotychczas życie. Kręciło się ono do tej pory wokół pracy jako striptizerka, przyjaźni z Treyem i przesyłaniem pieniędzy matce, ale te czasy dobiegły końca. Gdy podczas jej występu w klubie przychodzi menadżer znanego zespołu, oboje wyczuwają, że między nimi jest niespotykana chemia, której nie potrafią przerwać. Jednak cała historia nie kończy się na tym - dziewczyna w rozwoju wypadków traci pracę, lecz szybko zyskuje nową - wraz z Sedrickim i zespołem wyrusza w tournee, które odwróci jej życie od góry nogami nie raz, nie dwa, a kilkakrotnie. 

Bardzo długo wahałam się nad tym, czy sięgnąć po tę książkę. Argumentów "przeciw" miałam mnóstwo: bo to książka napisana przez polską autorkę, bo to kolejny postgreyowski twór, bo ja rzadko sięgam po książki, gdzie dominuje erotyka, bo nie wiem, czy warto tracić czas... Mogę wymieniać. Argumentów "za" nie miałam zbyt wiele - główny był taki, że masa ludzi się zachwycała tą książkę i wychwalała, jaka to ona nie jest odkrywcza i cudowna. I w końcu skusiłam się przez namowy znajomej, której ta historia przypadła do gustu i pożyczyła mi książkę. Oj, nie chciałabym przez to przechodzić po raz kolejny... 

Pierwsze strony nie zapowiadały, że Na szczycie okaże się dla mnie tak ciężkim do strawienia tekstem. Jednakże, gdy miałam za sobą te pierwsze sto stron, to już wiedziałam, że reszta będzie dla mnie prawdziwą drogą krzyżową. Bo mimo najszczerszych chęci - nie potrafię znaleźć lepszego określenia. Książka pani Haner jest ogromnym tomiszczem, które czytało mi się wyjątkowo topornie. Wahałam się, czy rzeczywiście chcę je dociągnąć do końca i wielokrotnie zamierzałam oddać ją nieskończoną dla koleżanki, ale jednak chciałam dać jej szansę. Chciałam doświadczyć tego uczucia, że skreślana przeze mnie książka okazuje się być warta poświęconego jej czasu. I tak się nie stało, niestety, niestety, niestety. 

Kompletnie nie przemówiła do mnie forma spisania tej opowieści. Należę do osób, które lubią czytać o ludzkich uczuciach, lubią, gdy coś jest wyjaśnione i kompletnie nie mają nic przeciwko opisom różnych zdarzeń, urozmaiconym dialogami. A z czym można spotkać się tutaj? Praktycznie cała książka to są dialogi. Jeśli nawet przewertujecie sobie ją jedynie, to zobaczycie, że narracji tutaj jest jak na lekarstwo, ba! jeszcze mniej. I o ile może się wydawać, że to takie świetne, bo nie trzeba się będzie męczyć z przydługimi opisami, to rozczaruję Was - sto razy lepiej czyta się książki, w których są opisy. Bo czytanie samych dialogów w pewnym momencie drażni, męczy i nuży. 

Sama fabuła... nie urzekła mnie, że tak powiem. W zasadzie była kolejnym powodem do irytacji. Już same początkowe wydarzenia związane z dolegliwościami fizycznymi bohaterki były dla mnie dość żenująco ukazane i w przerysowany sposób (nie powiem, o co dokładnie chodzi, bo nie chcę Wam spoilerować), nie wiem, czy to miało być śmieszne, czy może celem było wywołanie współczucia dla Reb - ja miałam dosyć tego całego zamieszania. Oprócz tego książka w zasadzie skupiała się głównie wokół różnych wariacji seksu. Po cichutku liczyłam, że może one tutaj będą na jakimś poziomie i pozwolą mi na milsze spędzenie chwil przy tej książce. A gdzie tam! Może jestem dziwną osobą, ale wcale mnie nie poruszały. Może właśnie było to za sprawą tego, że było to przedstawione za pomocą samych dialogów, bez jakichkolwiek opisów, może dlatego, że w moim odczuciu było to pokazane w zbyt zwierzęcy sposób, a może po prostu rzeczywiście erotyki to nie moja bajka - ta część książki również leżała i kwiczała, prosząc o litość. 

Kolejnym minusem na liście minusów jest sam język, jakim posługuje się autorka przy pisaniu tej książki. Może nie znam realiów świata, w którym żyją ludzie związani zawodowo z rockiem, ale to było stanowczo zbyt wulgarne. I o ile początkowo mogłam to znieść, tak im dalej, tym czułam się bardziej tym wszystkim zniesmaczona. I na koniec taka wisienka na szczycie deseru - nie mam pojęcia, co robiła korekcja i czy w ogóle w przypadku tej książki takowa została zastosowana. Sporo literówek, najprostsze błędy interpunkcyjne i kąski ortograficzne - w mojej opinii czegoś takiego nie daje się do ręki czytelnikowi, bo to oznaka braku szacunku dla niego. 

Chciałam jakiegoś dobrego erotyku, więc z tą myślą sięgnęłam po Na szczycie. Jeśli do tej pory najsłabszą w ostatnim czasie przeczytaną książką była dla mnie Bezmyślna czy jej kontynuacja - Swobodna, tak teraz kieruję w ich kierunku przeprosiny. Bo książka Haner pod tym względem pobiła je na głowę. Mimo najszczerszych chęci nie potrafię tutaj odnaleźć żadnych pozytywów. Wciąż jestem pełna podziwu dla siebie, że udało mi się ją jakimś cudem ukończyć, ale mimo faktu, że jest ona już za mną - niesmak i rozczarowanie nadal jest. Ta książka była najzwyczajniej w świecie jedną wielką tragedią i mam nadzieję, że takich historii nie będę miała już okazji czytać, bo szkoda na nie czasu. 


Moja ocena: 1+/10

Książka bierze udział w wyzwaniu:
Czytam Opasłe Tomiska

11 komentarzy :

  1. Mój brat jest teraz na etapie bomblującej kąpieli i bomblującego piccolo :) Książki i tak nie miałam czytać, ale widzę, że wiele nie tracę.

    OdpowiedzUsuń
  2. Oj, a ja chciałam czytać tę książkę :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Ojej widzę, że naprawdę kiepsko. Nie wytrzymałabym z taką książką, uwielbiam jakiekolwiek opisy i uczuć i miejsc.
    Świetna recenzja.

    OdpowiedzUsuń
  4. O kurczę tylko jeden punkt? Trochę mnie zmartwiłaś bo liczyłam na coś ciekawego... Książkę mam już na półce i teraz aż odechciało mi się ją czytać...

    OdpowiedzUsuń
  5. Oj, ale słabiutka ocena... Ja kompletnie inaczej spojrzałam na tę książkę. No cóż, szkoda, że tak nisko ją oceniłaś, ale nie każdemu musi się podobać. :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Pewnie gdybym miała takie same spostrzeżenia co do tej książki jak ty, to pewnie nie doczytałabym jej do końca. Tak z resztą było z ostatnio przeczytaną przeze mnie książką :/ Nie pokusiłam się o sięgnięcie po Greya, chociaż After pierwszą część mam za sobą i druga czeka na półce ;)

    Nie wiem czy pokuszę się o książkę "Na szczycie" - może za jakiś czas?

    OdpowiedzUsuń
  7. Zdecydowanie nie dla mnie, a Twoja recenzja to tylko potwierdza. Rozumiem używanie wulgaryzmów w książce, gdy jest to potrzebne, ale bez przesady. Na pewno nie przeczytam ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Cześć! Nominowałam Cię do wykonania Disney Book Tag, mam nadzieję, że znajdziesz na to chwilę. :)
    http://kalorkaczyta.blogspot.com/2015/05/disney-book-tag.html
    Pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Ani trochę nie zaskakuje mnie Twoja opinia - to wydawnictwo nie jest w stanie wydać dobrej książki, więc szkoda na ich publikacje mojego czasu ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Sięgnięcie po tę książkę przez Ciebie było dla mnie wielkim szokiem, aż przetarłam oczy ze zdziwienia ;) Przecież to logiczne, że ten typ literatury jest zupełnie nie w Twoim stylu ;)
    Mnie K.N. Haner mimo wszystko przekonuje i jestem pod wrażeniem jej odwagi, to, jak na polski rynek, bardzo odważna książka i idealnie spełnia oczekiwania wielbicielek erotyków. Cenię też autorkę za profesjonalne podejście do krytyki, dystans do siebie i chęć do nauki. Z przyjemnością sięgnę po drugi tom powieści ;)

    OdpowiedzUsuń

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka