poniedziałek, 20 kwietnia 2015

W Strefie za murami Labiryntu, z którego nie ma wyjścia.


Autor: James Dashner
Tytuł: Więzień Labiryntu
Wydawnictwo: Papierowy Księżyc
Liczb stron: 424

Co jakiś czas zdarza się w literaturze, że jeden konkretny gatunek książek cieszy się większą popularnością niż inne, przez co dochodzi do masowego wydawania historii, gdzie motywem przewodnim jest właśnie taki modny temat. W średniowieczu tryumfy święcił epos rycerski, a jeszcze niedawno dzięki Stephanie Meyer i jej opowieści o miłości między człowiekiem a wampirem, to książki z wątkiem paranormalnym dominowały na księgarnianych półkach oraz regałach. Był czas, że to wątki ciężkiej choroby królowały wśród autorów, a teraz widoczna jest moda na tzw. New Adult. Gdzieś tam też był okres czasu, nie tak odległy, gdy to rozmaite dystopie (które swoją drogą uwielbiam) panowały. Choć wydaje mi się, że ich pięć minut sławy dobiegło końca, to jednak nie mogłam odmówić sobie przyjemności rozpoczęcia kolejnej trylogii z tego nurtu, o której słyszałam wiele pozytywów. Czy rzeczywiście seria Dashnera była warta uwagi? 

Ciemność - to jedyne, co dostrzega pewien nastolatek po ocknięciu się w windzie. Zdaje sobie jedynie sprawę z tego, że jest w zamknięciu i że nosi imię Thomas. Nie ma bladego pojęcia kim jest ani dokąd zmierza. Niczego nie pamięta. W końcu jego podróż się kończy, a jego oczom ukazuje się kilkudziesięciu chłopców, którzy witają go w Stefie - przestrzeni otoczonej potężnym i masywnym murem, wewnątrz którego znajduje się Labirynt bez wyjścia. Okazuje się, że jego towarzysze również nie posiadają wiedzy, dlaczego się tutaj znajdują. Posiadają skąpe informacje na temat miejsca, w którym żyją. Najwięcej ciekawości, ale i przerażenia wzbudza tajemniczy Labirynt, w którym czyha wiele niebezpieczeństw, jak wrogie mechaniczne bestie, które tylko czekają na śmiałków. Thomas czuje jednak potrzebę by zaryzykować i spróbować opuścić ich więzienia - tylko czy jest to możliwe? 

Sporo czasu temu byłam w kinie na filmie, który powstał na podstawie tej książki. Zaciekawił mnie na tyle, bym chciała w przyszłości sięgnąć po pierwowzór, gdy udałoby mi się zapomnieć choć część zdarzeń. Co ciekawe, gdy zaczęłam czytać książkę, zauważyłam, że ekranizacja bardzo luźno bazowała na niej - wiele było w niej scen, których nie było w książce, ale i odwrotnie również - sceny z książki nie pojawiały się w filmie. Dzięki takiemu rozwiązaniu nie musiałam się martwić, że nie odniosę z czytania żadnej przyjemności, bo wszystko już będę wiedziała. Czekało na mnie wiele niespodzianek i z radością mogę Wam powiedzieć, że książka spełniła wszystkie moje oczekiwania, a nawet więcej! 

Już od pierwszych stron James Dashner zadbał o to, by w jego opowieści panował nastrój niepewności i tajemniczości - konsekwentnie kreuje atmosferę tak, by maksymalnie zaciekawić czytelnika całą grozą sytuacji. Czytelnik ma możliwość wraz z Thomasem poznania, w jaki sposób cała grupa chłopców sobie radziła. Zdecydowanym plusem jest slang, jakim posługiwali się nastolatkowie - pozwalał bardziej zbliżyć się do nich i poczuć się jednym z nich. W interesujący sposób autor przedstawił ich organizację, ponieważ wszystko tutaj miało swoje miejsce, każdy miał funkcję i zadania, za jakie był odpowiedzialny. Potrafili przystosować się do warunków, w jakich się znaleźli i próbować zachować normalność w nienormalnej sytuacji, choć to na pewno nie było lekkie. Stworzyli nawet własne prawo, którego należało przestrzegać, mieli też hierarchiczny podział poszczególnych ludzi - każdy był kimś. Oczywiście, ciężko jest zamknąć na jakiejś przestrzeni kilkudziesięciu chłopców i oczekiwać, by się kochali, dlatego wyczuwalna była często między nimi rywalizacja, zawiść czy zazdrość. I to naprawdę mi się podobało, było takie naturalne! 

Główny bohater, jakim był Thomas, również mnie zawiódł nie - lepiej powiedzieć, że podbił moje serducho! Od pierwszych kroków w nowym miejscu, po próby asymilacji i przystosowania do nowej rzeczywistości. To młody mężczyzna, który się nie poddawał, miał swoje chwile słabości, zwątpienia czy strachu, jednak nie chciał tego okazywać. Mimo że był prawie najkrótszy stażem w Strefie, to właśnie on potrafił zmotywować wszystkich do tego, by zaczęli działać i uwierzyli, że mimo pozornie beznadziejnej sytuacji, mogą wrócić tam, skąd przybyli. Dał im to, co najważniejsze - nadzieję. 

Nie mogę nie wspomnieć o reszcie chłopców, która przewijała się na kartkach tej powieści. Specjalne miejsce w moim serduchu zajął sobie Chuck, który był naprawdę pociesznym dzieciakiem - jego gadatliwość od razu i urok od razu zyskały moją sympatię. Bardzo polubiłam też Minho, który pomimo zgrywania twardziela miał też w sobie pokorę i świadomość tego, że nie zawsze może wszystko wiedzieć. Ciekawą postacią był również Gally - choć nie mogę stwierdzić, że to jeden z moich ulubieńców, bo ciągle mnie irytował, to jednak był również dobrze zarysowaną postacią w tej historii. O, i jeszcze Newt - jego przyjaźń z Albym naprawdę była czymś cudownym! 

Z pełną przyjemnością mogę powiedzieć, że Więzień Labiryntu to niesamowicie dobry kawałek literatury dystopijnej. James Dashner zadbał o to, by dopracować pierwszy tom swojej serii w każdym malutkim elemencie - i to mu wyszło świetnie! Niezwykle plastyczna całość, mocno oddziałująca na zmysły okazała się być według mnie kluczem do tego, by podbić serca. Jeśli doliczyć do tego jego pomysłowość i prawdziwą plejadę charyzmatycznych postaci, wzbudzających wiele emocji - ciężko się dziwić, że ta książka odniosła sukces i powstała na jej bazie ekranizacja, przynajmniej mnie daleko jest do zdziwienia. Nic tylko polecić ją tym, którzy do tej pory nie poznali! 


Moja ocena: 8+/10

Książka bierze udział w wyzwaniu: 
Czytam Opasłe Tomiska

33 komentarze :

  1. Bardzo lubię ten gatunek i na tę serię też mam oko;) Kiedyś na pewno się za nią zabiorę:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To mocniutko Ci polecam, myślę, że powinno Ci przypaść do gustu tak jak i mnie! :)

      Usuń
  2. ej, chyba nie do końca dystopie umierają ;) Weźmy na przykład taki Starter, wszędzie mnóstwo nim słychać ;) Ja mam chwilowo dość powieści a czasie "po" ale regularnie do nich wracam. Może i Więzień labiryntu do mnie trafi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hmm, rzeczywiście - może i nie umierają, ale nie jest już o nich tak głośno, o. :D
      Niech trafi, niech trafi, niech trafi! :)

      Usuń
  3. Dla mnie mistrzostwem był slang mieszkańców labiryntu. :) Jestem ciekawa Twojej opinii o kolejnych częściach. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taak, ich język był niesamowity - i tyle klimatu dodał! :) Niby szczegół - a tyle wnosił.

      Usuń
  4. Wspaniała recenzja. Zapewne kiedyś przeczytam tę książkę, ale wciąż jest tylko w planach :)

    http://zakurzone-stronice.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To polecam, naprawdę jest warta czasu. :)

      Usuń
  5. Nieprzerwanie mam ją w planach i jakoś mi do niej nie po drodze.

    OdpowiedzUsuń
  6. Uwielbiam tego typu książki. O "Więźniu labiryntu" naczytałam się już sporo, więc na pewno sięgnę kiedyś po ten tytuł :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też je strasznie lubię, więc nie jesteś sama. :)

      Usuń
  7. Pierwszym tom podobał mi się tak, jak Tobie, ale później... Niestety :<

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie na razie drugi również bardzo się podoba, więc nie jest źle! :)

      Usuń
  8. Podobnie jak Ty obejrzałam jakiś czas temu film i tez bardzo spodobała mi się cała koncepcja filmu: niby temat znajomy ale taki odrobinkę inny, bardziej tajemniczy. Miałam wielką ochote sięgnąć po ksiazkę, ale jakos nie miałam odwagi.. wydaję mi się, że bałam się konfrontacji z ekranizacją: wiesz, to cos innego jak najpierw czytasz a potem ogladasz. nie chciałam się rozczarowac, ale po tym co przeczytała, chyba sama niedługo sięgnę po "Więznia Labiryntu". A w filmie Dylan O'brian to chyba idealny aktor do tej roli !
    Pozdrawiam i zapraszam do mnie! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że powinnaś spróbować - może tak jak ja potrzebujesz po prostu czasu, by odczuć taką naglącą potrzebę. A aktor jest cudowny, stworzony by być Thomasem! :)

      Usuń
  9. Zdecydowanie się zgadzam. "Więzień Labiryntu" to jedna z moich ulubionych książek młodzieżowych. Szkoda tylko, że, według mnie, dalsze części nie dorównują pierwszej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Druga według mnie była równie dobra, ale trzecia... niestety trochę jej brakuje do nich.

      Usuń
  10. Wreszcie uzbierałam całą serię i nie mogę się doczekać, aż się do niej zabiorę;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Na pewno przeczytam, bo czaję się na nią już od dłuższego czasu :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Od wszystkiego co napisała Meyer i jest Meyeropochodne trzymam się z daleka, ale przyznam szczerze, że akurat na tą pozycję zwróciłam uwagę. Może kiedyś..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, to nie jest Meyeropochodne, w żadnym razie!

      Usuń
  13. Mam całą serię na półce. Czeka na swoją kolej, która z pewnością nadejdzie niedługo :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To nie mogę się doczekać aż u Ciebie zawita recenzja, z przyjemnością przeczytam! :)

      Usuń
  14. Cześć, chciałam zaprosić Cię do wzięcia udziału w książkowym rozdaniu organizowanym u mnie na blogu. Do wygrania: "Gra o tron" George'a Martina, "Love, Rosie" Cecelii Ahern oraz "Zaginiona dziewczyna" Gillian Flynn. :)

    http://www.zapisanemarginesy.pl/2015/04/ksiazkowe-rozdanie-edycja-pierwsza.html

    OdpowiedzUsuń
  15. A buuuuuu :( Miałam zamiar przeczytać tę książkę i wkręcić się w serie, ale "koleżanka" z roku zaspoilerowała mi całość -.- Po przeczytaniu Twojej recenzji ponownie mam ochotę ją udusić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie znoszę takich osób, które raczą wszystkich spoilerami. Wkurza mnie to jak mało co.

      Usuń
  16. Właśnie czytam "więźnia labiryntu",ale jakoś nie mogę się wkręcić :(
    http://karmeloweczytadla.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  17. Trylogia "Więźnia Labiryntu" jest jedną z moich ulubionych dystopii. Pierwsza i druga część są cudowne. Niestety nie mogę tego powiedzieć o ostatnim tomie, w którym Thomas mnie wkurzał i autor mnie wkurzył. Jednak nawet to nie zmieni mojej opinii, że James Dashner wykreował cudowny świat w "Więźniu Labiryntu". Thomas przypadł mi do gustu przez swoją niepohamowaną ciekawość do wszystkiego i odwagę. Dawno nie spotkałam się z aż tak ciekawskim bohaterem. Bardzo też lubię Theresę. Ogólnie wszystkie postacie były interesujące.
    Polecam przeczytać "Rozkaz zagłady", który jest prequelem "Więźnia Labiryntu". To duża dawka akcji i odpowiedzi na część pytań z trylogii "Więźnia Labiryntu".
    Super recenzja. :)
    Pozdrawiam Tris *.* z http://hopebravestory.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka