sobota, 31 stycznia 2015

Czy w dobie niebezpieczeństw, zagrożeń, spisków i tajemnic można przetrwać i dać sobie z tym radę? (Wyniki)


Autor: Trudi Canavan
Tytuł: Nowicjuszka
Cykl: Trylogia Czarnego Maga. Tom II
Wydawnictwo: Galeria Książki
Liczba stron: 650

Istnieją historie, przy poznawaniu których wiele sobie obiecujemy i liczymy, że nas nie zawiodą. Może i w klasycznym pojęciu tego słowa po ich przeczytaniu nie następuje ogromne rozczarowanie, jednak odczuwamy w sercu ukłucie żalu, bo nie wszystkie nasze nadzieje zostają ziszczone. Sięgamy po książkę jak najszybciej, zachłannie chłoniemy słowo po słowie... i uświadamiamy sobie w pewnej chwili, że przeczytaliśmy już sto stron. Teoretycznie wszystko w porządku, w końcu lektura nam się nie dłuży, aczkolwiek dociera do nas, że nic się tak naprawdę nie wydarzyło. Jednak nie poddajemy się - książka jest dość spora, może i dłużej potrzebuje na rozkręcenie. Więc czytamy, czytamy, czytamy... i nagle odczuwamy znużenie. Zerkamy na liczbę stron - 350, a tu nadal bez fajerwerków. Ze zniecierpliwieniem podejmujemy dalsze próby i czytamy... 
A tu klops. 

Jeden, wielki, smutny klops. Tak mogę określić przygodę z tą książką. Co jest zdecydowanie bolesne, gdy jeszcze kilkanaście godzin temu zaczynałam czytać Nowicjuszkę pełna zapału i optymizmu, licząc, że autorka w bardziej zdecydowany sposób zacznie rozwijać akcję, wprowadzi więcej dynamizmu, spowoduje, że zacznę drżeć z niecierpliwości, pochłaniając każdą kolejną stronę. Owszem, drżałam - z żalu, złości i zdziwienia. Że zamiast chociażby niezłej kontynuacji całkiem dobrego pierwszego tomu otrzymałam coś takiego

Gildia Magów od zawsze była zdominowana przez ludzi pochodzących z wyższych sfer, czyli tzw. Domów - choć nie, lepszym słowem jest zmonopolizowanie jej przez nich. I nagle ta sytuacja odmienia się, gdy pojawia się Sonea. To zwyczajna dziewczyna pochodząca z pogardzanych przez wszystkich slumsów, która przerwała odwieczną tradycję. Wiedziała, że decydując się na pozostanie w Gildii, zyskała wielu przeciwników, lecz nigdy nie spodziewała się, że może być aż tak źle. W konsekwencji pewnego niezamierzonego wydarzenia jej życie odmienia się pod wieloma względami - czeka ją kilka zmian, których chciałaby uniknąć. Teraz jednak musi skupić się na tym, by przetrwać - czy jest to możliwe z wiedzą o Akkarinie? 

Po skończeniu tej książki długo nie mogłam zrozumieć, co poszło nie tak. Co spowodowało, że nastąpiła klęska, a autorka nie podołała dalszej części swojej trylogii? Próbowałam na spokojnie skonfrontować wszystkie swoje zarzuty wymierzone w Canavan i spróbować za ich pomocą logicznie usprawiedliwić autorkę - jednak nie dało się. Mówi się, że nawet najlepszym zdarzają się błędy - jednak nie poznałam jej od tej strony, bo już pierwsza część miała nieco mankamentów, które zlekceważyłam. Teraz odbiło się to na mnie. Lecz ad rem - co poszło nie tak? 

Główna bohaterka. Sonea. Nowicjuszka. Jakkolwiek by ją określić, to i tak będzie wiadomo, o kogo chodzi. W Gildii Magów wydawała mi się niemrawa, lecz uważałam, że to uczucie w tym tomie bezpowrotnie minie. Jednak mocno się myliłam.. Bardzo mocno. Tutaj co chwila miałam wrażenie, że mam do czynienia z Meyerowską Bellą. Prześladowana na każdym kroku dziewczyna, czasami wydająca się być taką nieporadną biedulką uskarżającą się na siebie, ale mimo wszystko - tą wyróżnioną i najlepszą. Podejmowała decyzje, ale za chwilę ciągle zarzucającą sobie, że to zrobiła. Niezdecydowana taka, grrr! 

Dalej pod względem narracji było zmiennie. Wciąż autorce problemy zaczęło sprawiać ustalenie jakiejś reguły, dzięki której byłoby lepiej pod tym względem. Wciąż zmiennie, wciąż przeskoki - tylko dlaczego teraz pojawiło się więcej fragmentów, które najzwyczajniej w świecie nużyły? Dlaczego tak mało było momentów, w których czytelnik z wypiekami na twarzy śledziłby wydarzenia? Gdzie zwroty wydarzeń, nieoczekiwane akcje, niespodzianki? Owszem, nie mogę powiedzieć, że ich nie było. Ba, kilku można by się naliczyć. Ale czemu tak niewiele? 

Przegadanie. Lanie wody. Pisanie o niebieskich migdałach. Czasami naprawdę miałam takie wrażenie. O ile w poprzedniej recenzji pisałam, że oczekuję rozwinięcia niektórych wątków, tak teraz oficjalnie wycofuję to. Myślałam, że pociągnięcie innych splotów może być interesujące. Dobra, czasem było. Czasem z ciekawością je poznawałam. Słowo klucz - czasem. Bo w kilku przypadkach nie rozumiałam - po co? Po co pisać coś, co sprawia wrażenie wyciągniętego z kapelusza i rozwleczonego niepotrzebnie? 

Zapewne po tej recenzji możecie uważać, że ta książka to jeden wielki gniot. Nie, to nieprawda. To nie najgorsza książka dla kogoś, kto nie nastawiał się na wiele. Kto nie miał zbyt wygórowanych względem niej wymagań, nie oczekiwał wartkiej akcji i zwrotów w niej. Ale jak ktoś jak ja nastawił się na mocną fantastykę, w której wiele się dzieje, a czytelnik poznaje wszystko z bijącym sercem, to nie to. Bo jest ok. Jest w porządku. Pewnie pisząc tę recenzję o innej porze, na chłodno, dostrzegłabym więcej pozytywów i starałabym się je lepiej pokazać. Ale wciąż czuję ten żal i on nie pozwala mi na powiedzenie, że to nawet fajna książka. Bo mi jest przykro, że autorka nie dała sobie z nią rady. A ja boję się sięgać po finał, bo sama nie wiem, czego się po nim spodziewać.


Moja ocena: 4/10

Książka bierze udział w wyzwaniu: 
Czytam opasłe tomiska
____________________________

W końcu znalazłam nieco czasu, by ogłosić Wam wyniki konkursu. Ostatnio mam go na lekarstwo i choć liczyłam, że się to zmieni, to wciąż tak nie jest. Wciąż wszystko mam napięte i niedługo znów mnie nie będzie. Ale dość uskarżania, czas przejść do tej milszej dla Was części, dlatego nie przedłużając:

Rogi wędrują do Monika Bleble
Anioł wędruje do Marta Tyckun
Drzewo Migdałowe wędruje do Natalia P
Fartowny pech wędruje do SallyBrovn

Kochani, gratuluję Wam serdecznie! :) I od razu proszę bardzo, abyście odezwali się do mnie do końca dzisiejszego dnia - wiem, że to malutko czasu, ale niedzielę spędzę poza domem, więc wtedy nawet nie będę miała czasu sprawdzić, czy wysłaliście mi adresy i zająć się przygotowaniem wysyłek dla Was. Już w nocy z niedzieli na poniedziałek mnie nie będzie, więc muszę Was prosić, abyście wysłali mi je szybciej - bo nie ja będę wysyłać te przesyłki, a ktoś inny, na kogo nie chcę zrzucać zabawy z tym wszystkim, a jedynie zlecić wycieczkę na pocztę z gotowcami. W innym razie Wasze wysyłki dotrą do Was sporo później, gdy wrócę do domku. Posty znów będą pojawiać się automatycznie, więc nie będzie tu aż takich pustek. Damy radę! Trzymajcie się cieplutko i głowy do góry, jeszcze wiele konkursów będzie! :)

9 komentarzy :

  1. Całą trylogię mam na półce w wydaniu kieszonkowym, ale jakoś nie ciągnie mnie do jej lektury. I cóż za niespodzianka! Dziękuję, mail już leci.;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Czytałam ,,Misję ambasadora" i byłam zadowolona z tej książki, więc na pewno wrócę do twórczości tej autorki.
    Gratuluję!

    OdpowiedzUsuń
  3. Gratki dla wszystkich zwycięzców :) Nowicjuszkę tez mam na półce, mam nadzieję, że jednak nie będe żałować zakupu.... Spodziewałabym się bardziej pozytywnej recenzji ;<

    OdpowiedzUsuń
  4. U mnie również stoi na półce i czeka na swoją kolej :)
    A dla zwycięzców gratulacje :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Trudno mi coś powiedzieć o akurat tej części. Wszystkie trzy czytałam po sobie i zlały mi się w całość. Jednak wspomnienia mam bardzo dobre. Może trzecią część jest lepsza... Ja po prostu uwielbiam Canavan, więc pewnie jestem ślepa na jej błędy ;)
    Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Gratuluję:) dziękuję za zabawę:) pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  7. Osobiście nigdy nie podobała mi się pisanina T.Canavan, dlatego od pewnego czasu nie sięgam po jej książki. Dla mnie to strata czasu.
    A co do konkursu to gratuluję zwycięzcom :))

    OdpowiedzUsuń

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka