poniedziałek, 23 lutego 2015

Walka o tron się zaostrza, nikt nie odpuszcza - czy słusznie?


Autor: George R.R. Martin
Tytuł: Nawałnica mieczy. Stal i Śnieg
Cykl: Pieśń Lodu i Ognia. Tom III, cz. I
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Liczba stron: 736

Każdy z nas wie, że ten, kto ma władzę, ten jest w bardzo mocno uprzywilejowanej sytuacji. W końcu monarcha nie musi się przed nikim tłumaczyć, bo nie ma żadnych przełożonych ani osób w piramidce hierarchicznej będących wyżej od niego, zatem można kierować resztą społeczeństwa. Niejednokrotnie zdarzało się, że rządzący łamał przepisy czy prawa (ustanowione przez samego siebie), chociaż wymagał ich przestrzegania od poddanych. Splendor, bogactwo, honory - to wszystko brzmi bajecznie, jednak czy rzeczywiście jest taką idyllą? 

Kraina Siedmiu Królestw nadal nie ma jednego władcy, który by objął nad nią panowanie - zamiast tego ma kilku królów, a każdy uważa, że to on jest tym prawdziwym, namaszczonym na monarchę z woli bogów. Robb ma na swojej głowie proboemy związane z nadchodzącą inwazją dzikich i siostrami, Joffrey szykuje swój ślub, Stannis jest pod wpływem Melissandre, a lada moment zjawi się kolejna kandydatka do tronu - Daenerys ze swoimi smokami. 

Muszę przyznać, że recenzowanie kolejnych tomów tego cyklu dość karkołomne i skomplikowane zadanie dla osoby, która ma je przed sobą. Według mnie nieco przypomina stąpanie po bardzo cieniutkim lodzie lub polu minowym - bo jak opisać tę historię, by osobom, które jeszcze nie czytały Pieśni Lodu i Ognia, nie razić po oczach dobitnymi spoilerami? Które zdarzenia można ujawnić, a które trzeba koniecznie zataić? W końcu sama nienawidzę zdradzania niektórych wydarzeń jak cholera, więc i logicznym jest, że nie chcę podobnych świństw robić innym. 

Może powoli robię się coraz bardziej nudna i monotonna, ale naprawdę ciężko jest powiedzieć na temat tych książek czegoś innego niż zachwyty, pochwały i peany. Za mną przeczytana kolejna część, a ja wciąż nie mam dosyć, chcę tylko więcej i więcej, nigdy przenigdy mniej. Te historie chłonie się naprawdę szybciutko mimo znacznej objętości, a to tylko potęguje apetyt i sprawia, że nie chcemy zadowolić się jedynie śniadaniem i w spokoju czekać na dalsze posiłki - najlepiej od razu pochłonęlibyśmy obiad, podwieczorek i kolację. 

Wyraziłabym się precyzyjniej, gdybym powiedziała, że mam chwilami wrażenie, że autor celowo droczy się z czytelnikiem. Narracja jest tutaj tworzona z perspektywy kilku różnych bohaterów, a Martin stosuje politykę zabawy kota z myszką - coś się dzieje, czytelnik zatapia się w historii, nagle jest coś nieprawdopodobnego... i bum, następna historia z punktu widzenia innej postaci, a ja muszę czekać dla przykładu sto stron, by dowiedzieć się, co się wcześniej wydarzyło. I choć chwilami tego nienawidzę, to tak naprawdę uważam to za genialne pociągnięcie, które jeszcze bardziej wpływa na lepszy odbiór. 

Z książki na książkę autor zaczyna coraz mocniej zarysowywać wątek fantastyczny. Wcześniej było tego niewiele, gdyż bardziej skupił się na intrygach, jednakże pisarz systematycznie, spokojnie i w swoim tempie wszystko rozwija, odkrywając krok po kroku rozmaite tajemnice z wykreowanego przez siebie uniwersum. Jednocześnie - odkrywając jedną zagadkę, tworzy pięć nowych. A czytelnik pozwala mu na to, gdzieś w głębi umysłu zauważając, że popada w całkowite uwielbienie. 

Gdybym miała powiedzieć, jaki był ten tom, to musiałabym udzielić dwóch odpowiedzi. Pierwszą byłoby - świetny, niesamowicie wciągający i trzymający w napięciu do ostatniej literki ostatniego wyrazu w ostatnim zdaniu na ostatniej kartce. Druga - przewidywalny. Bo po geniuszu poprzednich dwóch części ja miałam PEWNOŚĆ, że ten też będzie na równie wysokim poziomie. I cieszę się, że nie dane mi było się pomylić.


Moja ocena: 9/10

Książka bierze udział w wyzwaniu:
Czytam opasłe tomiska

8 komentarzy :

  1. Uwielbiam serial i teraz niecierpliwie wyczekuję nowego sezonu. Do książek jeszcze nie dokopałam się w bibliotece, ale wierzę, że w końcu uda mi się to. ;-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Recenzujesz książkę, więc może to niezbyt ładnie z mojej strony, ale muszę napisać (jak moja poprzedniczka zresztą ;), że też uwielbiam serial i nie mogę się doczekać kolejnego sezonu, bo jest po prostu genialny ;))

    OdpowiedzUsuń
  3. Jezuu, po prostu kocham serial, a niedługo bede miała możliwość przeczytania, ogronie sie ciesze!! :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Czytałam pierwszą część i jakoś utknęłam. Chyba wolę serial bo się w nim zakochałam. Jon Snow, Tyrion i Jamie... Ah!
    Zapraszam do siebie,
    http://worldofbookss.blog.pl/

    OdpowiedzUsuń
  5. Szybko coś to czytasz, ja dalej jestem na 2 części :<

    OdpowiedzUsuń
  6. Kocham i jednoczęściowe nienawidzę Marina za tą zabawę w kotka i myszkę z czytelnikiem :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja właśnie czytam "Grę o tron" i jestem zachwycona tą książką :)

    OdpowiedzUsuń

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka