wtorek, 2 grudnia 2014

Co zrobisz, gdy jutro wyrosną Ci rogi?


Autor: Joe Hill
Tytuł: Rogi
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Liczba stron: 372
Moja ocena: 6/10

O wielu zjawiskach zdarza nam się mówić, że są nieprawdopodobne albo wręcz niemożliwe. Mojej mamie często zdarza się mówić o "latających świnkach" w sytuacji, gdy nie ma zbyt wielkich szans na realizację danego faktu, sama od jakiegoś czasu też podłapuję się na tym, że mówię w ten sposób. Mnóstwo rzeczy dzielimy na dwie, sztywne kategorie - możliwe i niemożliwe. Możliwe jest, że jutro spadnie śnieg, ale niemożliwe jest, by wyrosły mi skrzydła. Możliwe jest, że wyleję kawę na klawiaturę, ale niemożliwe, bym jutro urodziła dziecko, nie będąc w ciąży - przykładów można mnożyć, ale wszystko będzie sprowadzało się do tego, że lubimy dzielić i ustalać miejsca. A co, jeśli dzieje się coś, co nie można w żaden sposób racjonalnie wytłumaczyć? 


Kac to niezbyt przyjemny stan, o czym może poświadczyć Ignatius. Gdy pewnego dnia budzi się i przegląda w lustrze, dostrzega coś, co wydaje mu się być absurdalne i niemożliwe, jednak wszystko świadczy za tym, że jednak jest prawdziwe - na głowie wyrosły mu najzwyklejsze rogi. Niedługo później dochodzi do kolejnych dziwnych zdarzeń - ludzie bez skrępowania zdradzają mu sekrety, których w innych okolicznościach nigdy by nie ujawnili, a do tego dotyk Ignatiusa sprawia, że potrafi czytać im w myślach. Po początkowym okresie niewiary, Ig zaczyna podejrzewać, że jego zmiana ma związek z brutalnym gwałtem i śmiercią jego dziewczyny, a jego zadaniem jest odkrycie rzeczywistego sprawcy. 


Sięgnięcie po tę książkę było wyjątkowo spontaniczną decyzją, ponieważ wcześniej nie miałam jej w planach - dopiero obejrzenie traileru filmowego zaciekawiło mnie na tyle, bym zechciała zapoznać się z pierwowzorem literackim. Do tego dochodzi świetna według mnie okładka - uwielbiam połączenia szarości, czerni i czerwieni, tutaj takie dopasowanie wypadło według mnie efektownie i nie raz, nie dwa, łapałam się na tym, że przymykałam książkę, by popatrzeć się na okładkę czy ją pogłaskać. (:D) Jednak... czy gdyby książka była bardzo wciągająca, to miałabym ochotę na odrywanie się od jej czytania, by patrzeć kilkadziesiąt razy na jej frontową część? 


Zaczynając czytanie nie miałam pojęcia, kto ją napisał. Pochłaniałam kolejne strony zadrukowane tekstem, odwracałam kartkę za kartką i wciąż nie mogłam pozbyć się wrażenia, że skądś muszę znać tego autora, chociaż nigdy nie poznałam jego innych powieści. Sytuacja stała się jasna, gdy ukończyłam książkę i zerknęłam na skrzydełko (mam zasadę, że przed czytaniem nie patrzę tam - często są spoilery, których nie znoszę), by przeczytać o autorze, a tutaj karpik: Joe Hill to syn Stephena Kinga! Obaj panowie mają bardzo podobną manierę w pisaniu, a że książek króla grozy przeczytałam sporo, to nic dziwnego, że i ta wydawała mi się znajoma. 


Sam pomysł na książkę wydaje mi się całkiem interesujący, gdyż nie spotkałam się jeszcze z podobnymi ideami. Fabularnie muszę przyznać, że jestem zadowolona. Książka skupia się w pięćdziesięciu procentach na opisie zachowań innych ludzi, na przemyśleniach bohatera i jego dociekaniach na temat przyczyn swojej odmienności. Druga pięćdziesiątka to natomiast historia miłości Merrin i Iga, opis zdarzeń, w wyniku których Merrin spotkała tak wielka tragedia. Pod tym względem nie było źle - bohaterów również polubiłam, jednych mniej, drugich bardziej, chociaż nie wiem, czy jest ktoś, kogo bardzo. Więc co tutaj było słabsze? 


Najbardziej nużący dla mnie był właśnie typowo kingowski język - od dawna nie miałam okazji przeczytać czegoś napisanego przez Kinga, więc odzwyczaiłam się od tego jak on pisze, a że jego syn ma identyczny styl, to analogia wydaje mi się być uzasadniona. Do tego dochodzi przewidywalność powieści - z łatwością czytelnik może zgadnąć, jak się rozegrają poszczególne wydarzenia, a mimo zakwalifikowania książki do gatunku horrorów, to jak dla mnie ten jest niezbyt straszny, bardziej refleksyjny i czasami wręcz melancholijny. 


Ciężko mi było dosyć ocenić jednoznacznie jak tę książkę odebrałam. Z jednej strony to zgrabny i nietuzinkowy pomysł idący w parze z ciekawie wykreowanymi postaciami, z których jedna dąży do udowodnienia prawdy i swej niewinności; z drugiej strony mamy język, który przypadnie do gustu fanom Kinga - dla mnie był chwilami męczący, by nie powiedzieć toporny. Książkę przeczytałam ze względu na ekranizację, którą mam w planach obejrzeć niedługo - nie żałuję, że ją poznałam, choć mogłaby być nieco lepsza. Teraz tylko zostało mi czekać na zapoznanie się z ekranizacją - może ona bardziej podbije moje serce? 



Okładka bierze udział w wyzwaniu Okładkowe Love - te kolory to dla mnie mistrzostwo! :)

17 komentarzy :

  1. Szkoda ,że język czasami męczący . Chociaż muszę przyznać ,że lubię powieści Stephena Kinga , więc może przypadnie mi do gustu ,skoro tak porównałaś style pisarzy ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja już się nieco odzwyczaiłam od specyfiki jego języka, dlatego dość ciężka była dla mnie tutaj konfrontacja z nim. :) Ale warto próbować, zawsze można mieć całkiem inne odczucia. :)

      Usuń
  2. Ostatnio zastanawiałam się właśnie nad tą pozycją, chociaż ciągle nie mogę się zdecydować. Bardzo intryguje mnie fabuła, mam też w planach film, dlatego wolałabym wcześniej zapoznać się z pierwowzorem, ale... No właśnie zawsze jest jakieś "ale". Najbardziej chyba przeraża mnie styl a'la King, który dla mnie jest wyjątkowo ciężkostrawny... No nic moze kiedyś przypadkowo wpadnie mi w ręce ;-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Wiedziałam że Joe Hill to syn Kinga, ale jeszcze nie miałam przyjemności czytać żadnej z jego książek. Co do Kinga nie mam jeszcze ukierunkowanego zdania, bo dalej poznaję jego twórczość, więc nie wypowiem się na temat języka jakim pisze swoje książki. "Rogi" zapowiadają się całkiem nieźle i intrygująco. Myślę że mogłaby mi ta książka przypaść do gustu.

    OdpowiedzUsuń
  4. Jeszcze książek Kinga nie czytałam, ale jak sięgnę to wolałabym zacząć od niego, a nie syna.

    OdpowiedzUsuń
  5. Film mi się całkiem podobał, dlatego postanowiłam dać szansę książce. / Vicky

    OdpowiedzUsuń
  6. Ps. Jak ładnie, zimowo się u Ciebie zrobiło :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja niestety obejrzałam najpierw film. O książce zaczęłam myśleć dopiero do seansie. Podoba mi się pomysł, wydaję mi się, że ten kingowski język nie powinien mi przeszkadzać. Baję się tylko, że znajomość ekranizacji popsuje mi lekturę.

    OdpowiedzUsuń
  8. To mnie zaskoczyłaś że to syn Kinga :0 Ale książkę mam u siebie w biblioteczce i pomimo Twojej oceny nadal chcę się przekonać co ciekawego przyniesie dla mnie ta lektura;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Nie czytam Kinga, i nie wiem czy na tę książkę też mam ochotę :P

    OdpowiedzUsuń
  10. Może kiedyś się skuszę. Chociaż staram si trzymać zasady że najpierw książka, to w tym przypadku jako pirwszy obejrzę film :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Kinga jak dotąd nie udało mi się literacko poznać, ale "Pudełko w kształcie serca" Joego Hilla całkiem mi się podobało. Rogi nie są mnie lektura "na wczoraj" ale w końcu po nią sięgnę ^^

    OdpowiedzUsuń
  12. Czy na okładce nie znajduje się czasem Daniel Radcliffe? ;) Nie słyszałam nigdy wcześniej o książce, tym bardziej o filmie, ale fabuła jest naprawdę oryginalna. O czymś takim to chyba jeszcze nie czytałam:)

    OdpowiedzUsuń
  13. Zagapiłam się. W Matrasie Rogi można było kupić za 9,90 i niestety nie kupiłam. Teraz żałuję.

    OdpowiedzUsuń
  14. O książce nie słyszałam, tylko o filmie. W sumie mam mieszane uczucia ;) ale może,kto wie ;)

    OdpowiedzUsuń
  15. Niedawno zamówiłam sobie tę książkę :) Mam nadzieję, że w najbliższym czasie znajdę chwilę by ja przeczytać:)

    OdpowiedzUsuń

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka