piątek, 11 lipca 2014

"Hau hau, miau miau - w ten sposób mówię Ci, że odczuwam ból!"

Autor: Nick Trout
Tytuł: Powiedz, gdzie cię boli
Wydawnictwo: Literackie
Liczba stron: 380
Moja ocena: 7/10

W życiu wielu ludzi zwierzęta odgrywają bardzo ważną rolę. Są najlepszymi przyjaciółmi ze względu na swoją wierność, oddanie i zaufanie, ponieważ za miłość odwdzięczają się miłością. W ich naturze nie leży obłuda ani zawiść, nie zależy im na skrzywdzeniu swojego właściciela. Są idealnymi powiernikami tajemnic i to nie tylko dlatego, że nie mają sposobności ich wyjawić, ale dlatego, że w jakiś magiczny sposób sprawiają wrażenie, jakby rozumiały, co się do nich mówi. Dla swojego właściciela są w stanie zrobić wszystko, bo wielokrotnie słyszało się o tym, że jakiś pupil uratował swojego pana przed śmiercią. 


Choć zdarzają się przypadki patologiczne, to jednak większość ludzi, którzy decydują się na zwierzę to osoby, które całym sercem je kochają. Każdy pragnie, by jego ulubieniec żył wiecznie i nic mu nie dolegało, lecz życie pisze rozmaite scenariusze, nie zawsze zgodne z ludzkimi oczekiwaniami. Przychodzi moment, gdy nasz maluch zachoruje, a my jesteśmy bezradni. I właśnie w takich sytuacjach nieoceniona jest pomoc lekarska, jaką służą weterynarze. Choć nie jest najtańsza, to jednak stanowi często jedyne wyjście i koło ratunkowe dla naszego pieszczocha. 

"Powiedz, gdzie cię boli" to książka w znacznej mierze oparta na faktach, chociaż nie do końca, co zostało zaznaczone przez samego autora. Przedstawia ona dzień z życia weterynarza - jego obowiązki, przeżycia, wspomnienia i dylematy związane z pracą. Prezentuje w sobie wiele historii, które mają jeden wspólny mianownik, którym jest postać doktora Nicka Trouta. Niejednokrotnie zmierza się on z ciężkimi decyzjami, a co najciekawsze to w ciągu jednego dnia, bo na brak pacjentów narzekać nie może. Pacjentom również nie dane jest narzekać, bo taki lekarz jak Trout to skarb, o czym mają okazję się przekonać nie tylko zwierzaki, ale i ich pupile. 

Nie miałam dotychczas okazji sięgnąć po książkę, w której przedstawiona zostałaby problematyka pracowania jako weterynarz, dlatego skuszona pozytywnymi opiniami zdecydowałam się przeczytać tę. Sam tytuł był dla mnie bardzo sugestywny i stanowił zapowiedź, że treść może nie należeć do lekkich i przyjemnych w odbiorze, ale nie nastawiałam się też na taką książkę - liczyłam na coś, co pozwoli mi odkryć coś nowego i pokazać świat, w którym nie miałam zbytniego rozeznania. Czy to się udało? Mogę spokojnie odpowiedzieć, że owszem. 

Wydarzenia są pokazywane z punktu widzenia weterynarza - o różnych godzinach czekali na niego odmienni pacjenci, a każdy z nich był całkowicie odrębną osobowością. Nie byli szarymi pionkami, które nie liczą się i robią tylko za tło, ponieważ zostali wyraziście i barwnie wykreowani. Byli dowodem na to, że zwierzę to nie tylko ozdoba domu i ochroniarz, ale i towarzysz życia, na leczenie którego gotowi są wydać każdą sumę pieniędzy - w grę nie wchodziły małe kwoty, bo te sięgały kilkunastu tysięcy dolarów, a jednak ludzie je wydawali.

Wiele historii opisywanych w książce poruszało mną, kilka wywołało łzy, lecz chyba najbardziej piękna wydała mi się ta przedstawiająca kobietę, która miała alergię na swojego psa - na inne nie miała, nie potrafiła przespać nocy bez inhalatora, a mimo tego nie chciała oddać swojego pupila i wymienić go na innego. Ludzka miłość do zwierząt ma różne oblicza, bo czy ktoś z nas zmieniłby swoje drugie imię na takie, jakie nosi jego pies? Taki przypadek też był opisywany, a choć wydaje się absurdalny i lekko przesadny, to jednak ma swój urok. Nie można zapomnieć też o zwykłych ludziach, którzy potrafili się zadłużyć, byle tylko przedłużyć choć trochę życie swojego milusińskiego. Potrafilibyście zdobyć się na takie zachowanie, czy może uznalibyście, że Wasz zwierzak to nie jest coś, przez co warto popadać w długi? Z drugiej strony autor dotyka też smutnej tematyki, takiej jak próby dążenia do bycia sławnym - dzięki kotowi, który ważył ponad 18 kg (!!!) kobieta chciała dostać się do Księgi Rekordów Guinnessa. Jednak czy warto jest poświęcać zdrowie, a często i życie żywej istoty po to, by na chwilę zaistnieć w świecie mediów i zdobyć swoje pięć minut? 

To, co jest dla mnie minusem w tej książce to mieszany sposób na przekazywanie informacji. Autor opisywał bieżącą wizytę pacjenta, a nagle ni z gruszki, ni z pietruszki bierze się za wspomnienia - a ja potem zapominałam całkiem o aktualnych wydarzeniach, trzymałam się tych przeszłych, dlatego dość trudne były takie przeskoki w rozumieniu fabuły, choć z czasem udawało mi się to coraz lepiej. 

Nie muszę mówić, że "Powiedz, gdzie cię boli" to pozycja w mojej opinii warta poświęcenia jej czasu. Autor pokazuje w przystępny, interesujący i wzruszający sposób swoje życie, którego jednym z głównych celów jest ratowanie innych - tych, którzy nie potrafią powiedzieć, gdzie tkwi źródło ich bólu i jaka jest przyczyna. Prezentuje ogromną dawkę emocji, ale i stawia ważną tezę, w myśl której weterynarz to nie do końca zawód dla zwierząt, które są jego pacjentami. To zawód dla właścicieli tych stworzeń - niejednokrotnie to właśnie pupil lepiej trzymał się niż jego pan, który potrzebował wsparcia i zrozumienia, a ze strony lekarza otrzymuje je w dużej ilości. To książka pełna poświecenia i miłości - bezwarunkowej i gotowej do poświęceń, lecz nie na linii człowiek-człowiek, lecz zwierzak-człowiek.  

16 komentarzy :

  1. Jaka interesująca publikacja i okładka cudna. Nie wiedziałam, że "Powiedz, gdzie cię boli" to książka w znacznej mierze oparta na faktach. Cieszy mnie to, bowiem lubię takie życiowe historie. Wzruszyła mnie ta historia z kobietą uczuloną na własnego psa. Podziwiam jej zdecydowanie, iż nie chciała go oddać, tylko wolała zmagać się ze swoją alergią. Niesamowite. Muszę poznać tę książkę bliżej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, książka ta zawiera w sobie wiele wzruszających i niesamowitych opowieści, po których sama zastanawiałam się nad tym, do czego zdolni są ludzie, byle tylko być wraz ze swoim ulubieńcem.

      Usuń
  2. Boooziuu pamiętam tą książkę. Jestem zbyt wrażliwa na punkcie psów, do tej pory mam przed oczami Psa, który jeździł koleją - ryczałam jak głupia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, jedna z naprawdę wzruszających lektur z klas podstawowych, której nie sposób jest zapomnieć.

      Usuń
  3. Kocham zwierzęta i nie wyobrażam sobie ddania ukochanego pupila obcej osobie. Mam uciążliwą alergię na koty, ale i tak je dokarmiam i ukradkiem głaskam :) Lubię czytać tego typu książki i tę pewnie też przeczytam. Szkoda, że ta fabuła taka pomieszana, nie lubię wspomnień wplecionych w wydarzenia...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli też masz w sobie coś z ryzykantki, skoro pomimo alergii tak postępujesz. Ale to dobrze o Tobie świadczy i dobrym świetle Cię stawia. :) To było drażniące, bo zdarzało mi się pogubić w akcji, bo takie dość zagmatwane to było.

      Usuń
  4. Ciekawa recenzja, po której trudno się nie skusić

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Więc liczę na to, że i Ty się na nią w swoim czasie skusisz. :)

      Usuń
  5. Mam dwa pieski i kota, więc z pewnością poczytanie o takich historiach, by mi pomogło. Poza tym, na pewno bym się wzruszyła - jak to ja.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Więc skoro lubisz wzruszenia to sądzę, że to z pewnością coś dla Ciebie. :)

      Usuń
  6. My się zadłużyliśmy, by ratować poprzedniego psa. Niestety weterynarze byli świniami i dopiero jak wydaliśmy już z 2 tysiące na badania, kroplówki i zastrzyki (w ciągu 4 dni!), jedna uczciwa kobieta powiedziała nam, że USG (trzecie, jakie robiliśmy!) pokazało guza w śledzionie, "ale bez śledziony można żyć". Na drugi dzień operacja u zaprzyjaźnionego lekarza... Ten był na tyle ludzki, że zamiast faszerować psa chemią i udawać, że go uratował, zadzwonił do nas od razu po rozpoczęciu operacji, mówiąc prawdę - większość organizmu opanowała sarkoma, rodzaj raka, którego nie można uleczyć nawet u ludzi, a tym bardziej u zwierząt... Uśpiliśmy go, nie dostając szansy na pożegnanie się. Dlatego mam mieszane uczucia do weterynarzy. Jak uporam się w końcu z tymi uczuciami, to może wtedy sięgnę po książkę.

    Przy okazji zapraszam do mnie na książkowy konkurs: http://heaven-for-readers.blogspot.com/2014/07/richard-paul-evans-michael-vey-bunt_10.html - 5 książek do zgarnięcia dla jednej osoby (do wyboru z wielu!) :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cóż, nie dziwię się Twojemu podejściu do tych lekarzy, ponieważ taka sytuacja jak w Twoim przypadku może trwale do nich zrazić. Wiadome jest, że nie istnieją sami idealni weterynarze pracujący z "powołania", bo i są wśród nich osoby, które liczą jedynie na łatwy zysk, bo z leczenia zwierząt można go łatwo zdobyć. Przykre jednak jest to, że niektórym ludziom brakuje zwykłego ludzkiego zrozumienia, a wszędzie czai się chciwość...

      Usuń
  7. Uwielbiam zwierzęta, szczególnie psy, a właściwie to suczki bo są najwierniejsze i najbardziej spokojne, pies to pies ;) Jednakże od kilku juz lat mam psa "Rambo" sieje zniszczenie w domu, ale nie wyobrażam sobie bez niego zycia. Książką czuję sie zainteresowana!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fakt, psy mają w sobie to coś, bo cieszą się największą popularnością. I mimo, że często się narzeka na szkody wyrządzane przed podopiecznych, to i tak kocha się ich nad życie. :)

      Usuń
  8. Moje rodzeństwo wprost uwielbia naszego psa, myślę, że to książka akurat dla nich - mądra i ciekawa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ma w sobie to coś, dlatego skoro lubią zwierzęta, to warto im polecić. :)

      Usuń

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka