niedziela, 19 października 2014

Życie na szalupie z tygrysem - bajka czy cud?

Okładka książki Życie Pi
Autor: Yann Martel
Tytuł: Życie Pi
Wydawnictwo: Albatros
Liczba stron: 400
Moja ocena: 8/10

Przyzwyczajeni jesteśmy do wygodnego życia, gdzie wszystko mamy na wyciągnięcie ręki. Mając ochotę na coś słodkiego, idę do sklepu i kupuję kit-kata lub snickersa. Chcąc się pośmiać - włączam któryś ze starszych skeczów Kabaretu Moralnego Niepokoju. Brakuje mi cukru w herbacie - idę do kuchni i dosładzam, aż uznam, że jest w porządku. Brak paliwa w aucie - wycieczka na stację benzynową. Potrzeba popływania - czas na basen. Chęć porozmawiania z dawną niesłyszaną osobą - telefon do koleżanki. I tak dalej... Wszystko na zawołanie, lecz co, gdyby tak nie było? Jak radzić sobie w sytuacji, która jest pozornie bez wyjścia?

Pi Patel to młodzieniec zamieszkujący Indzie, którego rodzina jest właścicielem wielkiego ogrodu zoologicznego. Jest szczęśliwy i nie potrafi zrozumieć decyzji rodziców o konieczności opuszczenia kraju, a co za tym idzie - likwidacji zoo i przeprowadzki. W końcu ląduje z rodziną na frachtowcu, a towarzyszą im zwierzęta, które mają zostać sprzedane za oceanem. Nic jednak nie przebiega tak jak powinno - sztorm zatapia statek i wydaje się, że z życiem uszedł jedynie Pi. Rzeczywistość zostaje szybko zweryfikowana - na szalupie przebywa też zebra, orangutan, hiena i tygrys. Czy przeżycie w takim towarzystwie jest możliwe dla człowieka? 

Kolejny raz z niejaką przykrością muszę powiedzieć, że do zapoznania się z tą niewiarygodną opowieścią zachęciła mnie okładka. Czemu z przykrością? Bo dobrze wiem, że nie ocenia się książki przez pryzmat okładki. Dominujący kolor pomarańczowy i hipnotyzujące spojrzenie tygrysa to coś, co skradło mi serce. Zapoznając się następnie z opisem na odwrocie, uznałam, że nie mam innego wyjścia jak natychmiastowe zapoznanie się z zawartością. Treść pochłonęła mnie kompletnie i nieodwracalnie, bo zawierała w sobie opis wydarzeń, który w całej swojej nierealności wydaje się być rzeczywisty aż do szpiku kości.

Bohater, czyli nasz Pi, jest osobą, która bez najmniejszych trudności zdobyła moją sympatię. Jest tak ludzki, że to wydaje się być czasami nienormalne. Jest szczery i rzetelny w swojej relacji - dzieli się z czytelnikiem wieloma informacjami, niczego nie próbuje zataić. To osoba niesamowicie bliska każdemu z nas - przeżywa chwile euforii, momenty zwątpienia, ale i apatii. Nie jest naiwny, gdyż zdaje sobie doskonale sprawę z absurdalności swojego położenia - jak tu nie panikować, dzieląc niedole z tygrysem? 

Ten wątek sprawił, że książka Martela wyróżnia się spośród setek innych o przetrwaniu w ciężkich warunkach. Wszystko wydało się być nieprawdopodobne do granic możliwości, lecz czytając, miałam wrażenie, że poznaję autentyczną historię i skończyło się na tym, że próbowałam wyszukać informacji o tym zdarzeniu w internecie (dzięki temu dowiedziałam się o istnieniu filmu, który zgarnął aż kilka Oscarów!). To opowieść o irracjonalnej więzi, która powstała między ofiarą i drapieżnikiem - zarówno przepiękna w swoim nieprawdopodobieństwie, jak i cudna w realizmie. 

Przyczepić się mogę tylko do zbytniej szczegółowości, z naciskiem na momenty zdobywania pożywienia, czyli polowania. Rozumiem, jaki był tego cel - autor chciał wszystko jeszcze bardziej urealnić, ale jak dla mnie było to zbyteczne, gdyż często przenosiłam wzrok na następną stroną, nie będąc w stanie mierzyć się z taką drobiazgowością (myślę, że informacje w typie tych, że oczy i kręgosłup zawierają słodkie soki, które smakują autorowi i dlaczego były naprawdę dość niesmaczne). A podejrzewam, że nie na tym zależało autorowi. 

To książka pod każdym względem wyjątkowa. Mamy tu do czynienia z wieloma zaskakującymi elementami - autor stawia tezę, w myśl której zwierzęta wolą życie w zoo niż na wolności lub próbuje pokazać, że człowiek może być wyznawcą trzech religii, pozornie wykluczających się - hinduizmu, chrześcijaństwa i islamu. Choć nie zawsze zgadzałam się z jego zdaniem, to jednak poznawałam jego opinie z niesłabnącym zainteresowaniem, bo ta książka wciąga niczym czarna dziura - splata w sobie sprzeczności, pozwala żywić nadzieję, a potem bezlitośnie miażdży ją rezygnacją, przeplata w sobie instynkt zabójcy z dziwnym szacunkiem, a do tego zapewnia szeroką gamę emocji, przez co ciężko obok niej przejść obojętnie. 


Książka bierze udział w wyzwaniu Okładkowe Love.

23 komentarze :

  1. Jakie zmiany ;)
    co do książki, słyszałam o niej, ale jakos nigdy nie mam okazji sięgnąć. A chciałabym. Chyba o tysiącach książek mówię to samo, ale moja kieszeń nie jest tak pełna, by miec okazję wszystkie przeczytac, szkoda. Zdaje mi się, że to by była miła lektura

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A trzeba czasem coś zmienić, a wcześniej było mi tutaj aż za ciemno, troszkę przytłaczająco. :) Oj, to fakt - chciałoby się czytać i czytać, ale nie zawsze ma się takie możliwości.

      Usuń
  2. Oglądałam tylko film i średnio przypadł mi do gustu, więc nie wiem czy zdecyduję się na książkę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozumiem, czasem tak też mam, że zrażę się i później jak kot do jeża podchodzę. :)

      Usuń
  3. Magnificent beat ! I would like to apprentice while you amend your website, how can i subscribe for a blog
    website? The account helped me a acceptable deal. I had
    been a little bit acquainted of this your broadcast provided bright
    clear concept

    My page https://www.facebook.com/pages/Free-Clash-Of-Clans-Account/455553904583001

    OdpowiedzUsuń
  4. Początkowo zupełnie nie ciągnęło mnie do tej powieści, ale z każdą pozytywną recenzją zaczęłam przekonywać się do "Życie Pi". Myślę, że jeśli uda mi się dorwać ją w bibliotece, to skorzystam i przeczytam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To w takim razie polecam. Według mnie kawał dobrej literatury, naprawdę na poziomie. :)

      Usuń
  5. Powieść chętnie przeczytam, bo zapowiada się jakoś tak świeżo i intrygująco. Film jednak ani trochę nie przypadł mi do gustu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, to szkoda... Mam jednak nadzieję, że mi się spodoba! :)

      Usuń
  6. Śliczna okładka. Książę mam w planach, tylko, żeby złapać wolną chwilę:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, te wolne chwile, jak na lekarstwo ich, a tyle książek chciałoby się przeczytać. :)

      Usuń
  7. Właśnie okładka jest powodem dla którego mam nieustanną ochotę na tę książkę. Jednak naczytałam się, że powieść jest... nudna, przegadana i to trochę ostudziło mój zapał. Z drugiej strony wiem też, że dla Ciebie i Larsson był tomiskiem do ogarnięcia, więc wiem czego się spodziewać ;) W najbliższym czasie nie przeczytam, ale kiedyś na pewno.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, okładka to marzenie. Powiem Ci, że można mieć momentami wrażenie, że autor nieco "przynudzał", bo sporo było rozmyślań, ale co kto lubi - mnie to w najmniejszym stopniu nie przeszkadzało! :)

      Usuń
  8. Thank you for sharing your info. I truly appreciate your efforts and I
    am waiting for your further write ups thanks once again.

    Feel free to surf to my page Free clash of clans account (https://www.facebook.com)

    OdpowiedzUsuń
  9. Jeszcze nie miałam okazji czytać, widziałam tylko film... Ale liczę, że prędzej czy później się uda poznać i wersję książkową :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja mam odwrotnie - teraz muszę się zabrać za ekranizację! :)

      Usuń
  10. Jak oglądałam ekranizację właśnie fakt przebywania bohatera na łodzi z tygrysem wydał mi się trochę za bardzo naciągany...

    OdpowiedzUsuń
  11. Książka była ... dziwna! Rozumiem, że to metafora, ale ja kompletnie jej nie rozumiałam! Jednak dla mnie film był gorszy - ale już co kto woli :)

    OdpowiedzUsuń
  12. kurczę... ja wiem, że ta książka (często też na booktubie) jest wychwalana, że ją uwielbiają i polecają, czytałam o niej już wiele, ale przemóc się nie mogę... i chyba się nie przemogę.
    okładka bardzo ładna :) Okładkowe Love jak najbardziej zrozumiałe :)

    OdpowiedzUsuń
  13. O książce usłyszałam po raz pierwszy jakieś 2 lata temu, gdy na ekranach kin pojawił się film na jej podstawie. Wtedy też nadarzyła się okazja, aby nabyć książkę z drugiej ręki. Nie skłoniła mnie do tego okładka, gdyż mam stare wydanie z nie tak piękną, niebieską okładką, lecz ciekawość. Tak się też wtedy zdarzyło, że nie miałam czasu na zapoznanie się z tą pozycją, leżała na mojej półce i czekała na swoją kolej. Jednak pewnego dnia obejrzałam w końcu film. Ta ekranizacja mnie nie zachwyciła, więc stwierdziłam, ze z czytaniem książki nie będę się śpieszyć. Nie wiem czy kiedykolwiek ja przeczytam...

    ksiazkowy-swiat-niki.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  14. Widziałam film i chyba na tym poprzestanę :)

    OdpowiedzUsuń

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka