piątek, 13 czerwca 2014

"Hej, Ty! Tak, Ty! Gdzie się podziałeś?! Wracaj tu do mnie, nie zostawiaj mnie!" - podpisano: kot.

***
Umrzeć - tego nie robi się kotu.
Bo co ma począć kot
w pustym mieszkaniu.
Wdrapywać się na ściany.
Ocierać między meblami.
Nic niby tu nie zmienione,
a jednak pozamieniane. 
Niby nie przesunięte,
a jednak porozsuwane. 
I wieczorami lampa już nie świeci.

Słychać kroki na schodach,
ale to nie te.
Ręka, co kładzie rybę na talerzyk,
także nie ta, co kładła.

Coś się tu nie zaczyna
w swojej zwykłej porze.
Coś się tu nie odbywa
jak powinno. 
Ktoś tutaj był i był,
a potem nagle zniknął
i uporczywie go nie ma.

Do wszystkich szaf się zajrzało.
Przez półki przebiegło.
Wcisnęło się pod dywan i sprawdziło. 
Nawet złamało zakaz
i rozrzuciło papiery. 
Co więcej jest do zrobienia.
Spać i czekać.

Niech no on tylko wróci,
Niech no się pokaże. 
Już on się dowie,
że tak z kotem nie można. 
Będzie się szło w jego stronę
jakby się wcale nie chciało,
pomalutku,
na bardzo obrażonych łapach.
I żadnych skoków pisków na początek.
***

Czerwiec nie jest dla mnie dobrym miesiącem, ponieważ problemy w życiu codziennym sprawiły, że nie mam czasu na czytanie książek, a gdy już zaczynam to bardzo opornie mi to wychodzi, a co z tym idzie - recenzowanie ich. By jednak otworzyć się trochę na literaturę i kulturę wyższą, wykorzystując dzisiejszą chwilę wolnego czasu, natchnęło mnie na sięgnięcie po tomik z wierszami pani Szymborskiej, która obok Herberta jest jednym z bardziej cenionych przeze mnie twórców współczesnych. 

Wisława Szymborska to artystka, która pozornie prostymi, zwykłymi słowami potrafiła mówić o najtrudniejszych rzeczach. Zasłużenie uhonorowana Nagrodą Nobla w swoich utworach przekazuje uniwersalne prawdy o życiu, które potrafi ukazać w magiczny i zrozumiały sposób. Pisze o rzeczach codziennych i bliskich ludziom, lecz nie można powiedzieć, że jej wiersze są proste - to małe dzieła sztuki. 

Wiersz, który tym razem chciałabym tutaj zamieścić i opisać swoje refleksje to "Kot w pustym mieszkaniu". Wszystko wydaje się być bardzo proste, sama treść jest łatwa w zrozumieniu - Szymborska nie operuje wyszukanym językiem, a jednak jej wiersze są najwyższych lotów. W czym tkwi jej sekret i tajemnica sukcesu?

Historia zawarta w tym niewielkich rozmiarów tekście kultury opowiada o tytułowym sierściuchu, który sam siedzi w pustym mieszkaniu, ponieważ jego właściciel umarł. Zwierzak nie wie, w jaki sposób ma sobie wypełnić czas, ponieważ na wiele sposobów kombinuje, a i tak nie osiąga zadowalających efektów. Mimo, że na pierwszy rzut oka widzi, że wszystko jest w porządku, ponieważ meble są na swoim miejscu, ciągle jest karmiony rybką, to jednak dostrzega różnice - brak poprzedniej osoby przygotowującej mu jedzenie, a zastąpienie jej kimś innym. Gdy już odnotował te wszystkie zmiany, rozpoczyna poszukiwania swojego pana, lecz nie potrafi go odszukać mimo usilnych prób i i rozpaczliwych starań. W końcu decyduje się na zemstę, ponieważ nadal wierzy, że jego właściciel powróci do mieszkania po nieobecności, a kiciuś będzie mógł mu się odpłacić pięknym za nadobne.

W tej opowieści odczytywanej dosłownie autorka neguje pogląd, jakoby zwierzęta były pozbawione uczuć - kot wyraźnie ma zachowania typowo ludzkie, ponieważ nie zachowuje się tak, jakby nic się nie stało i wszystko było w normie, lecz rejestruje zmianę, a także nie potrafi i nie chce się z nią pogodzić, wciąż obecna w nim jest wiara, że "zły" pan, który poszedł sobie sio i nie wrócił, lada chwila wyskoczy i krzyknie "niespodzianka, tutaj byłem!". Czy jednak należy ten utwór odczytywać jedynie tak, jak został napisany?

To, co zwraca uwagę po zastanowieniu się to fakt, że historia wcale nie musi traktować o odejściu właściciela i związanej z nią tęsknocie zwierzęcia - przecież idealnie pasuje do sytuacji, gdy to jakiemuś człowiekowi odchodzi bliska osoba, a on nie może pogodzić się z jej stratą niczym opisywany kot. 

Gdy umiera ktoś, na kim nam zależało, całe życie traci sens, mimo że tak naprawdę prawie nic się w nim nie zmieniło - poza tym jednym "drobnym" szczegółem. Dalej przecież nasz dom wygląda tak jak wyglądał, bo na oknie wiszą te same firanki, lodówka stoi w kącie, a zegar uporczywie tyka. Dalej słychać kroki, gdy ktoś wchodzi na klatkę schodową, jednak okazuje się ciągle, że to nie ta wyczekiwana podświadomie osoba. Mamy co jeść, gdyż głodni nie jesteśmy - ktoś pomaga nam przetrwać, lecz to nie ten ktoś. Jest też jednak czas, gdy nie potrafimy się pogodzić ze śmiercią, twierdzimy, że tak naprawdę jej nie było, dlatego poszukujemy owej osoby, jednak to nie przynosi skutków. Tak jak kot nie potrafimy znaleźć sobie zajęcia, gdyż bez tej osoby nic nie jest takie samo. Lecz nadchodzi w końcu moment, gdy całkiem irracjonalnie zaczynamy odczuwać gniew na tę osobę - jak ona śmiała nas zostawić samych sobie?! Jak mogła odejść?! Co ona sobie myślała?! I przychodzi czas na złość.

Śmierć to ciężka sprawa. Nie kojarzy się z niczym miłym, za to wywołuje masę negatywnych emocji. Bo czy jest ktoś, kto nikogo nigdy nie stracił? Czy jest ktoś, kto nigdy w życiu nie cierpiał po odejściu bliskiej osoby? Jest ktoś, kogo takie wydarzenie nie obeszło? Ucieszyło? Sprawiło radość? Mogę z całą pewnością odpowiedzieć, że nie. I tak naprawdę, to z całego serca życzę każdemu, by możliwie jak najrzadziej czuli się jak ten "kot w pustym mieszkaniu", ponieważ to nie jest coś, czego się pragnie. A najgorsza nie jest tęsknota, lecz bezsilność i wyrzuty - nie mogliśmy nic zrobić, nie zaradziliśmy złu, więc to nasza wina. I pozostaje obciążone sumienie na zawsze, pustka i bóle. 

4 komentarze :

  1. Mój ulubiony wiersz p. Wisławy ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Poezji nie czytam i nie rozumiem, jednak tego wiersza nie sposób nie znać ;) Świetnie go opisałaś, gdy moja polonistka też tak mówiła o wierszach, pewnie dziś bardziej bym je lubiła ;) Chociaż, chyba nawet to nie zmieniłoby mojego "szybkiego" podejścia do litartury. Ja po prostu lubię akcję i nie trawię rozwlekłości i melancholii ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Pamiętam jak pierwszy raz przeczytałam ten tekst, popłakałam się. Jak go czytam zawsze widzę mojego kota i być może moje emocje wynikają właśnie z tego.

    OdpowiedzUsuń

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka