piątek, 26 grudnia 2014

Jak żyć, gdy ludzkość skazana jest na zagładę?

Autor: Rick Yancey
Tytuł: Piąta fala. Bezkresne morze
Wydawnictwo: Otwarte
Liczba stron: 512
Moja ocena: 7-/10

Ostatnio coraz częściej zauważam, że systematycznie coraz większa ilość osób żyje z dnia na dzień. Rzadko kiedy zdarza im się przejmować tym, co może się wydarzyć w przyszłości, wolę się koncentrować na tym, co jest tu i teraz. Z jednej strony jest to dobre podejście, z drugiej jednak uważam, że czasami trzeba wybiegać myślami w przyszłość - przewidywać, gdybać i podejrzewać. Chociaż czy jest sens planowania czegokolwiek, jeśli nie znamy swojego jutra? Nie wiemy, co los dla nas zaplanował i jakie wydarzenia nas spotkają - każdy dzień może być tym ostatnim.

Jeszcze do niedawna życie na Ziemi mijało w spokojnym tempie, jednak nic z tego nie zostało. Inwazja obcych w czterech seriach zmiotła z powierzchni planety ogromną część jej populacji - pozostałe dwa procenty społeczeństwa muszą stawić czoła piątej fali. Część z nich stanowi Cassie wraz ze swoimi towarzyszami, którzy muszą sobie radzić w nowych warunkach. Nie mogą pozwolić sobie na stagnację, za to muszą uważać na każdy swój krok, każdy ruch i posunięcie. Nie mogą dłużej się ukrywać w tym samym miejscu. Muszą podejmować ryzyko, by przetrwać - czy jest to możliwe w starciu z wielokrotnie lepiej rozwiniętą cywilizacją? 

Nawet teraz doskonale pamiętam, jak pod wielkim wrażeniem byłam, czytając pierwszą część Piątej fali. Nowa rzeczywistość pełna zagrożeń wydawała się tak świetnie wykreowana, że nie mogłam wprost się od niej oderwać - chciałam tylko czytać, czytać, czytać - aż żal mi było, gdy książka się skończyła, na dodatek w tak kluczowym momencie. Dość sporo czasu po premierze udało mi się w końcu trafić na kontynuację, więc czym prędzej zabrałam się do jej poznawania. Czy wywarła na mnie równie pozytywne wrażenia jak jej poprzedniczka? 

Chciałabym powiedzieć, że tak. Naprawdę mocno ufałam w to, że Rick Yancey mnie nie zawiedzie i znów pozwoli zakochać się w kolejnej swojej książce. Jednak już od samego początku czułam, że coś jest nie tak. Mimo tego, że pierwszą część odebrałam baaardzo pozytywnie, to jednak sporo wydarzeń z niej uleciało mi z głowy - ciężko było mi się wpasować więc w Bezkresne morze i minęło nieco czasu, nim zaczęłam rozumieć wszystkie zawirowania i ich przyczyny. Podejrzewam, że całkiem inaczej byłoby, gdybym te książki czytała w bliskiej odległości czasowej od siebie - wtedy wszystko byłoby świeższe, być może odebrałabym ją lepiej. Szkoda też, że autor nie zadbał o takich czytelników i nie próbował zbyt wiele objaśniać, co zdarzyło się wcześniej - uważam, że to byłoby pomocne dla takich zapominaczy jak ja. 

Jeśli chodzi o styl, to nadal mamy do czynienia ze zmiennością - to jest zdecydowanym pozytywem, gdyż poznawanie fabuły z punktów widzenia kilku bohaterów zawsze jest bardziej interesujące niż gdy zdarzenia relacjonuje jedna postać. Przeskoki między narratorami nie są gwałtowne, przez co nie ma efektu zagubienia - wszystko jest płynne i zgrabne. Oprócz poznawania aktualnych wydarzeń dostajemy też możliwość poznania nieznanej przeszłości bohaterów, którzy do tej pory byli mocno spychani na bok przez główną bohaterkę. 

Tym razem jednak miałam wrażenie, że pierwsze skrzypce nie należały do Cassiopei. Owszem, nadal była kluczową osobą, jednakże palmę pierwszeństwa musiała dzielić z innymi bohaterami, którzy wysforowali się na pierwszy plan. I o ile innych bohaterów udało mi się bardziej polubić, tak sama Cassie nieco straciła w moich oczach. Irytowało mnie to, jak szybko zmieniała zdanie w stosunku do pewnej osoby - raz kochała, raz nienawidziła, raz chciała całować, raz dać w pysk. Za dużo tych rozterek, za dużo! Czasami zaczynałam mieć wrażenie, że to nie moja kochana Cassie, a ktoś kompletnie inny, kogo nie znam. 

Akcja miała w sobie trochę dynamiki, jednak nieco straciła na swoim rozpędzie. Nie mamy tutaj tylu gwałtownych zwrotów, co wcześniej. Jest nieco spokojniej - to mi nie przeszkadzało akurat, bo pozwalało na porządkowanie w głowie pewnych kwestii. Spokój mi nie przeszkadzał, gdyż mimo takiej atmosfery można wykreować coś ciekawego, jednak bolało to, że książka została obdarta z tej uwielbianej niepewności i klimatu grozy. Szukałam go, ale pojawił się dopiero na końcu - co jednak z początkiem i środkiem? 

Długo zastanawiałam się nad tym, jak ocenić tę książkę. Przeżyłam w związku z nią kilka rozczarowań, jednakże mimo nich ta powieść jest wciąż bardzo dobrą historią w klimacie post-apokaliptycznym, na której inne mogą się wzorować. Według mnie potwierdziła się tutaj teoria, że drugi tom często jest słabszy od swojego poprzednika - żywię jednak ogromną nadzieję, że przy następnym pan Yancey się zreflektuje i wyda coś, co wbije mnie w fotel i sprawi, że będę na nowo urzeczona tą serią i zapomnę o żalach co do tego tomu. Bo nie jest on zły. Jest bardzo dobry. Jednak jak na cykl Piąta fala to zdecydowanie za mało. Bo ten tom powinien być genialny.


Okładka bierze udział w wyzwaniu Okładkowe Love - prostota i wyczucie to coś, co cenię w tej serii. 

10 komentarzy :

  1. Mam tę książkę na półce i wciąż brakuje mi czasu, by ją przeczytać. Na podstawie opinii innych myślalam, że to rewelacyjna pozycja, troszkę mój zapał ostudziłaś i chyba będę musiała zweryfikować swoje myślenie, nim przystąpię do czytania, by nie przeżyć podobnych rozczarowań...

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja też odnoszę wrażenie, że drugie tomy trylogii są zwykle najmniej udane. Pamiętam Twoje pochlebne słowa na temat pierwszej części, okropnie mnie wtedy zainteresowałaś tym tytułem:) Szkoda tylko, że drugi tom jest zauważalnie już gorszy.

    OdpowiedzUsuń
  3. Drugie tomy przeważnie są słabsze, niestety... Obawiam się, ponieważ "Piąta fala" ogromnie mi się spodobała.

    OdpowiedzUsuń
  4. Pierwsza część strasznie mi się podobała, co prawda, jeszcze drugiej nie czytałam, bo nie chcę się rozczarować.

    OdpowiedzUsuń
  5. Niedługo zamierzam zamówić sobie tę książkę, ale raczej szybko jej nie przeczytam, bo muszę odświeżyć sobie pierwszy tom :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Mam wielką chęć na tę serię, nawet mimo tego, że drugi tom jest słabszy:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Muszę ją przeczytać, tylko naprawdę mam nadzieję, że mnie nie zawiedzie, bo to rozbiłoby mój świat.

    OdpowiedzUsuń
  8. Czasem drugie tomy wcale nie są gorsze. Znam przykłady książek, w których drugi tom jest nawet lepszy niż pierwszy. Szkoda, że w tym wypadku nie ma tendencji zwyżkowej, bowiem serię mam w planach i po (załóżmy) świetnej pierwszej części będę przeżywać rozczarowania przy drugiej. Nie rokuje to zbyt dobrze :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Koleżanka zachwala "Piątą falę" ,więc nie pozostaje mi nic innego , jak zabrać się za tom pierwszy ;D

    OdpowiedzUsuń
  10. Szkoda, że lekko się rozczarowałaś... Ja też mam ochotę przeczytać cały cykl, czytałam tylko dobre recenzje... Zobaczymy, co będzie ;)

    OdpowiedzUsuń

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka