środa, 15 października 2014

Odkrycie literackie dla młodzieży czy leniwy człowiek powielający wciąż to samo?

Okładka książki Papierowe miasta
Autor: John Green
Tytuł: Papierowe miasta
Wydawnictwo: Bukowy Las
Liczba stron: 400
Moja ocena: 6+/10

Czasem wydaje się, że znamy kogoś bardzo dobrze i zapytani, potrafimy podać całkiem sporą liczbę informacji dotyczących tej osoby. Wiemy, gdzie chodzi do szkoły, jakim samochodem jeździ, jak wczoraj była uczesana, w jakim towarzystwie się obraca i z kim się spotykała w przeciągu ostatnich pięciu lat. Mówimy "znam ją bardzo dobrze", ale czy rzeczywiście tak jest? Czy wiemy, co siedzi w duszy tej osoby i dostrzegamy, gdy coś zaczyna być nie tak?

Dla Quentina Jacobsena życie do tej pory było zadziwiająco łatwe i zwyczajne. Było takie, jak tysięcy jego rówieśników, gdyż nie był najpopularniejszym chłopakiem w szkole, przyjaźnił się z osobami o statusie towarzyskim podobnym do swojego i nie mógł się poszczycić niesłabnącym zainteresowaniem u dziewcząt - mimo tego wszystkiego był zadowolony ze swojego życia. Lecz jak wszyscy wiemy - każda rzecz powiada zarówno początek, jak i koniec. Tego pamiętnego dnia do sypialni Q wkrada się Margo - jego sąsiadka i przyjaciółka z dzieciństwa, która prosi go o przysługę. Następnego dnia znika, a Quentin z przyjaciółmi próbuje wyjaśnić wskazówki pozostawione przez dziewczynę i odkryć, kim naprawdę jest.

Muszę przyznać, że temu autorowi się często-gęsto obrywało ode mnie. W recenzjach jego twórczości zazwyczaj skąpiłam mu pochwał i zachwytów, za to w nadmiarze otrzymywał ode mnie krytyczne uwagi i wytykanie powtórzeń, których znajdowałam mnóstwo. Nie będę Was oszukiwała mówiąc, że ta jest całkowicie inna od reszty i zdumiała mnie swoją nieprzewidywalnością - wszak Green to autor lubujący się w schematyzmie. Mogę jednak powiedzieć, że tę książkę odebrałam nieco lepiej, a moja opinia o Greenie uległa nieznacznemu ociepleniu.

Jak przed momentem wspomniałam - oryginalnością na pewno autor mnie nie porwał. Wciąż krąży po wcześniej wypracowanych szlakach. wciąż próbuje przekazywać te same myśli - zmianie ulega tylko otoczka, choć jakoś łatwiej tu przychodziło mi strawienie tego. Może dlatego, że pogodziłam się z faktem, że Green nie podbije mojego serca? Może uznałam, że nie ma co się nastawiać na fantastyczne fajerwerki, bo otrzymam tylko wątpliwej jakości petardy? Coś w tym być musi, bo spodziewałam się powieści w stylu 19 razy Katherine, a otrzymałam bardziej ciekawą opowieść, która mnie tak nie zmęczyła, a nawet kilkakrotnie rozbawiła. 

Mając za sobą już wszystkie wydane w Polsce książki tego autora, pokuszę się o stwierdzenie, że to, co Greenowi ciekawie wypada to dialogi - potrafią rozbawić, czasami wzruszyć czy skłonić do przemyśleń, ponieważ mają w sobie nutę sarkazmu i humoru, a także mądrości. Jednakże co z tego, jeśli fabuła wypada u niego dość miernie i powtarzalnie, a na dodatek często balansuje na granicy dobrego smaku? Gdy idziecie do restauracji i zamawiacie dla siebie obiad, to wolicie otrzymać na talerzu podgrzanego kotleta ze wczoraj z innym niż wcześniej sosem czy tę samą potrawę przyrządzoną przez kucharza dopiero przed podaniem? To pytanie można idealnie dopasować do Zielonego i jego książek, bo jak dla mnie pasuje jak ulał i oddaje sedno jego prac. 

To, co tutaj działało na korzyść książki to ta wszechobecna zagadkowość - autentycznie byłam ciekawa, jaki finał przygotowany został dla Margo, Q i ich przyjaciół, dlatego z zainteresowaniem śledziłam poczynania bohaterów aż do "decydującego momentu". Bo to, co nastąpiło po owym "decydującym momencie" było dla mnie najzwyczajniej w świecie miałkie i takie... z czapy. 

Sporo miałam problemów z ustaleniem, jak w końcu odebrałam tę książkę. Zazwyczaj staram się każdą przeczytaną pozycję oceniać indywidualnie i nie pod kątem innych książek, które mogłyby wpływać na moje zdanie, jednakże ujmując rzecz szczerze - nie da się tak, gdy czytało się inną twórczość autorów, bo porównania same pchają się pod palce, zwłaszcza, gdy są tak oczywiste jak tu. I choć zapewne nigdy już nie dołączę do osób ceniących Greena, to jednak nie mam też o nim złego zdania - to autor przeciętny - i taka też jest jego książka. 

12 komentarzy :

  1. No mi niestety książka nie przypadła do gustu (oprócz tych Sherlockowych fragmentów :P)

    OdpowiedzUsuń
  2. Mnie się podobała. Ale Green, faktycznie, powiela schematy. We wszystkich książkach jest oryginalnie, ale... tak samo oryginalnie, powiedziałabym. :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Mam na półce, ale jakoś straciłam na nią ochotę :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja na razie staram się stać daleko od autora, tylko ze względu na cały ten szum wokół niego, nie lubię czytać pozycji, gdy jest o nich tak głośno. Wolę przeczytać ją w późniejszym terminie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam tak samo :) Przyjdzie jednak czas, że zapoznam się z twórczością tego autora :)

      Usuń
  5. Nie znam jeszcze jego twórczości, a po lekturze Twojego posta wszelka chęć na jej poznanie zanikła. Nie przepadam za "odgrzewanymi kotletami".

    OdpowiedzUsuń
  6. Jeszcze nie czytałam żadnej książki tego autora, ale teraz naprawdę mnie nie ciągnie.

    OdpowiedzUsuń
  7. Musze przeczytać jakąkolwiek książkę Greena, aby mieć jakieś pojęcie. Niemniej zastanawiam się od której zacząć, bowiem wiem, że dla niektórych wszystkie cztery są bardzo podobne, schematyczne i wtórne i to ta pierwsza oceniania jest zawsze najwyżej.

    OdpowiedzUsuń
  8. No widzisz, czyli jednak Green jest zwykłym pisarzem, który zbytnio się nie wyróżnia i fanką nie zostanę. Jednak może kiedyś ponownie dam mu szansę, na razie przetrawiam GNW, które miało w sobie coś fajnego. I tak zostanie jakiś czas ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Czytałam tylko "Gwiazd naszych wina" tego autora i książka mi się podobała, więc mam w planach też inne jego powieści :)

    http://pasion-libros.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  10. Jesteś doskonałym przykładem, że ile czytelników i blogów, tyle też skrajnych recenzji:) Jako, że GWN mam już w końcu siebie, wkrótce i ja określę swoje uczucia:)

    OdpowiedzUsuń
  11. Mi się książka bardzo podobała!

    OdpowiedzUsuń

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka