wtorek, 15 grudnia 2015

W świecie opanowanym gorączką złota.


Autor: Eleanor Catton
Tytuł: Wszystko, co lśni
Wydawnictwo: Literackie
Liczba stron: 936

Spoglądając pierwszy raz na tę książkę, byłam delikatnie mówiąc przerażona - a i to jest chyba dość sporym niedomówieniem. Dostałam ją w prezencie rok temu, kiedy naprawdę rzadko sięgałam po aż takie cegły - dopiero ostatnimi czasy zaczęłam cenić tak opasłe tomiszcza, więc w sumie mój strach nie był niczym dziwnym. Dość dużo czasu potrzebowałam, by poczuć się gotowa na spotkanie z tą autorką, ale i dość dużo czasu potrzebowałam, by ją skończyć. Co takiego kryje w sobie ta powieść, że została nagrodzona Bookerem? 

czwartek, 10 grudnia 2015

Uważaj, komu ufasz...


Autor: Mary Kubica 
Tytuł: Zajmę się Tobą
Wydawnictwo: HarperCollins Polska
Liczba stron: 352

Każdy z nas wie, jak ogromne zobojętnienie panuje w naszym świecie. Coraz powszechniejsze stało się przechodzenie obok czyjejś krzywdy i udawanie, że nic się nie stało i niczego nie było widać - najlepszym rozwiązaniem stała się ignorancja, czego niedawno doświadczyłam na własnej skórze. Ostatnią rzeczą jaką jest w stanie zrobić wielu, to zwyczajnie zapytać się, czy coś się stało i czy potrzebna jest jakakolwiek pomoc. Empatia zdarza się w naszych czasach rzadko i przykre jest, że coraz częściej jest zastępowana przez brak współczucia. 

poniedziałek, 7 grudnia 2015

Nienawiść z miłości.


Autor: Hilary Norman
Tytuł: Pasierbice
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Liczba stron: 535

Jak często wydaje Ci się, że coś wygląda jak z bajki i sprawa wrażenie, jakby było ucieleśnieniem Twoich najskrytszych pragnień? W każdego życiu są chwile złe i takie, o których najchętniej by się zapomniało, ba! wymazało z historii, dlatego gdy po nich nadchodzą dobre chwile, chwytamy je łapczywie, bojąc się, że za chwilę prysną jak mydlana bańka. Tylko że czasem powinno się naprawdę mocno zastanowić. Nie warto postępować nieracjonalnie i podejmować pochopnych decyzji, bo mogą się później obrócić przeciwko Tobie. 

środa, 2 grudnia 2015

O zbrodni i jej następstwach.


Autor: Fiodor Dostojewski
Tytuł: Zbrodnia i kara
Wydawnictwo: MG
Liczba stron: 576

Od małego dziecka każdy z nas uczy się tego, że musi ponosić konsekwencje tego, co zrobi. Pomińmy więc sytuacje, w których dziecku jest wszystko wybaczane, bo mamusia z tatusiem taką metodę wychowawczą obrali. Już jak byłam mała, to wiedziałam, że nie mogę robić wszystkiego na co ochotę - mówiono mi, że nie można ciągnąć kota za ogon, bo to boli go tak samo jak nas, wpojono mi, że do starszych ludzi powinno się mieć szacunek, nauczono, że nie zawsze powinno się mówić to, co ma się na myśli i czasem warto pohamować swój język, by nie sprawić komuś przykrości. Ale są ludzie, którzy uważają, że stoją ponad innymi - i o kimś takim dzisiaj chcę Wam opowiedzieć. 

sobota, 28 listopada 2015

Gdy związek jest prawdziwą katastrofą...


Autor: Jamie McGuire
Tytuł: Piękna katastrofa
Wydawnictwo: Albatros
Cykl: Piękna katastrofa. Tom I
Liczba stron: 464

Ostatnio mam tak mało wolnego czasu na czytanie, że sama nie wiem, skąd mogłabym wyciągnąć choćby minutkę, a wykorzystywać staram się każdą okazję - czytuję w tramwajach, pociągach, autobusach, poczekalniach, dosłownie wszędzie. Chyba każda z nas ma takie książki, które kiedyś chciała przeczytać, a gdy już je kupiła, to leżą na półkach i kurzą się, czekając na łaskawsze spojrzenie oka. Tak było i w tym przypadku - aż w końcu uznałam, że nie powinno się kupować książek dla samego kupowania i przetrzymywania ich na regałach. Fakt faktem, ładnie wyglądają, ale ich głównym celem jest bycie przeczytanymi - i oto pierwszy z efektów mojej walki z nadkupowaniem papierowych cudeniek. 

czwartek, 19 listopada 2015

Kryminalna zagadka w towarzystwie słoni.


Autor: Jodi Picoult
Tytuł: Już czas
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Liczba stron: 512

Kolejny raz spotykam się z moją ukochaną autorką - Jodi Picoult, której książek na chwilę obecną przeczytałam już 14. Ktoś mógłby powiedzieć, że na świecie jest tyle nowych, nieodkrytych i czekających na docenienie ich nazwisk osób, że szkoda tracić wolnego czasu na to, by sięgać po n-tą historię od tego samego pisarza. Po części jest w tym trochę prawdy, ale tylko fragmentarycznie - myślę, że ciężko jest przejść obojętnie obok nowych pozycji ludzi, którzy swoim warsztatem i pomysłami zachwycają nas za każdym razem. Czy i tym tak było? 

wtorek, 17 listopada 2015

Smutek namalowany całą paletą barw.


Autor: Donna Tartt
Tytuł: Szczygieł 
Wydawnictwo: Znak Literanova
Liczba stron: 844

Często mam taki problem, że choć wiele książek oczekujących na przeczytanie stoi na półkach, to ja na żadną z nich nie mam ochoty, choć przysiąść nad czymś bym chciała. Wybór odpowiedniej książki jest jeszcze bardziej zawężony, gdy sama nie do końca jestem pewna, na co tak naprawdę mam ochotę. Zaczynam czytać jakąś młodzieżówkę i odkładam, czując, że to nie coś na chwilę obecną dla mnie. Sięgam po kryminał i też szybko zauważam, że zamiast mnie zaciekawić i sprawić, bym była zaintrygowana, jestem tylko bardziej znudzona. W takich wypadkach dobrze sprawdzają inni blogerzy, którzy na swoich stronach udostępniają recenzje wielu książek, o których pewnie nawet bym nie wiedziała gdyby nie oni. W ten sposób właśnie w oko wpadł mi Szczygieł - czy zostanie w nim na dłużej? 

czwartek, 12 listopada 2015

Jak to jest żyć 7 razy?


Autor: Lauren Oliver
Tytuł: 7 razy dziś
Wydawnictwo: Otwarte
Liczba stron: 384

Pamiętam jak kiedyś - kilka lat temu, bo może 5 czy 6 - pewna przypadkowo zasłyszana gdzieś wiadomość zrobiła na mnie naprawdę duże wrażenie. Każdego dnia słyszymy o wielu wypadkach i nieszczęśliwych zbiegach okoliczności - śmierć towarzyszy nam codziennie, dlatego wytworzyła się w nas pewnego rodzaju obojętność, która blokuje nasze umysły. Ja też nigdy nie przywiązywałam wagi do każdej smutnej wiadomości - owszem, był u mnie pewien żal, ale zawsze jakoś mijał - ale do czasu. Nie wiem, co było takiego w tej jednej wiadomości - czy to, że ta dziewczyna była w podobnym wieku jak ja i wyglądała naprawdę podobnie, czy może taki zbieg okoliczności, ale faktem było, że nie potrafiłam przestać zastanawiać się nad nią - jakie miała plany, co chciała robić w życiu, gdzie szła tego pamiętnego dnia, czy chciała z kimś się spotkać. Pomyślałam też wiele razy, jakie mam szczęście - przecież mogłam być na jej miejscu, a nie chcę jeszcze umierać. Ale czy ktokolwiek chce? 

poniedziałek, 9 listopada 2015

Zakochując się we wrogu...


Autor: Margaret Leroy
Tytuł: Kolaborantka
Wydawnictwo: MAK Verlag
Liczba stron: 400

Życie to nieustanne i niczym nieprzerwane dokonywanie kolejnych wyborów. Czasami nawet nie zdajemy sobie sprawy z tego, jak wiele decyzji musimy podejmować nawet nie w ciągu miesiąca czy roku, ale jednego zwykłego dnia. Już te pierwsze minuty po przebudzeniu i przed pójściem do pracy to wahanie się między tym, co na siebie włożyć, co zjeść, co przygotować na obiad, jak związać włosy i co robić w dalszych godzinach dnia. Ale często w życiu zdarza nam się dokonywać o wiele trudniejszych i bardziej brzemiennych w skutkach wyborów - tak jak bohaterka książki napisanej przez Leroy. 

piątek, 6 listopada 2015

Czy można się jeszcze bardziej zakręcić w życiu?


Autor: Emily Chase
Tytuł: Zakręceni 
Cykl: Tangled. Tom II
Wydawnictwo: Filia
Liczba stron: 336

Ostatnio niezbyt miałam czas na poznawanie książek, które od jakiegoś okresu zalegały na moich półkach, ale na szczęście to powoli zaczęło się normalizować. Wahając się nad wyborem jakiejś przyjemnej lektury na przełamanie trudnych czasów, szybko pomyślałam o wypożyczonej drugiej części z serii Tangled, ponieważ niedawno miałam okazję czytać początek i muszę się przyznać do tego, że dużo frajdy mi sprawiło poznawanie tej historii. Co tym razem zaplanowała autorka i czy po raz kolejny pozwoliła mi się odprężyć? 

czwartek, 29 października 2015

Z historią na Ty - czyli losy naszej ojczyzny.


Autorzy: Prace zbiorowe
Tytuły: Między wojnami;
Wielka Historia Polski 1914-1945;
Od niepodległości do niepodległości;
Polska w Europie i świecie 1918-1939
Historia Polski 1914-1989 
Polska w czasach niepodległości i II WŚ.
Liczba stron (w sumie): 2794 


Baaaaardzo długo nic tutaj nie publikowałam - nie myślcie jednak, że było to spowodowane moim lenistwem, niechęcią czy czymś podobnym. Dość prozaiczna była natomiast przyczyna - nie miałam zbytnio czasu, ponieważ byłam zajęta pisaniem pewnej pracy historycznej, której musiałam poświęcić się dosłownie w całości i każdą wolną chwilkę, którą udało mi się wygospodarować. Musiałam zapomnieć o czytaniu książek, które czekają na moich półkach w kolejkach - priorytetem stały się przedstawione obok cegiełki (niektóre wręcz cegły) wymagające ode mnie maksymalnego nakładu czasu. Ale skoro już je wszystkie przeczytałam, to chciałabym Wam pokrótce o nich opowiedzieć - stwierdziłam, że lepsze będzie zrobienie tego w jednym, zbiorowym poście, niż rozdrabnianie się na 6 osobnych, zwłaszcza, że te książki podejmują takie same tematy. 

czwartek, 22 października 2015

Losy Katarzyny Aragońskiej w nieznanej wersji.


Autor: Philippa Gregory
Tytuł: Wieczna księżniczka
Cykl: Tudorowski. Tom I.
Wydawnictwo: Książnica
Liczba stron: 552

Jaki wizerunek Katarzyny Aragońskiej wyłania nam się z historii Anglii, którą pokrótce każdy w jakimś stopniu kojarzy? Nigdy nie było mówione, by była pięknością, jednak zawsze twierdzono, że odebrała staranne wykształcenie, co pozwala wnioskować o jej inteligencji. Wiadomym jest, że pochodziła ze słynnej rodziny hiszpańskiej, która władała tamtym państwem - jej matką była Izabela Kastylijska, a ojcem Ferdynand Aragoński. Jej pierwszym małżonkiem został książę Artur, jednak musiała wziąć drugi ślub - z Henrykiem. Z tego była najbardziej znana, ponieważ była kobietą, dla której pozbycia się król zachwiał całym porządkiem, jaki panował w jego państwie. Czy była aż tak złą żoną, że był zmuszony do takiego kroku? 

Na świat przyszła jako Catalina, infantka hiszpańska. W wieku trzech lat została zaręczona z księciem Walii, Arturem, synem i dziedzicem króla Henryka VII. Wie, że jej przeznaczeniem jest władać tym odmiennym i jakże dalekim od jej ojczyzny krajem. Z pokorą przyjmuje swój los, choć w nowym domu powitana jest obelgą, a mężczyzna, za którego ma wyjść okazuje się być nieopierzonym młodzikiem. Z wolna przywyka do życia na dworze pierwszego z Tudorów, a jej związek z Arturem okazuje się więcej niż znośny. Niespodziewanie w tym ułożonym małżeństwie pojawia się czuła i namiętna miłość. Jej szczęście jednak nie trwa długo... Artur odchodzi, a ona musi znaleźć sposób, by wbrew sobie zostać królową Anglii. Czy to ma szansę się udać? 

Ci, którzy znają twórczość Philippy Gregory wiedzą, że w swoich powieściach stawia ona na nieco innowacyjne podejście do losów opisywanych przez nią postaci. Kreuje bowiem biografię danej osoby zgodnie z powszechnie znanymi prawdami i opiera ją na stałych, solidnie udokumentowanych w historii fundamentach, ale jednocześnie dodaje tam nieco swojej własnej duszy, przez co wszystko nabiera całkowicie odmiennych kolorów. Katarzynę poznajemy nie jako kobietę, która nie była w stanie dać syna swojemu mężowi i dlatego ją odrzucił, ale jako młodą dziewczynę, pełną nadziei i planów, rzuconą w kompletnie nową sytuację, w której musi się odnaleźć. To silna sylwetka, która potrafi przystosowywać się do nowych realiów i wychodzić z nich obronną ręką - została stworzona w naprawdę fascynujący sposób i odmienny od tego, jak jest przedstawiana w kulturze. 

Philippa Gregory ma to do siebie, że w każdej postaci jest w stanie dostrzec coś pozytywnego i na tym zbudować całą książkę. W tym przypadku wybrała sobie Catalinę, w której życiu jedna obietnica odmieniła jej dalsze dni i sprawiła, że całkowicie zmieniły się jej priorytety. Autorka kolejny raz udowodniła, że historia wcale nie musi być nudna, jeśli zabiera się za nią kompetentna osoba, potrafiąca to zrobić w ciekawy i wciągający sposób. Wieczna księżniczka to przedstawienie losów Katarzyny Aragońskiej, tylko że w całkowicie nowej, odświeżonej wersji - muszę przyznać, że po tej książce całkowicie zmienił się mój odbiór tej postaci i już nie jest dla mnie tą, której trzeba było się pozbyć. Jest tą, która dała sobie radę pomimo wszystkiego. 


Moja ocena: 8/10

Książka bierze udział w wyzwaniu:
Czytam Opasłe Tomiska

wtorek, 20 października 2015

Jak poplątać sobie życie.


Autor: Emily Chase
Tytuł: Zaplątani
Cykl: Tangled. Tom I
Wydawnictwo: Filia 
Liczba stron: 384

Jeszcze ostatnio przy czytaniu książki Anny Todd narzekałam, że nigdy nie trafiłam na historię erotyczną, która naprawdę by mi się podobała - nie tylko pod względem fabuły, ale i postaci oraz języka. Już wcześniej miałam okazję słyszeć o serii Tangled, która zbiera u nas pozytywne opinie, więc mając szansę, sama postanowiłam spróbować z jej pierwszym tomem. Jakie wrażenia tym razem zostały przy mnie? 

Drew Evans to mężczyzna, któremu mogą zazdrościć wszyscy. Jest młody, niesamowicie przystojny, charyzmatyczny i pewny siebie. Pochodzi z powszechnie cenionej rodziny, ma mnóstwo pieniędzy oraz pracuje w firmie ojca, gdzie osiąga same sukcesy. Kobiety same pchają się w jego ramiona, a on otwarcie przyznaje, że nie zależy mu na żadnych dłuższych kontaktach z nimi - wystarczające są dla niego znajomości na jedną noc. Gdy w sobotę odwiedza pewien klub, nie wie, że właśnie wszystko się zmienia. Kate Brooks jest nie tylko piękna i mądra, ale do tego cholernie irytująca. Po pewnym czasie Drew zaczyna twierdzić, że to przez nią nabawił się grypy - ale czy na pewno? 

Seria Emily Chase wywołała całkiem sporo emocji w książkowym świecie, choć do tej pory nie wiedziałam jeszcze, co w niej takiego jest i wokół czego się rozchodzi szum. Teraz już takową wiedzę posiadam i mogę Wam od razu powiedzieć - ta książka jest po prostu świetna i żałuję, że tak późno się do niej dorwałam. Gdybym mogła, to na pewno nie czekałabym dłużej i od razu sięgnęła po kolejne części - a tak pozostaje mi zbrojenie się w cierpliwość i nadzieja, że następne tomy same wpadną mi w ręce. 

Od pierwszych stron czułam się zaciekawiona tą historią, a każdy kolejny rozdział pogłębiał to uczucie. Narrację prowadzi tutaj Drew - poważnie, ciężko jest nie pokochać tego faceta, choć podejrzewam, że feministkom mógł mocno dać w kość. Ma szowinistyczne spojrzenie na świat i takie same poglądy, które mogą niektórych nadwrażliwych urazić. Ja na szczęście do takich nie należę, dlatego czerpałam masę frajdy z tej książki. Przy kreacji tego bohatera autorka posłużyła się chyba wszystkimi stereotypami na temat mężczyzn, jakimi tylko mogła - ze względu na to, kim jest, zachowuje się on w arogancki i pewny siebie sposób, choć jednocześnie z dużym poczuciem humoru, za co go uwielbiam! 

Kompletnym mistrzostwem dla mnie była relacja na linii Kate-Drew. Jeśli spodziewacie się tutaj miodu, to rozczaruję Was - ten duet został zdominowany przez chili. Ich rywalizacja sprawiała, że ciężko mi było powstrzymać się od śmiechu, bo dialogi, wzajemne docinki i riposty były takie odświeżające, lekkie i przezabawne. Wszystko było też osnute jednoczesną otoczką seksu, która tutaj dodawała tylko smaczku i pikanterii - bez tego na pewno nie byłaby tak świetna. A tak w ogóle - Mackenzie była przeurocza, ta mała wiele razy rozłożyła mnie na łopatki. Mam nadzieję, że więcej będzie tak słodkich postaci! 

Aż żałuję, że ta przezabawna, cudownie prowokacyjna, lekka i pikantna zarazem książka jest już za mną! Emily Chase udało się umilić mi wieczór i wywołać wiele śmiechu dzięki swoim wyrazistym postaciom - tak dobrej pary od dawna mi brakowało! Wiele razy czułam, że ta historia po prostu nadaje się do sfilmowania - choć teraz nie przychodzi mi żadna żeńska aktorka odpowiednia do roli Kate, to jako Drew doskonale sprawdziłby się z dziesięć lat młodszy Jim Carrey, byłby po prostu idealny! Jeśli macie ochotę na coś przyjemnego, nieszablonowego i wykraczającego poza ramy - przeczytajcie, żałować nie powinniście! 


Moja ocena: 8/10

Książka bierze udział w wyzwaniu:
Czytam Opasłe Tomiska

sobota, 17 października 2015

Przepis na kaszankę według Anny Todd.


Autor: Anna Todd
Tytuł: After. Płomień pod moją skórą
Cykl: After. Tom I
Wydawnictwo: Znak
Liczba stron: 636

Literatura erotyczna nie daje o sobie zapomnieć - jej wątki pojawiają się w powieściach dla nastoletnich czytelników, czyli w young adult, ale w znacznie ugrzecznionej formie. Od czasów sukcesu E.L. James autorki dwoją się i troją, byle tylko osiągnąć sukcesy na polu, do którego wspomniana pisarka przetarła szlaki. Jednym idzie lepiej, innym nieco gorzej -  mnie samej jeszcze nie udało się trafić na książkę z dominującym wątkiem erotyki, którą uznałabym za bardzo dobrą. Czy pani Annie Todd udało się stworzyć coś, co przypadło mi do gustu? 

środa, 14 października 2015

Czy jesteś Prawdziwą Fangirl?


Autor: Rainbow Rowell
Tytuł: Fangirl
Wydawnictwo: Moondrive
Liczba stron: 464

Mając za sobą już jakąś konkretną liczbę lat, lubimy cofać się do wspomnień, które mimowolnie wywołują na naszych twarzach uśmiech oraz sprawiają, że chcielibyśmy umieć zaginać czasoprzestrzeń, aby móc doświadczyć tego chociażby raz jeszcze. Ile razy było tak, że z przyjemnością słuchałam zespołu Modern Talking, choć nigdy go jakoś specjalnie nie lubiłam? Powiem Wam, że wiele - a wszystko dlatego, że zaraz przychodziły mi na myśl te wszystkie szalone lata, podczas których bawiłam się jak głupia na dyskotekach, bo była na nich moda i miło było sobie powspominać. Tak jest też chyba z wieloma innymi kwestiami - z bajkami, książkami, różnymi osobami, miejscami. Tym razem postawiłam na książkę, której grupą docelową jest młodzież. Czy to był słuszny krok? 

niedziela, 11 października 2015

Czy można się uratować z objęć Alzheimera?


Autor: Rowan Coleman
Tytuł: Słowa pamięci
Seria: Kobiety to czytają!
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Liczba stron: 400

Pamięć to rzecz niesamowicie krucha i niestała - o czym wielu z nas miało okazję się pewnie nie jeden raz przekonać. Ile razy było tak, że uczyłaś się do sprawdzianu czy kolokwium, poświęciłaś na to wiele dni i godzin, a gdy przyszło do wykorzystania zasobów Twojego mózgu, okazało się, że to wszystko gdzieś uleciało? Jak często zdarzało się, że jeszcze chwilę temu miałaś w głowie gotową listę zajęć na dany dzień, a po kilkunastu minutach kompletnie wyleciało Ci z głowy, że miałaś coś zrobić? Ciężkim orzechem do zgryzienia jest ujarzmienie swojej pamięci... szczególnie wtedy, gdy bezpowrotnie zaczyna się ją tracić z każdym kolejnym dniem. 

niedziela, 4 października 2015

Jak radzić sobie z oddychaniem?


Autor: Rebecca Donovan
Tytuł: Biorąc oddech 
Cykl: Oddechy. Tom III
Wydawnictwo: Feeria
Liczba stron: 488

W końcu przyszedł czas, by zakończyć kolejną z trylogii, którą miałam okazję zacząć poznawać. Nie wiem jak jest w Waszym przypadku, ale dla mnie finały serii powinny być o wiele lepiej przygotowane niż pozostałe, poprzedzające tomy. O wiele bardziej dopracowane, dopieszczone w każdym calu, wychuchane i wykończone z dużo większą starannością. Po prostu oczekuję, że w ten sposób autor doceni, że poznawałam jego pozostałe książki, poświęcałam nie tylko swój czas i uwagę, ale i wiele razy środki po to, by śledzić opisywane przez niego wydarzenia. Bardzo często moje wymogi zostają doskonale zaspokojone, lecz czasem bywa, że zapowiada się bardzo dobrze, a kończy mocno przeciętnie.

czwartek, 1 października 2015

Znajdź w swoim życiu czas dla Życia - paradoksalnie, ale czy bez racji?


Autor: Cecelia Ahern
Tytuł: Pora na życie
Wydawnictwo: Świat Książki
Liczba stron: 424

Jak często skupiasz się na wszystkim, tylko nie na samej sobie i nad tym, co Tobie sprawia przyjemność? Nagminnie zdarza się ludziom (w tym i mnie samej) przejmować się wszystkimi, próbować dogodzić każdemu i wręcz stawać na uszach, byle tylko nie zawieść czyichś oczekiwań - wszystko pięknie, tylko gdzie czas, by pomyśleć o sobie i swoich potrzebach? Kiedy ostatnio zrobiłaś coś, o czym od dawna marzyłaś i chciałaś zrealizować, tylko zawsze jakoś nie było okazji? Kiedy najzwyczajniej w świecie byłam egoistką choć przez trochę czasu i skupiłaś się na tym, czego Ty w tym konkretnym momencie pragniesz? Nie mąż, nie chłopak, nie dzieci, nie rodzice i nie znajomi? Kiedy znalazłaś czas dla swojego Życia? 

niedziela, 27 września 2015

Ile bólu może znieść człowiek?


Autor: Jessica Sorensen
Tytuł: Przypadki Callie i Kaydena
Cykl: The Coincidence. Tom I
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Liczba stron: 368

Jak często zdarza Ci się sugerować cudzym zdaniem przy wyborze kolejnej książki do czytania? Możesz z ręką na sercu powiedzieć, że należysz do grona osób, które ani odrobinę nie przejmują się tym, co czytają inni i co uważają na temat danej pozycji, bo i tak nie wpłynie to na Ciebie przy podejmowaniu decyzji? W moim przypadku dość powszechny jest problem sięgania po książki, które zdobywają pozytywne opinie i są polecane przez zaufane recenzentki. Zdarzało się już jednak, że zawiodłam się na tej metodzie - czy tym razem też? 

piątek, 25 września 2015

Czy Sparks to współczesny mistrz romansu?


Autor: Nicholas Sparks
Tytuł: I wciąż ją kocham
Wydawnictwo: Albatros
Liczba stron: 416

Nie za wiele jest osób, które mogą powiedzieć o sobie, że nigdy w życiu nikogo nie kochały. Każdy z nas ma w życiu osoby, które są droższe niż inne - rodziców, rodzeństwo, dziadków... ale jest też rodzaj miłości, który jest zarezerwowany dla kogoś innego. Dla kogoś, na kogo widok nasze serce ma ochotę wyskoczyć z klatki piersiowej i z kim chcielibyśmy spędzić każdy kolejny dzień naszego życia. Uczucia do ukochanego są tym specyficznym rodzajem więzi, która nie łączy nas z nikim innym. Niektórym ze związków udaje się przetrwać mimo chwilowych zawirowań, a inne kończą swój żywot. Okazuje się jednak, że koniec związku nie jest równoznaczny z końcem miłości...

wtorek, 22 września 2015

Z koszmaru w koszmar...


Autor: Rebecca Donovan
Tytuł: Oddychając z trudem
Cykl: Oddechy. Tom II
Wydawnictwo: Feeria
Liczba stron: 544

Emma przez długi czas znosiła to, co zgotowała dla niej własna ciotka, jednak ta przekroczyła granicę. Dziewczyna znalazła się w samym centrum piekielnych czeluści i tylko przypadek sprawił, że udało jej się z nich wydostać - ogromnym kosztem. Stara się odciąć od wszystkiego, co doprowadziło ją do tego koszmaru, podejmując nowe decyzje. Pomimo obaw Evana i Sary postanawia dać kolejną szansę swojej matce i przeprowadza się do niej. Wie, że początki nie są proste i choć zaaklimatyzowanie się w nowej sytuacji nie przychodzi jej lekko, to liczy, że razem uda im się rozwiązać dotychczasowe problemy i polepszyć swoje relacje. W końcu nie może być gorzej niż było, prawda?

sobota, 19 września 2015

Efekt motyla, czyli rola przypadku w ludzkim życiu.


Autor: Gayle Forman
Tytuł: Ten jeden rok
Cykl: Ten jeden dzień. Tom II
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Liczba stron: 368

Ciężko jest zapanować nad swoim życiem, gdy nagle tracimy nad nim jakąkolwiek kontrolę i okazuje się, że na nic nie mamy wpływu, bo wszystko zaczęło dążyć w kierunku, jakiego nigdy nie braliśmy pod uwagę. Często słyszymy o różnych określeniach na to zjawisko - efekt motyla, efekt domina, domek z kart - wszystkie jednak mają podobne znaczenie, bo odnoszą się do cyklu zachowań, w których jedno nieznaczne wydarzenie jest w stanie wywołać reakcję łańcuchową, której nie sposób ani zapobiec, ani przewidzieć.

środa, 16 września 2015

Ile czasu masz na to, by wpłynąć na cudze życie?


Autor: K.A. Tucker
Tytuł: Cztery sekundy do stracenia
Cykl: Ten Tiny Breaths
Wydawnictwo: Filia
Liczba stron: 560

W literaturze od dość długiego czasu częściej lub rzadziej pojawia się motyw łamania kolejnych granic określanych mianem tabu. To, co dawniej było skryte za kurtyną niedomówień i rumieńców, teraz jest głośno i bez skrępowania omawiane. Tego typu wątki królują obecnie między innymi w książkach z nurtu New Adult - w skrócie są to książki dla młodych ludzi, pokazujące ciężki okres dojrzewania, mierzenia się z problemami w życiu i przeszłością, a to wszystko w podrasowanej oprawie. Czy autorki z tej dziedziny mogą nas jeszcze czymś zaskoczyć?

sobota, 12 września 2015

Wśród polskiej klasyki - Lalka taka straszna?


Autor: Bolesław Prus
Tytuł: Lalka
Wydawnictwo: Zielona Sowa
Liczba stron: 928

Z pewnością są wśród nas osoby, które na sam dźwięk słowa lektura dostawały prawie palpitacji serca i drgawek, by potem obrzucać błotem wszystkich twórców, których utwory weszły do szkolnego kanonu. Czy to kilkadziesiąt lat temu, czy kilkanaście, czy nawet kilka lub teraz - uczniowie nadal nie znoszą czytania czegoś, co jest im odgórnie narzucane przez ich polonistów. Choć sama nigdy nie miałam z tym większych problemów, to jednak zawsze ciekawiły mnie reakcje ówczesnych rówieśników, którzy -urwowali na Wyspiańskiego, Goethego czy Orzeszkową, że utrudniają im życie takimi bzdurami jak przykładowe rozterki Wertera. Czy rzeczywiście obowiązkowa lektura szkolna to takie zło, na jakie kreują ją uczniowie? 

Kochałam Lalkę zawsze. Kochałam i kochać ją będę. Po raz pierwszy czytałam ją w gimnazjum, później przyszedł czas, gdy trzeba było po nią sięgnąć i w liceum, a kilka lat później dobrowolnie chciałam wrócić do tej historii, by zrozumieć ją nie przez pryzmat szkolnych analiz, ale własnych spostrzeżeń i uczuć. Choć już za pierwszym razem czułam do tej historii przysłowiową miętę, to dopiero teraz wydaje mi się, że lepiej rozumiem cały ten mezalians, jaki opisał autor. Wydawać by się mogło, że nie ma niczego nudniejszego niż czytanie o tym, jak ktoś kogoś kocha, ktoś kogoś nie, ten pierwszy ktoś jest podłamany, ale mimo to się stara, a ten drugi ktoś ma to gdzieś - w zasadzie jakby chcieć, to tak można krótko streścić całość... ale nie powinno się. Bo właśnie w taki sposób tak piękne książki zostają skrzywdzone. 

Lalka to sztandarowy przedstawiciel epoki, jaką był pozytywizm - przynajmniej ja tę frazę zapamiętałam z moich szkolnych lat. Tej książki nie czytało się obok Dziadów czy Króla Olch, ale zawsze dalej były tomiszcza takie jak Ludzie bezdomni czy Nad Niemnem - a teraz zastanawiam się dlaczego, bo jak dla mnie Lalka wydaje się być takim utworem należącym do dwóch okresów czasu - i romantyzmu, i pozytywizmu. Nie można nie docenić wkładu, jaki autor włożył w przedstawienie szczegółowego tła dla wątku Wokulskiego i Łęckiej, te wszystkie wzmianki o historii, szczegółowe opisy dziewiętnastowiecznej Warszawy, różne wątki polityczne... to wszystko jest ważne. Ale dla mnie tak naprawdę powinno się skupiać na sednie tej książki - na miłości. 

Wokulski to jedna z moich ulubionych postaci literackich, choć to osoba, którą się albo lubi, albo nie znosi. Dla jednych może być naiwny, skoro uganiał się tyle czasu za dziewczyną, która była płytka jak łyżeczka do herbaty, ale mnie zawsze podobało się w nim to, że był dowodem na to, że kocha się człowieka mimo jego wad - nawet jeśli ten ktoś ma same wady. Jest mężczyzną, który dla ukochanej kobiety jest w stanie robić wszystko, byle tylko doczekać się przychylnego słowa, uśmiechu czy lekkiego muśnięcia dłoni. Choć zdawał sobie sprawę z tego, że Izabela pogrywa sobie z nim, to jednak nie potrafił zrezygnować z prób zabiegania o nią, gdyż liczył, że coś się może zmienić. Ciężko było mu wtedy nie współczuć, bo jakoś nie potrafiłam mu mieć jego zachowania za głupie - taka już jest miłość, wtedy racjonalizm nie ma nic do powiedzenia, gdy serce dochodzi do głosu. 

Nasza Izabela to jednak postać zupełnie odmienna. W życiu przyzwyczajona jest do luksusów, wystawnych spotkań w towarzystwie, powszechnego adorowania jej przez osoby podobnego jej rodowodu, dlatego nawet przez myśl jej nie przechodzi, że mogłaby wiązać się z kimś, kto jest kupcem galanteryjnym, nawet jeśli bardzo bogatym. To dziewczyna całkowicie zepsuta i uważam, że Prus doskonale stworzył jej postać - nie jest ona osobą głupią czy niedouczoną, trzeba zauważyć, że to osoba inteligentna, która ma niejaką wiedzę, choć są dziedziny, które ją nużą. Ma nieco naiwności co do ich sytuacji, ale i posiada o sobie samej wysokie mniemanie, które chwilami niewiele ma wspólnego z rzeczywistością. To dziewczyna rozpieszczona i wyrachowana - bawi się uczuciami, nie potrafi ich odwzajemnić i nie chce, bo najważniejsza jest dla niej pozycja w towarzystwie, opinia na salonach i wizyty w Paryżu czy na dworze włoskim. Jest osobą, którą ciężko polubić - czy ktoś się temu dziwi? 

Pewne trudności mogłoby sprawić znalezienie osoby, która nigdy nie słyszała o najsłynniejszym dziele Prusa, jakim jest owa powieść. To książka, która wzbudza w ludziach wszelakie emocje - od niedowierzania, przez złość, znużenie i irytację, aż po uwielbienie. Mnie cieszy niezmiernie, że udaje mi się zaliczać do osób, dla których ta powieść jest czymś ponadczasowym i pięknym. Choć polska klasyka nie do końca mi odpowiada i wolę zagraniczne utwory, to ciężko w tym przypadku jest mi powiedzieć, że to, co napisał Bolesław Prus jest nieciekawe. Wręcz przeciwnie, najchętniej dla każdego na Ziemi wręczyłabym egzemplarz tej pięknej książki o bezwarunkowej miłości, by mógł zatopić się w tej historii i zobaczyć, jak piękną opowieść można stworzyć, mając w tle wiele politycznych, społecznych i historycznych smaczków.


Moja ocena: 10/10

Książka bierze udział w wyzwaniu:
Czytam Opasłe Tomiska

wtorek, 8 września 2015

W centrum irańskiego piekła.


Autor: Roxana Saberi
Tytuł: Między światami. Moje życie i niewola w Iranie
Wydawnictwo: Sine Qua Non
Liczba stron: 384

W dniu dzisiejszym temat religii, jaką jest islam, wywołuje wiele kontrowersji. Bardzo głośno jest o kwestii uchodźców - czy przyjmować i dlaczego lub czy nie przyjmować i dlaczego. Wciąż w telewizji toczą się gorące dyskusje polityków i znanych osób co do drogi, jaką powinniśmy obrać, by później niczego nie żałować. Mówi się, że jest to najbardziej ekspansywne wyznanie świata... i w zasadzie ciężko polemizować z tym stwierdzeniem. Wiele można powiedzieć o muzułmanach, jednakże w większości nie są to superlatywy. Fanatycy religijni zadbali o to, by wizerunek całej religii w świecie miał negatywny odbiór - czy to przez prawo szariatu, czy przez ich "delikatne" metody w stosunku do innowierców lub obcokrajowców. Coś na ten temat mogłaby powiedzieć bohaterka tej historii...

Roxana Saberi to amerykańska dziennikarka, która zdecydowała się wykonywać swój zawód w kraju, który nosi nazwę Iran. Wszystko byłoby w porządku, gdyby nie feralny poranek, kiedy kobieta została wyciągnięta z własnego domu przez kilku mężczyzn i w brutalny sposób aresztowana, gdyż irański wywiad oskarżył ją o bycie szpiegiem rządu Stanów Zjednoczonych. Absurdalny proces, o którym głośno było na całym świecie, skazał ją na kilka lat więzienia, a ona sama miała świadomość tego, że nigdy może już nie wyjść na wolność. Roxana jednak nie należy do osób, które się poddają - rozpoczęła walkę o to, by odzyskać własne, dawne życie, a swoją batalię zdecydowała się opisać w książce. 

Nie jestem zbyt dobrze rozeznana w literaturze, która dotyczy świata arabskiego - kiedyś miałam okazję czytać kilka historii osadzonych w tamtych realiach, ale jednakże nie zrobiły na mnie tak dużego wrażenia jak mogłabym się spodziewać - może dlatego, że nie były one opisem autentycznych wydarzeń, a wyobraźni autorek. Tym razem sięgając po tytuł autorstwa Roxany Saberi, właśnie dlatego najpierw zdecydowałam się sprawdzić, czy w tym przypadku również zdarzy się coś podobnego, czy nie. Ku mojemu zadowoleniu miałam przed sobą książkę, w której autorka nie będzie umieszczała swoich fantazji, a doświadczenia, jakie odczuła na własnej skórze. Może też dlatego tak emocjonalnie ją odebrałam, bo wiedziałam, że ona to kiedyś przeżyła? 

Myślę, że w tym tkwi sęk odbierania przez czytelników książek, które są opisem tego, co kiedyś zostało przez daną osobę przeżyte. Nie czytamy tego jak setek innych powieści, o których wiemy, że są tylko wyimaginowaną rzeczywistością, która nigdy nie zaistniała - czytając książki takie jak Między światami wiemy, że to się kiedyś przydarzyło osobie, która dla nas relacjonuje, więc tym większą więź odczuwamy z narratorem i tym bardziej wszystko odbieramy sercem, bo wciąż nie możemy wyjść z podziwu, że ktoś coś takiego przeżył i odnalazł w sobie na tyle siły, by wrócić do takiego koszmaru jeszcze raz, aby podzielić się nim z innymi ludźmi. Nie będę Wam opowiadała dokładnie, co Roxana przeżyła będąc więziona - powiem natomiast, że nadal pisząc dla Was te słowa jestem pod wpływem jej losów i tego, jak mocną ma psychikę. Nie każdy by to przeżył i wciąż nie mam pewności, jak ja dałabym sobie radę, będąc na jej miejscu... 

Między światami to rodzaj biografii, która jednak opisuje konkretny przedział czasowy - okres, gdy Roxana Saberi była więziona w Iranie w wyniku nadgorliwości obywateli tego państwa. Choć Bogu ducha winna była, to jednak nie udało jej się uniknąć kary - wylądowała w więzieniu, by tam znosić wszystko, co dla niej zaplanowano. Nie jest to jednak osoba bierna, gdyż cały czas walczyła o to, co najważniejsze - o wolność. To historia, gdzie człowiek umieszczony jest w samym centrum piekła - a co jeszcze bardziej zdumiewające - udaje mu się z niego odejść i zacząć żyć na nowo, choć jestem pewna, że od niektórych widm ta niewinna kobieta nigdy się nie uwolni. 


Moja ocena: 7/10

Za egzemplarz przedpremierowy dziękuję wydawnictwu Sine Qua Non! ;)

piątek, 4 września 2015

W świecie skutym lodem.


Autor: Jacek Dukaj
Tytuł: Lód
Wydawnictwo: Literackie
Liczba stron: 1054

Ciężko jest lubić wszystko. Normalnym zjawiskiem jest natomiast różnie wzmożona sympatia ukierunkowana w odmienne rzeczy. Jeśli chodzi o gatunki książek, to z ogromną przyjemnością sięgam po coś leciutkiego, co można przełknąć "na raz", literaturę zarówno młodzieżową jak i obyczajową, od czasu do czasu z chęcią podczytuję coś z nutą kryminalną bądź fantastykę. Od zawsze jednak istniał gatunek, który dla mnie był po prostu nie do strawienia. Gdy tylko zaczynałam historie, które były z taką etykietką, prędzej czy później odczuwałam znudzenie, a całość była dla mnie większą męczarnią niż oglądanie programów rozrywkowych z ramówki TVN'u. Mowa o science fiction. Co więc sprawiło, że dobrowolnie sięgnęłam po książkę z nurtu, którego nie znoszę? 

Przez wakacje obiecałam sobie łamać w sobie wszystkie uprzedzenia czytelnicze, jakie we mnie powstały w przeciągu ostatnich lat. Powoli coraz bardziej przekonuję się do polskich autorów, a klasyka choć zawsze była przeze mnie doceniana, to jest jeszcze częstszym gościem niż dawniej. Wciąż jednak pozostała jedna, jedyna bariera do przełamania - ten gatunek w literaturze, którego unikam bardziej niż diabeł święconej wody. W końcu postanowiłam więc, jak łatwo się już domyślić, że czas na ten krok i powinnam sięgnąć po jakieś cenione sf. Szybko rozejrzałam się, przegląd rewiru zrobiłam i mój wywiad pozwolił mi na wybranie Lodu, naszego rodzimego pisarza - Jacka Dukaja. Czy udało mi się jeszcze bardziej znienawidzić ten nurt?

Na początku muszę zaznaczyć, że było ciężko. Przebijanie się przez początkowe strony i rozdziały z zakorzenioną w mózgu świadomością "zaraz się zacznie, zaraz będzie tragedia, przecież to będzie rzeźnia dla moich komórek" naprawdę nie pomaga, a pozbyć się takiego myślenia jest naprawdę ciężko, gdy ktoś coś sobie wbije do głowy. Ale ze zdziwieniem zauważyłam, że mijają kolejne strony, a mnie coraz bardziej wciąga akcja i co śmieszne - coraz mniej obawiam się tego gatunku, za to mam ochotę dowiedzieć się, co będzie dalej i dalej. 

Cała fabuła toczy się wokół pewnej alternatywy historycznej - autor przedstawia swoim czytelnikom wersję współczesnego świata, w którym wydarzenie znane jako I wojna światowa nie miało miejsca. Co za tym idzie, nasz kraj nie odzyskał niepodległości i wciąż należy do imperium carów. Aby jeszcze ubarwić tę historię, okazuje się, że temperatura spadła na stałe o kilkadziesiąt stopni Celsjusza i nastąpiła trwała zmiana klimatu, przez co pory roku praktycznie nie istnieją, a ziemia została skuta przez lód. Jeden z bohaterów musi wyruszyć Koleją Transsyberyjską w głąb ziem rosyjskich, by odnaleźć swojego niewidzianego od lat ojca, gdyż chodzą słuchy, że jako jedyny potrafi porozumieć się z lodem i cofnąć to, co się stało. Benedykt decyduje się na udział w wyprawie, lecz nigdy by nie podejrzewał, że może ona zmienić całe jego życie... 

To, co naprawdę mi się spodobało, to fakt, że nie było tutaj przytłaczającej człowieka fizyki czy chemii - Jacek Dukaj poszedł w inną stronę i zdecydował się na stworzenie powieści science fiction mocno osadzonej w historii. A że ja historię uwielbiam... dopowiedzcie sobie sami, jak to się mogło skończyć. Pisarz bawi się tutaj przeszłością i wybiera z niej to, co najsmakowitsze, ale podaje czytelnikowi w całkiem innym wydaniu niż można by się spodziewać. Podczas czytania odnosiłam wrażenie, że jest niezwykle pewny tego, co kreuje, dlatego też sprawiał wrażenie, jakby igrał z samym językiem - wszystko co napisał sprawiało wrażenie bardzo plastycznego i elastycznego, nie było sztywności. Nawet filozofia i ideologia w jego wykonaniu nie nudziła, a sprawiała, że człowiek głębiej zastanawiał się nad treściami, które autor przedstawił. 

Trzeba przyznać, że autor postarał się w każdym calu o stworzenie książki, która zostanie zapamiętana na długo. To jedno z tych monumentalnych dzieł, na którego przeczytanie trzeba poświęcić nieco czasu, ale w ostatecznym rozrachunku człowiek dochodzi do wniosku, że jednak było warto. Choć sf to nie moja filiżanka herbaty, to jednak muszę przyznać, że Lód nie był dla mnie taką męczarnią, jakiej się się spodziewałam - był za to ciekawym nowym doświadczeniem, ale i pouczającą lekcją, że nie powinno się przypinać łatek książkom zanim je przeczytamy. 


Moja ocena: 8/10

Książka bierze udział w wyzwaniu: 
Czytam Opasłe Tomiska

środa, 2 września 2015

W objęciach chorobliwej nieśmiałości.


Autor: Sandy Hall
Tytuł: Musimy coś zmienić
Wydawnictwo: Pascal
Liczba stron: 304

Każdy z nas zna kogoś, kto sprawia wrażenie osoby, która jest cholernie pewna siebie i tego, co robi w swoim życiu. Zachowuje się tak, jak ma na to ochotę, nie zastanawia się za długo nad każdą decyzją i wychodzi z założenia, że nie ma nic do stracenia, więc czemu by nie zaryzykować. My natomiast... cóż, to materiał na naprawdę obszerny esej. Spontaniczność to słowo, które oddalone jest od nas o lata świetlne, za o wiele bardziej znajomo brzmią wyrazy skromność czy nieśmiałość. Nawiązywanie kontaktów towarzyskich brzmi o wiele bardziej niebezpiecznie niż skok na bungee - szczególnie, jeśli chodzi o osobę, do której od tak długiego czasu wzdychamy...

I Lea, I Gabe są do siebie niezwykle podobni, choć sami nawet nie zdają sobie z tego sprawy. Na dodatek łączy ich pewna więź, którą dostrzegają wszyscy wokół, jedynie sami zainteresowani pozostają ślepi na to, co oczywiste dla innych. Każdy widzi, że są dla siebie stworzeni, oni oboje żywią do siebie nawzajem romantyczne uczucia, ale ciągle na drodze staje im jedna, ogromna bariera - ich własna nieśmiałość, która sprawia, że jeszcze nigdy w życiu nawet ze sobą nie rozmawiali! Może i przeszliby przez całe życie, ani razu ze sobą nie rozmawiając, ale otoczenie decyduje się pomóc im, zauroczone widoczną chemią między nimi... 

Uwielbiam lekkie, niezobowiązujące lektury, które pozwalają mi zaangażować w poznawanie historii minimalną ilość szarych komórek zmęczonych życiem, a mimo to sprawiające, że całość odbieram bardzo pozytywnie. Nie mam nic przeciwko klasyce, co wspominałam ostatnim razem - z chęcią sięgam systematycznie po wszystko, co ma taką łatkę, bo uważam, że niektóre ponadczasowe dzieła warto znać, lecz mimo tego mam jakiś sentyment do historii, które mimo że są przewidywalne i już na początku wiadomo, jak wszystko się rozegra, to jednak dają mi rozrywkę w trakcie ich poznawania. Liczyłam na coś takiego w przypadku tej książki - czy Musimy coś zmienić sprostało moim wymogom? 

Podejrzewam, że mało kto nie słyszał o tej książce - ba, wiele osób się już na jej temat rozpisywało, z reguły w różny sposób. Jednym podobała się bardziej, drudzy byli nastawieni zdecydowanie krytyczniej - a ja po przeczytaniu poczułam, że stoję idealnie w centrum. Nie była to lektura, która powaliła mnie na kolana, ale i nie mogę powiedzieć, że mnie wynudziła. Spodziewałam się lekkiego czytadła i takie dostałam, co doceniam, jednakże liczyłam przy tym na coś nieco innego. Oczywiście, inności tutaj nie zabrakło - czy ktoś z Was czytał inną książkę, gdzie główni bohaterowie nie są narratorami, a zamiast nich wypowiada się kilkanaście innych osób z ich otoczenia? Jakby tego było mało - narratorami są też wiewiórka czy ławka. Brzmi abstrakcyjnie? A jednak autorka zdecydowała się na taki krok! 

Ciężko w tego typu książkach doszukiwać się oryginalności, ale dzięki wspomnianemu wyżej zabiegowi autorce udało się wyróżnić na tle innych, co zdecydowanie jest na plus. Gorzej natomiast, że momentami sprawiała wrażenie takiej, jakby była tworzona na kolanie, byle jak, byle szybciej. Sporo dialogów wydaje się być po jakimś czasie wtórne, część wyrażeń również, a niektórzy narratorzy łudząco podobni w swojej charakterystyce - choć są i tacy, którzy się odróżniali, a to dobrze! Co do samych dialogów... muszę zawieść zwolenników ładnych i obszernych opisów (w tym i mnie samą) - tutaj ich nie uświadczycie, bo większość tej książki składa się z rozmów między różnymi postaciami. A szkoda! 

Sam pomysł na poprowadzenie tym torem fabuły wydaje się być fantastyczny - w zalewie książek z narracją pierwszoosobową lub gdzie dwójka bohaterów wypowiada się naprzemiennie, tutaj dostajemy coś całkiem innego, co naprawdę zasługuje na pochwałę. Najczęściej poznajemy wydarzenia ze strony głównej parki, tutaj zaś ludzie postronni oceniali to, co widzą i czują, co jest swoistym powiewem świeżości. Autorka wymyśliła coś, co miało zadatki na naprawdę oryginalną powieść dla młodzieży, ale nie do końca podołała wykonaniu. To historia lekka, ale bywa w niej sporo momentów, które wręcz proszą o nieco inne potraktowanie ich i napisanie w odmienny sposób. Musimy coś zmienić to książka, która kojarzyć mi się będzie z mnogością narratorów - szkoda, że nie z wciągającą i poruszającą fabułą.


Moja ocena: 5/10

poniedziałek, 31 sierpnia 2015

Wycieczka do Francji w towarzystwie Nędzników.


Autor: Victor Hugo
Tytuł: Nędznicy
Wydawnictwo: Państwowy Instytut Wydawniczy
Liczba stron: 1763

Każdy z nas ma wyrobiony już bardziej lub mniej gust, którym kieruje się przy doborze lektur dla siebie. Są książki, których już okładka sugeruje, że może to nie być coś, co nas urzeknie, zauroczy i nie pozwoli o sobie zapomnieć. Niektóre posiadają odstręczające opisy, które powodują, że bez wahania odstawiamy pozycje na księgarniane półki, bo i tak wiemy, że to nic dla nas. Są też i takie, które kilka lat temu uznaliśmy za niezbyt ciekawe, a teraz, po upływie jakiegoś czasu decydujemy się jednak po nie sięgnąć - tego ostatniego doświadczyłam właśnie w przypadku tej kilkutomowej powieści, którą postanowiłam zbiorczo zrecenzować.

Często się słyszy, jakoby wakacje były najodpowiedniejszym czasem do poznawania książek lekkich, przyjemnych i niezobowiązujących - przy wielu postach spotykałam się z tym stwierdzeniem i zawsze mnie ono nieco zastanawiało, bo osobiście lubię przy różnych okazjach sięgać po w ten sposób definiowane tytuły, nie tylko w trakcie letnich upałów. Zdecydowałam się też wyjść temu stwierdzeniu naprzeciw i przy okazji urlopu, zamiast zabierać się po kolejną historię z miłością w tle lub inną dosyć lekką fabułą, postawiłam sobie wyzwanie - przeczytać kolejne powieści z kanonu literatury. Moim celem było przeczytanie dwóch i udało się - pierwszą z nich są Nędznicy, których potraktowałam jako całość i jedną powieść (a nie kilka jak mógłby sugerować podział).

Cała historia ma podłoże mocno historyczne - akcja toczy się we Francji, która w dziewiętnastym wieku była u końca rewolucji i wkraczała w czas wojen Napoleona, tak więc można się domyślać, że nie był to spokojny czas. Oprócz tego nie brakuje tutaj wątków filozoficznych i dokładnego przedstawienia przekroju społeczeństwa ówczesnej Francji. Autor nie szczędzi nam obszernych dygresji i barwnych opisów, co akurat dla mnie było po prostu niesamowite - jego narracja to prawdziwy majstersztyk, język Victora Hugo sprawia, że chciałoby się nim delektować ciągle i ciągle. Podczas czytania nie dziwi więc to, że zalicza się jego prozę do kanonu - wydaje się być wręcz idealnie na miejscu. 

Na szczególną uwagę zasługuje także kreacja postaci, które stworzył w swoim dziele autor - w przypadku niektórych prezentuje nam drobiazgowe charakterystyki i szczegółowe biografie, a gdy chodzi o innych, to wielu rzeczy musimy się domyślać, bo ciężko dowiedzieć się czegoś więcej. W niezwykle poruszający sposób Victor Hugo pokazał nam człowieka, który popełnia złe rzeczy, ale... paradoksalnie złym człowiekiem nie jest, co jednak nie od początku sobie uświadamiamy. W tej powieści podobnych historii jest jeszcze więcej - warto wspomnieć o dziewczynie, która musi stawić czoła wszechobecnej znieczulicy czy o reszcie bohaterów, których ciężko było jednoznacznie sklasyfikować. Autor pokazywał wszystko w taki sposób, że sami nie wiedzieliśmy, jak mamy to odbierać.

Taki też wniosek zostaje w głowie po przeczytaniu tej sporych rozmiarów całości - ciężko ją ocenić i poddawać jakimkolwiek kryteriom. Autor zawarł w Nędznikach całą paletę uczuć - od bólu, nienawiści i gniewu po nadzieję, radość i miłość, pokazując, że epoka jaką wybrał na tło opisywanych przez siebie wydarzeń to czas, gdy światem rządziła chęć władzy, krew i ludzkie zło. Podejrzewam, że osoby, które niekoniecznie cenią sobie klasykę, będą zmęczone tą powieścią, ale każdy, kto uwielbia zatonąć w pięknie stylizowanym języku i dawnych dziejach powinien być zachwycony. 

Moja ocena: 8+/10

Książka bierze udział w wyzwaniu:
Czytam Opasłe Tomiska

poniedziałek, 17 sierpnia 2015

Nie tylko Lena walczyła o miłość...


Autor: Lauren Oliver
Tytuł: Delirium. Opowiadania
Cykl: Delirium. Tom 3.5
Wydawnictwo: Moondrive
Liczba stron: 200

Nie jestem przychylnie nastawiona do książek, które powstają jako swojego rodzaju doczepka do głównego cyklu - w moim odczuciu jest to zabieg, którego używają autorzy, którzy nie mają pomysłu na coś nowego albo liczą, że znowu zrobi się o nich głośno, a oni łatwym kosztem zarobią sobie dodatkowe pieniążki. Najczęściej tworzą historyjki o niewielkiej objętości, nieposiadające jednej, zwięzłej fabuły, a jedyne co je łączy to fakt, że w różnym stopniu odnoszą się do głównej historii i opisywanych w niej bohaterów. Z tego co kojarzę, do tej pory tylko raz sięgnęłam po tego typu dodatek - później nie czułam, by było mi to do szczęścia potrzebne, dopóki nie poznałam tej trylogii. W jej przypadku wiedziałam, że wręcz muszę dowiedzieć się więcej niż to, co wydarzyło się w tych trzech tomach. 

Na wstępie warto zauważyć i zaznaczyć, że nie jest to książeczka dla osób, które jeszcze nie miały do czynienia z trylogią, do której ona się odnosi. Delirium. Opowiadania to dodatkowy smaczek skierowany do czytelników, którzy (co najmniej) polubiły trzy tomy składające się na tę serię i chciałyby dowiedzieć się więcej o losach postaci, które wcześniej były ważne dla fabuły, ale stały w cieniu Leny. Właśnie tego tyczy się ta książka - przeszłości kilku osób, które teraz dostały własne pięć minut, by można było jeszcze lepiej je poznać. 

Zanim sięgnęłam po ten tomik, sama do końca nie byłam pewna, czego od niego oczekuję. Nie wiedziałam, czy spodziewać się dalszej części wydarzeń, czy bardziej prawdopodobne jest, że te kilka opowiadań tyczyć się będzie przeszłości Hany, Annabel, Raven i Aleksa. Już od pierwszych stron czułam, jakbym spotkała się z przyjacielem z dzieciństwa - może brzmieć to paradoksalnie, bo serię czytałam kilka miesięcy temu, ale tym zwrotem chciałabym podkreślić uczucie radości, jakie towarzyszyło mi w odkrywaniu tego, co zaplanowała pani Oliver. Czytanie każdego kolejnego zdania było niewątpliwie wielką przyjemnością - nie wiem, co takiego ma w sobie język tej autorki, ale ja czuję się zdobyta kompletnie. Jest taki... melodyjny powiedziałabym. 

Bardzo ciężko jest opowiedzieć, o czym jest każda z nowelek, ponieważ ich mała objętość sprawia, że gdybym chciała to zrobić, to nie byłoby sensu, byście sami po nie sięgali. Wiele kontrowersji wzbudziła we mnie postać Hany - to, co zrobiła Lenie było dla mnie dość ciężkie do zrozumienia już wcześniej, a nawet teraz, gdy udało mi się poznać jej motywy, dalej byłam targana wątpliwościami. Historia Annabel pokazała mi, jak wielka siła tkwi w miłości - jej bezinteresowność, oddanie i duch walki udowodniły, że dla tego uczucia człowiek potrafi naprawdę wiele znieść i przecierpieć. Jeśli chodzi o Raven - miło było poznać kulisy jej zetknięcia się z Blue oraz z Tackiem. Za to na sam koniec został mi Alex - koniec, na który najbardziej czekałam. Bardzo żałowałam, że w Requiem autorka nie domknęła tego wątku i pozostawiła go otwarty, pozwalając snuć domysły. W jego opowiadaniu zobaczyłam ponownie to, za co go wcześniej pokochałam. 

Bezsensowne byłoby sięgnięcie po ten zbiór opowiadań przez osoby, które są zielone w temacie trylogii stworzonej przez Lauren Oliver i nie miały z nią wcześniej styczności. Zaprezentowane tutaj nowelki nie stanowią spójnej, logicznej całości tak, by można było je czytać bez wcześniejszej znajomości poprzednich trzech tomów - jeśli jednak macie już za sobą Delirium, Pandemonium i Requiem, a także jesteście ciekawi niektórych niedomówień i tajemnic, jakich wcześniej nie wyjaśniła autorka, to warto sięgnąć po tę książeczkę i poznać bliżej losy osób, które wcześniej pozostawały w cieniu głównej bohaterki, a teraz zostały narratorami, by móc wyjaśnić choć niektóre wydarzenia znane nam wcześniej. To dodatek przesiąknięty pięknymi cytatami - kilka z nich mam wypisanych - śpiewnością, ale i miłością - jest ona tutaj namacalna i wydaje się być na wyciągnięcie ręki, jest uczuciem, jakiego każdy z nas chciałby doświadczyć.


Moja ocena: 7/10

Książka bierze udział w wyzwaniu:
Czytam Opasłe Tomiska
Okładkowe Love

sobota, 15 sierpnia 2015

O chłopcach, których dzieliły zasieki...


Autor: John Boyne
Tytuł: Chłopiec w pasiastej piżamie
Cykl: Kolekcja klasyki
Wydawnictwo: Literackie
Liczba stron: 204

Nam, Polakom, tematyka II wojny światowej jest niezwykle bliska - od najmłodszych lat w szkołach uczyliśmy się, że to od ataku nazistowskiego na nasz kraj rozpoczęło się to sześcioletnie piekło na Ziemi. Polacy nie tylko przeszli przez kampanię wrześniową - na terenie naszego kraju powstało także wiele obozów zagłady, które nawet dzisiaj, kilkadziesiąt lat po tych tragicznych wydarzeniach, wywołują wiele kontrowersji. W mediach zagranicznych (choć zdarzają się niestety i krajowe wpadki) wciąż powtarzane jest hasło polskie obozy koncentracyjne, co oczywiście jest ogromnym przekłamaniem, a ciągłe dopominanie się o wierność prawdzie historycznej stanowi swoistą walkę z wiatrakami - choć raz się zwróci uwagę, to na jego miejsce pojawia się kolejnych kilka przypadków. Warto jednak walczyć o swoje - bo jeśli my nie będziemy pilnować prawdy, to kto za nas to zrobi? 

Dziewięcioletni Bruno to chłopiec, który nie zdaje sobie sprawy z wielu spraw, jakie dzieją się w świecie, w którym żyje. Trwa wojna, a gdy jego ojciec zostaje awansowany na komendanta obozu koncentracyjnego, to w jego życiu rozpoczyna się nowy rozdział, choć sam jeszcze o tym nie wie. Nie rozumie tego, kim jest jego ojciec i za co odpowiada - wie jedynie, że musi okazywać mu wiele szacunku. Gdy pełnego nudy popołudnia wychodzi na zewnątrz i jego oczom ukazują się mury z zasiekami, chłopiec decyduje się na spacer wzdłuż nich - tam też poznaje chłopca, który mógłby być taki jak on, ale decyzje pewnych ludzi sprawiły, że w ich mniemaniu zasługuje jedynie na zamknięcie... 

Po raz kolejny w te wakacje sięgam po książkę, którą już miałam okazję kiedyś czytać, a zdecydowałam się odświeżyć sobie pamięć. Wybór był dosyć spontaniczny, bo po obejrzeniu filmu o tematyce wojennej, nabrałam ochoty na książkę utrzymaną w tym klimacie. Zastanawiałam się, czy nie wybrać czegoś, czego jeszcze nie czytałam, ale stwierdziłam - a czemu nie wybrać książki, która już mnie uwiodła? Czemu nie wybrać czegoś, co znam i nie spróbować poznać jej na nowo? Te pytania doprowadziły mnie do tego, że w tym momencie piszę dla Was recenzję książki zdecydowanie niezwykłej - książki o przyjaźni, która w tamtej rzeczywistości nie miała prawa zaistnieć... a jednak zaistniała. 

Głównym bohaterem historii jest mały chłopiec, który nie do końca pojmuje zmiany, jakie nieoczekiwanie zachodzą w jego życiu. Nie rozumie, dlaczego musi tak być i z jakich powodów wraz z rodziną musi się przeprowadzić z Berlina do domu, który jest o wiele brzydszy. Od początku narracja jest prowadzona tak, by odczuwalne było, że całą sytuację poznajemy z perspektywy dziecka - i rzeczywiście ja jako czytelnik czułam tę niewinność i naiwność w Brunonie. Choć mieszkał w domu, w którym propaganda nazistowska była mocno zakorzeniona dzięki stanowisku swojego ojca, to jednak nie zdawał sobie sprawy z sytuacji, jaka dzieje się naprzeciw jego nowego domu. Nie wiedział, dlaczego są tam te mury, zasieki, a wszyscy ludzie są identycznie wychudzeni w takich samych strojach. A że dzieci mają w sobie duszę odkrywców, tak i Bruno zdecydował się odkryć, czym są te mury i co odgradzają od świata, który jest mu znany. 

Nie spodziewał się, że przy pierwszej wędrówce zobaczy siedzącego przy drucie chłopca. Nie spodziewał się, że może ich tyle łączyć - urodzili się tego samego dnia, tego samego miesiąca, tego samego roku. Nie spodziewał się, że jeszcze więcej może ich dzielić. Autor w niesamowicie plastyczny sposób pokazał nam różnice między tą dwójką dzieci - choć nie opisywał dokładnie sytuacji Szmula, to jednak z wyrywkowych danych czy rozmów można było wywnioskować, że mimo takiego samego wieku, to jednak mieszkaniec obozu jest o wiele dojrzalszy niż jego nowy przyjaciel. Zestawiając ze sobą sylwetki tych dwóch postaci, od razu widoczne są rażące różnice w ich sposobie myślenia - dla Brunona charakterystyczna jest wciąż ta dziecinna niewiedza co do pewnych sfer, natomiast Szmul sprawia wrażenie, jakby dorósł przedwcześnie. Obaj wiedzieli, że to, co dzieje się między nimi jest zakazane, a jednak nie potrafią i nie chcą temu zapobiec - ich przyjaźń staje się silniejsza niż wszystkie podziały, jakie są tworzone przez kolejnych hitlerowców. Wydawać by się mogło, że ona nie ma szans, by przetrwać - a jednak jakoś się udało...

John Boyne stworzył książkę, której nie czyta się tygodniami. To jedna z tych historii, do której zasiadasz wieczorem i niedługo później ją kończysz. Jednak po tej lekturze nie czujesz się tak samo jak przed nią. Autor w Chłopcu w pasiastej piżamie pokazał całą niesprawiedliwość świata, w której ktoś zechciał bawić się w Boga i decydować, kto ma prawo żyć, a kto nie. Nie zrobił tego w brutalny i ostry sposób, co jeszcze bardziej w moim przypadku spotęgowało na koniec uczucie smutku i ogromnego żalu. Końcówka jest jedną z tych, która nie pozwala o sobie zapomnieć - chwyta za serce i pokazuje, że dziecko zawsze zostanie dzieckiem, a także udowadnia, że one potrafią być ponad wszystkie sztuczne podziały i uprzedzenia rasowe, jakie tworzą ludzie. Przepiękna i poruszająca historia, którą naprawdę warto poznać - dostarcza emocji, ale i skłania ku przemyśleniom na tematy, o których często nie myślimy.


Moja ocena: 9/10

Książka bierze udział w wyzwaniu:
Czytam Opasłe Tomiska

czwartek, 13 sierpnia 2015

Jak być baśniarzem w świecie, który nie jest bajką?


Autor: Antonia Michaelis
Tytuł: Baśniarz
Wydawnictwo: Dreams
Liczba stron: 400

Pamiętasz te chwile, gdy rodzice czy dziadkowie siadali przy Twoim łóżku, aby opowiedzieć bądź przeczytać Ci jakąś piękną baśń przed zaśnięciem? Zawsze nie mogłeś się tego doczekać, to był jeden ze stałych punktów dnia, a Ty z niecierpliwością wyczekiwałeś tej chwili - gdy nadeszła, próbowałeś ją przeciągać coraz bardziej, byle tylko się nie skończyła. Ale mało które dziecko wie, że wiele baśni wcale nie jest takich radosnych i uroczych, jak mogłoby się wydawać. Pozornie lekkie, ale w tle wciąż towarzyszy im dojmujący żal, nostalgia i cień - tak jak i w naszym codziennym życiu. 

Abel Tannatek to chłopak, z którym więcej wiąże się plotek i mitów niż potwierdzonych faktów. Wśród społeczeństwa zyskał sobie tytuł polskiego handlarza pasmanterią, bardzo często śpi na lekcjach, choć jeszcze częściej jest na nich nieobecny. Anna nie miała z nim nic wspólnego oprócz tego, że chodzili wspólnie na zajęcia, dopóki nie odnalazła pewnej szmacianej lalki należącej do niego. Jest jego całkowitym przeciwieństwem, bo jest przykładną uczennicą, która lubi grać na flecie, a jej aktualnym największym zmartwieniem są egzaminy maturalne. Wydawać by się mogło, że znalezienie tej laleczki to nic takiego - splata jednak ona losy Anny i Abla, bo od tego momentu nic nie jest już takie same. 

Z tą książką wcale nie planowałam się zapoznać - dopiero wizyta w mojej bibliotece spowodowała, że zechciałam sprawdzić, co takiego jest w tej książce, którą jedni pokochali, inni znienawidzili. Sam opis na tylnej okładce raczej nie ujawniał zbyt wiele z fabuły, co jak dla mnie jest pozytywnym zabiegiem - nie znoszę, gdy te krótkie kilka zdań wyjawiają mi co najmniej połowę fabuły. Zasiadając do tej książki, sama nie wiedziałam, czego mam po niej oczekiwać - czy chcę, by wprowadziła mnie w nostalgię, czy chcę, by zdumiała mnie swoją innowacyjnością, czy po prostu chcę czegoś, co pozwoli mi się odprężyć. Postanowiłam zaufać w tej kwestii autorce - jak na tym wyszłam? 

Na pewno nie można odmówić autorce, że postarała się wykreować tutaj swój specyficzny nastrój. Z jednej strony spotykamy się z szarą, brudną i nieciekawą rzeczywistością, często przytłaczającą i rozczarowującą, a z drugiej otrzymujemy magiczny pierwiastek, który nadaje tej historii nutę cudowności i fantazji. Czytamy o wydarzeniach osnutych mgłą, przygnębiającym cieniem i smutkiem, jakie dzieją się w świecie Abla i Anny, a następnie przeskakujemy w świat baśni, jakie roztacza Tannatek - tytułowy Baśniarz. Autorka nie stara się upiększać rzeczywistości, w jakiej obracają się jej postaci - nie tworzy sztucznego klimatu, lecz stara się w dobitny sposób pokazać swoim czytelnikom, że życie nie jest bajką, którą dobrze znamy od najmłodszych lat - bliżej mu do smutnej baśni, której istnienie dorośli przed nami taili. 

Anna to bohaterka, wobec której mojej uczucia często się zmieniały. Uwielbiałam ją za siłę, jaką miała w sobie - by wybaczać innym to, co ją spotkało, trzeba mieć w sobie jej niespożyte pokłady, bo jak sami wiecie, przebaczenie nie zawsze przychodzi łatwo. To dziewczyna, która dla miłości potrafiła zrobić wiele - poświęcała temu uczuciu całą siebie, to typ bohaterki, której celem jest dawanie, a nie otrzymywanie. Miała duszę poszukiwaczki - chciała poznać prawdę o Ablu, od początku książki widzieliśmy jej fascynację tym handlarzem narkotyków, która w miarę rozwoju sytuacji nie malała, ale jeszcze bardziej rosła. Momentami zdawała mi się być niezwykle dziecinna - miała w sobie taką naiwność, która była charakterystyczna dla dzieci.

Jej przeciwieństwem całkowitym był baśniarz. Od początku autorka kreowała go na osobę, o której mało co było wiadome. To postać, o której więcej nie wiemy niż wiemy. Trzymał się z dala od ludzi i nie chciał, by się do niego zbliżali. Annę też starał się trzymać na dystans, jednak jej nie doceniał - ona tak łatwo się nie poddawała. Starała się kruszyć mury, które wokół siebie postawił, jednak to nie było łatwe. Abel to osoba, którą ciężko podpiąć pod jakąś kategorię - to nie jest chłopak z przeszłością, którego odmieniła miłość. Ja sama nie do końca byłam pewna, czy żywił on do Anny te same uczucia, co ona do niego, choć później pozbyłam się tych wątpliwości. Jego wizerunek w książce był w brudnych, ciemnych kolorach - rozjaśniał go za to stosunek do własnej siostry. Ta miłość była naprawdę wzruszająca i pokazywała, że nie jest on tak zły, jaki starał się być - nikt jednak nie dawał mu szansy, by się pokazał mu w pełni. 

Antonia Michaelis stworzyła pełną niesamowitości książkę, w której fabułę poprowadziła dwutorowo - jednym szlakiem była codzienna niemiecka rzeczywistość, której nie była do pozazdroszczenia, a za odskocznię robiła sfera baśniowa. Choć obie wydawały się początkowo być całkowicie odmienne, to jednak okazało się, że mają ze sobą więcej wspólnego, niż mogłoby się wydawać. Bohaterowie, których stworzyła, wzbudzają rozmaite emocje - od smutku, żalu i przygnębienia po złość i gniew. Baśniarz to nastrojowa opowieść z przepięknym zakończeniem i wątkiem kryminalnym, która ma wielką szansę trafić do wielu serc i oczarować je tak, jak oczarowała moje. 


Moja ocena: 7+/10

Książka bierze udział w wyzwaniu:
Czytam Opasłe Tomiska
Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka