środa, 2 lipca 2014

"Zjeść ciastko i mieć ciastko, czyli tajenie zdrady, które też ma swoje granice"

Okładka książki Bezmyślna
Autor: S.C. Stephens
Tytuł: Bezmyślna
Wydawnictwo: Akurat
Liczba stron: 672
Moja ocena: 2+/10

Niczym dziwnym się wydaje, że w związku jedna osoba poświęca się dla drugiej. Można uznać, że to nie jest coś wielkiego, a perspektywa bycia ze swoją połówką wynagradza wszystkie niedogodności. Czasem wiążą się z tym drobne i nieznaczne ustępstwa, czasem natomiast w grę wchodzi rezygnacja ze spełniania marzeń i życiowej szansy, która ponownie się nie powtórzy - dla miłości wszystko. Tylko czy jest to doceniane? 

Według mnie zdrada to druga w "hierarchii" krzywda, jaką ludzie mogą wyrządzić swojej ukochanej (ale czy na pewno?) osobie. Jest jednak coś, co jest znacznie gorsze od zdrady - to okłamywanie, tajenie swojej winy, udawanie, że nic się nie stało, a wszystko tylko po to, by uniknąć konsekwencji swojego czynu i poniesienia za niego odpowiedzialności w dorosły sposób. 

Kiera to dziewczyna, którą wiele z osób nazwałoby farciarą. Dorastała w szczęśliwej, kochającej rodzinie, nie jest w złej sytuacji materialnej, a na dodatek ma chłopaka, którego zazdrości jej wiele dziewcząt - nie dość, że kocha ją do szaleństwa i jest oddany jak nikt inny, to jeszcze bardzo przystojny i inteligentny. Młodzi decydują się na wyjazd do nowego miasta ze względu na staż chłopaka, a zamieszkują w towarzystwie jego przyjaciela Kellana. Wszystko wydaje się być w najlepszym porządku, aż okazuje się, że zakochanych czeka rozłąka. Kiera nie potrafi sobie poradzić z kłębiącymi się w niej emocjami, czuje się samotna i potrzebuje pocieszenia. Czy trzeba mówić, jak sobie poradziła? Wraz z Kellanem rozpoczynają niebezpieczną grę, a chociaż wiedzą jakie konsekwencje niesie ze sobą, nie potrafią i nie chcą z niej rezygnować.

Kolejny raz dostałam kopa w tyłek za to, że oceniałam książkę po okładce. Bo sami spójrzcie: ujmujący uśmiech ślicznej dziewczyny, przystojny chłopak leżący przy niej - wszystko tchnie ciepłem i takim spokojem. Mimo, że zapoznałam się przed zakupem z tematyką, to jednak liczyłam na to, że w takim tomiszczu otrzymam coś, co mi się spodoba. Ale na pewno nie byłam gotowa na taki zawód i rozczarowanie, jakie mnie spotkały po przeczytaniu. 

Niejednokrotnie główna bohaterka kojarzyła mi się z Bellą (saga Zmierzch) lub z Aną (Pięćdziesiąt odcieni Greya). Tak jak te dwie potrafiła niemiłosiernie irytować człowieka i co rusz w mojej głowie pojawiała się myśl, że gdyby ta dziewczyna zmaterializowała się obok mnie, to najchętniej bym zamordowała ją gołymi rękami. Rumieniła się w wręcz rekordowym tempie, na trzech stronach książki dała radę zrobić to 16 (!) razy. Była strasznie naiwna, jej zachowania nacechowane były wyrachowaniem i egoizmem - to taki typowy przykład osoby, która chciałaby mieć ciastko, ale i je zjeść. Nie miała w sobie ani grama współczucia i empatii - nie liczyły się dla niej uczucia ani jej chłopaka Denny'ego, ani Kellana, bo w każdej sytuacji kalkulowała, co jej się bardziej opłaca, nawet gdy Kellan prosił ją o ostateczne podjęcie decyzji - zamiast podjąć ją sercem, to podjęła ją samolubstwem. Ani trochę szacunku do partnera, z którym żyła wspolnie od dwóch lat. Do tego ciągłe ochy i achy nad swoim kochankiem - ile razy można powtórzyć, że ktoś ma włosy rozburzone jak po seksie? Ile razy można zachwycać się jego mięśniami czy wytartymi dżinsami? 

Wszystko w tej książce było do bólu przerysowane i schematyczne - obaj mężczyźni idealnie wyglądający, ona jak szara myszka, która jakimś cudem u obu wzbudziła zainteresowanie. Każde zbliżenie miłosne z Kellanem było cudowne i niesamowite, o wiele lepsze niż z jej chłopakiem. Bohaterka kompletnie nie wiedziała czego chciała w życiu, każda rzecz przyprawia ją o łzy, niezdecydowanie i zdezorientowanie - jest jak dziecko, które trzeba złapać za rączkę i pokierować, bo sama nie da sobie rady, choć ma dwadzieścia lat. Odbioru książki nie ułatwiła też narracja dziewczyny, ponieważ była ciężka i toporna jak dla mnie. 

Cała książka była dla mnie jedną, wielką męką. Te 672 strony to w ostatnim czasie były najtrudniej połykane przeze mnie kartki, jakie sobie przypominam - nie licząc już Greya. Bohaterzy nie przypadli mi do gustu, może odrobinę współczucia miałam dla Denny'ego, chociaż w zasadzie był to żal, że zakochał się w tak pustej i okropnej osobie jak Kiera. Po zakończeniu książki czułam, jakby ktoś wylał mi na łeb wiadro zimnej wody - kompletnie się zawiodłam, nie tego chciałam i oczekiwałam. Wiem, że mają być kolejne części, ale najzwyczajniej w świecie boję się po nie sięgnąć - a co, jeśli okażą się jeszcze gorsze dla mnie?

16 komentarzy :

  1. Kolejna negatywna recenzja tej książki...
    672 strony męki? Podziękuję ;).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chciałabym napisać pozytywną recenzję "Bezmyślnej"... ale się zwyczajnie nie da, nic się na to nie poradzi - trzeba mieć nadzieję, że może kolejne części będą lepsze. :)

      Usuń
  2. Zgadzam się w 100% z twoją oceną. Książka masakra, sama się sobie dziwię, że dotrwałam do końca. Moja jedyna myśl po przeczytaniu - czemu autorka chce dalej męczyć czytelników 2 częścią?
    Niektórych rzeczy już chyba nigdy nie pojmę :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W zasadzie to zastanawiałam się ostatnio, o czym tak naprawdę może być kolejna część - bo tutaj rozwiązano wszystkie wątki, historia dobiegła końca, no ale może coś nowego wprowadzi autorka.

      Usuń
  3. Eee.... jednak odpuszczę sobie. ;) Szanuję swój czas, tym bardziej, że ostatnio mam go jak na lekarstwo. :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdybym wiedziała, że książka okaże się tak mierna, to podejrzewam, że też nie sięgnęłabym, choć nie narzekam na brak czasu. Jedynie szkoda go marnować na takie książki, gdy jest wiele dużo lepszych. :<

      Usuń
  4. Oj jak ostro ;) czekałam na Twoją opinię i jest taka, jak myślałam ;) Z porównaniem do Greya się nie zgadzam, tam przynajmniej sceny erotyczne były, hmm inspirujące, a w Bezmyślnej wszystko było totalnie przerysowane i jakieś takie nierealne. Jeśli młodzi ludzie naprawdę tak postępują, to swoją córkę zamknę w jakiejś wieży ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W Greyu sceny opisujące seks były ciekawe dla mnie w pierwszej i może w drugiej części, ale wczoraj skończyłam trzecią i tam je po prostu omijałam, bo dla mnie nie było już w nich nic nowego i tak jak ładnie to określiłaś - inspirującego. Ale prawdą jest, że ta akurat książka jest sztuczna i przerysowana. Haha, myślę jednak, że ludzie mają więcej oleju w głowie niż głowna bohaterka, więc chyba nie będzie takiej konieczności, córka by Ci nie darowała. :)

      Usuń
    2. mam nadzieję, ale na pewno muszę z nią popracować nad pewnymi zasadami ;)

      Usuń
  5. Ja mam trochę cieplejsze odczucia wobec tej książki. Choć z jednym się zgodzę - ciągłe rumieńce na twarzy Kiery były mordercze:D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo mnie ciekawi, dlaczego autorki ciągle kreują swoje bohaterki na tak chorobliwie nieśmiałe, że co krok się rumienią biedactwa. :)

      Usuń
  6. No cóż, pozostaje omijać tą lekturę, w końcu jest tyle innych książek.

    OdpowiedzUsuń
  7. Okładka jest prześliczna. Mój odbiór tej książki był o wiele lepszy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, okładka rzeczywiście przyciąga wzrok, jednak w tym przypadku jak dla mnie to jest dużo lepsza od zawartości.

      Usuń
  8. Rozczarowałaś mnie, bo miałam za książkę się zabierać właśnie, ale teraz mnie odrzuciło.

    OdpowiedzUsuń

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka