czwartek, 23 kwietnia 2015

Czy Pożodze można zapobiec?


Autor: James Dashner
Tytuł: Lek na śmierć
Wydawnictwo: Papierowy Księżyc
Liczba stron: 440

Książki można porównać do ludzi. Jedne posiadają jedynie piękną oprawę, lecz w środku są puste i nie zawierają niczego, co warte jest zainteresowania. Inne są całkiem niezłe, zaciekawiają nas, lecz po drodze coś się zmienia i czujemy, że nie są takie, jak nam się wydawało, że będą. A są też te nieliczne, które porywają nas od pierwszych chwil i wywołują u nas mnóstwo pozytywnych uczuć, których byśmy się nie spodziewali. Po przeczytaniu Więźnia Labiryntu i Prób Ognia czułam, że seria Dashnera może być dla mnie właśnie taka. Czy rzeczywiście? 

Według jej słów DRESZCZ miał być dobry, ale Thomas utwierdził się w przekonaniu, że nie można im ufać. Teraz twierdzą i zapewniają go, że nadszedł czas szczerości. Koniec prób, koniec testowania - najważniejsze jest to, by powstrzymać Pożogę i sprawić, by skończyły się jej żniwa. Jedyne, co muszą zrobić, to przywrócić Streferom pamięć, by móc dokonać tego, co od tak dawna planują. Jednak Thomas wie, że nie może im zaufać - nie po tym, co mu się przypomniało. Prawda może być niebezpieczna - czy on i jego przyjaciele są gotowi, by ją poznać? 

Nie podejrzewałabym, że zaczynając czytać pierwszą część tej trylogii, tak bardzo może mnie ona wciągnąć -  do tego stopnia, że urządziłam sobie mały maraton, łykając wszystkie tomy na raz. Przyszedł więc czas, by napisać recenzję trzeciego i zarazem ostatniego puzzla, jaki się złożył na całość tego cyklu. Po przeczytaniu dwóch prześwietnych książek miałam prawo oczekiwać, że finał będzie jeszcze lepszy, jeszcze mocniejszy, wręcz powali mnie na kolana tym, co autor przygotuje. A prawdę mówiąc - czuję spory niedosyt. 

Wszystko zaczęło się bardzo szybko. Dashner nie zwalniał, ale gnał z akcją do przodu, tak, aby wciąż trzymać swoich czytelników w napięciu. Powolutku odkrywał kolejne karty, choć nie zawsze były one pozytywne. I mogę powiedzieć, że przez 3/4 tomu uważałam, że to jest naprawdę coś, co może mieć fantastyczne zakończenie, które na długo zapadnie mi w pamięć i sprawi, że całą serię będę postrzegała jako małe dystopijne arcydzieło. Ale ... im bliżej końca, tym bardziej czułam, że coś idzie w nie tym kierunku, w jakim trzeba, a mi przestaje się to podobać. 

Bohaterowie coraz częściej zaczęli podejmować nielogiczne i nieracjonalne decyzje. Myślałam, że tak jak w pozostałych częściach będzie mi towarzyszył dreszcz emocji, niecierpliwość czy tajemniczość, a tak naprawdę najwięcej czułam irytacji. O ile wcześniej podobało mi się, jak autor rozwiązywał relacje na linii Brenda-Thomas-Teresa, tak teraz miotanie się męskiego bohatera między ich dwójką zaczęło mnie drażnić, gdyż sam już nie wiedział czego chce i czego oczekuje. Na szczęście nadal na medal spisywał się Minho, którego naprawdę mocno uwielbiam za tę jego kąśliwość i poczucie humoru - takich bohaterów właśnie trzeba w książkach, dobrze, że on się nie zmienił! Co ciekawe, pojawiła się także postać, której wcale się nie spodziewałam - i co ciekawe, zmieniłam swoje nastawienie do niej, na pozytywne. 

Najmniej satysfakcjonujące było dla mnie to, że autor zostawia na koniec czytelnika z mnóstwem niedopowiedzeń i niedokończonych jak dla mnie wątków. Miałam wrażenie, że chciał jak najszybciej doprowadzić tę książkę do końca, co negatywnie odbiło się na jej treści. Lek na śmierć sprawia wrażenie, jakby był pisany po łebkach, a autor zaczął przeżywał jakieś wypalenie zawodowe w trakcie pisania ostatniego tomu. Sam tytuł sprawia wrażenie niedobranego odpowiednio według mnie - ciekawe, czy ci, co czytali też mają takie odczucia. Mimo wszystko nie było jednak najgorzej. Podejrzewam, że wszystkie moje żale są stąd, że po prostu ten tom nie dał takiego kopa, jak dwa poprzednie. Miło się go czytało, ale to jednak nie to samo. Może i nie jest idealnym podsumowaniem tej serii, ale da się go przeżyć - myślę, że dla dwóch tak cudownych tomów jak te dwa poprzednie, można przeboleć trochę słabszy jak ten. 


Moja ocena: 6-/10

Książka bierze udział w wyzwaniu:
Czytam Opasłe Tomiska

12 komentarzy :

  1. Szybko się za nią zabrałaś:) Trochę mnie zaskoczyłaś, bo myślałam że ostatnia część jest najciekawsza. Wolałabym, żeby autor poczekał, aż mu przejdzie kryzys i wtedy zaczął pisać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie troszkę mnie ubodło, że nie dorastała poziomem do pozostałych. Ale reszta tomów - bajeczne! :)

      Usuń
  2. Widzę recenzje wszystkich tomów. Wow! Chyba jednak będę musiała zacząć czytać tę trylogię (serię?).

    http://zakurzone-stronice.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. Mam pierwszy tom na kindlu i już nie mogę doczekać się lektury.Po tylu pozytywnych recenzjach oczekuję czegoś naprawdę ciekawego ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Może moja opinia nie jest zbyt obiektywna, gdyż naprawdę uwielbiam tę serię. Według mnie wszystkie części są wspaniałe i mimo otwartego zakończenia, niedosytu, nadal uważam, że to wspaniała trylogia.
    Mimo wszystko świetna recenzja :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Pora chyba w końcu nadrobić tę trylogię, bo jestem naprawdę ciekawa jak ją odbiorę :) A pomyśleć, że początkowo zapierałam się, że nie sięgnę nigdy po nią :P Kobieta zmienną jest :P

    OdpowiedzUsuń
  6. Uwielbiam serie, ale też zauważyłam, że autor nie postarał się z zakończeniem. Było nijakie. Nie pełne. Z za dużą ilością pytań. Nie spodobało mi się to. W ogólnym rozrachunku jednak serię, jak i tę książkę, uwielbiam. ;)

    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  7. Oh... a ja mam w planach tę serię, szkoda, że kiepskie podsumowanie :]

    OdpowiedzUsuń
  8. Patrzę na całą serię przez pryzmat trzeciego tomu (który, podobnie jak Ciebie, mnie też zawiódł) i przez to nie mogę wzbudzić sobie entuzjazmu dla poprzednich tomów. A szkoda.

    OdpowiedzUsuń

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka