poniedziałek, 11 sierpnia 2014

"To, co wydaje się straszne, można przetrwać, ponieważ jesteśmy tak niezniszczalni, jak nam się wydaje."

Okładka książki Szukając Alaski
Autor: John Green
Tytuł: Szukając Alaski
Wydawnictwo: Bukowy Las
Liczba stron: 317
Moja ocena: 7+/10

Są chwile, kiedy pozwalamy naszym bliskim robić bzdury. Nie protestujemy, gdy podejmują bezmyślne decyzje. Gdy przychodzi najgorsze, to bez końca obarczamy się wyrzutami sumienia, wymówkami i gdybaniem. A trzeba nauczyć się spoglądać prawdzie w oczy, choć to nie należy do łatwych i przyjemnych rzeczy, tak samo jak zrozumienie faktu, że nie możliwe jest cofnięcie czasu - bo, tak jak powiedział Heraklit z Efezu: panta rhei - wszystko płynie, więc nic nie jest takie samo, a co się stało, to się nie odstanie.

Wielu nastolatków boryka się z problemem, jakim jest brak przyjaciół i akceptacji w szkole. Przecież każdy chciałby być lubiany, mieć grono zaufanych osób, z którymi mógłby rozmawiać. Tego samego chciałby Miles, który wyrusza, aby odkryć Wielkie Być Może. Trafia do nowej szkoły, w której udaje mu się zawrzeć nowe znajomości. Poznaje Pułkownika, Takumiego, ale i Alaskę - dziewczynę będącą jego całkowitym przeciwieństwem: przebojową, pełną siebie, ale i enigmę. To dzięki nim udaje mu się zasmakować życia, choć nie wszystko przebiega tak, jakby sobie tego życzył.

Johna Greena miałam okazję poznać przy czytaniu Gwiazd naszych wina, jednakże ta książka nie sprostała moim wymaganiom i nie wywarła na mnie zbyt dużego wrażenia, przez co nieco obawiałam się sięgać po inne powieści tego autora. Po namyśle stwierdziłam jednak, że nie powinnam od razu go skreślać i dać mu szansę - a nuż spodoba mi jakaś inna jego książka bardziej niż poprzedniczka? Po przeczytaniu tej historii mogę powiedzieć, że jestem całkiem usatysfakcjonowana - Szukając Alaski czytało mi się o wiele przyjemniej niż zakładałam. 

Miles to nastolatek, który przeżył w życiu wiele rozczarowań, a do ideału wiele mu brakuje, co sprawiło, że udało mu się zdobyć moją sympatię, bo niezwykle cenię w postaciach naturalność. Podczas czytania nie czułam żadnej sztuczności, nic nie było dla mnie naciągane ani przesadzone. I to samo można powiedzieć o reszcie bohaterów, bo każdy był sobą - osobą pełną zalet, ale i z mnóstwem wad. I przez to byli po prostu ludzcy, a taka kreacja postaci zawsze zyskuje moją aprobatę. 

Bardzo interesującą metodą było podzielenie książki na dwie części, a także związane z tym odliczanie dni - najpierw "przed", później "po". Taki zabieg sprawił, że wciąż narastała we mnie ciekawość - kurczaki, pewna jestem co się wydarzy, no ale co?! Taka niewiedza tylko zaostrzała mój apetyt i sprawiała, że jeszcze bardziej i szybciej chciałam się dowiedzieć, jakie zdarzenie było punktem kulminacyjnym w tej powieści.

Małą obawę wiązałam z tym, że książka, o której tutaj Wam opowiadam, jest debiutem literackim. "Skoro nie przypadła mi do gustu książka, która powszechnie wywoływała zachwyt i uwielbienie, to czy powieść, w której autor był o wiele mniej doświadczony i stawiał swoje pierwsze kroki w literaturze, ma szansę przypaść mi do gustu?" - przyznaję, że takie myśli towarzyszyły mi przed rozpoczęciem czytania, Na szczęście okazało się, że były niesłuszne, chociaż wady też wyłapałam. Po przeczytaniu dwóch książek autora mogę stwierdzić, że powiela on niektóre schematy, przez co osobiście miałam uczucie wtórności i małe deja vu. Wolę o wiele bardziej, gdy odkrywa się nowe szlaki niż podąża utartymi i wypróbowanymi wcześniej. 

Książka skierowana jest głównie do nastoletnich czytelników, aczkolwiek uważam, że zawarte w niej prawdy są uniwersalne i warte zapoznania się z nimi w każdym wieku. To powieść o dojrzewaniu, samotności, przyjaźni i pierwszej miłości. Nie brak w niej radości, ale znajdzie się i smutek. Wypełniona jest emocjami, lecz nie tanimi i sztucznymi (takie wrażenie odniosłam właśnie w Gwiazd naszych wina), a pełnymi szczerości. Green za pomocą przewrotnego humoru i ciętego pióra pokazuje, że ważne jest w życiu dążenie do odkrywania prawdy. Nawet jeśli niepełnej.

15 komentarzy :

  1. Mam dwie książki autora, ale jeszcze ich nie przeczytałam. Nie wiem na, co czekam.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ten autor zniechęcił mnie poprzednią ksiązką, nie sięgnę już ;(

    OdpowiedzUsuń
  3. O Greenie nasłuchałam się zdecydowanie za dużo dobrego ;) Mam zamiar wkrótce zacząć przygodę z tym autorem, ale nie wiem, którą książkę jego pióra powinnam dorwać jako pierwszą, bo nie chciałabym na starcie się zrazić...
    No nic, zobaczymy, może Pan Zielony przypadnie mi do gustu? ;p Tak czy inaczej bardzo lubię Twoje recenzje, przyjemnie je się czyta, nawet jeśli nie jestem w temacie, jak chodzi o dany tytuł ;D
    Buziaczki!
    Cupcake. z Bujając w obłokach książki czytamy

    OdpowiedzUsuń
  4. Ciągle poluję na tę książkę :)

    Zapraszam do mnie na konkurs: pasion-libros.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  5. John Green jest dla mnie pisarzem jeszcze nie znanym (być może kiedyś :)) :D

    OdpowiedzUsuń
  6. Po GNW jakoś nie mam ochoty na Greena. I nie chcodzi o to, że mi się nie podobało, po prostu coś mi w jego prozie nie pasuje ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Na pewno przeczytam, bo obiecałam sobie lekturę wszystkich książek Greena ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Mam dwie książki Greena za sobą - Alaska jeszcze przede mną. Pewnie kiedyś po nią sięgnę, ale nie spodziewam się, że trafi do mnie tak mocno jak Gwiazd naszych wina.

    OdpowiedzUsuń
  9. Och, a mnie GNW zachwyciła, może dlatego, że była to jedna z tych pierwszych książek, które stały się dla mnie naprawdę ważne. SA również znam i muszę przyznać, że książka również wywołała na mnie spore wrażenie, głównie ze względu na tytułową postać, która mnie cholernie zafascynowała. Do powieści oczywiście planuję sobie wracać. ;) Bardzo się cieszę, że w ogólnym rozrachunku i Tobie przypadła do gustu. ;>

    OdpowiedzUsuń
  10. A ja się wciąż zastanawiam dlaczego Bukowy Las tak spaskudził te okładki... Przecież te oryginalne były prześwietne. No niepojęte... Czasem nie rozumiem tych akcji marketingowych. Alaska już jest na mojej półce - mam nadzieję, że sposoba mi się równie mocno jak Tobie :)

    OdpowiedzUsuń
  11. To mnie zadziwiłaś teraz, pisząc, że "Gwiazd naszych wina" nie przypadło Ci do gustu. Pierwsza taka opinia w sieci, którą widzę, wśród ogólnych zachwytów:) Jestem ciekawa, która z tych dwóch książek autora, bardziej przypadnie mi do gustu:)

    OdpowiedzUsuń
  12. Widzę, że jesteśmy na tym samym etapie czytania Greena - po "Szukając Alaski" i "GNW" :-) Ta druga wzbudziła we mnie mieszane uczucia, a ta pierwsza podobała mi się, chociaż bez jakichś wielkich szaleństw :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Po "Gwiazd naszych wina" muszę przeczytać i tę książkę. Koniecznie!

    OdpowiedzUsuń
  14. Tej książki Greena jeszcze nie czytałam :) Pora to zmienić ;)

    OdpowiedzUsuń

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka