czwartek, 5 marca 2015

Nie dajcie się zwieść pozorom - nawet siedemnastolatka może być groźną zabójczynią!


Autor: Robin LaFevers

Tytuł: Posępna litość
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Liczba stron: 560

Nie znam osoby, u której słowo śmierć budziłoby pozytywne skojarzenia, wywołujące uśmiech na twarzy i przywołujące miłe wspomnienia. Nie, ten wyraz od wieków kojarzył się dla wszystkich ze złem, smutkiem i cierpieniem. Już od najdawniejszych czasów miał mroczną symbolikę, a ludzie nie lubili miejsc, które z nim się kojarzyły - woleli je omijać jak największym łukiem. Lecz od czasów Kaina i Abla na świecie obecna była śmierć - i ludzie, którzy zadawali ją innym również. 

Młodziutka Ismae już przed narodzinami doświadczyła, co to znaczy być niechcianą przez najbliższych. Teraz, gdy upłynęło od tego wydarzenia wiele lat, dziewczyna przybywa do zakonu św. Mortaina, by tam pozwolić na dopełnienie się jej przeznaczenia. Nie należy ono do najprzyjemniejszych - staje się ona doborową zabójczynią, która musi pozbawiać życia każdego, kto zostanie naznaczony - nie ma prawa się sprzeciwić, nawet jeśli jej ofiarą ma być ktoś, kogo obdarzyła uczuciami. 

Pierwsze, co w Posępnej litości rzuciło mi się bardzo mocno w oczy i dało dobitnie odczuć, to fakt, że książkę pomimo dość sporej objętości czyta się bardzo, ale to bardzo szybko. Zanim zdążyłam się spostrzec, to autorka w swoim błyskawicznym stylu skończyła tę historię, a ja miałam przed oczami jedynie zamknięty tom i tylną okładkę. W niektórych powieściach taka płynność jest pożądana i dobrze współgra z całością, jednak tutaj zdecydowanie wolałabym, by wszystko rozegrało się wolniej. 

Po stosunkowo głębokim przeanalizowaniu wszystkiego uznałam, że niebywałe tempo zostało spowodowane kompletnie niedopasowanym sposobem opisywania wydarzeń. Narracja była prowadzona z punktu widzenia głównej bohaterki - do tego nie mam najmniejszych zastrzeżeń, jednakże język i styl - zdecydowane nie, nie, nie. Akcja została osadzona w średniowieczu, a z przykrością przyznaję, że ani troszkę nie dane było mi odczuć ducha tej epoki. Wszystko zostało zaprezentowane nam, czytelnikom, w zbyt dużym uproszczeniu. 

Na korzyść książce można zaliczyć kreację naszej głównej bohaterki - Ismae. Zabójczyni została przedstawiona przez Robin LaFevers jako postać o mocnym i silnym charakterze, a do tego wyrazista i nieustępliwa. Była przekonana o słuszności tego, co jej zakon uważał za konieczne, dlatego bez wahania wykonywała przeznaczone jej zadania. Nie dyskutowała - kiedy tylko odnalazła znak św. Mortaina następowało CIACH! i już tej osoby nie było wśród żywych. 

Wszystko jednak do czasu... bo pojawia się Duval, a bohaterka nie ma pojęcia, po której stronie sporu bretońsko-francuskiego stoi. Podejrzewa go o zdradę, dlatego nie może zrozumieć decyzji swojej ksieni, która rozkazała im współpracować w celu ochrony księżnej. Ten wątek to chyba rzecz, która najbardziej przypadła mi do gustu - wielokrotnie się śmiałam, widząc, jak ta dwójka nie mogła ze sobą wytrzymać i uważała, że to najgorsza rzecz, jaka mogła im się przytrafić. Ale znane porzekadło mówi, że kto się czubi, ten się lubi - i tu tak było, choć nie w nachalny sposób, z czego się mocno cieszę. 

Powieść LaFevers zdecydowanie nie należy do wybitnej literatury, co do tego nie mam żadnych złudzeń. Nie podbiła mojego czytelniczego serduszka swoim stylem, który jak dla mnie był pomyłką, ani nie zadbała o to, by osoby pogrążone w lekturze, odczuły czasy, w których toczy się akcja. Postarała się jednak wykreować ciekawe postacie, które wzbudzają w czytelniku autentyczną sympatię - nie sposób nie polubić Ismae czy Duvala! To jedna z książek, którą się czyta, ale która nie zostaje z nami na dłużej - podejrzewam, że za jakiś czas nie będę pamiętała, o czym ona była - choć nie było najgorzej, to jednak liczyłam, że będzie nieco lepiej. 


Moja ocena: 6-/10

Książka bierze udział w wyzwaniu:
Czytam Opasłe Tomiska

13 komentarzy :

  1. No tak, mojego serca też by nie podobiła pewnie ;) ale okładka fenomenalna, Fabryka Słów sprawdza się w tym względzie, oj sprawdza...

    OdpowiedzUsuń
  2. Rozpoczęłam ją czytać dawno temu, ale po stu stronach jakoś się zacięłam i już nigdy do niej nie wróciłam. Chyba dobrze, że ją odstawiłam, jest tyle innych lepszych lektur

    OdpowiedzUsuń
  3. Moja kuzynka miała podobne odczucia, co raczej mnie nie zachęca do bliższego zapoznania z lekturą... ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Już od dłuższego czasu książka stoi na mojej półce (kupiona dzięki - chyba zbyt optymistycznym - porównaniom do Szklanego Tronu), ale jakoś nie miałam czasu na jej przeczytanie. Teraz ochoty mam jeszcze mniej...

    OdpowiedzUsuń
  5. Szkoda, że tak słabo, fabuła zapowiadała się ciekawie.

    OdpowiedzUsuń
  6. Sama nie wiem...gdy trafię na tę książkę może się skuszę;) tak z ciekawości:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ostatnio widziałam książkę na przecenie, ale jakoś mnie do niej nie ciągnie.

    OdpowiedzUsuń
  8. Lubię, gdy książkę czyta się bardzo szybko. Opis również zachęcający.

    OdpowiedzUsuń
  9. Chcę przeczytać ale nie wiem czy w najbliższym czasie :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Nie wiem czy znalazłabym na nią czas, bo na mojej półce jest masa książek, które chcę w najbliższym czasie przeczytać.

    OdpowiedzUsuń
  11. jakoś do książki mnie nie ciągnie, aczkolwiek wydaje się być nawet interesująca
    może kiedyś. ;)

    OdpowiedzUsuń

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka