piątek, 5 grudnia 2014

Jak często oceniasz po wyglądzie?


Autor: Stephanie Evanovich
Tytuł: Miłość w rozmiarze XXL
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Liczba stron: 344
Moja ocena: 7/10

Kanon piękna na przestrzeni wieków niejednokrotnie ulegał przemianom - warto wspomnieć chociażby o baroku, w którym lansowane były tzw. rubensowskie kształty. Dzisiaj, kilka stuleci później sytuacja wykonała obrót o sto osiemdziesiąt stopni. Teraz za piękności uważane są kobiety, które nie posiadają ani grama zbędnego tłuszczyku i w większym lub mniejszym stopniu przypominają wieszaki spacerujące po wybiegu - taki obraz wciąż wpajają nam media. Czy jednak nie przekroczyły jednak już pewnej granicy? 

Składając sobie małżeńską przysięgę nikt nie podejrzewa, że może ona obowiązywać przez krótki okres czasu - Holly Brennan była pewna, że związek jej i męża będzie trwał do starości, jednak spotkała ją wielka pomyłka. Teraz, gdy została wdową, kobieta stara się zagłuszyć smutek jedzeniem - na efekty nie trzeba czekać długo, bo Holly szybko zaczyna przybierać znacząco na wadze. Nie przejmuje się tym, dopóki okoliczności nie zmuszają jej do podróżowania samolotem w towarzystwie Logana. Jest on całkowitym przeciwieństwem kobiety, ponieważ zajmuje się treningiem największych gwiazd i sam może się pochwalić niesamowitą sylwetką. Kobieta nie jest w stanie zaimponować mu swoją figurą, jednak mężczyzna dostrzega w niej niebanalną osobowość, dlatego postanawia pomóc jej zrzucić zbędne kilogramy. Wspólnie spędzany czas szybko zbliża ich do siebie, tylko czy bohaterowie umieją patrzeć na serce, a nie wygląd? 

Są w życiu chwile, kiedy człowiek poszukuje zwykłej książki. Bez wybuchów, bez fajerwerków, bez latających wokoło smoków i walki dobra ze złem. Poszukuje się czegoś, co wydaje się być lekkie i niewymagające, pozwalające na czystą rozrywkę, czasami na chwilę rozważań. Nie musi być zaskakująco - w końcu w tej książce sam tytuł jest pewnym spoilerem dla czytelników. Skuszona piękną, ciepłą i magnetyczną okładką postanowiłam zaryzykować i zobaczyć, co w sobie ma ta książka Choć na powala na kolana, to jednak jest tak ciepła, że z przyjemnością spędziłam z nią czas. 

Jednym z czynników, które złożyły się na to, że ta książka to dobra propozycja na popołudniowe lenistwo, to fakt, że zawiera w sobie wiele mądrości. Pokazuje, jak ważne jest dogłębne poznawanie ludzi i niewydawanie osądów na podstawie ich wyglądu. Można uważać, że to oklepana fraza, bo na prawo i lewo mówi się, że nie waga i ładna buźka mają wartość, a to, co człowiek ma w sercu, jednak życie wielokrotnie pokazuje, że nie kierujemy się tym. Liczy się tylko to, co widoczne dla oczu - taka w przybliżeniu była dewiza Logana. Na kartkach książki obserwowaliśmy nie tylko metamorfozę Holly, o której zaraz wspomnę, ale Logana - stopniowo zaczął rozumieć, że źle oceniał ludzi i nie powinien tego robić więcej. Choć późno zdał sobie z tego sprawę, to jednak "lepiej późno niż wcale".

Z Holly natomiast była inna bajka. Ta bohaterka nie wzbudziła we mnie początkowo ani współczucia, ani żalu, ani żadnych większych emocji. Irytowało mnie jedynie jej użalanie się nad sobą. Myślałam tylko: "kobieto, nie narzekaj, tylko weź się za siebie". Kiedy poznała Logana, wszystko się zmieniło, także moja opinia na temat Holly została całkowicie zweryfikowana. Byłam pod wrażeniem tego, jak zdeterminowaną osobą się okazała, jak zawzięcie dążyła do wyznaczanych sobie celów i jak nie chciała się poddawać. I Logan, i Holly to dla mnie świetne postaci. Co jednak sprawiło, że nie do końca coś grało mi w tej książce? 

Ich dwójka. Holly + Logan. Osobno każde z nich było przecudowne, naprawdę ich uwielbiałam! Wyraziście wykreowani, z ciekawymi osobowościami, manierami i przyzwyczajeniami, ludzie z innych światów. Jednakże, gdy czytałam o ich dwójce, to czegoś mi brakowało. Nie odczuwałam żadnej chemii między nimi - niby była ta miłość, ale gdzie ona, skoro jej nie czuję? Jakoś brakowało mi tu więzi między nimi, takiej wyczuwalnej bliskości, niestety... 

To sympatyczna powieść skierowana do kobiet - nie oszukujmy się, mężczyźni jej nie przeczytają - o tym, jak ważne jest poznawanie ludzkiego charakteru i pozbycie się odruchów oceniania po wyglądzie. To książka o metamorfozach, nie tylko fizycznych, ale i psychicznych. Według mnie to taki swoisty apel do ludzi, pokazujący, jak wiele możemy stracić, hodując w sobie rozmaite uprzedzenia kreowane przez media. Choć to nie jest literatura wysokich lotów i ma w sobie wiele przewidywalności, to jednak można z nią przyjemnie spędzić czas i nauczyć się czegoś.


Okładka bierze udział w Okładkowe Love - jak mogłabym nie docenić tego ciepła, błysku w oczach i uśmiechu? :)

19 komentarzy :

  1. Chętnie bym przeczytała taką lekką książkę.. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Takie lekkie książki czasem sa idealne. :)

      Usuń
  2. Bardzo miło wspominam tę lekturę :) Sama bardziej należę do kobiet o pełnych, wręcz zbyt pełnych, kształtach więc jak najbardziej mogłam się z główną bohaterką utożsamić :D To ten typ powieści, gdzie mądrości przeplatają się z humorem, bohaterami, których da się polubić i względnie dużą dozą realności :) Jak dla mnie połączenie doskonałe gdy idzie o romans ^^

    OdpowiedzUsuń
  3. Czyżbyś zmieniła szablon? Jest cudny! Co do książki - raczej nie przeczytam ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Mimo pozytywnej opinii raczej nie sięgnę. Wiele, być może nieokrytych jeszcze przeze mnie, perełek czeka jeszcze na swoją kolej, więc nawet jakbym chciała, nie miałabym kiedy wziąć się dodatkowo za "Miłość w rozmiarze XXL".
    Ps. Leczę jeszcze kaca po "love, Rosie" i od kilku dni nic nie czytałam, bo nie mam na nic ochoty :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Mam ją na oku. :)
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  6. Książkę czytałam i bardzo mi się podobała. Jak dla mnie rewelacja!

    OdpowiedzUsuń
  7. Czuję, że może mi się spodobać:)

    OdpowiedzUsuń
  8. Trochę mi przeszkadza okładka, sama jestem pulpetem i tak przyznaję się do tego! Ale co ja miałam? Właśnie okładka: przepraszam, ale czy tylko ja uważam, ze Pani na okładce to w ogóle nie jest przedstawicielka kobiet xxl? A książka nie dla mnie, ponieważ nie muszę czytać książek o takiej tematyce by coś się dowiedzieć, sama przezywam to każdego dnia i nie, nie mam z tego powodu depresji :P

    OdpowiedzUsuń
  9. Mam ją w swoich planach, więc cieszę się, mimo wszystko, przypadła Ci do gustu. Właśnie z powodu tego, że media tak często zakrzywiają i zakłamują prawdę, przestałam je oglądać. za dużo w nich programów propagujących to, co jest niby piękne i sexy. Według mnie wtedy jesteśmy piękni, gdy siebie w pełni akceptujemy.

    OdpowiedzUsuń
  10. Z jednej strony ważny temat samoakceptacji, ale coś mnie od niej odpycha :(

    OdpowiedzUsuń
  11. Uświadomiłam sobie, że jeszcze nie czytałam książki w której główna bohaterka była gruba. Ogólnie mało jest powieści, w których pierwszoplanowe postacie mają nadwagę. Zwykle są piękne.

    OdpowiedzUsuń
  12. Okładka bardzo energetyzująca :) Może skuszę się na nią w święta :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Nie dawniej jak wczoraj rozmawiałam o tej książce ze znajomą. Twierdziła, że to świetna pozycja na poprawę humoru. Chyba sie skuszę :)

    OdpowiedzUsuń
  14. To jedna z nielicznych powieści o miłości, które mam ochotę przeczytać. I mam nadzieję, że nie będzie mi przeszkadzać, że jest to historia przewidywalna i raczej rozrywkowa.

    OdpowiedzUsuń
  15. Szczerze mówiąc nie cierpię powieści obyczajowych, ale książka prezentuje się nieźle. Zabiorę się do niej jak tylko ją zdobędę :D.
    Pozdrówka!

    OdpowiedzUsuń
  16. Myślę, że ciężko wyzbyć się oceniania po wyglądzie...

    OdpowiedzUsuń
  17. Chyba poszukam tej książki ;p btw. Gratuluję wygranej w konkursie na YA! :) Miło, że byłyśmy razem zwyciężczyniami ;))

    OdpowiedzUsuń

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka