poniedziałek, 14 lipca 2014

"O Boże, o Jezu, o Matko Boska! Mam dwadzieścia dwa lata i jestem dziewicą! Koniec świata!"

Okładka książki Coś do stracenia
Autor: Cora Carmack
Tytuł: Coś do stracenia
Wydawnictwo: Jaguar
Liczba stron: 204
Moja ocena: 6/10

W obecnych czasach dziewictwo to temat do dyskusji. Chyba każdy spotykał się ze zdaniem, że powinno się zachowywać czystość przed ślubem, a z seksem poczekać aż do czasu, gdy na palcu zalśni obrączka. Łączy się to z inną teorią, w myśl której dochodzi do wręcz kultu skrawka ciała, ponieważ przedwczesne współżycie z drugą osobą świadczy o braku szacunku do siebie samego. Są też opinie, według których na wszystko jest czas - nie ma się co śpieszyć. Ale są też dziewczyny, dla których bycie dziewicą to powód do wstydu. 

Główna bohaterka powieści, Bliss Edwards mimo swojego wieku dwudziestu dwóch lat jest dziewicą. Nie może tego przeboleć, zwłaszcza że wszystkie jej znajome, koleżanki i przyjaciółki już od dawna mają "to" za sobą. Gdy dziewczyna zwierza się ze swojego wstydliwego problemu najlepszej przyjaciółce, ta nie czeka długo i zabiera Bliss do klubu, w którym ma znaleźć dla siebie kogoś, kto pozbawi ją owego kłopotu. I tak właśnie poznaje Garricka. Od początku nie wszystko przebiega tak, jak dziewczyna by chciała, aż w końcu rezygnuje. Liczy, że nigdy więcej nie spotka już swego niedoszłego kochanka, aczkolwiek okazuje się, że płonne były jej nadzieje - to właśnie Garrick jest jej nowym wykładowcą. 

Częstym motywem spotykanym w książkach jest wątek, który przedstawia miłość między nauczycielem a uczennicą, czyli coś, co w oczach społeczeństwa jest niemoralne, nieetyczne i zasługuje na to, by pod nieszczęśnikami rozwarła się ziemia oraz pochłonęły ich piekielne czeluści. Takie schematy nieco mnie zaczęły nużyć, ponieważ oczekuję od książek pewnej oryginalności i więcej kreatywności, ale uznałam, że warto dać tej szansę, bo może tutaj taki rozwój akcji przypadnie mi do gustu. "Coś do stracenia" w dużej części dała radę sprostać moim wymaganiom.

Sięgając po tę książkę, nie miałam zbyt wygórowanych oczekiwań. Liczyłam na coś, co pozwoli mi się rozerwać. może i pośmiać nad desperacją bohaterki, a  także jej osobistą katastrofą. Po części zostało to spełnione, po części nie. Początek zapowiadał się całkiem nieźle, polubiłam przyjaciółkę Bliss, która wydawała się być w ogromnym szoku oświadczeniem głównej bohaterki, oraz samą Bliss. Spodobał mi się też język książki, który był łatwy w odbiorze, prosty; pokuszę się o stwierdzenie, że intrygujący - za sprawą przyjemnej narracji, pełnej samokrytyki, ironii i ciętego dowcipu. Na bohaterów nie narzekam, na język nie - to co zawiodło? 

Rozczarowała mnie sama akcja. Nastawiłam się na to, że książka będzie bardziej nieprzewidywalna, oczekiwałam, że główna bohaterka będzie miała więcej epizodów z jakimiś innymi mężczyznami, które również nie skończyłyby się tym, czego oczekiwała. Trochę więcej zawirowań, trochę więcej nieporadnych starań, więcej frustracji i desperacji. Wszystko potoczyło się za szybko - poszła do baru, spotkała chłopaka, poszła z nim do łóżka, ale stchórzyła. Potem okazuje się, że nic nie jest tak jak chciała, bo Garrick jest jej nauczycielem. I dalej bohaterka próbuje na siłę sobie wmówić, że nic do niego nie czuje, ma go gdzieś, choć tak naprawdę topnieje na jego widok. Do tego oczywiście dochodzi przyjaciel, który potajemnie się w niej kocha, ale okazuje się być szlachetnym i zadowala się odpadkami po Garricku, jakimi jest przyjaźń. Pozytywnym akcentem była kotka Hamlet, bo kiedy by się nie pojawiła, to zawsze się uśmiechałam.

Nie jest to książka, którą można wliczyć w kanon książek, które by mnie zachwyciły. Nie mogę też powiedzieć, że wiele z niej wyniosłam - to nie ten typ literatury, by oczekiwać, że strony będą przepełnione mądrościami. Liczyłam jednak na coś, co pozwoli mi oderwać się od codzienności, na coś, gdzie będzie absurd i humor, a choć nie otrzymałam ich w ilości takiej, jakiej bym sobie życzyła, to jednak mogę powiedzieć, że nie żałuję spotkania z tą książką.

23 komentarze :

  1. Ja miałam niskie oczekiwania a i tak się zawiodłam. Cora Carmack powinna Coś do stracenia dopracować, bo tak to... dość uboga powieść.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rzeczywiście nie do końca dopracowana była ta historia, jednak według mnie nie było też tak źle - mogło być gorzej.

      Usuń
  2. Oj... tak właśnie czułam, że to będzie słabe - tzn najpierw się nakręciłam na tę książkę do przesady, ale później mi przeszło ;p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jest nie tyle słabe, co przeciętne. Takie określenie bardziej mi pasuje tu.

      Usuń
  3. Hihi, tytuł posta mnie powalił :P Książka od początku jest na mojej liście do przeczytania więc mam nadzieję, że niebawem się z nią zapoznam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie życzę Ci, by spodobała się, może odnajdziesz w niej więcej niż ja. :)

      Usuń
  4. To książka jakich wiele, ale pewnie i ja przeczytam. Lubię takie historie, a czytałam że jest momentami śmieszne. I chyba nie będzie gorsze niż "Bezmyślna" ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, nie, wątpię, by istniało coś, co mogłoby być gorsze od "Bezmyślnej". :D
      Ale ja tak sobie narzekam, marudzę na te wszystkie książki - że mnie zawodzą, że nie takie jakbym chciała, a i tak mnie coś do nich ciągnie i wiem, że i tak będę je ciągle czytała. :)

      Usuń
    2. Nic dziwnego, są uzależniające ;) Ja mam tak z serią Amber, tak mnie te książki wkurzają, za przewidywalność, schematyczność i miałkość, a i tak czytam wszystkie ;)

      Usuń
  5. Odpowiedzi
    1. To wystarczy ją przeczytać, a będzie zaspokojony. :)

      Usuń
  6. . Lubię poczytać od czasu do czasu jakąś lekką i przyjemna książkę, ale do tej mnie nie ciągnie. Czytałam juz negatywne recenzje, a i twoja nie jest zbyt zachecajaca wiec wydaje mi się że w tym wypadku i moje oczekiwania nie zostalyby spelnione. :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Skoro ma się pewność, że książka nie przypadnie do gustu, to rzeczywiście nie ma sensu branie się za nią. :)

      Usuń
  7. Myślałam, że książka okaże się nieco lepsza, a to, jak widzę, taki "przeciętniak". Książki nie kupię, a miałam szczery zamiar, ale w bibliotece z chęcią, mimo wszystko, się za nią porozglądam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To już zależy od gustu - wielu osobom przypadła do gustu, bo czytałam zachwalające recenzje, ale dla mnie właśnie jest taka, jak ją ujęłaś - przeciętna. :)

      Usuń
  8. Czytałam i cóż, historia nudna i wtórna. Jakoś nie łapałam tego całego związku między Bliss i profesorkiem. Wszystko było takie przeciętne i oklepane. YA raczej nie jest dla mnie :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mogę się podpisać obiema łapkami, chociaż ja tam mimo narzekań na wiele książek YA to jednak je lubię. :D

      Usuń
  9. Sama nie wiem. Tytuł Twojej recenzji mnie rozbawił. Ale sama książka chyba nie jest dla mnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No nic na siłę, wiadomo, że autorzy we wszystkie gusta się nie wstrzelą. :)

      Usuń
  10. Masz rację nie jest to dość mądra książka. Chyba sobie odpuszczę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo tak książka nie należy do takich, które mają być wartościowe. One mają umilać czas i odmóżdżać. ;)

      Usuń
  11. Hahaha, tytuł posta mnie rozbroił.

    Miałam na nią dużą ochotę, ale jakoś mi minęło po przeczytaniu kilku recenzji. Chociaż pewnie za jakiś czas ciekawość wygra i sięgnę. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciekawość to rzecz zgubna, ale w czytelnictwie bardzo pożądana - gdyby nie ciekawość to nie odkryłoby się wielu wspaniałych książek. :)

      Usuń

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka