niedziela, 1 marca 2015

Czy dziecko może mieć dwie mamusie?


Autor: Jodi Picoult
Tytuł: Tam gdzie Ty
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Liczba stron: 568

Wszystko ma swoje rodzaje, podrodzaje, grupy czy podgrupy. Są jabłka papierówki i jabłka renety. Wchodząc do restauracji specjalizującej się we włoskiej kuchni możemy zamówić spaghetti bolognese lub spaghetti carbonara. Decydując się na zakup nowego laptopa sprawdzamy parametry nie tylko u produktów jednej korporacji, jak np. Acer, ale zerkamy też co oferuje DELL, ASUS czy Samsung. Od każdej rzeczy, jaką sobie wybierzemy, możemy stworzyć mnóstwo rozmaitych rozgałęzień - ze względu na typ, pochodzenie, rodzaj ważności i nie tylko. Podobnie rzecz się ma z marzeniami - są takie zwykłe zachcianki, są życzenia, ale i pragnienia, o których ziszczenie modlimy się każdego dnia od kilku lat.  


Wiele małżeństw boryka się z problemami niemożności posiadania własnego dziecka. Nie mogą pogodzić się z tym, że inni posiadają to, czego oni najbardziej na świecie pożądają, a im jest to odebrane. W takiej sytuacji znajdują się Zoe i Max. Od wielu lat bezskutecznie starają się o dziecko, a teraz, kiedy wydaje im się, że ich marzenie w końcu się spełni - wszystko runęło w gruzach. Po takim ciosie pada między nimi trudna decyzja o rozstaniu, a oboje próbują ułożyć sobie szczęśliwe życie na inny sposób. Max ukojenie znajduje w Kościele Wiecznej Chwały, natomiast Zoe odkrywa, że zakochała się w innej kobiecie. Mimo, że zmieniła się sytuacja ich obojga, to marzenie o własnym dziecku jest dla Zoe wciąż aktualne. Przypomina sobie o możliwości, której wcześniej nie wzięła pod uwagę - jednak czy społeczeństwo pozwoli, by dwie kobiety wychowywały dziecko? 

W kwestii homoseksualizmu zawsze uważałam się za osobę dość liberalną - nie moja sprawa, więc nie mam prawa pakować się komuś z butami do sypialni i wygłaszać swoich opinii. Gdy jednak w grę wchodził aspekt wychowywania przez takie osoby dzieci, to zmieniałam się w nieustępliwie radykalną osobę, która twardo oponowała przeciwko takiemu rozwiązaniu. Do tej pory nie miałam okazji spotkać się z tym zagadnieniem w literaturze, jednak gdy wpadła mi w ręce książka mej kochanej Picoult, która z własnej perspektywy postanowiła pokazać, jak może wyglądać ta sytuacja, postanowiłam spróbować. Czy przez tę książkę moje poglądy uległy zmianie? 

Jodi Picoult znowu podejmuje się medialnego tematu, który wciąż jest gorący i bardzo aktualny. Ma ona talent do wyszukiwania takich wątpliwych i wzbudzających wiele dyskusji książek, a potem do takiego opisywania wszystkich wydarzeń, że czytelnik sam zapomina o swoich dotychczasowych poglądach i zaczyna się zastanawiać nad tym, czy miał słuszność, upierając się przy wcześniejszym zdaniu. Jak nikt inny potrafi wpuszczać w maliny i robić człowiekowi mętlik w głowie - czy tym razem jej się udało? 

Bohaterowie po raz kolejny nie zawiedli - są tacy, jacy być powinni. Zoe to kobieta, która wciąż pragnie dziecka i nie jest w stanie się poddać, staje się to jej priorytetem. Max natomiast jest mocno zwrócony w stronę kościoła i można pokusić się o stwierdzenie, że to on jest jego obsesją. Gdy jednak głębiej się zastanowić, to oboje bohaterów zostało przedstawionych jako ludzie ogarnięci wręcz fanatyzmem - Zoe, bo jej pragnienie doprowadziło do rozpadu ich związku; Max, bo nie potrafił w pewnym czasie myśleć samodzielnie, a to, co uważali jego duchowi przywódcy, stawało się jego myślami. 

W książce dochodzi do konfrontacji dwóch stron - po jednej jest Max, po drugiej Zoe i jej partnerka. On po rozwodzie stał się niebywale wierzący, ona nadal pragnie dziecka. Wie, że to dla niej ostatni dzwonek i wie, że jedyna szansa, to wykorzystanie wcześniej zamrożonych zarodków, które jednak należą też do Maxa. On jednak nie zamierza jej ich podarować - ma dla nich całkiem inne plany, z którymi nie potrafi pogodzić się Zoe. Sprawa trafia do sądu, a ostateczny efekt może zdziwić nie jednego, choć wielu może przewidzieć taki rozwój sytuacji.

Choć zazwyczaj autorka pozostaje bezstronna, tak tym razem miałam dość mocne uczucie, że dochodziło tutaj do drobnej manipulacji czytelnikiem, a sama Picoult starała się na przekonanie nas do jej zdania. Robiła to jednak w subtelny sposób, dlatego nie można mieć o to do niej żalu. Mimo, że nie zmieniłam swojego zdania na ten temat i nadal obstawiam przy tym, że takie pary nie powinny wychowywać dzieci, to jednak przedstawiła ona celne argumenty mówiące za tym, że takim ludziom powinno dać się szansę. Bo każdy na nią zasługuje. 


Moja ocena: 8/10


Książka bierze udział w wyzwaniu:
Czytam Opasłe Tomiska

9 komentarzy :

  1. Muszę wreszcie zapoznać się z autorką

    OdpowiedzUsuń
  2. Planuję przeczytać tę książkę od dnia jej premiery, ale jakoś ciągle o niej zapominam :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie czytałam jeszcze tej książki, ale widzę że warto. Również w tej kwestii jestem radykalna i z takim zagadnieniem nie spotkałam się w literaturze (za to w filmie, któy wyłączyłam po 15 minutach, bo był tak bznadziejnie głupi).

    OdpowiedzUsuń
  4. Czytałam tę książkę dość dawno, ale nadal doskonale ją pamiętam. Ja też w kwestii dzieci wychowywanych przez homoseksualistów mam raczej radykalne poglądy. Jednak Picoult tak kieruje akcją, że miałam momentami wątpliwości. To chyba świadczy o jej ogromnym talencie:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Picoult faktycznie jest stronnicza w tej powieści, bo do jej napisania po części zainspirował ją coming out jej syna, który jest gejem - po części chciała go w ten sposób wesprzeć :). Sama powieść mi się podobała, tylko wolałabym bardziej rozbudowane zakończenie, zamiast tego gwałtownego "ciach!" w losach bohaterów.

    OdpowiedzUsuń
  6. Za książki Picoult muszę się w końcu zabrać, ale raczej nie zacznę od tej książki... No dobra, w ogóle nie mam zamiaru jej czytać. Nie popieram takich związków, nie mówiąc już o wychowywaniu przez nie dzieci (jak można zrobić dziecku taką krzywdę?), a ta powieść pewnie by mnie tylko zirytowała :) Poza tym okładka jest przepiękna!
    zaczarrowana

    OdpowiedzUsuń
  7. Co do kwestii wychowywania dzieci to się zgadzam. Twórczość autorki bardzo lubię, więc i tę książkę przeczytam. Szkoda tylko, że jest trochę subiektywna.

    OdpowiedzUsuń
  8. Bardzo lubię twórczość Jodi Picoult, podoba mi się napięcie, które panuje w każdej książce, jaką napisała. Tej jeszcze nie czytałam, ale myślę, że to kwestia czasu :).

    OdpowiedzUsuń
  9. A ja uważam, że powinny mieć, a w każdym razie, jeśli miałabym wybierać, czy moje dziecko po mojej śmierci miałoby trafić do rodziny, która będzie je źle traktować, albo wyląduje w bidulu, to wolałabym, by wychowała je para homoseksualna, która będzie je kochać. To wcale nie jest powiedziane, że musi być to złe. Odpowiednie podejście takiej pary i opieka psychologiczna :) Zresztą, tak naprawdę to mężczyźni mają problem. Lesbijki zawsze mogą urodzić sobie dziecko, mężczyźni mają dużo gorzej :)
    Szanuję oczywiście Twoje zdanie, a książka ta jest moją ulubioną :)

    OdpowiedzUsuń

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka