środa, 1 października 2014

Uporządkować wszystkich według kolorków, zapakować do baraków - recepta na "złe" dzieci

Okładka książki Mroczne umysły
Autor: Alexandra Bracken
Tytuł: Mroczne umysły
Wydawnictwo: Moondrive
Liczba stron: 456
Moja ocena: 3-/10

Czy możesz z czystym sumieniem powiedzieć o sobie, że jesteś osobą prawdomówną? Z ręką na sercu możesz przysiąc, że mówisz prawdę i tylko prawdę? Sądzę, że niewiele osób odpowiedziałoby "tak", gdyż prawie każdemu zdarza się skłamać. Czasem zatajamy prawdziwą wersję dla czyjegoś dobra, innym razem posługujemy się oszustwem dla własnych korzyści, a jeszcze innego dnia fałszujemy coś, nie zdając sobie nawet z tego sprawy! Kłamstwa zdarzają się ciągle - jedne planowane, inne nie. Jedne pod wpływem chwili i bardzo spontaniczne, inne planowane z wyprzedzeniem i dokładnie przemyślane. Czy jest pomiędzy nimi różnica? Czy kłamstwa można usprawiedliwiać np. tym, że wypowiedziało je dziecko w celu chronienia siebie? 

Ruby nie ma prawa do zwyczajnego dzieciństwa. Zostało jej, jak i innym dzieciom odebrane w chwili, gdy wysłano ją do ośrodka "rehabilitacyjnego". Te miejsca gromadzą osoby, które tak jak ona mają nieprzeciętne umiejętności paranormalne. Klasyfikacja w nich następuje za pomocą kolorów - Niebieski, Zielony, Żółty, Pomarańczowy, Czerwony. W odruchu desperacji Ruby kłamie - mówi, że należy do Zielonych, choć tak naprawdę jest jedną z ostatnich Pomarańczowych. Wydaje się, że dziewczyna stworzyła kłamstwo idealne - nikt nie zdaje sobie sprawy z jej sekretu, lecz rozwój wydarzeń sprawia, że dziewczyna nie może żyć dalej tak jak dotychczas. 

Uwielbiam uczucie, gdy książka, którą cholernie mocno chciałam przeczytać, okazuje się być tego warta. Zachwyca mnie, wstrząsa, wzrusza, rozbawia - wywołuje mnóstwo pozytywnych emocji, a co najważniejsze to sprawia, że po przeczytaniu wciąż o niej myślę i nie mogę o niej zapomnieć. Zdarza się jednak rzecz przeciwna, gdy czytadło, z którym wiązało się duże nadzieje, okazuje się być jednym wielkim zawodem. Nie znoszę tego, bo nie znoszę rozczarowań czytelniczych. Słyszałam kiedyś zdanie, że poznając książki słabe, uczymy się doceniać i rozpoznawać te lepsze i najlepsze, ale chyba jak każdy czytelnik chciałabym na swojej ścieżce trafiać tylko na te wybitne. 

Do książki podeszłam z ogromnym optymizmem. Niedawno wyszła druga część, a ja już chciałam ją czytać - tylko jak, skoro nie poznałam pierwszej? Rada jest jedna, czym prędzej się za nią wziąć! Więc się zmotywowałam i sięgnęłam, lecz mój entuzjazm szybko zaczął przechodzić metamorfozy według następującego planu:
1. Entuzjazm (hurra, w końcu ją mam, na pewno będzie świetna!)
2. Lekkie zdziwienie, ale wciąż zawierające entuzjazm (hmm... wiele razy książka słabo się zaczynała, a mimo to mi się podobała, więc warto dać jej szansę)
3. Zdziwienie, które stara się pozbierać rozbity entuzjazm w kupkę i pozwolić mu wrócić, ale bezskutecznie (no nie, trochę za długo te słabe momenty trwają, w końcu już połowa książki, ile mam czekać?!)
4. Pozbycie się nadziei i chłodek w ocenie (dobra, minęło już 3/4 książki, więc nie ma co oczekiwać gruszek na wierzbie, masz co chciałaś)
5. Doczołganie się do końca książki (Kurczę, zostało mi jeszcze tak mało, czemu się to tak wlecze? Chcę to już mieć za sobą, im szybciej, tym lepiej!)

Drażniło mnie tu prawie wszystko. Od początku nie przypadł mi do gustu język, jakim posługiwała się autorka. Czasami był zbyt rzeczowy, zbyt suchy - w końcu na początku wszystko było opisywane z perspektywy dziecka, dlaczego tego nie można było wyczuć? Miałam wrażenie, jakby było to opowiadane przez znudzoną życiem pięćdziesięciolatkę - wyprane z emocji, uczuć minimalna ilość, za mało, stanowczo! Taki sposób narracji sprawił, że wyszła na jaw kolejna wada - nie potrafiłam utożsamić się z bohaterami, żadnym! Ani z Ruby, ani z nikim innym, przez co ciężej mi szło czytanie książki, skoro nie rozumiałam posunięć jej bohaterów. 

Działania. Przez większą ilość książki wszyscy uciekają przed wszystkimi, każdy każdemu wilkiem, ciężko ogólnie z zaufaniem, choć po jakimś czasie sytuacja uległa zmianom. Jak dla mnie na plus zasługuje to, że wątek miłosny nie był tutaj mocno rozbudowany - choć zazwyczaj je lubię w książkach, to obawiam się, że tutaj mógłby też się autorce nie udać i miałabym kolejny powód do narzekania. Bohaterowie niby wiedzą czego chcą, dążą do tego, ale z drugiej strony jak dla mnie sprawiają wrażenie kompletnie zagubionych, którzy przypadkiem znaleźli się w takiej sytuacji i czekają, aż ktoś im powie, że to tylko zły sen i mogą się obudzić. 

Tym, co sprawia, że jakoś ta książka w moich oczach wypadła, jest jej zakończenie. Muszę przyznać, że autorka zaskoczyła mnie nim, bo nie tego się spodziewałam - bardzo się cieszę z tego, choć nie było ono zbyt miłe. Całą książkę ciężko mi podsumować - wymęczyłam ją strasznie, gdy ją skończyłam, to z ulgą, że to już za mną. Wątpię, czy w najbliższym czasie sięgnę po kontynuację - na razie złe wrażenia są zbyt świeże i chyba nie mam ochoty mierzyć się z drugą częścią. Na zakończenie dodam jeszcze, że nie rozumiem, czemu ta seria ma takie koszmarkowate okładki - pasujące, ale jak dla mnie paskudki z nich straszne, a ja tak bardzo lubię, gdy mają coś w sobie... Nawet frajdy z ładnej okładki mi pożałowali, bezczelność do kwadratu!

11 komentarzy :

  1. Zgadzam się z Tobą, nie wiem co inni widzą w tej pozycji, była po prostu strasznie irytująca.

    OdpowiedzUsuń
  2. Szkoda, że tak się zawiodłaś. Ja jeszcze jej nie znam, ale mimo Twojej niskiej oceny, dam jej szansę.

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie ma nic gorszego niż czytelnicze rozczarowania... Biorąc do ręki książkę liczę na emocjonującą historię, a gdy takiej nie otrzymuję czuję się naprawdę źle... Dlatego coraz częściej omijam popularne książki i zabieram się do nich dopiero wtedy, gdy szum medialny wokół nich nieco ucichnie :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Szkoda, że książka Cię tak wymęczyła. Nie spodziewałam się tego po tej lekturze.

    OdpowiedzUsuń
  5. Też nie podobają mi się okładki, choć myślałam, że treść będzie je wynagradzać. Teraz raczej książki nie przeczytam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Okładki są tragiczne, ale czytanie - na własną odpowiedzialność.

      Usuń
  6. Swoją negatywną recenzją jeszcze bardziej mnie nakręciłaś na tę książkę, naprawdę. Jestem ciekawa, jak ja odbiorę tę historię:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że Tobie się spodoba, ja jakoś nie mogłam w niej odszukać zbyt wielu pozytywów. :)

      Usuń
  7. Ubawiłaś się podczas czytania Twoich słów, ale swojego zdania nie zmieniam. Lubię tę serię, choć fakt, okładki są koszmarne (zdecydowanie lepsze byłyby oryginalne). Cykl ma w sobie pewien smutek i depresyjny klimat, ale to nie jest coś, co już bym czytała.
    Myślę, że drugi tom dostanie od Ciebie 2+ ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nawet nie widziałam, jakie były te oryginalne, teraz po sprawdzeniu mogę zgodzić się w pełni z Tobą, że wydawnictwo powinno zostać przy tamtej szacie graficznej. Oj, na razie nie myślę o drugim tomie, choć pewnie w przyszłości się za niego wezmę z ciekawości. :)

      Usuń

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka