niedziela, 29 marca 2015

Zaufanie w związku - czy łatwo je odzyskać?


Autor: Colleen Hoover
Tytuł: Nieprzekraczalna granica
Wydawnictwo: W.A.B
Liczba stron: 304

Miłość niejedno oblicze ma - o tym może powiedzieć każdy. Większość wyobrażeń na jej temat to romantyczne spacery brzegiem morza przy blasku księżyca, czułe listy pisane na ozdobnej papeterii, mnóstwo ciepłych słówek, patrzenie sobie w oczy. Ale miłość... to nie tylko to. Z miłością już tak jest, że zaczyna się od pięknych chwil, a gdy nadchodzą gorsze to i pojawia się zaskoczenie - ale jak to tak? Jak to możliwe, że mój książę z bajki na białym koniu w lśniącej zbroi nie jest dokładnie taki, jaki miał być? Jak mój wybranek mógł kiedyś kochać inną? Czy miłość nie spotyka człowieka raz w życiu? A może stała się ona tak pospolita, że można czuć się i dwadzieścia razy zakochanym? Tylko dlaczego nikt mi o tym wcześniej nie powiedział? 

Layken i Will wiele przeszli w swoich życiach. Oboje muszą radzić sobie z nadmiarem obowiązków, które spadły na ich młode barki. Gdy powoli wszystko dąży do zharmonizowania, pojawia się dziewczyna z przeszłości Willa, która kiedyś wiele dla niego znaczyła - choć słuszniej byłoby stwierdzić, że była dla niego wszystkim. Will w tajemnicy utrzymuje swój kontakt z Vaughn, choć wie, jakie mogą być tego konsekwencje. Gdy wszystko wychodzi na jaw, Lake jest zdruzgotana - czy będzie w stanie przebaczyć Willowi to, co zrobił? 

Colleen Hoover to dla mnie marka sama w sobie. Sięgając po jej kolejne książki wiem, że nie popełniam błędu, gdyż za każdym razem zaskakuje i czaruje jeszcze bardziej niż poprzednio. Do tej pory przeczytałam jej trzy powieści i za każdym razem byłam mocno usatysfakcjonowana, gdyż nie zawodziła moich oczekiwań, a wychodziła im naprzeciw z ogromną nawiązką. Dość niedawno miałam okazję przeczytać Pułapkę uczuć, która naprawdę mocno mną poruszyła - teraz przyszedł czas na Nieprzekraczalną granicę. Czy również udało się jej mną zawładnąć? 

Z dość sporym żalem muszę stwierdzić, że jednak tutaj czuję nieco rozczarowania. Na wstępie powiem jeszcze, że to nie jest zła książka - zdecydowanie nie. Jest bardzo dobra i o ile dla innych autorek takie słowa mogłyby być komplementem, tak dla Hoover to coś w rodzaju nagany. Bo jak autorka, która przyzwyczaiła mnie do kreowania przepięknych i fenomenalnych historii z miłością w tle, serwuje coś, co jest może ładne i urocze, ale sprawia wrażenie przesadzonego i przekolorowanego, to szczerze mówiąc niezbyt milutko mi jest. 

W poprzednim zdaniu użyłam bardzo dobrego słowa - przesada. W tej książce miałam wiele razy wrażenie, że autorka aż nazbyt chce wstrząsnąć bohaterami, na gwałt stara się przysporzyć im kolejnych problemów. Ledwo udało im się coś naprawić, ledwo wszystko dochodziło do ładu i składu, a już okazywało się, że kolejne wyboje pojawiają się na ich drodze. Niejednokrotnie miałam wrażenie, że Hoover wprowadza tu kompletnie zbędny melodramatyzm - jakby na siłę chciała wywołać w nas emocje, zmusić do łez i współczucia swoim biednym bohaterom. I owszem, było mi ich szkoda - ale raczej dlatego, że autorka nie wykorzystała pełni potencjału, jaki nadała im w poprzedniej części. 

Choć relacje między dwójką głównych bohaterów raczej rozczarowują niż przypadają do serca, to jednak reszta bohaterów naprawdę spisała się dzielnie. Moimi faworytami chyba na zawsze już zostaną Kel i Caulder, za których naprawdę należą się autorce brawa - te postaci naprawdę są wyśmienite, zresztą tak jak ich nowa przyjaciółka. Kurczę, ta dziewczyna naprawdę jest dobra, zadziorna, z charakterem i zabawna, kiedy widziałam, że pojawiała się na scenie, od razu w myślach zacierałam ręce - oho, zaraz się będzie działo! Ale przecież nawet najlepsze tło nie jest w stanie przyćmić stosunkowo słabego pierwszego planu...

Dość ciężko przychodzi krytyka autorów, którym udało się w sporym stopniu podbić nasze serca swoimi powieściami. Łatwiej jest negatywnie ocenić kogoś, kogo twórczość nie zachwyciła i już wcześniej nas zawiodła, niż kogoś, kto nas wiele razy zauroczył. Choć w zasadzie może i się tutaj czepiam i wychodzę na zrzędę, bo widziałam, że wielu osobom ta powieść się podobała, to jednak dla mnie była w wielu momentach aż nazbyt sztuczna i ckliwa, a wręcz melodramatyczna, mająca na celu wywołać u czytelnika łzy jak najszybciej i po linii najmniejszego oporu. Patrząc na ocenę można powiedzieć - ale wciąż jest przecież pozytywna, więc skąd to twoje Skarpetowe biadolenie? Ano stąd, że po Hoover można spodziewać się więcej. Bo ją na to stać, jak nikogo innego.

Moja ocena: 7-/10

Książka bierze udział w wyzwaniu:
Czytam Opasłe Tomiska

9 komentarzy :

  1. Po tę Autorkę chętnie sięgnę :) Myślę jednak, że w przypadku tej pozycji nie chodzi o to, że Hoover stać na więcej- to co my czytamy to przekład, jestem bardzo ciekawa jak wygląda oryginał i czy rzeczywiscie Autorka pisze tak dobrze jak wygląda to po polsku dzięki tłumaczom

    OdpowiedzUsuń
  2. kojarzę ze słyszenia, ale nie czytałam

    OdpowiedzUsuń
  3. Jestem strasznie ciekawa tej serii, bo tak jak ty cenię tę autorkę:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Czytałam już pozytywną recenzje. A z drugiej strony Twoja, gdzie piszesz, że relacje głównych bohaterów rozczarowują. I te wszystkie problemy.

    OdpowiedzUsuń
  5. "Pułapkę uczuć" mam w planach. Jeśli mi się spodoba, to na pewno sięgnę i po ten tytuł :)

    OdpowiedzUsuń
  6. czytałam Hopeless, które wręcz pokochałam, więc z chęcią sięgnę i po tą pozycję. :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Muszę chyba w końcu na własnej skórze przekonać się co też takiego jest w twórczości tej autorki, że tak szybko podbija serca czytelniczek :P

    OdpowiedzUsuń
  8. Tutaj masz sporo racji, niektóre momenty powieści mocno mnie drażniły, a ten finał zupełnie mi nie przypadł go gustu. Chociaż może tak miało być? Nie zawsze musi byc dramatycznie, czasem wystarczy, że jest zabawnie ;)

    OdpowiedzUsuń

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka