wtorek, 10 marca 2015

Czy kontynuacja może być tak dobra jak poprzedniczka?


Autor: K.A. Tucker
Tytuł: Jedno małe kłamstwo
Wydawnictwo: Filia
Liczba stron: 430

Trudne zadanie stoi przed autorem, który choć raz powalił nas na kolana swoją twórczością. Oczekujemy, że jeśli było go stać na napisanie czegoś tak mocnego i powalającego raz, to za kolejnym wręcz nie ma wyjścia i musi stworzyć coś jeszcze lepszego, jeszcze mocniejszego, jeszcze bardziej powalającego. Nie zawsze jest się jednak w stanie odtworzyć swój sukces - ciężko wtedy o uniknięcie porównań, pozbycie się żalu i niedosytu, jakimi nakarmił nas autor. 


Livie zawsze była tą drugą z sióstr Cleary. Nigdy nie chciała wybijać się z tłumu ludzi, pragnęła tylko spełnić pokładane w niej nadzieje i być powodem do dumy dla swoich rodziców. Zawsze miła, zawsze dobrze ułożona, zawsze życzliwa dla wszystkich i dobrze ułożona piątkowa uczennica o nienagannym charakterze, Jednak rozpoczęcie studiów jest też startem do nowego życia dla dziewczyny - a jego symbolem stanie się tajemniczy ktoś, dla którego Livie zacznie po kolei łamać wszystkie narzucone sobie zasady. 

Gdy przeczytałam Dziesięć płytkich oddechów, wiedziałam, że miałam właśnie za sobą coś, co na długo utknie w mojej pamięci ze względu na to, że była to niepowtarzalna historia, którą pokochałam całym swoim sercem. Od chwili wydania kontynuacji wyczekiwałam czasu, by tylko móc po nią sięgnąć i przekonać się, czy pani Tucker jest w stanie ponownie wstrząsnąć moim światem. I oto jestem po lekturze Jednego małego kłamstwa, więc mogę Wam powiedzieć z niejakim żalem - mistrzostwem to to bynajmniej nie było. 

W pierwszej części cała historia toczyła się wokół Kacey i jej przeżyć. Owszem, było tam sporo innych postaci, jednak to ona grała pierwsze, wyjątkowe skrzypce. Drugi tom natomiast autorka poświęciła jej młodszej siostrze Livie, która dała nam się poznać jako ta perfekcyjna, prawie idealna w każdym calu. Jeśli uważacie, że tutaj też taka będzie, to chyba nie doceniliście autorki i grubo się pomyliliście. 

Nie mam zielonego pojęcia, co Tucker z nią zrobia. Dla mnie w postaci Livie najlepsze było to, że stanowiła totalne przeciwieństwo dla swojej starszej siostry. A teraz mam wrażenie, że autorka stworzyła klona i powołała do życia Kacey II. Tylko gdzie się podziała ta ujmująca za serce nastolatka? Czy konieczna była dla niej aż tak duża i rażąca metamorfoza, jakiej ofiarą się stała? Czy nie można było jej przedstawić subtelniej i łagodniej? Czy musiała zmienić się w to coś? Przed chwilą wspominałam o stworzeniu klona (i nie tylko chodzi mi tu teraz o Kacey) - mam na myśli Kierę z Bezmyślnej...

Nasza Livie-nieLivie trafiając do Princeton w jednej chwili zapomniała o wszystkim, co było dla niej ważne. Zaczęła natomiast zachowywać się jak suczka podczas rui - dosłownie! Powieść na szczęście ratował jej terapeuta (co jak co, ale jego kreacja jest znakomita i nic tu nie straciła na swoim uroku) i styl pisarski Tucker, bo pomimo zrobienia z kochanej i słodkiej Livie jakiegoś krakena, jej lekkość pióra nadal robiła na mnie wrażenie. 

Są książki, które z łatwością podbijają serca i stają się niedoścignionym wzorem; są książki, do których porównujemy inne; są też książki, które próbują powielić sukcesy poprzedniczek i niezbyt dobrze im to idzie - bo kolejny trójkącik w stylu: ładna dziewczyna, grzeczny chłopiec i niedobry konkurent, a do tego "jakaś" przeszłość nie są kluczem do tego, by stworzyć coś świetnego. To pozwala stworzyć historyjkę co najwyżej dobrą - a na tę autorkę to zdecydowanie za mało, bo stać ją na wiele, wiele więcej. 


Moja ocena: 5+/10

Książka bierze udział w wyzwaniach:
Czytam Opasłe Tomiska
Okładkowe Love

23 komentarze :

  1. Mnie "Dziesięć płytkich oddechów" wcale na kolana nie powaliło. Sądziłam wręcz, że to 2 tom okaże się lepszy, ale już nie pierwszy raz słyszę, że jest odwrotnie. Cóż, raczej sobie odpuszczę w takim razie ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak można tak bluźnić wręcz? :< Przecież było takie piękne!

      Usuń
  2. Czyli przeciętniak... Cóż, coraz więcej podobnych książek pojawia się na rynku. Szkoda.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdecydowanie tak, nie dorównał poprzedniczce.

      Usuń
  3. Wciąż mam ochotę na tę serię, ale jakoś nie widzę możliwości, by teraz po nią sięgnąć. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pierwszą część zdecydowanie polecam, choć druga już nie spełniła moich oczekiwań. :)

      Usuń
  4. Mam chęć na tę serię, ale może raczej na pierwszą część;) Czy dojdę do drugiej, to się okaże;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Koniecznie musisz przeczytać pierwszą część, komu jak komu, ale myślę, że Tobie się spodoba! :)

      Usuń
  5. Dziesięć płytkich oddechów mnie oczarowało, lecz w przypadku niniejszej kontynuacji, podobnie jak ty byłam rozczarowana. Za to trzeci tom jest znacznie lepszy od drugiego, choć nadal słabszy od pierwszego. Tak po środku :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już się pogodziłam z myślą, że Dziesiątki nic mi nie pobije, ale na trójeczkę nadal mam ochotę, zobaczymy. :)

      Usuń
  6. Ja jeszcze nie przeczytałam pierwszej części, ale szkoda, że ta jest taka słaba. Nie lubię, kiedy autorka tak miesza w psychice bohatera.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To polecam pierwszą, naprawdę prześliczna! :)

      Usuń
  7. Odpowiedzi
    1. Zdecydowanie dobre określenie - taka sobie.

      Usuń
  8. Szkoda, że czasem czytaniu jakiejś książki musi towarzyszyć rozczarowanie. Jednak może dzięki temu bardziej doceniamy wartościowe pozycje. :) Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  9. Przede mną jeszcze spotkanie z pierwszym tomem :) A potem się okażę, czy dam się skusić także i na ten :P

    OdpowiedzUsuń
  10. Wolałabym sięgnąc po jakąś perełkę, po tę serie raczej nie:)

    OdpowiedzUsuń
  11. Po "Dziesięć płytkich oddechów" sięgnę na pewno, a co dalej to zobaczę po przeczytaniu pierwszej części :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Mam na półce dwa pierwsze tomy, ale kompletnie nie mogę się za nie zabrać. Sama nie wiem dlaczego ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. Trudno jest pewnie ocenić taką książkę. Nie czytałam ani poprzedniczki, ani tej. Muszę w końcu się za niezabrać.

    OdpowiedzUsuń
  14. oj... słabo aż tak? Tę książkę też uwielbiam! Ależ długo u Ciebie nie byłam, to straszne!

    OdpowiedzUsuń

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka