wtorek, 14 kwietnia 2015

Marnowanie okazji, mając ją na wyciągnięcie ręki - poziom mistrza.


Autor: Cecelia Ahern
Tytuł: Love, Rosie
Wydawnictwo: Akurat
Liczba stron: 512

Jesteśmy mistrzami w wielu rozmaitych dziedzinach. Jeden potrafi na raz zjeść kilkanaście hamburgerów, drugi biega z niebywałą prędkością, trzeci odznacza się wybitnym talentem do szachów, a czwartego nikt nie jest w stanie pokonać w długości odsypiania imprez. Sąsiadka z lewej strony jak nikt inny potrafi plotkować i wymyślać niestworzone historie o innych ludziach, a Twoje własne dziecko to mistrz od ilości pytania "Dlaczego?". Są różne typy mistrzów, a niektórzy osiągnęli doskonałość w ilości marnowanych przez siebie sytuacji - jak Alex i Rosie. 


Znają się od najmłodszych lat. Wiedzą o sobie wszystko. W niektórych momentach sprawiają wrażenie, jakby potrafili sobie czytać w myślach, a mimo to nie potrafią przewidzieć jednej tak oczywistej rzeczy. Razem chodzili do szkoły, dojrzewali, a gdy byli krok od "czegoś więcej", wszystko się zawaliło. Oboje byli na dwóch różnych końcach świata i choć utrzymywali kontakt, to ich drogi się rozeszły. Każde z nich zaczęło żyć własnym życiem, choć wciąż nie mogło zapomnieć o drugiej osobie. Przez lata znajomości zmarnowali wiele szans... czy choć jedną będą potrafili wykorzystać tak, jak należy? 

Kilka godzin temu skończyłam czytanie tej historii, a teraz powolutku próbuję uporządkować swoje uczucia związane z nią. Od tak długiego czasu było o niej głośno, a ja nie miałam okazji, by móc po nią sięgnąć - jawna niesprawiedliwość losu! Gdy w blogowym świecie nieco ucichł szum o niej, przyszedł czas, bym i ja mogła zobaczyć, co takiego w tej książce jest, że wywołała aż tyle zamieszania. Dla jednych jej forma była czymś świetnym, dla drugich kompletną klęską - ja po prostu zaufałam Ahern. Każda z jej dotychczasowych czytanych książek oczarowała mnie, więc i czułam, że tak będzie z Love, Rosie

Kochani, muszę z przyjemnością przyznać, że od pierwszych stron byłam zauroczona! Choć przed lekturą obawiałam się, że jej epistolarna forma może mi nie przypaść do gustu, jak wielu osobom, których recenzje czytałam, to z rozpoczęciem czytania i z każdym pochłanianym słowem, każdym listem, mailem, sms'em czy pocztówką czułam, że to jest coś niesamowitego. Coś oryginalnego, zabawnego, poruszającego i pięknego w swojej prostocie. Wydawać by się mogło, że opisanie historii ludzi w takiej formie może być naprawdę ciężkie do czytania, ale w mojej opinii - to był strzał w dziesiątkę. 

Zastanawiam się, czy była w tej książce choć jedna postać, której nie lubiłam. I choć po chwili namysłu stwierdziłam, że Gary, to jednak to i tak jest wyczyn - zazwyczaj znajduje się ich o wiele więcej! A tutaj, z całego grona osób stworzonych przez Ahern, prawie wszystkie polubiłam, zaczęłam uwielbiać i szczerze pokochałam. Każdy miał w sobie tyle uroku, tyle naturalności, tyle ciepła - to chyba jest tajna broń pani Cecelii. Jako jedna z nielicznych jest mistrzynią w kreowaniu niebanalnych opowieści o miłości, która nie jest ani trochę sztuczna, a od razu przypada czytelnikom do serca - a przynajmniej mi. 

Czasem mając coś na wyciągnięcie ręki, sięgamy po coś o wiele bardziej oddalonego. I choć wielokrotnie mamy szansę naprawienia tego, to zawsze mija to nam koło nosa - to jest własnie istota tej książki. Bo Love, Rosie to opowieść o dwójce ludzi, którzy przez większość swojego życia szli z klepkami na oczach, próbując uszczęśliwić wszystkich oprócz siebie. To także dowód, że Cecelia Ahern to pisarka potrafiąca poradzić sobie z każdym wyzwaniem, nawet napisania powieści za pomocą jedynie liścików czy chatu. W tę powieść włożyła tyle emocji i serca, że według mnie nie ma możliwości, by ta opowieść nie trafiła do serc jej czytelników - po prostu to wydaje się niepojęte. 


Moja ocena: 9-/10

Książka bierze udział w wyzwaniu:
Czytam Opasłe Tomiska
Okładkowe Love

20 komentarzy :

  1. Mnie też ta powieść urzekła. Wspaniała i wzruszająca historia o przyjaźni i miłości. Polecam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest po prostu cudowna, naprawdę niesamowita.

      Usuń
  2. Przeczytałam zaledwie parę dni temu i jestem pod wrażeniem! Uświadamia bardzo wiele rzeczy, jednocześnie daje do myślenia, podbudowuje i stawia na nogi. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ta książka pokazuje, że nie ma rzeczy niemożliwych. :) I nie warto tracić nadziei, a to najważniejsze!

      Usuń
  3. Jak pragnę tej książki, rety xD jest wysoko na mojej liscie :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Muszę w końcu przeczytać, mam na stosiku od dawna! Może w przyszłym tygodniu mi się uda!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To bardzo polecam i zachęcam, jest niesamowita. :D

      Usuń
  5. cudowna powieść!
    po twórczość pani Cececeli sięgam z zamkniętymi oczami. :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Mnie też ta książka zauroczyła:) Jak każda Ahern, a ta dodatkowo zaskoczyła mnie jeszcze formą, bo czytałam ją zanim zaczęło być o niej głośno:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ahern pokazuje klasę, to trzeba przyznać. :)

      Usuń
  7. Przeczytałam niedawno i absolutnie nie spodziewałam się czegoś tak dobrego. Strasznie się cieszę, że mogłam poznać niesamowite życia Rosie i Alexa.

    OdpowiedzUsuń
  8. Planuje przeczytać w tym roku, ale chyba bardziej przez wzgląd na wyzwanie w którym jest powieść epistolarna. Ahern lubię, ale powaliła mnie na kolana, więc nie oczkuje cudów :D Ale jestem pewna, że klęski nie będzie :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Ahern bardzo lubię. Przyjęta przez nią forma też mi bardzo odpowiadała. Natomiast, tak od połowy, irytowali mnie główni bohaterowie. Mówią sobie wszystko oprócz rzeczy najważniejszych.

    OdpowiedzUsuń
  10. nie czytałam a,le oglądał film uryczałam sie trochę

    OdpowiedzUsuń
  11. Tyle pozytywnych opinii o tej książce, że nie mogę sie doczekać. Mam nadzieje, że niedługo przeczytam ją.

    OdpowiedzUsuń
  12. Ja też dałam się zauroczyć już od pierwszych stron.Cieszę, że dołączasz do grona oczarowanych twórczością Ahern!

    OdpowiedzUsuń
  13. Dobra recenzja. Aż chce się teraz wejść na stronę księgarni i dodać książkę do koszyka :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Książki nie czytałam...film oglądałam z mężem ( to jest miłość! taki film obejrzeć z żoną z piątkowy wieczór ;p) no niestety...choć wycisnął ze mnie niejedną łzę, był kiepskawy...
    Obawiam się, że temat nie jest zbyt świeży takie mijanie się było już, choćby w Kiedy Harry poznał Sally :D

    OdpowiedzUsuń

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka