wtorek, 18 listopada 2014

Będąc zamkniętą w klatce swojej podświadomości...


Autor: Michelle Hodkin
Tytuł: Mara Dyer. Tajemnica
Wydawnictwo: YA!
Liczba stron: 412
Moja ocena: 5/10

Wielu z nas chciałoby w oczach innych prezentować się jako zwyczajna, normalna osoba - jedna z tych ponad sześciu miliardów chodzących po globie. Przez całe życie wszystko jest mniej więcej tak, jak sobie życzymy - nie wyróżniamy się z tłumu... ale jedna sytuacja potrafi wszystko zmienić. Czasami nie zdajemy sobie sprawy z tego, jak ogromny potencjał tkwi w małych, pozornie nieznacznych szczegółach. Jednak gdy zaczynamy sobie to uświadamiać - jest już za późno.

Mara Dyer to jedna z tych nastolatek, które mijasz na ulicy, nie przykuwając wcale uwagi. Lecz do czasu. Mara chciałaby móc o sobie powiedzieć, że jest taka jak inni, jednak traci tę możliwość bezpowrotnie po powrocie ze szpitala - jej przyjaciółki zginęły, jedynie ona przeżyła. W tym miejscu przebiega granica rozłączająca jej dotychczasowe życie na dwie połowy: PRZED i PO. Dziewczyna dałaby wszystko, by móc cofnąć czas, uniknąć tych wszystkich niepokojących zdarzeń, jednak zmuszona jest stawić im czoła - na szczęście nie w osamotnieniu, ponieważ towarzyszy jej w tym osoba, której wcześniej nigdy by o to nie podejrzewała. 

Wiele razy zdarzyło mi się kolokwialnie mówiąc "przejechać" na książce, gdy oceniałam ją przez pryzmat okładki - taki mam nawyk i ciężko jest mi z nim zerwać. Gdy dochodzą entuzjastyczne recenzje u większości osób, to żywię w sobie jeszcze większe przekonanie, że "tak, to jest to!"/"z pewnością mi się spodoba!"/"skoro innym się podobało, to mi też musi!". Czy muszę w takim razie wspominać, jak cholernie mocny żal się czuje, gdy po tak pozytywnym nastawieniu przychodzi zawód i spostrzeżenie, że czasami powinno się zdecydowanie chłodniej podchodzić do tego, co zachwyca innych? 

Muszę przyznać, że początkowo ta książka naprawdę mocno mnie intrygowała. Autorka niespiesznie odkrywała przed czytelnikami fabułę, skąpiła też wyjaśnienia i nie szafowała hojnie wskazówkami - o ile często takie zabiegi mnie drażnią po pewnym czasie, tak tutaj tylko wzmogły we mnie uczucie fascynacji. Wciąż zastanawiałam się, co jeszcze ma w zanadrzu, czym jeszcze mnie zaciekawi i jaka jest tajemnica tytułowej Mary Dyer. Niestety, to uczucie się skończyło.

O ile do połowy książki czułam się tak, jak to opisałam wyżej, tak im więcej kartek było za mną, tym częściej łapałam się na zniecierpliwieniu i poirytowaniu. Początkowo Mara była bardzo przeze mnie lubiana, ale w końcu musiałam spojrzeć prawdzie w oczy i stwierdzić, że tak naprawdę to wciąż tylko dziecko - a ciężar zrzucony na jej barki wcale tego nie zmieniał. Nie potrafiła twardo obstawiać przy swoich decyzjach, wystarczyły drobne sugestie, by rezygnowała z tego, co chciała, byle zadowolić innych. Niektóre jej pomysły były irracjonalne i kompletnie nieprzemyślane - miałam wrażenie, że autorka chciała nadać książce zbędnego patosu, co w mojej opinii nie wyszło na plus. 

Obiekt westchnień Mary także przeszedł metamorfozę, która mnie bardzo mocno zdenerwowała - ironiczny, droczący się i pełen charakteru chłopak, za którego dziękowałam autorce, przemienił się w oblanego do obrzydzenia lukrem pączka - jak tak można?! Dlaczego pisarki uważają, że ich czytelniczki będą kochały wykreowanych przez nie bohaterów zawsze, cokolwiek taka pani Hodkin z nimi uczyni? Przysięgam, czytając tę książkę, miałam ochotę zagryźć autorkę, gdybym tylko miała taką możliwość! 

Po przeczytaniu zastanawiałam się nad klasyfikacją tej książki. Jak dla mnie nie da się jej wpasować w jedną szufladkę - to historia pomiędzy paranormal romance, a Young Adult. I co najbardziej zakrawa dla mnie, zagorzałej przeciwniczki tzw. paranormali i oddanej miłośniczki YA, na groteskę, to fakt, że o wiele bardziej przypadła mi do gustu cześć parapsychologiczna niż romantyczna. Chciałabym powiedzieć, że zachwycona jestem po przeczytaniu tej książki i z utęsknieniem czekam na kolejną część, ale nie mogę. Po raz kolejny doszło do sytuacji, w której oprawa przerosła treść. Drugi tom zapewne przeczytam, choć podejdę do niego bardziej zapobiegawczo niż tym razem - kto raz się sparzył, był nieuważny; kto dwa razy - był naiwny. 


Okładka bierze udział w Okładkowe Love - szkoda, że mówiąc o treści Mary, nie ma co mówić o żadnym "love".

25 komentarzy :

  1. Okładka już gdzieś rzuciła mnie się w oczy, ale książka nie zainteresowała mnie wtedy na tyle, żebym sobie zapisała tytuł. Po Twojej recenzji mam mieszane uczucia. Mogłabym dać jej szansę, ale z drugiej strony czuję, że będę mieć później podobne odczucia do Ciebie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciężko, by się nie rzuciła, bo jest zdecydowanie świetna! Myślę, że mimo wszystko warto próbować, choć sama znasz swój gust najlepiej i wiesz, co Ci przypadnie do niego, a co nie. :)

      Usuń
  2. Troszkę mnie zaskoczyłaś, bo ja książkę czytałam i mnie się bardzo podobało. Szczególnie ta potęgująca atmosfera niepokoju zrobiła na mnie wrażenie. W każdym razie czekam z niecierpliwością na drugi tom.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja sama jestem zaskoczona, bo widząc tyle pozytywnych opinii byłam wręcz pewna, że książka mi się spodoba. Ale na drugi tom też czekam, może on bardziej mnie oczaruje?

      Usuń
  3. Przeczytałam wiele pozytywnych opinii na temat tej książki, że też miałam wielkie wymagania. Teraz trochę ochłonełam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasem trzeba mieć więcej dystansu do opinii innych, myślę, że takie kopniaki w tyłek nauczą mnie go. :)

      Usuń
  4. U mnie na półce w kolejce czeka pierwsza część i jestem bardzo ciekawa tej serii ;)
    http://pasion-libros.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To czekam, aż przeczytasz, ciekawi mnie, jak ją odbierzesz. :)

      Usuń
  5. również i mnie zawiodła ta pozycja strasznie, zgadzam się z tym, że oprawa zdecydowanie przerosła treść. ;( myślałam, że będę się zachwycała i Mara Dyer tak bardzo mi się spodoba jak trailer i sesja zdjęciowa promująca powieść, no cóż, widać lipa. :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasem tak jest, że książka nie spełnia oczekiwań. Miło by było, gdyby się nie przeżywało rozczarowań czytelniczych, ale bez nich nie umielibyśmy doceniać prawdziwie dobrych książek. :)

      Usuń
  6. Tylko 5/10? :-/ Kurczę a oczekiwałam rewelacji i już nawet mam ją na półce... Miejmy nadzieję, że mi jednak spodoba się bardziej ;-)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też mam nadzieję, by Ci się spodobała, nie da się tego nie życzyć! :)

      Usuń
  7. Fakt, często ostatnio się zdarza, że pierwsze recenzje po premierze są zachwycające, cukierki wręcz, a potem się okazuje, że nie jest tak kolorowo, dlatego tę książkę zostawiłam sobie w formie e-booka, bo do końca ie byłam, aż tak przekonana.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja cieszę się, że książkę wypożyczyłam z biblioteki, gdyż żałowałabym teraz wydanych na nią pieniędzy. Chociaż nie pogardziłabym w zasadzie własnym egzemplarzem, chyba jedynie ze względu na okładkę.

      Usuń
  8. Kolejna typowa młodzieżówka z niewykorzystanym potencjałem ? Nie , dzięki .
    Także tak miałam przy dwóch książkach ,że recenzje innych nastawiły mnie na coś niesamowitego , a tutaj klapa .. Za duże oczekiwania wobec książki ..
    Dlatego też przestałam się nastawiać na taki szał na książki i poczekać na inne recenzje , które wytykają mankamenty w nich zawarte ;) Lub zwyczajnie polegam na swojej intuicji i najlepiej na tym wychodzę ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Czytałam o niej kilka pozytywnych opinii, te negatywne też się znalazły, ale chyba dam jej szansę. Może akurat mi się spodoba.

    OdpowiedzUsuń
  10. Szkoda, że ta książka nie wywarła na tobie tak dobrego wrażenia jak na mnie...

    OdpowiedzUsuń
  11. A ja i tak jestem nastawiona bardzooo pozytywnie wobec tej książki. Przecież to normalne, że książka jednych oczaruje, drugich zawiedzie. A, że ja mam ochotę sama ocenić ten tytuł, to muszę sobie go koniecznie sprezentować:)

    OdpowiedzUsuń
  12. no to pojechałaś ostro ;) Wygląda na to, że musisz szukać książek, które innym się nie podobają ;) Mara oczarowała wszystkich, mnie też i z niecierpliwością czekam na kolejnym tom, jednak widocznie miałaś zbyt wysokie oczekiwania, lub po prostu Hodkin Cię nie przekonuje. I nie ma tak, że coś musi się podobać ;) nie musi ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. Gdy wszyscy chwalą książkę, ja staję się wobec niej coraz bardziej podejrzliwa. I czekałam na słowa krytyki w kwestii tej pozycji. Przecież zawsze komuś się dana książka nie spodoba. Fakt - trochę to trwało zanim pojawiły się mniej entuzjastyczne opinie na jej temat, ale warto było poczekać. Teraz już wiem, że nie mam ochoty jej czytać. Dzięki.

    OdpowiedzUsuń
  14. Czytałam już kilka recenzji tej książki i wydaje mi się godna uwagi. Każdy ma inny gust, więc muszę po prostu sama ją przeczytać.

    OdpowiedzUsuń
  15. Ja jestem jedną z tych osób, które się Marą zachwycały (i nadal zachwycają). W moim odczuciu książka jest świetna i oryginalna, szczególnie patrząc na obecny rynek wydawniczy... Ale niestety wiem, co Ty czujesz, też często przejechałam się na hucznie i pozytywnie recenzowanych książkach.

    OdpowiedzUsuń
  16. Ta książka jest dla mnie... po prostu tajemnicza :) raz mam ochotę ją brać, a raz mnie odrzuca. Sama nie wiem, nie mogę sobie o niej opinii wyrobić, ale większość chwali

    OdpowiedzUsuń
  17. A mnie się "Mara Dyer" bardzo podobała. Ale przecież każdy ma inny gust i nie każdemu musi się podobać to samo ;)

    OdpowiedzUsuń

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka